Ethel i Juliusz Rosenbergowie

Ethel i Juliusz Rosenbergowie

Na początku były to tylko doniesienia w literaturze naukowej, całkowicie jawne, mówiące o doświadczeniach, dokonanych w laboratoriach uniwersyteckich różnych krajów.

Mało kto zwracał na nie uwagę. Nawet fachowcy „odfajkowywali” te doniesienia z rutynową obojętnością. Nie przeszli nad tym obojętnie jedynie Niemcy, gdzie już w roku 1939 powstał początkowo komitet do przeprowadzania badań atomowych, a potem program budowy broni atomowej. Następni poderwani atomowym alarmem okazali się Brytyjczycy. Wiecie Państwo, kto ich zaalarmował? – Polak!!

„Truman, Truman, spuść ta bania,
bo to nie do wytrzymania.
Jedna bomba atomowa
i wrócimy znów do Lwowa…
Druga mała, ale silna,
i wrócimy też do Wilna”.

(Jest to fragment anonimowego wierszyka, który zainspirowany dwiema amerykańskimi bombami atomowymi rzuconymi na Japonię, krążył wtedy po Polsce. Za jego deklamowanie można było dostać nawet dziesięć lat kryminału.)

Laureat Nagrody Nobla
Józef Rotblat urodził się w Łodzi 4 listopada 1908 roku. Ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmował się fizyką jądrową i problemami radiologii. W roku 1938 uzyskał stopień doktora. W roku 1939 wyjechał na stypendium naukowe do Wielkiej Brytanii, polecany przez profesorów Pieńkowskiego i Białobrzeskiego. Do Wielkiej Brytanii przybył tuż przed wybuchem II wojny światowej. W Liverpool został współpracownikiem znanego, czołowego fizyka nuklearnego Jamesa Chadwicka.

Józef Rotblat jest w Polsce kompletnie nieznany. Nieznany jest nawet fakt przyznania mu w roku 1995 Nagrody Nobla. Obywatelstwo brytyjskie przyjął dopiero w roku 1946, kiedy już było wiadomo, że do Polski powrócić nie może, bo w Polsce władze komunistyczne czekają na niego z otwartymi na oścież drzwiami wszystkich najtajniejszych więzień Urzędu Bezpieczeństwa. Józef Rotblat w ramach brytyjskiej ekipy naukowców brał bowiem udział w budowie amerykańskiej bomby atomowej.

Pan Józef Rotblat (Fot. mikolajczuba.salon24.pl)

Jak sam wspominał, na początku roku 1940 przeczytał dość niepozorny artykuł dwojga austriackich emigrantów Lisy Meitner i Otto Frischa, który ukazał się w poważnym amerykańskim czasopiśmie naukowym „Nature”, pod tytułem „Rozpad uranu pod wpływem neutronów”. Artykuł podawał, że podczas takiego rozpadu wydzieli się nieznaczna ilość energii. W sumie było to takie poprawne i bezpłciowe naukowe ble, ble, ble. Ale coś pana Rotblata w tym artykule zahaczyło. Zaczął kombinować, a co by to było, gdyby takich mini rozpadów było na raz bardzo dużo? A w dodatku w nieprawdopodobnie krótkim czasie?

Wziął się do obliczeń, a gdy doszło do oceny wyników, zerwał się od stołu i jak oszalały popędził do profesora Chadwicka. Profesor sprawdził to jeszcze raz i popędził do Winstona Churchilla. W roku 1940 ruszył brytyjski program budowy bomby atomowej z panem Rotblatem jako jednym z najpoważniejszych filarów tego programu.

Po kilku latach okazało się, że rząd brytyjski nie podoła potwornym kosztom badań nad bombą atomową. Pomimo naprawdę doskonałych rezultatów, jakie osiągnięto, przyszłość brytyjskiej bomby atomowej zawisła na włosku.

Ethel i Juliusz Rosenbergowie (Fot. niewiarygodne.pl)

Projekt „Manhattan”
W roku 1943 podpisano tak zwane Porozumienie Quebeckie pomiędzy Wielką Brytanią, Kanadą i Stanami Zjednoczonymi. Ustalało ono połączenie zespołów naukowych wszystkich trzech krajów w celu przeprowadzenia wspólnego programu atomowego. Na podstawie tej umowy specjaliści brytyjscy zostali przewiezieni do Ameryki.

