Francja pierwsza odtajnia archiwa!

Francja pierwsza odtajnia archiwa!

Od dawna wmawiano nam, że obowiązkiem rządów jest chronienie obywateli przed złymi, lub tragicznymi informacjami, mogącymi doprowadzić wielkie grupy ludzi do zachowań panicznych. Zawsze, w trosce jakoby o nasze zdrowie psychiczne, przez dziesięciolecia ograniczano nam dostęp do informacji. Byle głupiec na wysokim stanowisku państwowym, nagle stawał się obrońcą naszego dobrego samopoczucia i uzurpował sobie prawo do oceny tego, co wolno nam wiedzieć, a co powinno być przed nami zatajone. Jedne informacje dopuszczał do rozpowszechniania, inne zatrzymywał tylko dla siebie.

Dostęp do archiwów Francuskiej Agencji Kosmicznej
Powiedziałbym, że na świecie powstał spisek rządzących przeciwko rządzonym. Archiwa państwowe pęczniały od informacji, najbardziej dla nas ważnych i mających najwyższe znaczenie dla dalszych naszych losów, ale dostępu do nich broniły stalowe drzwi, betonowe ściany i gromady facetów tak tajnych, że nie zdejmowali z twarzy idiotycznych czarnych masek nawet przed swoimi dziećmi i żonami. Zjawiska, nie dające się ukryć, lub informacje, jakie czasami wymykały się z pod ich kontroli, a które wskazywały, że poza zakresem naszej ogólnej wiedzy istnieje coś jeszcze, były bagatelizowane i ośmieszane.

Wreszcie pękło! Francuzi kolejny raz pokazali, że są Wielkim Narodem. Kolejny raz to właśnie Francja wzięła na swoje barki odpowiedzialność za udowodnienie całemu światu, że był oszukiwany i manipulowany. Francja wyłamała się ze spisku rządów, wymierzonego we własne społeczeństwa.

Francuska Agencja Kosmiczna, od roku 1954 zajmująca się zbieraniem i analizowaniem zjawisk związanych z UFO, odtajniła swoje archiwa i udostępniła je w Internecie. Ponad dwa tysiące opracowań! Poza tym zdjęcia, opisy, kopie policyjnych raportów. Wszystko to można zobaczyć samemu, bez pośrednictwa namaszczonych durniów i bez pozwolenia zamaskowanych goryli.

OBCY istnieją!
Serwer, zawierający dane Agencji, przestał pracować prawie natychmiast po jego uruchomieniu! Powstały domysły, że wywiady innych państw, nadal zainteresowanych trzymaniem społeczeństw w niewiedzy, usiłują nie dopuścić do realizacji francuskiej inicjatywy. Francuscy informatycy wykluczyli jednak obecność jakichś hackerskich ataków na serwer, dokonywanych przez służby wywiadowcze innych państw. Pozostała wobec tego jeszcze tylko jedna możliwość. – OBCY!! Bo Obcy istnieją! Obserwują nas! Francuskie rewelacje potwierdzają ich obecność nawet… proszę się mocno złapać za coś solidnego… w drugiej wojnie światowej po stronie Adolfa Hitlera! Serwer pracuje teraz, chroniony przez doborowe oddziały francuskiej żandarmerii uzbrojone w broń automatyczną. Teraz już wiemy, że Obcy będą się starali nie dopuścić do ujawnienia prawdy o sobie. A ta prawda jest okropna! 

Ufo nad stanem Oregon  w Ameryce Północnej. Zdjęcie wykonano w roku 1927 (Fot. ufocasebook.com)

Wciąż od nowa powtarzano w mediach, że pierwsze kontakty ludzi ze zjawiskami UFO nastąpiły dopiero w pierwszych latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Trzeba było tak mówić, jeśli się chciało ukryć przed ludźmi fakt, że kosmici mieszali się do działań, związanych z drugą wojną światową. Skoro skutecznie wmówi się wszystkim, że pierwsze UFO pojawiały się dopiero w kilka lat po wojnie, nikomu nie przyjdzie do głowy, by doszukiwać się działalności UFO przed wojną. Na potwierdzenie tego, co napisałem, przedstawiam zdjęcie. Na amerykańskim zdjęciu z roku 1927 widać UFO, wznoszące się ponad lasami stanu Oregon. Podpis pod zdjęciem jest polskim tłumaczeniem amerykańskiego podpisu i nie ma w sobie nawet cienia dwuznaczności.

