Dotknąć okruchów polskości na Ukrainie

Dotknąć okruchów polskości na Ukrainie

Z Arturem Górskim – posłem na Sejm RP, członkiem Komisji Łączności z Polakami za Granicą podczas jego pobytu na Ukrainie rozmawiał Marcin Romer.

Przyjechał Pan do Lwowa, ale też zawitał Pan na Podole, na ziemie, które już całe wieki temu odpadły od Polski. To wizyta prywatna czy jako członka sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą?
Po raz pierwszy byłem na tak odległych rubieżach dawnej I Rzeczypospolitej, na ziemiach pogranicza, przecinania się przez wieki różnych kultur i wpływów, mieszanki wielu narodów. To takie kresy Kresów polskich, które zawsze wzbudzają sentyment u Polaków z Polski centralnej. Przyjechałem z grupą młodzieży reprezentującej Forum Młodych Prawa i Sprawiedliwości, Stowarzyszenie Solidarni 2010 i Klub Gazety Polskiej z Otwocka. Przywieźliśmy ponad pół tony polskich książek, które trafiły do bibliotek we Lwowie, ale też do Polaków w Kamieńcu Podolskim. To już kolejna i nie ostatnia wizyta w ramach akcji „Podziel się książką z Polakami na Ukrainie”, której jako poseł patronuję.

W Kamieńcu Podolskim spotkał się Pan z tamtejszymi Polakami?
Tak, to było niesamowite spotkanie, wielkie dla mnie przeżycie. Konsul generalny RP w Winnicy pan Krzysztof Świderek został późno powiadomiony przez Kancelarię Sejmu RP o moim przyjeździe do Kamieńca Podolskiego i dosłownie z dnia na dzień zorganizował spotkanie z tamtejszymi Polakami, których przybyło bardzo wielu. Nie tylko wysłuchali mnie, jako członka Komisji Łączności z Polakami za Granicą, jak również posła Stanisława Piętę, ale też zaprezentowali bogaty program artystyczny. Miałem możliwość poznać nie tylko Polaków z Kamieńca, ale i okolicznych miejscowości. To prawdziwi polscy patrioci, pielęgnujący polskość w sercach i przekazujący ją z pokolenia na pokolenie. Widząc ich zjednoczonych i słysząc piękną polską mowę tak daleko od dzisiejszych granic Polski, naprawdę się wzruszyłem.

Piotr Grzegorzewski, Witold Szpiczyński i Artur Górski podczas spotkania z Polakami w Kamieńcu Podolskim (Fot. Agnieszka Krawczyk)Kurier Galicyjski pisał o akcji „Podziel się książką z Polakami we Lwowie”, która wykroczyła poza Lwów. Dlaczego Pan się w nią włączył?
Trzeba wspierać młodych ludzi, którzy mają świetne pomysły i chcą zrobić coś pożytecznego dla naszych rodaków żyjących na Ukrainie, ale przede wszystkim trzeba pomagać właśnie tym Polakom, którzy strzegą okruchów polskości na ziemiach, które do Polski już nie należą. Pamiętajmy, że to ich rodzinna ziemia od pokoleń, ich ojcowizna. I to nie jest ich wina, że Polski tu nie ma, że w wyniku splotu różnych, często tragicznych wydarzeń historycznych, przesunięto granice na zachód. Ale Polska o nich nie zapomniała, o czym świadczy aktywność konsula Świderka i akcja tych młodych ludzi, którzy przekazując polskie książki chcą przyczynić się do zachowania polskiej mowy i kultury na tych terenach. Ale – co najważniejsze – ci ludzie sami tego chcą, nie chcą zapomnieć mowy swoich przodków. Są wspaniałymi polskimi patriotami. Wielokrotnie mówiłem w kraju, że to właśnie od nich – strażników polskości na Kresach – powinniśmy uczyć się patriotyzmu. Są na Ukrainie twierdzą polskości, jej ostoją. Polacy żyjący na Kresach dawnej Rzeczypospolitej to piękni, wspaniali ludzie. Mamy wobec nich wielki dług do spłacenia.

Przed zamkiem w Chocimiu (Fot. Archiwum Artura Górskiego)Wspomniał Pan o duchowej „twierdzy polskości”, ale też zwiedziliście twierdze kamienne…
Tak, zwiedziliśmy niesamowitą katedrę w Kamieńcu, przy której wznosi się intrygujący ottomański minaret, zwieńczony kilkumetrową figurą Matki Bożej, ale także okoliczne zamki. Oczywiście największe wrażenie zrobiły na nas twierdze w Kamieńcu i Chocimiu, kamienni świadkowie dawnej polskiej świetności. Myślę, że każdy Polak-patriota chce przynajmniej raz w życiu pokłonić się Matce Bożej Ostrobramskiej w Wilnie i zobaczyć takie miasta, jak Kamieniec Podolski, Chocim, Kołomyję, Stanisławów i oczywiście dawny polski Lwów.

Wiem, że to była trasa Waszej wyprawy na Ukrainę. Jakie wrażenia Wam towarzyszyły, gdy zwiedzaliście te tereny?
Byłem podwójnie przejęty. Raz, że niedawno ukazała się moja książka „Podolacy”, w której pisałem o tych ziemiach i ludziach zamieszkujących je na przełomie XIX i XX wieku i teraz odnajdywałem znajome z książki miejscowości. Po drugie, gdy jeżdżę na Kresy dawnej Rzeczypospolitej, a dotąd najczęściej bywałem na Litwie, to zawsze szukam znaków polskości, w ludziach, ale też w kościołach, na domach i ulicach. Dużo już zostało zatartych, zniszczonych, ale wiele wciąż jeszcze można odnaleźć, zobaczyć je i ich dotknąć. W małej Kołomyi natrafiliśmy np. na tablicę w języku polskim z 1912 r., którą mieszkańcy miasteczka oddali cześć Zygmuntowi Krasińskiemu, „wieszczowi narodu, wielkiemu myślicielowi”, w setną rocznicę jego urodzin. Czy to nie piękna pamiątka dawnych dziejów i świadectwo polskiej wielowiekowej obecności na tych terenach?

Takie wizyty są bardzo potrzebne, bo dla Polaków żyjących na Ukrainie ważny jest każdy kontakt z Polską i jej przedstawicielami. Jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni, ale Wy nam, naszej młodzieży bardziej. Dlatego dziękuję za Wasz owocny przyjazd i do zobaczenia kolejnym razem.

Tekst ukazał się w nr 5 (177) 12 – 25 marca 2013

 

Czytaj też:

Tony książek dla rodaków

 

Podziel się książką z Polakami na Ukrainie

 

Podziel się książką. I etap akcji

 

Obejrzyj galerię:

Akcja „Podzielić się książką z Polakami na Ukrainie”

X