Trzy lata po Smoleńsku

Trzy lata po Smoleńsku

Mijają trzy lata od katastrofy smoleńskiej. Zginęło w niej 96 osób, wśród nich prezydent Rzeczpospolitej Lech Kaczyński, jego małżonka Maria, ostatni prezydent RP na uchodźstwie, parlamentarzyści, najwyżsi dowódcy wojskowi, duchowni i przedstawiciele rodzin katyńskich. Delegacja udawała się prezydenckim samolotem na obchody rocznicy mordu katyńskiego z 1940 r.

 

Katastrofa wpisała się w długi szereg polskich narodowych tragedii i zapewne już tak zostanie. Czy stała się cezurą, przełomem w naszej świadomości? I tak i nie. A w każdym razie na pewno nie dla wszystkich. Podziały nie zostały zasypane. Chciałoby się powiedzieć: nihil novi (nic nowego). Te dwa zamieszkujące jeden kraj „narody” mają bowiem w naszej historii wielowiekową „tradycję” – od bratobójczej bitwy pod Mątwami w 1666 roku, gdzie wojska rokoszan Lubomirskiego pokonały wojska króla Jana Kazimierza wyrzynając w pień prawie 4000 najlepszych żołnierzy Rzeczpospolitej, po Konfederację Barską, efektem której, oprócz pięknej legendy, były straty ludzkie liczone w dziesiątkach tysięcy mogących utrzymać szablę żołnierzy. Tych tysięcy, których nam później zabrakło.

Trzeba i warto o tym pamiętać. A także wyciągać wnioski. Czy można jednak tego dokonać nie wiedząc nic lub prawie nic o swojej przeszłości? Pytanie wydaje się być retorycznym. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie,” – pisał kanclerz Jan Zamoyski w akcie fundacyjnym Akademii Zamojskiej. I to wydaje się być wciąż sprawą pierwszej wagi. Każde inne podejście jest po prostu szkodliwe, a przyszłe skutki mogą być wręcz tragiczne. Winniśmy to nie tylko sobie i przyszłym pokoleniom, ale także tym, którzy zginęli podczas lotu do Smoleńska. Oni wiedzieli po co mają tam przybyć.

A na Wschodzie… Na Wschodzie inaczej. Tu zawsze patrzyło się na Polskę z nadzieją. I nie mam tu na myśli polityków. Polskie problemy wewnętrzne jawią się z tej perspektywy jako sztuczne i niezrozumiałe. I tak naprawdę nieistotne. Śp. prezydent Lech Kaczyński, podobnie zresztą jak i jego poprzednik Aleksander Kwaśniewski, cieszył się tu niekłamanym autorytetem.

W ciągu trzech lat, które minęły od katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w trzech ukraińskich miastach – Odessie, Mukaczewie i Chmielnickim na Podolu powstały ulice prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a Huculi z małej wsi Szybenne w Czarnohorze, z własnej inicjatywy postawili kapliczkę poświęconą wszystkim 96 ofiarom smoleńskiej katastrofy.

Marcin Romer


Czytaj też:

Znowu jesteśmy narodem


Niewyobrażalna katastrofa


Poezja:

O ziemio Katyńska!


W cieniu śmierci


Obejrzyj wideo:

Dominika Świątek – Modlitwa na śmierć w Smoleńsku

X