Już wcześniej, w roku 1942, ruszył amerykański projekt budowy bomby atomowej, zwany projektem „Manhattan”. W utajnionej miejscowości Los Alamos zebrano najlepszych specjalistów fizyki nuklearnej całego świata. Albert Einstein, Niels Bohr, Max Born, Erwin Schrodinger, Enrico Fermi, Robert Oppenheimer, Hans Bethe, Edward Teller i jeszcze wielu innych.

Byli to przede wszystkim naukowcy pochodzenia żydowskiego, którym w Niemczech Adolfa Hitlera i w państwach podbitych przez Niemcy groziła utrata życia. Do tej grupy dołączono teraz naukowców z Wielkiej Brytanii. To, co wkrótce potem nastąpiło, mogło powstać tylko w Stanach Zjednoczonych. Na koniec bowiem okaże się, że Ameryka wydała na projekt „Manhattan” PONAD DWA MILIARDY DOLARÓW! Ogromne pieniądze, bo dotyczące nie obecnych dolarów, a dolarów z tamtych czasów, czyli pieniędzy kilkadziesiąt razy mocniejszych. Takie pieniądze mogła wtedy przeznaczyć na badania naukowe tylko Ameryka.

Grupa naukowców z Los Alamos cały czas pracowała pod presją informacji, nadchodzących z Niemiec. Wydawało się, że Niemcy mogą pierwsi zbudować bombę atomową. Ta możliwość wciąż leżała gdzieś w podświadomości każdego mieszkańca atomowego miasteczka, ale na co dzień obowiązywał dziarski optymizm i tak zwane pozytywne myślenie.

Wywiad radziecki
Gdy więc, grzeczne dzieci częstowały się nawzajem czekoladkami i wspólnie bawiły się w kółko, poza kółkiem stał nieznośny Związek Radziecki, łobuziak, który zachowywał się niegrzecznie, przeklinał, palił papierosy i dawał zły przykład. Jego nikt nie częstował czekoladkami i do kółka nie zapraszał. Wobec tego Związek Radziecki postanowił, że wprosi się sam.

Wywiad radziecki usadowił się w Stanach Zjednoczonych już na początku lat trzydziestych. Od razu sięgnął do samej góry amerykańskiej administracji państwowej zdobywając dla swych celów wpływowych urzędników amerykańskiego ministerstwa spraw zagranicznych, ministerstwa finansów oraz bliskiego otoczenia prezydenta Roosvelta. Nic więc dziwnego, że raporty FBI o działalności radzieckiej siatki szpiegowskiej na terenie Stanów Zjednoczonych, prezydent Roosvelt uznawał za mocno przesadzone.

Z Moskwy na cały świat płynęły słowicze pienia o wspaniałym, dostatnim życiu w Związku Radzieckim, prawdziwej ojczyźnie ludu pracującego miast i wsi, kraju w każdej chwili gotowego do obrony uciskanych i wykorzystywanych. Jedynej ostoi światowego pokoju.

Na te melodyjki masowo nabierali się ludzie naprawdę przyzwoici, choć głupi i w ten sposób rosła na świecie, a szczególnie właśnie w Stanach Zjednoczonych rzesza miłośników Związku Radzieckiego i wszystkiego, co radzieckie. Powstawała dość duża grupa ludzi, przede wszystkim tak zwanych intelektualistów, cynicznie nazywana w Moskwie „pożytecznymi idiotami”, z pośród których niejeden gotów był, nawet nie żądając za to wynagrodzenia, sprzedawać swój kraj Związkowi Radzieckiemu, uważając w dodatku, że postępuje właściwie.

Od roku 1939 Służba Wywiadu Łączności armii amerykańskiej gromadziła przechwyconą przez siebie radiową korespondencję radziecką, wysyłaną z Moskwy do placówek zagranicznych i wysyłane do Moskwy odpowiedzi na tę korespondencję. Radzieckie depesze były pisane jakimś strasznie zawiłym szyfrem. Pomimo tego, że siedzieli nad nimi najlepsi kryptolodzy, korespondencji nie udawało się odszyfrować.

