Granica światów?

Granica światów?

O granicy polsko-ukraińskiej z Joanną Konieczną-Sałamatin, dr socjologii na Uniwersytecie Warszawskim rozmawiał Wojciech Jankowski (Radio WNET).


Jakie są pani osobiste odczucia z przekraczania granicy?

Ostatnio nie spędzam tyle czasu na granicy polsko-ukraińskiej jak bym chciała. Badania socjologiczne są przedmiotem mojej działalności zawodowej, w szczególności badania dotyczące społeczeństwa ukraińskiego. Z Ukrainą jestem związana rodzinnie, ponieważ mój mąż pochodzi z Ukrainy. Ma tam rodzinę i stąd częste moje podróże w tamtym kierunku.

 

Moje badania tego tematu wynikają z osobistych doświadczeń. Moim zdaniem granica polsko-ukraińska jest „półprzepuszczalna”. Wytłumaczę to. Gdy jedzie się z Polski – to granicę przekracza się w miarę sprawnie, natomiast, gdy się wraca do Polski – to stoi się tam dość długo, cztery i więcej godzin.

 

Tematem zainteresowałam się, gdy przed dwoma laty przyszło mi stać na granicy 16 godzin. Pochodziłam sobie pomiędzy ludźmi, trochę popytałam, porozmawiałam i tak powstały jakieś ustalenia. Z badań wpisów w Internecie wynika, że od dziesięciu lat, odkąd te wpisy istnieją, sytuacja na granicy się zasadniczo nie zmienia.

 

Proszę porównać granicę polsko-ukraińską z polsko-niemiecką. Jaki to wygląda?

Różnica tych granic – generalnie wschodniej – od innych granic Polski polega na tym, że jest tam mało przejść granicznych. Nawet przed przystąpieniem Polski do strefy Schengen tych przejść na zachodzie było kilkadziesiąt. Natomiast na wschodzie tych przejść jest niewiele – z Ukrainą sześć drogowych i kilka kolejowych. A jest to kilkaset kilometrów granicy. 

 

Jeżeli przejścia kolejowe, to tylko połączenia z większymi miastami – Kijów-Kraków czy Lwów-Warszawa. Główny ruch pasażerski dobywa się przez przejścia samochodowe. Brak tu małych pieszych i turystycznych przejść. Jest to przede wszystkim fizyczne ograniczenie przepustowości.

 

Jak obecnie mają się warunki na granicy?

Poprawiają się warunki na przejściach. Powstają toalety, kosze na śmiecie, które są sprzątane. Ale generalnie nie w tym jest przyczyna kolejek. Główny problem – to ilość przejść. W 2005 roku, a był to szczyt przekroczeń, granicę wschodnią przekraczano 19 mln razy. Tak samo było na granicy ze Słowacją. Tylko tam było 60 przejść. Po przystąpieniu do strefy Schengen granice można przekraczać praktycznie w każdym miejscu i takie pojęcie jak przejście graniczne odpadło. Obecnie ten ruch się zmniejszył.

 

 

Jak postrzega pani braki na granicy?

Jest to brak kompatybilności działań granicznych władz Polski i Ukrainy, brak wspólnych odpraw celnych i korupcji po stronie ukraińskiej. Co do łapówek to od czasu do czasu wynikają jakieś afery, ale nie interesowałam się tym w swoich badaniach.

 

Jakie są pani prognozy? A gdyby ten ruch się zwiększył?

Przy zwiększeniu ruchu granicznego, tak jak to ma miejsce na zachodzie, nie jest możliwe „przepchnąć” więcej ludzi przez te 6 przejść na granicy polsko-ukraińskiej. Nad tym trzeba się zastanowić. Z opracowanych w 2006 roku ekspertyz do dzisiaj nic nie wynikło.

Granica światów?

 

 

O granicy polsko-ukraińskiej z Joanną Konieczną-Sałamatin, dr socjologii na Uniwersytecie Warszawskim rozmawiał Wojciech Jankowski (Radio WNET).

 

 

Jakie są pani osobiste odczucia z przekraczania granicy?

Ostatnio nie spędzam tyle czasu na granicy polsko-ukraińskiej jak bym chciała. Badania socjologiczne są przedmiotem mojej działalności zawodowej, w szczególności badania dotyczące społeczeństwa ukraińskiego. Z Ukrainą jestem związana rodzinnie, ponieważ mój mąż pochodzi z Ukrainy. Ma tam rodzinę i stąd częste moje podróże w tamtym kierunku.

 

 

Moje badania tego tematu wynikają z osobistych doświadczeń. Moim zdaniem granica polsko-ukraińska jest „półprzepuszczalna”. Wytłumaczę to. Gdy jedzie się z Polski – to granicę przekracza się w miarę sprawnie, natomiast, gdy się wraca do Polski – to stoi się tam dość długo, cztery i więcej godzin.

 

 

Tematem zainteresowałam się, gdy przed dwoma laty przyszło mi stać na granicy 16 godzin. Pochodziłam sobie pomiędzy ludźmi, trochę popytałam, porozmawiałam i tak powstały jakieś ustalenia. Z badań wpisów w Internecie wynika, że od dziesięciu lat, odkąd te wpisy istnieją, sytuacja na granicy się zasadniczo nie zmienia.

 

 

Proszę porównać granicę polsko-ukraińską z polsko-niemiecką. Jaki to wygląda?

Różnica tych granic – generalnie wschodniej – od innych granic Polski polega na tym, że jest tam mało przejść granicznych. Nawet przed przystąpieniem Polski do strefy Schengen tych przejść na zachodzie było kilkadziesiąt. Natomiast na wschodzie tych przejść jest niewiele – z Ukrainą sześć drogowych i kilka kolejowych. A jest to kilkaset kilometrów granicy.

 

 

Jeżeli przejścia kolejowe, to tylko połączenia z większymi miastami – Kijów-Kraków czy Lwów-Warszawa. Główny ruch pasażerski dobywa się przez przejścia samochodowe. Brak tu małych pieszych i turystycznych przejść. Jest to przede wszystkim fizyczne ograniczenie przepustowości.

 

 

Jak obecnie mają się warunki na granicy?

Poprawiają się warunki na przejściach. Powstają toalety, kosze na śmiecie, które są sprzątane. Ale generalnie nie w tym jest przyczyna kolejek. Główny problem – to ilość przejść. W 2005 roku, a był to szczyt przekroczeń, granicę wschodnią przekraczano 19 mln razy. Tak samo było na granicy ze Słowacją. Tylko tam było 60 przejść. Po przystąpieniu do strefy Schengen granice można przekraczać praktycznie w każdym miejscu i takie pojęcie jak przejście graniczne odpadło. Obecnie ten ruch się zmniejszył.

 

 

Jak postrzega pani braki na granicy?

Jest to brak kompatybilności działań granicznych władz Polski i Ukrainy, brak wspólnych odpraw celnych i korupcji po stronie ukraińskiej. Co do łapówek to od czasu do czasu wynikają jakieś afery, ale nie interesowałam się tym w swoich badaniach.

 

 

Jakie są pani prognozy? A gdyby ten ruch się zwiększył?

Przy zwiększeniu ruchu granicznego, tak jak to ma miejsce na zachodzie, nie jest możliwe „przepchnąć” więcej ludzi przez te 6 przejść na granicy polsko-ukraińskiej. Nad tym trzeba się zastanowić. Z opracowanych w 2006 roku ekspertyz do dzisiaj nic nie wynikło.

 

 

Joanna Konieczna-Sałamatin (Fot. www.fotoforum.gazeta.pl)

X