Polacy nauczyli go ratować serca

-a A+

Staż w Polsce i współpraca z polskimi kolegami pomogła Tarasowi Gudzence, kardiochirurgowi z miejskiego szpitala w Iwano-Frankiwsku, nauczyć się prowadzić najbardziej złożone operacje na sercu.

Dziś w tej miejskiej klinice można uzyskać pomoc medyczną na europejskim poziomie. Przeprowadza się tu operacje na otwartym sercu. Jeszcze przed kilkoma miesiącami po taką pomoc chory musiałby udać się do kliniki w Kijowie lub za granicę. Takich zabiegów mogłoby tu nie być, gdyby nie wielkie pragnienie doskonalenia zawodowego i fachowa stanowczość doktora Gudzenki. Dziennikarka Kuriera Galicyjskiego postanowiła dowiedzieć się, jak polscy koledzy pomogli mu zdobyć doświadczenie zawodowego kardiochirurga.

Śląska klinika chorób serca w Zabrzu (z archiwum Tarasa Gudzenki)

- Jestem kardiologiem w drugim pokoleniu – opowiada z uśmiechem Taras Gudzenko. – Od wielu lat kardiologiem jest moja matka. Studiowałem na Lwowskim Uniwersytecie Medycznym. Miałem to szczęście, że trafiłem do prof. Lubomyra Kulika. Często zostawałem po zajęciach, aby przypatrzyć się jak pracuje znany kardiochirurg. Studiowałem też u dr. Tarasa Rudyka. To on, jako pierwszy, powiedział mi o tym, że można pojechać na staż do Polski, bo sam tam studiował. Na pierwszym roku interny zapytałem go, jak mógłbym na taki staż pojechać? Opowiedział mi dokładnie jak się o staż wystarać: najpierw trzeba wyszukać klinikę, która zgodziłaby się mnie przyjąć. Jako ambitny lekarz napisałem do klinik w Krakowie i Zabrzu. Po kilku miesiącach otrzymałem odpowiedzi z obu klinik. Zdecydowałem się na Śląskie Centrum chorób serca w Zabrzu. Były tam dobre warunki i miałem utrzymanie, a to było dla mnie bardzo ważne. Nie miałem za wiele pieniędzy, a chciałem zdobyć doświadczenie – podsumowuje dr Gudzenko.

Był wprawdzie jeden problem: młody internista Gudzenko… nie znał polskiego. Nawet listy do klinik pisał przy pomocy google-translatora. Jednak, gdy otrzymał potwierdzenie przyjęcia na staż, intensywnie zabrał się do nauki języka.

Wspólne zdjęcie z dr Szymonem Pawlakiem (z archiwum Tarasa Gudzenki)

- Po raz pierwszy trafiłem do Zabrza w 2011 roku – kontynuuje dr Gudzenko. – Na szczęście, już trochę rozmawiałem po polsku. Ten staż trwał sześć tygodni. Od pierwszych dni pobytu w klinice byłem zaskoczony poziomem okazywanej pomocy medycznej, kwalifikacjami lekarzy, sióstr i wielką ilością przeprowadzanych operacji, nowoczesnymi metodami leczenia i niezwykle precyzyjną pracą chirurgów.

Miałem to szczęście, że poznałem i mogłem uczyć się u kierownika kliniki prof. Mariana Ziembały, który bardzo pomógł ukraińskim kardiochirurgom. Powiedziałem mu, że bardzo chcę nauczyć się wszystkiego, bo moim marzeniem jest zostać wysokiej klasy specjalistą. Poprosiłem go, aby nauczył mnie jak najwięcej, abym mógł przyglądać się operacjom i byłem gotowy na każdą pracę i na dyżury od rana do nocy, w niedziele i święta.

Taras Gudzenko z żoną i prof. Marianem Ziembałą (z archiwum Tarasa Gudzenki)

Prof. Ziembała pozwolił młodemu stażyście z Ukrainy być przy operacjach. Dla młodego lekarza było to bezcenne doświadczenie. Wieczorami Taras szkolił swój język polski, szczególnie trudną polską terminologię. – Gdy czegoś nie rozumiałem, prosiłem o wyjaśnienia po łacinie – przyznaje się Taras Gudzenko.

Po roku młody lekarz pojechał na kolejny dwumiesięczny staż. Z wdzięcznością Taras Gudzenko wspomina polskich lekarzy Szymona Pawlaka, Romana Przebickiego, Wojciecha Karolaka, Jacka Wojarskiego i Bogusława Ryfińskiego. Ten ostatni dał młodemu lekarzowi możliwość asystować sobie przy operacjach.

Wspólne zdjęcie z dr Bogusławem Ryfinskim (z archiwum Tarasa Gudzenki)

Gdy Taras Gudzenko powrócił na Ukrainę, został od razu skierowany do szpitala rejonowego w Złoczowie koło Lwowa. Po polskiej klinice było to coś niewiarygodnego: stare pomieszczenia, bez urządzeń. Z czasem lekarz przeniósł się do wojskowego szpitala we Lwowie i do jednej z prywatnych klinik w Iwano-Frankiwsku. Bardzo jednak pragnął kontynuować staże w Polsce. Znów napisał do Zabrza. Prof. Ziembała osobiście zadzwonił do sumiennego lekarza. I oto po raz trzeci Taras Gudzenko wyjechał do Polski, tym razem na dwa lata i trzy miesiące.

W tym czasie dr Gudzenko nauczył się bardzo wiele. Po powrocie zaczął pracować w iwanofrankiwskim szpitalu miejskim. W styczniu 2019 roku zoperował swego pierwszego pacjenta. Dotąd na tak skomplikowane operacje pacjenci byli kierowani do Kijowskiego Instytutu im. akad. Amosowa, lub raz w miesiącu lekarze z tego szpitala przyjeżdżali do Iwano-Frankiwska. Obecnie operacje według polskich metodyk przeprowadza dr Gudzenko. Współpracuje z nim jeszcze dziewięciu specjalistów: chirurdzy, anestezjolog, siostry i sanitariuszki. Taras Gudzenko planuje, by zapraszać na operacje kolegów z Polski. Wartość operacji serca to 30-80 tys. hrywien, co jest o wiele taniej niż w prywatnych, stołecznych lub zagranicznych klinikach.

Sabina Różycka
Tekst ukazał się w nr 8 (324) 26 kwietnia – 16 maja 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.