Sięgnięto więc do współpracy międzynarodowej i od roku 1943 ruszyła tak zwana operacja „Venona”, czyli próba odczytania radzieckiej korespondencji w wykonaniu najlepszych specjalistów USA i Wielkiej Brytanii. Już w październiku 1943 pojawiły się pierwsze sukcesy.

Bomba atomowa (Fot. tokis.pl)

Odtajnienie radzieckich szyfrów
Pełne odczytanie szyfru nastąpiło jednak dopiero w roku 1946. I wtedy pękła bomba! Okazało się, że całe Stany Zjednoczone są po prostu przetrawione przez radzieckich szpiegów. A i to jeszcze, że największą tajemnicę Ameryki, sposób budowy bomby atomowej, wykradziono i już dawno odesłano do Moskwy. W odczytanej przez kryptologów korespondencji były właściwie wszystkie informacje, jakie są potrzebne do wytoczenia procesu o zdradę. Fakty, miejsca, nazwiska, adresy. Jednak informacje te nie zostały użyte w procesach przeciwko zdrajcom. Zachodziła obawa, że w ten sposób wyda się sprawa odtajnienia radzieckich szyfrów. W międzyczasie wojna z Niemcami zakończyła się. Pozostało jeszcze dokończyć wojnę z Japonią.

To dopiero wiele lat po wojnie zaczęto z Japończyków robić pożałowania godne ofiary brutalnego, atomowego ataku amerykańskich bombowców. Postępowano tak może właśnie dlatego, że bombowce były amerykańskie. O okrucieństwie wojsk japońskich nikt nie chciał mówić. Mówiło się tylko o ofiarach bomb atomowych, jakby cała ta wojna polegała na zbombardowaniu miłujących pokój, japońskich cywilów.

Jeśli dobrze sobie przypominam, wtedy, kiedy bomby spadały jedna po drugiej, atomowe naloty na Japończyków wywoływały entuzjazm. Ludzie się cieszyli, że nareszcie ktoś im solidnie przywalił. Japonia jest od nas za górami i za lasami, więc szczególnie teraz mało kto wie, że wojska japońskie podczas tej wojny dopuszczały się wręcz dzikich okrucieństw i szczytów sadyzmu. Najgorsze SS wydawało się być przy nich angielską ligą dżentelmenów.

No więc, ludzie się cieszyli. To wtedy powstał wierszyk, adresowany do amerykańskiego prezydenta Trumana – Truman, Truman, spuść ta bania… Wydawało się, że jeszcze tylko trochę, a prezydent każe spuścić banię także i u nas. Pierwsza bania prezydenta Trumana. Little Boy (Mały Chłopczyk). Materiał rozszczepialny- uran 235. Cel Hiroshima. Druga bania prezydenta Trumana. Fat man (Grubas). Materiał rozszczepialny- pluton. Cel Nagasaki.

Radziecka bomba atomowa
29 sierpnia 1949 roku na poligonie w pobliżu Semipałatyńska w radzieckim Kazachstanie eksplodowała oślepiającym błyskiem i straszliwym hukiem, tym razem radziecka bania. A jeszcze nie tak dawno, w roku 1944 podczas przyjęcia, wydanego dla personelu naukowego w Los Alamos, kiedy prace nad bombą atomową nie były jeszcze ukończone, profesor Chadwick zapytał generała Leslie Grovesa komendanta ośrodka badawczego, po co kończyć prace nad bombą skoro już wiadomo, że Niemcy bomby atomowej nie zbudują? Na co otrzymał odpowiedź: – Ta bomba dobrze nam się przysłuży… Do trzymania w szachu Rosjan.

