Boże Narodzenie 1941

Boże Narodzenie 1941

Gdyby nas kto zapytał dlaczego święta Bożego Narodzenia mają dla nas tyle niewysłowionego uroku, czemu więcej niż wszystkie inne uroczystości kościelne wstrząsają całą uczuciowością człowieka – wielu odpowie, że cud ten sprawia kolęda. Ten najpiękniejszy wytwór wyobraźni maluczkich, ta najczulsza i serdeczna nuta, która towarzyszy corocznie Narodzinom Dzieciny, przejmuje nawet trzeźwych i twardych ludzi uczuciem głębokiego wzruszenia.

W kolędach naszych kryją się wieki tradycji. Sześćset i siedemset lat życia liczy sobie ten obyczaj, a inspiratorem wielu hymnów i śpiewów bożonarodzeniowych miał być sam św. Franciszek. Więc na pograniczu obrzędu i zwyczaju pojawiają się mistyczne kołysanki, w gotyckich tumach śpiewają diakoni i klerycy „Dormi Fili” z refrenem „Tibi laudes canimus” – grają dramat liturgiczny. W XIV wieku Klaryski w klasztorze św. Andrzeja w Krakowie utrzymują kult Dzieciątka, odprawiany przy (zachowanych jeszcze) figurkach drewnianych – Madonny, św. Józefa i żłóbka z Bambinem. „Tulenie i lulanie” Dzieciątka Jezus było zwyczajem – mówi o nim stary rękopis polski jako o „zabawie przy Nowonarodzonym Panu Jezusie przez nabożne i wesołe śpiewanie, które dusza nabożna ma wyprawować, luląc i zabawiając dziecinę płaczącą…”.

Ustępowała kościelna łacina językom „ludowym”. Bo i ta antyteza miała przykład w Tym, który, „będąc Synem Bożym – stał się naszym bratem, więc już bliskie przyjacielstwo ma z nami Bóstwo”. Ludy chrześcijańskie przeniosły biblijne zdarzenie do swych krajów i nadały jego odtwarzaniu w jasełkach dekorację miejscową. Swoje pieśni śpiewali szopkowi pasterze, a płaczącą: dziecinę usypiały ludowe kołysanki, Herod był „złym panem”, niekiedy przedstawianym na podobieństwo dziedzica, czy surowego sołtysa, któremu, śmierć prawiła morały ad hominem.

Symbolika roku kościelnego poprzedza Boże Narodzenie długą uwerturą Adwentem. Niegdyś z wieży kościoła Mariackiego w Krakowie trąby grały adwentowe chorały, niby wołanie o zbawienie. Po zjedzeniu gęsi w dzień św. Marcina, zaczyna się, w pierwszą niedzielę Adwentu, Rok kościelny. „Wtedy – jak pisze Glogier – na Mazowszu i Podlasiu grają na ligawkach tony proste i melodyjne, wesołe śpiewki i muzyka milknie wszędzie, lud idzie do spowiedzi i poważnieje”. Bo, według starego przysłowia kalendarzowego – „Święta Katarzyna klucze pogubiła, św. Andrzej znalazł, zamknął skrzypki zaraz. – Pieśni kościelne są wtedy błaganiem: „daj doczekać uciesznego Narodzenia Syna Twojego…”.

Nadchodzi wieczór domu i rodziny, Wieczór Wigilijny, którego skupionemu nastrojowi odpowiada święta kołysanka. Jeszcze brzmi w niej nuta długiego oczekiwania. Jeszcze odzywa się wspomnienie o genealogii Chrystusa, „Virga Jesse floruit”. Bo „z królewskiego rodu narodził się z dawna obiecany, jest na świat posłany”. Spełniły się przepowiednie proroków, ziściło się marzenie Patriarchów i Ojców Kościoła, a Bóg się rodzi w ubóstwie. Z przeciwieństwa: boskości i pokory wyrasta poezja odwiecznych tekstów kolędowych. Ten motyw antytezy, dobrze znany w poezji kościelnej zwrot, najlepiej uchwycił Karpiński w słowach: „wzgardzony, okryty chwałą…”, brzmiących rzadko pięknym wigorem językowym.

Według dawnej legendy, także świat zwierząt brał udział w hołdzie Nowonarodzonemu. W noc wigilijną zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, aby cieszyć się radością „wszelkiego stworzenia”. W dniu tym bardziej ludzkimi stają się i przemawiają ludzkim językiem nie tylko zwierzęta, jak głosi piękna legenda. Bardziej ludzkimi stają się również nasze serca człowiecze, otwierają się łatwiej i szerzej, biją mocniej i płoną goręcej. W ubóstwie przyszedł na świat Zbawiciel, aby zasiać wśród ludzi miłość dla ubogich. A nie brak ich w naszym kraju – i nie brak sposobności do ucieszenia Dzieciątka dobrym uczynkiem.

Dodatek świąteczny „Gazety Lwowskiej”, Lwów, 25 grudnia 1941 r.
Redakcja dziękuje pani Marcie Anczakowskiej-Samojłowej za dostarczenie archiw. nr „Gazety Lwowskiej”

X