Manipulowanie informacjami było od zawsze środkiem sprawowania władzy nad społecznościami całego świata. Pojawienie się na Ziemi podróżników z kosmosu zostało natychmiast utajnione przez rządzących, obojętnie, czy był to rząd ogromnego imperium, czy starszyzna plemienna Eskimosów z Grenlandii. Nazywać tego spiskiem chyba jednak nie można. W postępowaniu poszczególnych rządów widać było raczej głupią i naiwną nadzieję na przeciągnięcie przybyszów z kosmosu na swoją tylko stronę i wykorzystanie przewagi, jaką dawały dobre stosunki z Obcymi, przeciwko swoim sąsiadom. Trzeba było też uniemożliwić spotkanie społeczeństw z kosmitami. Dla wszystkich innych ludzi, poza niewielką grupą wtajemniczonych, kosmici mieli po prostu nie istnieć. Rządzący spodziewali się zostać elitą, jedynymi, na jakich spływać będzie bogactwo i znaczenie, gdy zapewnią sobie wyłączność kontaktów z Obcymi. Błyskawicznie, bowiem zorientowano się, że możliwości Obcych są, przy naszych możliwościach, właściwie nieograniczone.

Fot. lonegunman.blox.pl

Kosmici a… marki niemieckie
Takie mniej więcej było stanowisko jednej strony, naszej, ludzkiej, które nijak się miało do tego, czego się po kontaktach z ludźmi spodziewali Obcy. – Czego chcieli od ludzi kosmici? Trudno zgadnąć. Wiadomo tylko, że na początku bardzo spodobała im się niemiecka Republika Weimarska. Są dowody na to, że to dzięki ich interwencji Hjalmar Schacht, komisarz walutowy Niemiec i prezes Banku Rzeszy, w roku 1923 powstrzymał hiperinflację i zapewnił Niemcom stabilizację płatniczą. Dzięki temu, gdy Adolf Hitler został wybrany na urząd kanclerza, można było od razu odblokować uśpiony Traktatem Wersalskim potężny przemysł niemiecki i wtedy zabawa zaczęła się na całego. Ale Adolfowi Hitlerowi tylko wydawało się, że szykuje podbój świata dla tak zwanych Wielkich Niemiec. Szykował podbój świata, ale dla kosmitów.

Kosmitów było w sumie niewielu. Zachciało im się opanować dużą planetę pełną walecznych i łatwych do zwady mieszkańców. Samemu nigdy by tego nie mogli dokonać. Pozostało napuścić jednych ludzi, na drugich.

Małe UFO
Problemem kosmitów był prymitywny (w ich przekonaniu) przemysł istniejący na Ziemi, zacofanie edukacyjne ludzi zajmujących się przemysłem i chyba jeszcze bardziej, brak na Ziemi pewnych surowców niezbędnych w technologii przybyszów z Kosmosu. Dlatego nie wszystko i nie od razu dało się wykonać rękami niemieckich robotników. Niemcy mieli za wąskie gardło, żeby przełknąć pigułę, jaką zaserwowali im obcy. Produkowali, co prawda, najlepsze czołgi, najlepsze samochody, najlepsze samoloty, ale to wciąż były ziemskie czołgi, ziemskie samochody i ziemskie samoloty i niczego więcej, na razie, nie dało się zrobić. W miarę ciągłej edukacji, Niemcom można było dawać do wykonania projekty coraz bardziej skomplikowane. Powstał system rakiet ziemia – ziemia. Słynne A 4, z serii Vergeltungswaffe (broń odwetu), najczęściej skrótowo nazywane V-2. W tym samym czasie powstał Kugelblitz (piorun kulisty), który był tym, co dzisiaj nazywamy – „małe UFO”.

Początkowo był problem. Nowo zbudowane Kugelblitze spadały, lub wybuchały w powietrzu (stąd, paradoksalnie, wzięła się ich nazwa!!). Wreszcie znaleziono przyczynę. Problem polegał na tym, że Kugelblitz był napędzany rtęcią. Jak Boga kocham, nie wiem jak można coś napędzać rtęcią, ale Kugelblitze miały taki napęd. Napęd rtęciowy świadczy najlepiej o tym, że Niemcy otrzymali od Obcych technologię, dosłownie nie z tej Ziemi. Rtęć sprowadzano do Rzeszy z frankistowskiej Hiszpanii. To właśnie owa rtęć była przyczyną katastrof. Nie miała wystarczającej czystości. Zawarte w niej zanieczyszczenia powodowały awarie. Problemy z dyskami ustały po tym, jak hiszpańską rtęć poddano chemicznemu oczyszczaniu przed załadowaniem do dysków.

