Czasy się zmieniają: Pióro

Czasy się zmieniają: Pióro

Posługiwanie się piórem, dla dziecka stanowiło dużą trudność. Do obsadki zwanej rączką, trzeba było włożyć nową stalówkę, a następnie po obślinieniu jej w ustach, zanurzyć w kałamarzu z czarnym atramentem…

Stalówki dzieliły się na: krzyżówki i rondówki. Kałamarz z grubego szkła, był osadzony w dziurze pulpitu ławki szkolnej. Stalówki drapały po papierze, nagle puszczały kleksa i sprawiały wiele kłopotu plamiąc ręce i ubrania. Atrament długo wysychał, więc w każdym zeszycie była bibuła. Pióra z łatwością staczały się po pochyłym pulpicie, a lecąc ku drewnianej podłodze ustawiały stalówką do dołu i wbijały się w nią. Dalsze pisanie taką stalówką było już niemożliwe.

Wspaniały wynalazek stanowiło wieczne pióro, które jednak wolno było używać dopiero od IV-tej klasy. Uważano, że tylko maczane pióro pozwala wyrobić dobry charakter pisma, co było ambicją każdej szkoły.

Długopisy są w powszechnym użyciu. Kosztują od 2 do 200 zł, ale najważniejsze jest aby piszącemu dawały zadowolenie. Dzieci lubią kolorowe cienkopisy i flamastry. Świat przyborów do pisania jest tak bogaty, że prawie za każdym razem kupuję inny. Każdy z nich pisze dosyć dobrze, więc trudno upierać się przy stałości wyboru.

Większość długopisów jest jednorazowego użycia, zaś niektóre, kupione z zamiarem wymiany wkładu, po wypisaniu plączą się po szufladach. Łatwość nabycia i ich taniość uczą nas marnotrawstwa. Ileż to długopisów wyrzuciłem. Nikomu nie chce się zadbać o powtórne napełnianie powszechnie praktykowane w latach 60. ubiegłego stulecia. W licznych specjalnych punktach na mieście, umorusani panowie napełniali wkłady nowym tuszem. Wzrósł dobrobyt, wzrosła nonszalancja i ekonomicznie uzasadnione marnotrawstwo. Czy to dobrze? Nie wiem.

Część cyklu: Czasy się zmieniają: Jak było w czasie mojej młodości (1930–1950). Jak jest w czasie mojej starości (2000–201.?)

Bohdan Łyp
Tekst ukazał się w nr 2 (150), 31 stycznia – 16 lutego 2012

X