Galicyjska Jesień Literacka

Po raz drugi Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka z udziałem autorów z Polski i Ukrainy gościła na terenie dawnej Galicji Wschodniej.

 „Galicyjska Jesień Literacka powstała z przed 35 laty – powiedział dyrektor organizacyjny tej imprezy Andrzej Grabowski, poeta, prozaik i niezależny publicysta, autor licznych fraszek, satyr, humoresek i widowisk scenicznych. A urodziła się z bardzo małej imprezy, która najpierw nosiła tytuł „Jesień Literacka Pogórza”, która zamykała się w bardzo wąskim kręgu. Doszliśmy do wniosku, że trzeba zaprosić jeszcze naszych przyjaciół z Podkarpacia, z Świętokrzyskiego, a marzenie moje było, żeby wreszcie Galicyjska Jesień Literacka była we Lwowie. Bo Jesień Literacka bez Lwowa to tak, jak chleb bez masła”.

Wskazują na obecnego Kazimierza Burnata, poetę, publicystę, edytora, tłumacza, dziennikarza i animatora kultury, Andrzej Grabowski stwierdzał, że to jego zaangażowaniu i jego kontaktom na Ukrainie udało się przygotować grunt dla Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej.

„Już drugi rok już jesteśmy we Lwowie, z którym wiążą mnie pewne sympatyczne związki rodzinne, z uwagi na to, że jeśli ktoś się urodził po wojnie we Wrocławiu, to znaczy, że nie zdążył się urodzić we Lwowie – mówił Andrzej Grabowski. – Wracając do idei Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej – istnieją rzeczy ponad podziałami. My nigdy nie patrzyliśmy, kto w jakim krawacie przyjeżdża, kto kogo reprezentuje, tylko czy jest kontaktowy i potrafi coś przekazać innym. Czyli poszerza z nami tą piękniejszą stronę świata. Zapraszamy pisarzy, którzy są bardzo uznani, którzy mają swój duży dorobek jak Julian Kawalec czy Ernest Bryll, Jurek Harasymowicz. Przybywają również ci młodzi, którzy muszą się czegoś od kogoś nauczyć. Ale ważne są lekcje literackie i spotkana w szkołach. Gdzie docierają przede wszystkim do małych miejscowości, które nie miały nigdy szans spotkania z tymi autorami. A to jest dla nas najważniejsza rzecz, żeby młodym pokazać piękno polskiego języka, piękno literatury, ale jednocześnie promować naszą literatury wśród przyjaciół, którzy później wyjeżdżają czy do Australii, czy do Wietnamu, czy gdziekolwiek indziej. Oni są dobrymi promotorami naszego języka, naszej kultury i naszych tradycji. I te związki od 35 lat co raz bardziej pogłębiamy. Ta impreza nie skończy się na pewno na okręgu lwowskim, bo marzy nam się żeby zaprosić Słowaków, zaprosić innych Słowian. Bo jednak słowiańska dusza ma w sobie coś więcej. Tam gdzie inni tracą rezonans, tam gdzie Anglik, Francuz, Niemiec załamuje ręce i mówi „spadnę-nie spadnę”, tam Słowianin robi krok i dokonuje heroicznych czynów. I to jest główna idea tej pięknej, cudownej imprezy, która rok rocznie odbywa się na takim olbrzymim terenie. Bo 50 bibliotek i 100 placówek oświatowych, które biorą w tym roku udział – to świadczy o gigantycznej scenerii, o rozmachu „małej” imprezy. Wieczorami, w koncertach bierze z nami udział zespół „Ostatnia Wieczerza w karczmie przeznaczonej do rozbiórki”. To są chłopcy, z którymi od 35 lat robimy estradę literacką, których można usłyszeć tylko w radiowej „Trójce”. Tym zespołem kieruje Bogusław Diduch, który ma korzenie ukraińskie. W zespole występuje jeszcze nasz przyjaciel z Łemkowszyczyzny Bogoń Mirek. Jest dobrym aranżerem. Są inne wspaniałe osoby. Patronem naszej imprezy w tym roku jest Radio Kraków”.

Kazimierz Burnat przypomniał postać ukraińskiego pisarza zasłużonego dla spotkań poetyckich, jest to Jurij Zawgorodnij z Kijowa, który przekazywał polskiemu koledze kontakty na Ukrainie. „Trzy lata temu dzięki niemu zapoznałem Aleksandra Gordona ze Lwowa i po kilkunastu mailach rozpoczęliśmy współpracę między Dolnośląskim Oddziałem Związku Litaratów Polski a Oddziałem Pisarzy Ukrainy we Lwowie, później w Iwano-Frankiwsku – powiedział Kazimierz Burnat. – W zeszłym roku weszła Międzynarodowa Galicyjska Jesień Literacka na ten teren, i ta Jesień wymyślona przez Andrzeja Grabowskiego zaszczepiła się tu znakomicie. W ubiegłym roku z Jesienią byliśmy we Lwowie, Żółkwi, Iwano-Frankiwsku, Krzyworówni, Werchowynie. Wiemy, co teraz się dzieje na Ukrainie. Tym bardziej przyjeżdżamy tu, ażeby przynajmniej w kulturze, zwłaszcza w literaturze wykazać solidarność, zatroskanie, żeby ożywiać pomniki wybitnych ukraińskich poetów jak Szewczenko, jak Franko, jak Antonycz, którzy znowu służą narodowi ukraińskiemu, są symbolami. W tym roku byłem na Dialogu dwóch kultur w Krzemieńcu. Przygotowałem referat naukowy pod tytułem: „Juliusz Słowacki we Wrocławiu”. Na ile mogę wspieram Andrzeja, rozwijamy tę współpracę”.

Polscy i ukraińscy poeci są również tłumaczami. W taki sposób książki polskich autorów ukazują się na Ukrainie i odwrotnie. Kazimierz Burnat obecnie tłumaczy utwory Bogdana-Igora Antonycza. A podczas tegorocznej Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej zaprezentowano książkę „Siedem wzgórz. Antologia współczesnej poezji europejskiej od Apollinaire’a”. Została wydana w siedmiu językach, we Lwowie pod redakcją Aleksandra Gordona.

„Literaci ze Lwowa już dwa razy byli we Wrocławiu – powiedział Aleksander Gordon. – Zagościmy tam jeszcze raz w listopadzie. Tymczasem w ramach tegorocznej Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej mieliśmy spotkania z czytelnikami w bibliotekach Lwowa, na Uniwersytecie Lwowskim im. Iwana Franki, ze studentami w Drohobyczu, innych miejscowościach”.

„Przyjmujmy ze świata to, co może nam się przydać, ale nie niszczmy niczego we własnej kulturze, nie niszczmy tego, co jest naszą wartością – zaznaczył Andrzej Grabowski. – I w taki sposób postępujemy. Ja myślę, że to polega nie na zasadzie rewolucji, tylko ewolucji”. „Idziemy na te obrzeża, bo tam jest ciekawiej, tam jest duże emocji i, co tu mówić, dużo tego, czego my poszukujemy czyli tej wyobraźni, wrażliwości i rzeczy takich, które są dla nas odkrywcze” – stwierdził Andrzej Grabowski. „To jest czerpanie z oryginalnych źródeł” – dodał Kazimierz Burnat.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 18 (214) za 30 września – 16 października 2014

X