Od dnia 29 sierpnia 1949 skończyły się marzenia o trzymaniu Rosjan w szachu. To, co wydawało się niemożliwe, stało się faktem. Rosjanie mieli bombę atomową…

Nowa szpiegowska siatka radziecka
Ethel Greenglass i Juliusz Rosenberg urodzili się w Nowym Yorku. Juliusz w roku 1918, zaś starsza nieco od niego Ethel w roku 1915. Oboje pochodzili z pobożnych rodzin żydowskich, osiedlonych w Ameryce po emigracji z Rosji. Poznali się na zebraniu partii komunistycznej, do której Juliusz wstąpił porzucając swoje dotychczasowe studia rabinackie. Zaraz też wzięli ślub. Oboje stali się komunistami głęboko ideowymi, a nawet fanatycznymi. Szczególnie aktywnie działał Juliusz. Kiedy wybuchła II wojna światowa, usprawiedliwiał atak Niemiec na Polskę i popierał układ Ribbentrop-Mołotow. Z chwilą ataku Niemiec na Związek Radziecki agitował na rzecz pomocy Stanów Zjednoczonych dla Związku Radzieckiego.

W czasie wojny został radzieckim szpiegiem, a miał do zaoferowania wywiadowi radzieckiemu bardzo dużo, bardzo cennych informacji. Pracował bowiem jako specjalista od sygnałów radiowych w dziale, zajmującym się wojskowymi radarami. U swoich radzieckich mocodawców otrzymał kryptonim „Liberał”, zaś jego żona Ethel pseudonim „Antena”. „Liberał” miał wielu dawnych kolegów szkolnych, pracujących teraz dla amerykańskiego wojska. W działach usług, planowania, wytwórczości. Byli to komuniści, lub zdecydowani sympatycy komunizmu. W czasach gdy chodzili do szkoły, ich najmilszą rozrywką były wspólne wycieczki do nowojorskiego portu, by tam… podziwiać radzieckich marynarzy!

Pierwsza bania prezydenta Trumana. Little Boy, czyli Mały Chłopczyk. Materiał rozszczepialny – uran 235. Cel – Hiroshima (Fot. sfgate.com)

Szpiegowska siatka, stworzona przez Juliusza stała się wręcz nadgorliwa. Nowojorski rezydent KGB został przez nich zalany informacjami. Zatykają się jego możliwości korespondencji z Moskwą. Wreszcie brakuje mu już wolnych mikrofilmów. Moskiewska centrala zaleca chwilowe przerwanie działalności Juliusza. Teraz Rosjanie mają całą masę informacji o amerykańskiej elektronice, otrzymują najściślej tajne plany amerykańskich radarów, plany najnowszych okrętów podwodnych, wreszcie – zapalnik zbliżeniowy. Absolutna rewelacja! Zapalnik trzydziestokrotnie zwiększający celność artylerii przeciwlotniczej!

Najcenniejszym agentem siatki stał się szwagier Juliusza, brat Ethel – Dawid Greenglass.

W roku 1943 przywódcy Związku Radzieckiego dowiedzieli się o amerykańskim programie budowy bomby atomowej. Należało zdobyć o tym projekcie jak najwięcej informacji, a szczęśliwym trafem brat Ethel pracował w Los Alamos jako mechanik. Również i on, jak jego siostra i szwagier Juliusz, musiał być żarliwym komunistą, skoro podobno każdy swój list do żony kończył słowami: – „Więcej władzy dla Związku Radzieckiego i więcej dostatku dla jego mieszkańców!”. Dawid uzyskał w moskiewskiej centrali pseudonim „Kaliber”, a jego żona Ruth pseudonim „Osa”. Dawid szpiegował na korzyść ZSRR około dwóch lat. Pracował w zespole prof. Oppenheimera. Zdobył tam dla Związku Radzieckiego próbkę materiału rozszczepialnego i plan budowy bomby atomowej. Zdobyte u Amerykanów informacje otrzymywał rosyjski fizyk Igor Kurczatow. Twierdził on, że informacje są bezcenne i oszczędzają Związkowi Radzieckiemu wielu lat kosztownych poszukiwań.