Po uporaniu się z problemami technicznymi, rozpoczęto szkolenie pilotów dla Kugelblitzów. Sam fakt istnienia Kugelblitza był wtedy najwyższą tajemnicą. Dlatego piloci, którzy je pilotowali, nie byli wyróżnieni jakimś szczególnym elementem munduru. Posiadali umundurowanie takie samo, jak piloci samolotów. Ale liczono się już z sytuacją, że po wygranej wojnie trzeba będzie tych pilotów czymś uhonorować. Powstała, więc honorowa Odznaka Pilota Latających Dysków, której wizerunek przedstawiam. Nie wolno jej było nosić, więc nikt jej nie nosił. Jest to jeden z niewielu przedmiotów, jakie przypominają, że latające dyski, nie były wytworem wyobraźni miłośników fantazji naukowej, a piekielnie groźną bronią, której tylko nie dane było pokazać się w całej swojej potędze.

Skoro, jak powiedziałem, Kugelblitz był „małym UFO”, musiało, więc być i „wielkie UFO”. – Prawda?

 Fot. dws.xip.pl

Reise czyli wielkie UFO
Wielkie UFO istniało i nazywało się „Riese” (gigant). Riese był tylko jeden. Na więcej gospodarki niemieckiej nie było stać. Riese miał zniszczyć Amerykę. Załadowany dwiema, cholernie silnymi bombami atomowymi, jakie Niemcy otrzymali od Obcych, Riese miał je zrzucić na Waszyngton i Nowy Jork. Po takim uderzeniu Ameryka już by się nie podniosła. Baza startowa Riese znajdowała się nad brzegiem oceanu atlantyckiego, we francuskiej Bretanii. Francuski „Resistence” (odpowiednik polskiej AK) od dawna śledził poczynania Niemców na tym terenie. Informowany o wszystkim Londyn uważał chyba, że Francuzi wypijają zbyt wiele mocnego wina. Latające dyski? W dodatku ogromne? Pod które może podjechać na raz nawet kilkanaście ciężarówek?…

Bagatelizowana przez Aliantów Resistence, postanowiła przejąć inicjatywę w swoje ręce. Chcąc zachować maksimum konspiracji, z nie okupowanej części Francji, z położonego na francuskiej Riwierze miasteczka Saint Tropez, sprowadzono do Bretanii oddział komandosów. Byli to francuscy żandarmi specjalnie szkoleni do walki z mafią, wszelkiego rodzaju przemytem i handlem narkotykami. Kiedyś, gdy rozmawialiśmy o ich akcji, dowódca oddziału nie pozwalał na ujawnienie swojego nazwiska. Niech, więc będzie dla nas panem Louis. Pan Louis, pogodny starszy już pan, nie chciał słuchać pochwał. Dawał wyraźnie do zrozumienia, że ma to w nosie. Gadanie o uratowaniu cywilizacji europejskiej, kwitował wzruszaniem ramion. O bohaterskiej akcji swojego oddziału powiedział tylko: – Skutecznie udało się nam oszukać Niemców, że jesteśmy grupą robotników przymusowych, skierowanych do pracy na tym lotnisku. Dysk był naprawdę ogromny. Przerażająco ogromny. Zaminowaliśmy go tak jak trzeba i eksplodował nad Atlantykiem. No i wszystko. Widzi pan w tym coś nadzwyczajnego?

Gdy to piszę, pan Louis już nie żyje. Będziemy o nim pamiętać!

Próby z tak zwanym „Kugelblitz” (piorun kulisty) (Fot. ufocasebook.com)

Obcy a katastrofy ekonomiczne
Trzecia Rzesza wojnę przegrała, a razem z Trzecią Rzeszą przegrali wojnę kosmici. Niedługo jednak otrząsali się z poniesionej porażki. W końcowych latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku bardzo zintensyfikowali loty patrolowe. Kilkakrotnie dochodziło przy tym do awarii UFO, a raz nawet do katastrofy statku kosmitów nad pustynnymi obszarami Stanów Zjednoczonych. Dało to możność przejęcia uszkodzonych pojazdów Obcych przez nasze, ludzkie służby specjalne kilku państw, na których terytorium doszło do wypadków. Mówi się też o wzięciu do niewoli przynajmniej kilkunastu Obcych. Niewypowiedziana wojna przeciwko nam, nadal prowadzona jest przez Obcych z takim samym natężeniem, jak poprzednio. Tym razem obiektem ich zainteresowań stały się obok Niemiec, również Polska i Czechy.

