Gracias Santo Padre

Gracias Santo Padre

„…Oświadczam, że rezygnuję z posługi biskupa Rzymu…” (Benedykt XVI – 11.02.2013).

Dzień 11 lutego 2013 roku niewątpliwie przejdzie do historii Kościoła katolickiego i świata, bowiem rezygnacja papieża z swego urzędu, chociaż przewidziana w 332 kanonie prawa kanonicznego, zdarza się niezwykle rzadko. Porównywalne zrzeczenie się urzędu papieskiego miało miejsce przed siedmioma wiekami (papież Celestyn V, w 1294 roku). W czasach współczesnych Pius XII i Paweł VI przygotowali na piśmie akty abdykacyjne, które jednak nie zostały wprowadzone w życie. Decydowały o nich różne motywy.

W przypadku Piusa XII chodziło o obawę przed uwięzieniem (internowaniem) papieża przez władze hitlerowskie, natomiast Paweł VI liczył się z długą i ciężką chorobą, uniemożliwiającą sprawowanie urzędu. Gdy pod koniec obrad ostatniego konsystorza zabrał głos papież Benedykt XVI i po łacinie wygłosił formułę oświadczenia o rezygnacji z urzędu, wśród uczestników zgromadzenia kardynałów zapanowała głęboka cisza i zupełne zaskoczenie. Jedynie kardynał Angelo Sodano zabrał głos, aby oświadczyć, że „ta wiadomość jest dla nas jak grom z jasnego nieba…”. Wydaje się, że Duch Święty słuchał tego oświadczenia, bowiem wkrótce rozpętała się burza i piorun uderzył w kopułę bazyliki św. Piotra, co odnotowały wszystkie media.

Praktyczne problemy papieża-emeryta
Dzisiaj nikt jeszcze nie wie, co oznacza to nadzwyczajne wydarzenie, jakim niewątpliwie jest papież na emeryturze, który w dodatku będzie rezydentem klasztoru sióstr klauzurowych Mater Ecclesiae na terenie ogrodów watykańskich. Jak informuje włoski dziennik „La Stampa” papież opuści pałac papieski z lekką walizką, bowiem zabierze wyłącznie rzeczy osobiste i prywatną korespondencję oraz fortepian, na którym lubi grać.

Oficjele watykańscy nie wiedzą jeszcze jaki będzie mu przysługiwał tytuł (mówi się, że może to być np. „emerytowany biskup Rzymu”), ani jaki strój będzie nosił. A może powróci do statusu kardynała Ratzingera, bez prawa uczestnictwa w konklawe? Wspomniany dziennik donosi, że emerytura papieska ma wynosić 2500 euro, co wydaje się nieprawdopodobne, choćby z tego powodu, że uposażenie kardynalskie wynosi 5000 euro. Wiadomo, że zniknie z życia publicznego, ale nie zamknie się w klasztorze. Może będzie się spotykał np. ze swoim następcą podczas spacerów w ogrodach watykańskich?

W oświadczeniu o rezygnacji Benedykt XVI zaznaczył: „W przyszłości będę chciał służyć całym sercem, całym oddanym modlitwie życiem, świętemu Kościołowi Bożemu”. Jak możemy to odczytywać? Myślę, że dość dosłownie. Będzie wspierał Kościół modlitwą, a jako wybitny teolog i intelektualista spożytkuje dany mu czas na twórczą pracę nad zagadnieniami, które są mu najbliższe. Ci, którzy mieli możność przeczytać choćby papieską trylogię pt: „Jezus z Nazaretu” wiedzą jak jasno, a zarazem precyzyjnie, potrafi przybliżyć czytelnikom trudne problemy teologiczne.

Tłumy wiernych z całego świata dziękowały papieżowi za pontyfikat (Fot.dziennikpolski24.pl)

Sukcesy i dylematy
W czasach szerzącego się (zwłaszcza w Europie) sceptycyzmu religijnego, jak nikt inny, potrafił być wybitnym eksponentem wiary. W niedzielę 17 lutego br. na południową modlitwę z papieżem na Anioł Pański przybyło ponad 100 tys. pielgrzymów, którzy witali i żegnali papieża owacją i okrzykami. Transparenty głosiły m. in.: „Gracias Santo Padre. Te queremos mucho” (Dziękujemy Ojcze Święty. Kochamy Cię bardzo).