Aresztowania
Tymczasem amerykańscy kryptolodzy zaczęli odczytywać pierwsze depesze radzieckie i rozpoczęły się aresztowania wszystkich tych, których nazwiska tam znaleziono. Dało to tak zwany efekt domina, bo już aresztowani agenci, zaczęli „sypać” następnych. W lutym 1950 roku aresztowano Dawida Greenglassa, którego nazwisko wykryto po odczytaniu radzieckiej depeszy. Greenglass wydał na śledztwie małżeństwo Rosenbergów, jako swoich zwierzchników w siatce szpiegowskiej. (A w tym czasie Rosenbergowie mieli już dostęp do prac nad pierwszymi amerykańskimi satelitami). Aresztowani Rosenbergowie głośno protestowali, twierdząc, że są niewinni. Odmówili składania wyjaśnień. W obronie Rosenbergów urządzono światową akcję protestacyjną, w którą włączył się oczywiście Albert Einstein, ale i sam papież Pius XII.

29 marca 1951 roku Rosenbergowie uznani zostali przez sąd jako winni, zaś 5 kwietnia1951 sędzia Irving Kaufman skazał ich na śmierć na krześle elektrycznym. Prezydent Dwight Eisenhover odmówił ich ułaskawienia. Oboje przez cały czas procesu twierdzili, że są niewinni. Proponowane przez sąd odejście od kary śmierci w zamian za przyznanie się do winy, Rosenbergowie dumnie odrzucili.

19 czerwca 1953 roku w strasznym amerykańskim więzieniu Sing-Sing odbyła się egzekucja małżonków Rosenberg. – „Mieliśmy rozkaz wstrzymać egzekucję, gdyby małżonkowie wyrazili chęć współpracy z rządem” – powiedział później szeryf nadzorujący wykonanie wyroku. Małżonkowie nie wyrazili jednak takiej chęci. Juliusz umarł po pierwszym uderzeniu prądu. Gorzej było z Ethel. Po pierwszym uderzeniu prądem o napięciu 2000 woltów, lekarz stwierdził, że Ethel jeszcze żyje. Podobnie było po drugim, takim samym uderzeniu. Dopiero po trzecim uderzeniu, specjalnie przedłużonym, z nosa i uszu Ethel zaczął wydobywać się dym…

Pomimo wykonania wyroku akcje protestacyjne, inspirowane na całym świecie przez placówki Kominternu, bynajmniej nie słabły. Wszędzie organizowano akcje protestacyjne, wiece, zbieranie podpisów, a z małżeństwa Rosenbergów utworzono bez mała świętych męczenników. Ich przypadek stał się symbolem bezpardonowej, nieliczącej się z elementarną sprawiedliwością walki, jaką rzekomo „imperializm światowy” prowadzi z „siłami postępu”. Jednak lata mijały i sprawy początkowo najtajniejsze powoli wychodziły na jaw. W roku 1995 CIA ujawniła radzieckie materiały szpiegowskie, uzyskane przez projekt „Venona”. W tym duży fragment o działalności szpiegowskiej Rosenbergów.

Druga bania prezydenta Trumana. Fat man, czyli Grubas. Materiał rozszczepialny – pluton. Cel – Nagasaki (Fot. freeinfosociety.com)

Ameryka utraciła monopol na broń jądrową
W roku 1997 Aleksander Fieklisow, były oficer wywiadu radzieckiego w USA przyznał się do „prowadzenia” małżonków Rosenbergów w trakcie ich szpiegowskiego działania w Ameryce, a sam Nikita Chruszczow w swojej autobiografii poświęcił cały fragment na podziękowania Rosenbergom za wzorową służbę dla Związku Radzieckiego.

Pomimo tego, adoratorzy małżeństwa Rosenbergów nie dają za wygraną. Trudno jest im teraz głosić, że małżonkowie szpiegami nie byli, więc zmieniono ich obronę na wykazanie ich zasługi dla uzyskanie na świecie stanu tak zwanej „równowagi strachu”. Równowaga strachu to nic innego, jak nasze staropolskie – złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.

Dzięki Rosenbergom Ameryka utraciła monopol na broń jądrową i teraz musi się tyle samo bać rosyjskiej roni jądrowej, co Rosjanie boją się broni amerykańskiej. I dzięki takiemu układowi, jak na razie żyjemy w stanie pokoju. Bo gdyby nie Rosenbergowie, to Amerykanie robiliby sobie na świecie wszystko, co by im tylko przyszło do głowy i diabli wiedzą, co by im mogło do tej głowy przyjść. – Bo ja wiem? Może to i racja?

