Boskie i Cesarskie

Boskie i Cesarskie

Kazimierz Wielki (Fot. bialczynski.wordpress.com)27 września 1331 roku odbyły się dwie bitwy. Pierwsza, pod Radziejowem, rano i druga, pod Płowcami, po południu. Pomiędzy obiema miejscowościami jest odległość jakichś dziesięciu kilometrów, więc nie ma mowy o tym, że była to jedna bitwa w tym samym miejscu. Pod Radziejowem Polacy wygrali, zdobywając krzyżackie tabory i biorąc do niewoli wielu braci i dostojników krzyżackich z Wielkim Marszałkiem Zakonu Ditrichem von Altenburgiem na czele. Tego samego dnia po południu doszło do bitwy pod Płowcami, gdzie Polacy zostali pobici i musieli się z bitwy wycofać.

Krzyżacy również wycofali się po tej bitwie. Straty po obu stronach były okropne! Krzyżacy stracili ponad 1/3 swojej armii, a Polacy połowę. Żadna ze stron nie mogła już dalej walczyć.

No i na samym początku tego drugiego starcia, pod Płowcami, nasz Kazimierz znika bez śladu.

Ale podobno widać było, że Kazimierz odchodzi, dowodząc dość dużym oddziałem! Krzyżacy mówili później, że Kazimierz uciekł i zatrzymał się dopiero aż w Krakowie (dystans około 320 kilometrów)! I pewnie tak było, bo nikt nie próbował nawet przekonywać, że Kazimierz przez cały czas trwania bitwy znajdował się przy boku ojca. O ucieczce Kazimierza Polacy milczeli. Nawet prowokowani krzyżackimi relacjami. A potem, ponad sto lat po bitwie, raptem, Jan Długosz wyszedł z rewelacją, że to król Łokietek polecił Kazimierzowi odejść z pola bitwy, obawiając się o życie swojego syna. Posłuszny ojcu Kazimierz, wraz z otaczającym go oddziałem ochronnym, miał się wycofać do jakiegoś silnie ufortyfikowanego zamku. Niestety. Mistrz Jan nie podał nam nazwy tego zamku. Widocznie zabrakło mu już na to wyobraźni.

Poprawianie historii po stu latach od opisywanych wydarzeń nie przynosi naprawdę nic dobrego, ale uchwycono się tego, jak tonący brzytwy i teraz, przekonuje się nas, że dzielny do szaleństwa Kazimierz, musiał (zapewne ze łzami w oczach) opuścić miejsce przyszłej bitwy na wyraźny rozkaz ojca i króla. Wszystko zaś inne na ten temat, to oczywiście wredna, krzyżacka propaganda.

Proszę Państwa. Jeśli Władysław Łokietek tak bardzo bał się o syna to, po co go zabierał ze sobą na wojnę? Tylko idiota, nie dowódca, pozwala odejść dużemu oddziałowi wojska tuż przed bitwą, na oczach szykujących się do boju żołnierzy. Pozostający, nie będą się wtedy dobrze bili. Będą myśleli o tamtych, którym pozwolono odejść, podczas gdy oni muszą tutaj ginąć. Zastanawiająca jest ostentacja, z jaką Kazimierz opuszczał wojsko, szykujące się do bitwy.

 Bo to może, proszę Państwa, nie była ani ucieczka, ani odesłanie Kazimierza w bezpieczne miejsce. Mogło być jeszcze inaczej. Król mógł wyznaczyć Kazimierza na dowódcę oddziału wydzielonego, mającego dokonać jakiegoś manewru. Może manewru obejścia Krzyżaków? Manewru odciążającego polskie siły główne, atakiem na Krzyżaków od tyłu! Bardzo to jest podobne do Łokietka, dobrego żołnierza, jak i do roli Kazimierza, jaką miał pełnić przy jego boku. A ten patałach po prostu zwiał!

Kobiety w życiu króla Kazimierza
Trzeba to sobie powiedzieć, że sprawy związane z wojskiem i obronnością nie były mocną stroną Kazimierza. Do wojska nie miał powołania. Czuł natomiast powołanie do spraw łóżkowych. Nie wiadomo jak mu to wychodziło jakościowo, ale ilością po prostu imponował.

Kobiety, jakie występowały w rolach jego partnerek, dałoby się podzielić na trzy grupy. Żony, kochanki stałe i kochanki przygodne. Te ostatnie mogły być jednorazowe, lub wielorazowe, ale nigdy nie zaznaczyły się czymś zasługującym na zapisanie ich imienia w kronikach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X