W Czechach i w Niemczech, Obcy usiłują doprowadzić do katastrofy ekonomicznej. W Czechach masowo puszczają do obiegu fałszywe banknoty 500 koronowe, które jednak, przy pewnym natężeniu uwagi da się odróżnić od banknotów prawdziwych. W Niemczech działalność Obcych jest bardziej podstępna i trudniejsza do zwalczania.

 Fot. skylife.it

Wpływ Obcych na reformę walutową Niemiec
Chciałbym przypomnieć Państwu, co pisałem o niemieckiej reformie walutowej doktora Schachta, jaka nastąpiła w roku 1923. Wymieniano wtedy tak zwane marki inflacyjne, Reichsbanknoty, których nominały dochodziły do jakichś niewiarygodnych wręcz wysokości, na tak zwane Rentenmarki. Wymiana następowała w stosunku 1 Rentenmarka za tysiąc miliardów marek starych. Była to pierwsza faza reformy. W drugiej fazie reformy, w roku 1924, wprowadzono Reichsmarkę, czyli Markę Rzeszy. Teraz wymieniano Rentenmarki na Reichsmarki w stosunku 1:1.

Po zakończeniu ostatniej wojny utworzono tak zwaną Markę Niemiecką, czyli Deutsche Mark. Reichsmarki wymieniano na Marki Niemieckie w stosunku 1:1. Po latach, w roku 2002 (1 stycznia) wprowadzono w Niemczech Euro. Stare Marki Niemieckie wymieniano na Euro w stosunku 1 EUR = 1,95583 DEM. Jak Państwo widzicie, nie była to już wymiana 1:1. Taką wymianą pieniędzy, Niemcy poczuli się oszwabieni. Dobre sobie. – Co? 

Na początku tej serii wymienianych walut, wymieniano wariackie Reichsbanknoty na Rentenmarki. I teraz pytanie. – A co stało się z odbieranymi przez banki Reichsbanknotami? – Nie wiadomo, co się z nimi stało, ale można się domyślać, że przejęli je Obcy.

One pojawiają się teraz całymi masami w bankach Lichtensteinu i każdy, kto je teraz posiada, może zrobić tam następującą operację bankową: – Reichsbanknoty może od razu przeliczyć na Marki Niemieckie w stosunku 1000 miliardów starych marek inflacyjnych za jedną Markę Niemiecką. Markę Niemiecką da się wymienić w bankach niemieckich po kursie 1,95583 Marki za 1 Euro. Więc, jeśli się ma bardzo dużo starych Reichsbanknotów, a każdy po kilkaset milionów, miliardów marek, lub nawet bilionów marek (są banknoty po 100 bilionów marek!), należy jechać z nimi do Lichtensteinu, bo tam można je wymienić na stare Deutsche Marki. Deutsche Marki z kolei, przywozi się do Niemiec, bo tu banki muszą je wymienić na Euro. Rozejrzyjcie się Państwo po starych domowych szpargałach. Popatrzcie, jakimi papierkami bawią się wasze dzieci. Może gdzieś traficie na stos wzgardzonych Reichsbanknotów. Życzę powodzenia!

Louis, bohaterski dowódca oddziału francuskich żandarmów. Zdjęcie wykonane po wojnie(Fot. funes.ovh.org)

Porywania i wzięcia Polaków
W Polsce działalność Obcych polega głównie na porywaniu osób. Są to uprowadzenia, lub tak zwane wzięcia. Uprowadzenie ma charakter stały. Osoba uprowadzona ginie bez śladu. Nigdy nie powraca. Prawie zawsze, uprowadzani w ten sposób są tylko mężczyźni. Wzięcia natomiast charakteryzuje chwilowe tylko porwanie osoby, która po różnym upływie czasu, powraca jednak do domu. Tacy powracający mają sztucznie wytarte wspomnienia z pobytu u Obcych. Nie pamiętają niczego. Na ich ciele można czasami dostrzec objawy brutalnego traktowania i zabiegów pseudo medycznych.

Niedawno, co Państwo zapewne wiecie, został zestrzelony uszkodzony szpiegowski satelita amerykański. Podobny satelita (niektórzy twierdzą, że to właśnie ten sam satelita!), przelatując koło mgławicy M-X424/49 odebrał ciche, ale dość dokładnie słyszalne odgłosy, bardzo przypominające mowę ludzką. Kilkakrotne naprowadzanie satelity utwierdziło amerykańskich naukowców w przekonaniu, że, faktycznie, chodzi tutaj o głosy ludzkie, dochodzące z pewnej czarnej dziury położonej na terenie mgławicy. Sensacyjne nagranie, przekazane przez satelitę do NASA, było jednak dla Amerykanów kompletnie niezrozumiałe, choć każdy z nich zgodnie twierdził, że najbardziej przypomina ono chóralną deklamację, lub śpiew chóralny w jakimś nieznanym języku.