Pod koniec pracy nad dzisiejszym artykułem, przeszedłem załamanie nerwowe. Poszukując materiałów do artykułu nagle zetknąłem się w Internecie z taką, niepokojącą informacją:

„Chińskie gazety, wychodzące w 1910 roku w Pekinie doniosły, że 8 lipca tego roku na pustyni Gobi, na południe od granic Mongolii, chiński alchemik Pu-Chao-Fi zdetonował ładunek wybuchowy o takiej sile, że błysk wybuchu i jego odgłos były zauważalne z odległości 600 kilometrów.

Obecnie w tym miejscu na pustyni znajduje się teren o średnicy kilku kilometrów, na którym piasek utworzył szklistą powierzchnię, a granitowe kamienie stopione są w taki sam sposób, jak na poligonach jądrowych na pustyni Nawaho w USA. Co więcej, żyją tam do dziś skarlałe, zdegenerowane popromienne mutanty roślin, owadów i małych zwierząt pustynnych, a poziom promieniowania radioaktywnego jeszcze i teraz znacznie przekracza poziom promieniowania terenu oddalonego o kilkanaście kilometrów od tego miejsca.

Co właściwie odkrył ten alchemik – nie wiadomo, gdyż on sam i całe jego laboratorium zginęło w wybuchu. W Pekinie pozostały jednak jego notatki, z których wynika, że chyba interesował się promieniotwórczym uranem”…

Można się załamać, bo za cokolwiek by się człowiek nie zabrał, zaraz okaże się, że w Chinach już coś takiego było i to przynajmniej sto lat wcześniej.

Józef Rotblat jest w Polsce kompletnie nieznany. Nieznany jest nawet fakt przyznania mu w roku 1995 Nagrody Nobla. Obywatelstwo brytyjskie przyjął w roku 1946, kiedy już było wiadomo, że do Polski powrócić nie może, bo w Polsce władze komunistyczne czekają na niego z otwartymi na oścież drzwiami wszystkich najtajniejszych więzień Urzędu Bezpieczeństwa. Józef Rotblat w ramach brytyjskiej ekipy naukowców brał bowiem udział w budowie amerykańskiej bomby atomowej.

Ameryka wydała na projekt „Manhattan” PONAD DWA MILIARDY DOLARÓW! Ogromne pieniądze, bo dotyczące nie obecnych dolarów, a dolarów z tamtych czasów, czyli pieniędzy kilkadziesiąt razy mocniejszych. Takie pieniądze mogła wtedy przeznaczyć na badania naukowe tylko Ameryka.

Okazało się, że całe Stany Zjednoczone są po prostu przetrawione przez radzieckich szpiegów. A i to jeszcze, że największą tajemnicę Ameryki, sposób budowy bomby atomowej, wykradziono i już dawno odesłano do Moskwy. W odczytanej przez kryptologów korespondencji były właściwie wszystkie informacje, jakie są potrzebne do wytoczenia procesu o zdradę. Fakty, miejsca, nazwiska, adresy. Jednak informacje te nie zostały użyte w procesach przeciwko zdrajcom. Zachodziła obawa, że w ten sposób wyda się sprawa odtajnienia radzieckich szyfrów.

29 sierpnia 1949 roku na poligonie w pobliżu Semipałatyńska w radzieckim Kazachstanie eksplodowała oślepiającym błyskiem i straszliwym hukiem, radziecka bomba atomowa.

W roku 1997 Aleksander Fieklisow, były oficer wywiadu radzieckiego w USA przyznał się do „prowadzenia” małżonków Rosenbergów w trakcie ich szpiegowskiego działania w Ameryce, a sam Nikita Chruszczow w swojej autobiografii poświęcił cały fragment na podziękowania Rosenbergom za wzorową służbę dla Związku Radzieckiego.

Dzięki Rosenbergom Ameryka utraciła monopol na broń jądrową i teraz musi się tyle samo bać rosyjskiej roni jądrowej, co Rosjanie boją się broni amerykańskiej. Dzięki takiemu układowi, jak na razie żyjemy w stanie pokoju.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 16 (92) 31 sierpnia – 14 września 2009

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X