Wiele wskazuje, że będzie zapamiętany jako dobry papież. Łączył w sobie niezwykłe cechy: mądrość i pokorę, pobożność i radykalizm. W telegraficznym skrócie przypomnijmy tylko niektóre ważne kierunki papieskich starań. Przede wszystkim wiele uczynił dla zbliżenia chrześcijan różnych obrządków. Ogromnie ocieplił stosunki z Kościołem anglikańskim, a bardziej konserwatywnym anglikanom umożliwił powrót do wspólnoty z Kościołem katolickim, zdjął ekskomunikę z czterech biskupów Bractwa św. Piusa X, wyświęconych przez abpa Marcela Lefebvre bez zgody Watykanu i podjął dialog z tym Bractwem w sprawie powrotu do wspólnoty katolickiej. Bardzo ożywił kontakty i dialog z Kościołem prawosławnym, a zwłaszcza patriarchatem moskiewskim, w sposób zasadniczy złagodził animozje z Kościołami protestanckimi, uznając m.in. że „Marcin Luter nie był heretykiem”. Zdaniem przewodniczącego Światowego Kongresu Żydów, za pontyfikatu Benedykta XVI „relacje katolicko-żydowskie osiągnęły poziom bezprecedensowy”. Łatwo dostrzec, że wszystkie te kierunki papieskiej aktywności, były rozwinięciem drogi, którą wytyczył i zdecydowanie kroczył Jan Paweł II.

Nadał priorytet potrzebie nowej ewangelizacji, prowadzonej przede wszystkim wśród ochrzczonych, w tym w pierwszym rzędzie wśród duchowieństwa, od którego wymagał ducha pokory i służebności wobec podopiecznych oraz głoszenia Dobrej Nowiny przede wszystkim przykładem własnego życia. Zwracał uwagę na zachowania chrześcijan-polityków, od których oczekiwał jednoznacznych postaw („mówcie wszystkim to samo”). Wskazywał na wielkie niebezpieczeństwo tzw. relatywizmu etycznego, który głosi, że wszystko można przegłosować i ustalić w referendum. Dla chrześcijanina statystyka demokratyczna nie może być wyznacznikiem moralności, a dyktatura relatywizmu nie może nas zmuszać do rezygnacji z tzw. prawd oczywistych i narzucać określonych norm myślenia ani pozbawiać prawa do wyrażania wiary w sposób widzialny, co m.in. znajduje wyraz w domaganiu się usuwania z życia publicznego symboli religijnych. Chrześcijanin powinien się przestać wstydzić tego, że jest takim, jakim jest. Cenną inicjatywą papieża są publiczne spotkania z niewierzącymi i innowiercami, na których jest okazja do dyskusji i zadawania pytań na temat wiary i Boga, znane w mediach jako tzw. „Dziedziniec Pogan”. Takie spotkania cieszyły się dużą popularnością w Sztokholmie, Krakowie, Asyżu, Paryżu.

Bardzo doceniał rolę współczesnych mediów w głoszeniu Dobrej Nowiny. Nawet osobiście włączył się aktywnie w życie internetowego portalu społecznościowego Twitter.

Na pontyfikacie wyraźne piętno odcisnęły także trudne chwile, związane z problemami (czasem zwanymi też aferami lub nawet skandalami), z którymi przyszło się papieżowi zmierzyć. Wspomnijmy o kilku z nich:

– problem pedofilii wśród duchownych (zwłaszcza w Irlandii i USA);
– podejrzenia o nieczyste transakcje Instytutu Dzieł Religijnych (IOR) czyli Banku Watykańskiego, oskarżanego o pranie brudnych pieniędzy;
– VatiLeaks – czyli afera z wyciekiem do mediów tajnych dokumentów papieskich i watykańskich, ukazujących w niekorzystnym świetle niektórych doradców i otoczenie papieża i związany z tym proces papieskiego kamerdynera Paolo Gabriele;
– Wzburzenie muzułmanów po wykładzie papieża w Ratyzbonie (2006 rok), podczas którego przytoczył cytat bizantyjskiego cesarza z XIV wieku, stawiającego Mahometowi zarzut szerzenia islamu mieczem;
– Wzburzenie środowisk ateistycznych podczas wizyty w Afryce w 2009 roku, po potępieniu prezerwatyw, jako środka ochrony przed AIDS.

Trzeba przyznać, że problemy te rozwiązywał z ogromnym taktem, ale też z wielką stanowczością. Mimo, iż większość tych problemów nie dotyczyła osobiście papieża, to jednak ciężko przeżywał związane z nimi ataki na Kościół i jego osobę, zwłaszcza, że wiele zarzutów pochodziło z jego niemieckiej ojczyzny. Szczególnie napastliwy bywał „Der Spiegel”, który nawet obecnie, już po ogłoszeniu abdykacji, nie szczędził papieżowi pretensji za to, że papież „irytował protestantów” i „rozzłościł muzułmanów”. „Der Spiegel” uważa, że „Benedykt XVI będzie pamiętany jedynie za abdykację”. Ileż złej woli (by nie rzec nienawiści) trzeba mieć, aby w ten sposób podsumować prawie ośmioletni, bardzo trudny, pontyfikat swojego rodaka i to w chwili jego abdykacji. Spieglowi wtórował często „The New York Times”, publikując napastliwe artykuły, głównie w sprawie pedofilii amerykańskich księży.

Panuje przekonanie, że mimo tylu problemów i burz, Kościół za pontyfikatu Benedykta XVI żeglował bezpiecznie, a postawy i wysiłki papieża stawiają go w rzędzie wybitnych następców Piotra Apostoła.