Pani Maria z Tarnopola, pracująca na czarno jako sprzątaczka w Agencji Przestrzeni Kosmicznej opowiadała, że kilkakrotnie mogła słyszeć odtwarzane przez Amerykanów nagranie.

-Wie pan, co tam jest nagrane? To nasi! Polacy śpiewają! Żaden z Amerykanów o tym nie wie, a ja nie będę im mówiła. Chcieliby! – powiedziała mi pani Maria głośno i gwałtownie.

Najwyraźniej obrażona za coś na Amerykanów, pani Maria twierdzi, że Polacy śpiewają: „Ojciec umarł, syn pozostał, syn po ojcu faję dostał – i popija czaj, czaj…”.

Proszę Państwa! Jak groteskowo by to nie wyglądało, w nieludzkim, przerażającym i zimnym Kosmosie, na zapomnianej przez Boga mgławicy, w niedostępnej czarnej dziurze, kosmici trzymają w niewoli naszych rodaków, którym niczym nie możemy pomóc. Niech Państwa nie zmyli ich pozornie dobre samopoczucie. Polak ma w sobie tyle energii, że urządzi się nawet w czarnej dziurze, ale to wcale nie znaczy, że siedzi w tej dziurze z własnego wyboru, i że mu w tej dziurze siedzi się dobrze i wygodnie. Niech mi ktoś z Państwa powie, po co kosmici gromadzą tam porwanych na Ziemi Polaków? Są tacy, którzy twierdzą, że kosmici trzymają ich tam dla niezwykle cennego materiału genetycznego, jakim oni dysponują. Rany Boskie! Jeśli to okaże się prawdą, wszelkie historie o tureckich haremach, czy hitlerowskich ośrodkach hodowlanych prawdziwego Niemca, będzie można wyśmiać, jako opowieści dla nie bardzo rozgarniętych.

 Niemiecka wojskowa odznaka pilota UFO (Fot. library.thinkquest.org)

Proszę unikać paralizatora
Zbierając niedawno materiały, potrzebne mi do artykułu poświęconego księciu Jeremiemu Wiśniowieckiemu, ze Świętego Krzyża po sąsiedzku odwiedziłem panią Jagę, prowadzącą gospodarstwo agroturystyczne, malowniczo położone na terenie lasów porastających stoki Łysicy. Zastałem panią Jagę bardzo przygnębioną. Powiedziała mi, że od kilku nocy nachodzą ją Obcy. Początkowo lądowali tylko w pobliżu domu i ograniczali się do penetrowania pomieszczeń gospodarczych. Ostatnio wtargnęli nocą do wnętrza domu pani Jagi. – Krzyczeli na mnie, poszturchiwali i ciągnęli za włosy – ze łzami w oczach opowiadała pani Jaga. – W domu nie było akurat nikogo, tylko ja. Połamali mi miotłę. O! Proszę! Widzi pan? Zapowiedzieli, że jeśli jeszcze raz zobaczą, że latam, to mnie „załatwią”. Latałam czasami. Tylko trochę, dla turystów. A teraz? Co ze mną będzie?

Gdy się słucha takich relacji, w człowieku wzbiera gniew. Stary przyjaciel, do którego udałem się na rozmowę, pocieszał mnie i uspokajał. – Stary! Nie złość się tak! Obcy, tak naprawdę, są zwykłymi zdechlakami i gnojkami. Przede wszystkim, należy unikać trafienia promieniem paralizatora. Przewaga Obcych nad nami opiera się o ten właśnie paralizator. Najlepszą bronią na Obcych jest alkohol. Oblej takiego wódką, a będzie ci skakał, jak małpa na drucie. Wystarczy mieć silny, alkoholowy „chuch”, aby kosmici zwiewali przed tobą łamiąc sobie ręce i nogi.

Proszę Państwa. Mój koleżka to stary spadochroniarz, który jak nikt inny zna się na sprawach walki.

Skoro on tak mówi, to znaczy, że tak właśnie jest. Proszę, więc nie bać się Obcych, bo są sposoby i na nich. Proszę tylko unikać paralizatora.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 6 (58) 1 kwietnia 2008

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X