Głowa komety. Odszedł Tadeusz Różewicz

Głowa komety. Odszedł Tadeusz Różewicz

Jego mistrzem był Leopold Staff. Tadeusz Różewicz lubił powtarzać za nim, że wiersz powinien być jasny i przejrzysty dla każdego. Jego proste, precyzyjnie skonstruowane poezje miały w sobie wielką siłę. Jego konstrukcje były niczym zimny okład na rozpalone polityką, historią i dniem powszednim głowy Polaków. Odszedł 24 kwietnia, miał 93 lata.

„Jest to słynne powiedzenie «odpowiednie dać rzeczy słowo». (…) Mnie o to chodziło, żeby przez wiersz było absolutnie widać tę materię dramatyczną, żeby przez wiersz jak przez czystą wodę, to, co na dnie się rusza było widać, i przez to ta forma musiała jak gdyby zanikać, stała się tak przeźroczysta, że się zidentyfikowała z przedmiotem danego utworu. Jeżeli to mi się udało w niektórych utworach, to wydaje mi się właśnie do tego szedłem przez lata” – mówił do Adama Czerniawskiego na łamach „The New Review” w 1976 roku.

O Różewiczu pisano, że był „awangardowym klasykiem”. Jego poezja nie była dla estetów i osób poszukujących piękna. Ale wielu Polaków zapewne podpisałoby się pod słowami Stanisława Grochowiaka: „Po wojnie nad Polską przeszłą kometa poezji. Głową komety był Różewicz, reszta to ogon”. Poeta, dramatopisarz, prozaik – przez wiele dziesięcioleci jeden z najważniejszych polskich twórców.

„Mam dwadzieścia cztery lata
Ocalałem
prowadzony na rzeź”

– napisał w wierszu „Ocalony” w debiutanckim tomie zatytułowanym „Niepokój”. W roku zakończenia wojny miał 24 lata, pisał w swoim imieniu, ale utożsamiało się z nim całe wojenne pokolenie. Stworzył swój własny styl nazywany „różewiczowskim”. Od powojennego debiutu w 1947 aż do ostatniej chwili był kronikarzem świata – zapisywał jego rozpad. Pozbawiony ozdobników język Różewicza opowiedział wszystkie nasze katastrofy, wojnę, kryzys wartości, kryzys współczesnego świata, konsumpcję. Nie było w tym polityki jedynie bezlitosne podważanie współczesności.

„słowa zostały zużyte przeżute jak guma do żucia przez młode piękne usta zamienione w białą
bańkę balonik
osłabione przez polityków
służą do wybielania
zębów
do płukania jamy
ustnej
za mojego dzieciństwa można było słowo przyłożyć do rany
można było podarować osobie kochanej
teraz osłabione owinięte w gazetę jeszcze trują cuchną jeszcze ranią
ukryte w głowach
ukryte w sercach
ukryte pod sukniami młodych kobiet
ukryte w świętych księgach
wybuchają zabijają”

Kiedy w Polsce ogłoszono socrealizm, Różewicz wycofał się z życia publicznego, zamieszkał w Gliwicach. Tam powstała „Kartoteka”. Kolejno wydawane i wystawiane dramaty „Wyszedł z domu”, „Spaghetti i miecz”, „Stara kobieta wysiaduje”, „Na czworakach”, „Białe małżeństwo” przyczyniły się do tego, że Różewicza wymieniano wśród najwybitniejszych twórców europejskiego teatru absurdu. Od końca lat sześćdziesiątych związany był z Wrocławiem. Ponad 60 tomów zawierających jego liryki i dramaty przełożono na 49 języków świata. Przyznawano mu honorowe doktoraty, nagrody i medale. Ale Różewicz przyglądał się temu z dystansem. Nie lubił dziennikarzy, unikał spotkań autorskich, nie potrzebował rozgłosu.

Poeta ściśniętego gardła – tak go określano. Absolutnie bezstronny twórca, który mógł zamienić w poezję każdy temat. Od wydarzeń historycznych po kawałek sznurka. Zajmowało go słowo, ale i jego brak „poezja […] po pięćdziesięciu latach pisania […] gnieździ się w milczeniu”. Zwięzły, precyzyjny i celny – taki jaki chciał być, tacy jak mistrzowie, których podziwiał.

Niech wróci poeta
„niech przywróci mi wzrok słuch i mowę
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia
niech oddzieli światło od ciemności”

Beata Kost
Tekst ukazał się w nr 8 (204) za 29 kwietnia – 15 maja 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X