Dziękujemy Benedykcie XVI (Fot.dziennikpolski24.pl)

Polonofil?
Nie można pominąć stosunku papieża Benedykta XVI do Polski i Polaków. Wiedzieliśmy, że był zaprzyjaźniony z Janem Pawłem II, a nawet jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary i przewodniczący Kolegium Kardynalskiego, był zaliczany do jego najbliższych współpracowników, z którym papież konsultował najważniejsze decyzje i dokumenty Stolicy Apostolskiej.

Pamiętamy, że przewodniczył mszy św. żałobnej przy zwłokach Jana Pawła II i wygłosił wówczas wzruszająca homilię. Po wyborze na papieża, już w 2006 roku, przybył z pielgrzymką do Polski. Ta pielgrzymka przeszła oczekiwania jego i nasze. Nawet w jego rodzinnej Bawarii nie był tak dobrze przyjmowany i doceniony jak w Polsce. Niemiecki dziennik „Tagesspiegel”, w ówczesnym komentarzu do tej pielgrzymki, napisał: „Żaden inny Niemiec nie był przyjmowany nad Wisłą z taką sympatią jak przybysz z Bawarii. Z politycznego punktu widzenia papież zrobił prawdopodobnie decydujący wyłom w bilateralnym lodzie, panującym między Polską a Niemcami”. Odnoszę wrażenie, że „Tagesspiegel” nie mylił się w ocenie, a obecne zbliżenie polsko-niemieckie zapewne sięga korzeniami również do tamtej pielgrzymki i osobowości niemieckiego papieża, który okazał się skutecznym lodołamaczem.

Nie ulega wątpliwości, że Benedykt XVI mówiąc w Krakowie: „Dzielcie się ze światem skarbem wiary”, wiązał nadzieje na to, że polski katolicyzm będzie ostoją i świadectwem wiary dla świata i w szczególności dla Europy. Mam wątpliwości, czy w tej kwestii nie zawiedliśmy nadziei Ojca Świętego? Skrupulatnie przestrzegał zwyczaju, aby podczas niedzielnych Angelusów, przekazywać po polsku polskim pielgrzymom kilka słów pozdrowienia i błogosławieństwa. Wydaje się uzasadnione przypuszczenie, że to Jan Paweł II, natchniony Duchem Świętym, niejako namaścił go na swego następcę, wiedząc, że będzie kontynuatorem jego dokonań, zwłaszcza w zakresie ekumenizmu, stosunku do judaizmu i islamu oraz w eksponowaniu godności osoby ludzkiej. Godzi się dziękować Bogu za tak przyjazny Polsce i Polakom pontyfikat i prosić Ducha Świętego o pomyślny dla nas wybór następcy.

Co przed nami?
W marcu br. – zgodnie z konstytucją apostolską Universi Dominici Gregis – 117 osobowe konklawe wybierze nowego papieża. Kogo kardynał-protodiakon zaanonsuje z balkonu bazyliki św. Piotra słowami: „Annuntio vobis gaudium magnum-habemus papam!” (Ogłaszam wam radość wielką – mamy papieża!)? Czy będziemy mieli powód do radości?

Postępująca ateizacja Europy i dynamiczny rozwój chrześcijaństwa w Afryce, Ameryce, Azji sugeruje, że kardynałowie być może zechcą „docenić dojrzałość południa”. W tym aspekcie są eksponowane osoby dwu kardynałów z Afryki: Peter Turkson z Ghany i Francis Arinze z Nigerii. Z kandydatów europejskich najczęściej pada nazwisko kardynała Angelo Scola z Mediolanu. Nie mamy, niestety, przecieku poglądów Ducha Świętego, który lubi zaskakiwać swymi decyzjami. Jeśli potwierdzi się koncepcja, że nadszedł czas na czarnoskórego Ojca Świętego to zapewne odżyją przepowiednie wiążące się z taką decyzją. Przepowiednia św. Malachiasza (Gloria Olivae) mówi, że czarnoskóry papież będzie przedostatnim w dziejach świata, natomiast popularne centurie (czterowiersze) Nostradamusa zapowiadają, że czarnoskóry Ojciec Święty będzie ostatnim w dziejach. Jeśli ktoś chciałby dawać wiarę przepowiedniom, to wygląda na to, że obecnie za spiżową bramą Watykanu podejmowana będzie decyzja, od której zależeć może istnienie naszego świata.

Dla wierzących jednak jest pewne, że Jezus Chrystus nie zostawi nas sierotami. Nasz Jan Paweł II oraz Benedykt XVI wielokrotnie do nas wołali: „Nie lękajcie się”. Zaufajmy też Duchowi Świętemu, który prowadzi Kościół już ponad dwa tysiące lat.

Eugeniusz Niemiec
Tekst ukazał się w nr 4 (176) 26 lutego–14 marca 2013

X