Jak o Kresach we Lwowie dyskutowali, przy tym do oczu sobie nie skakali!

-a A+

W ramach Spotkań Ossolińskich odbyła się dyskusja poświęcona tematowi „Czy możemy mówić o Kresach dzisiaj?”, w której wzięli udział prof. Włodzimierz Mędrzecki z Polskiej Akademii Nauk w Warszawie i prof. Jarosław Hrycak z Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego.

Do biblioteki Stefanyka licznie przybyli przedstawiciele lwowskich środowisk akademickich i miejscowi Polacy.

Włodzimierz Mędrzecki otwierając spotkanie zaznaczył, że swój zarys pojęcia Kresów chce przedstawić tak, by audytorium zrozumiało, choć niekoniecznie zaakceptowało, polski dyskurs kresowy, jego genezę i naturę. Jest to pojęcie tak ważne i tak głęboko osadzone w tradycji, że nie ma sensu (nie jest to zresztą możliwe) eliminować go. Odwołuje się ono do mitu szlacheckiego. Ważny jest w nim również aspekt religijny – „przedmurze chrześcijaństwa”, wpisany weń jest również polski heroizm. Problem pojawia się, gdy kategorie mityczne są bezrefleksyjnie przez Polaków wprowadzane do dyskusji merytorycznej, na przykład historycznej.

Jarosław Hrycak zauważył, że Kresy należą do kategorii mitycznych, a te nie podlegają racjonalizacji. Zadał pytanie, czy w ogóle należy atakować mity i kiedy:

– Jest mit Bandery. Dla Polaków to straszny mit. I to jest zrozumiałe, od razu uruchamiają się skojarzenia: Wołyń, ludobójstwo. Od strony Ukrainy ten mit też może się nie podobać, ale dopóki nie nawołuje do rżnięcia Polaków i Żydów, nie ma potrzeby go atakować. Zwłaszcza, że teraz, gdy trwa wojna, jest silna potrzeba posiadania swoich bohaterów. Czy ja atakowałbym polski mit Kresów? Tylko w jednym przypadku – gdyby została przekroczona czerwona linia. Atakowałbym ten mit, podobnie jak mit Bandery. Czym byłaby czerwona linia? Gdyby ktoś z polskich polityków oznajmił, że Wilno czy Lwów to polskie miasta.

O ile Mędrzecki dokonał dekonstrukcji mitu Kresów, Hrycak zarysował typologię Kresów w polskim micie. Gdzie indziej jego zdaniem znajduje się Litwa (czyt.: Litwa i Białoruś – AI), gdzie indziej Ukraina. Ukraina to wprawdzie, podobnie jak Litwa, Arkadia: kraina mlekiem i miodem płynąca, gdzie posłuszni chłopi śpiewają piękne pieśni, ale jeżeli Litwa była rajem, to Korona była piekłem, bo w niej znajdowało się kozactwo, hajdamacczyzna, powstania i rzezie. W micie polskim punktami wzorcowymi są Kresy i szlachta, tymczasem w ukraińskim są Kozacy. Ci ostatni są, zdaniem ukraińskiego historyka, odbiciem zwierciadlanym mitu szlachty.

Włodzimierz Mędrzecki porównał Polaków do Austriaków, którzy mieszkają w małym państwie, ale wiedzą, że ich państwo było kiedyś duże i czują się spadkobiercami tego starego imperium. Zwrócił on też uwagę, że w ukraińskich podręcznikach istnieje pojęcie „ukraińskie ziemie etniczne”, które w kierunku na zachód sięgają Nowego Targu, Zakopanego, Krynicy, Krosna, Sanoka, na północ od nich do Białej Podlaskiej i gdzieś między Lublinem a Chełmem. Profesor zastrzegł, że przerysowuje, ale zaznaczył w ten sposób, że to nie tylko Polacy budują problemy w dyskursie polsko-ukraińskim:

– Do tej pory atlasy historyczne „zajeżdżały” na połowę terytorium współczesnej Polski jako „ukraińskie terytorium narodowe”. Z tego punku widzenia nie da się wprowadzić termin „pogranicze”, bo oznaczałoby to rezygnację w „wyroku Pana Boga”, który powiedział, że Ukraińcy są od Kraśnika i Krynicy.

Polski historyk zauważył inną funkcję pojęcia mitu, którą można byłoby nazwać terapeutyczną:

– Generalnie Kresy są dla wielu Polaków czymś w rodzaju przytulanki-pocieszenia, czegoś, co służy nam do poprawienia samopoczucia, że nawet jeśli teraz nie jesteśmy wielcy, to w przeszłości była wielka Rzeczpospolita. Generalnie nie widzę – a staram się patrzeć krytycznie – negatywnych, bezpośrednich konsekwencji funkcjonowania w polskiej przestrzeni politycznej kategorii Kresy, a dopóki czegoś takiego nie ma, to z mitami nie da się walczyć.

Fot. Wojciech Jankowski

Eliza Dzwonkiewicz, konsul generalny RP we Lwowie, zauważyła, że pojęcie Kresy było wprzęgnięte w dyskurs patriotyczno-antykomunistyczny, ponieważ w okresie komunistycznym ten temat był wypchnięty z nauczania historii. Dlatego wielu nauczycieli w Polsce uważa, że należy „przywrócić amputowaną pamięć historyczną”. W efekcie walka z tym mitem byłaby wpisaniem się w narrację komunistyczną, a samo kultywowanie pamięci o Kresach stało się patriotycznym obowiązkiem.

Pani konsul zwróciła uwagę na automatycznie niemal pojawiającą się pułapkę w rozmowie o Kresach. To tak jakby ktoś komuś chciał coś zabrać. Tymczasem ludzie, czy też całe narody bez kompleksów nie myślą tymi kategoriami. Eliza Dzwonkiewicz przywołała przykład Tadeusza Kościuszki, który znajduje się w polskim panteonie narodowym, ale bez obaw może znaleźć się też w innych.

Nasz redakcyjny kolega Wojciech Jankowski stwierdził, że problem z Kresami w relacjach polsko-ukraińskich jest spowodowany w dużej mierze emocjami i interpretacjami, które są nadawane temu pojęciu, często daleko wybiegającymi poza ich rzeczywisty charakter. Profesor Hrycak uprzednio skrytykował plany zamieszczenia w nowym paszporcie Cmentarza Orląt Lwowskich. Jankowski powiedział, że gdyby przenieść taką sytuację na północ, gdyby na przykład Szwecja miała takie plany, to w Danii, Norwegii i Finlandii wzruszono by tylko ramionami. Ponadto Jankowski dodał, że pamięć kulturowa Kresów powoduje, że stosunek Polaków do Ukrainy, Białorusi i Litwy jest bliższy, niż na przykład do Czech czy Słowacji. Gdy zatraci się ten mit, stosunek będzie taki sam, jak do wspomnianych państw, zatem będzie on chłodny i pozbawiony poczucia wspólnoty.

Katarzyna Łoza, prowadząca blog Lwów.info, zauważyła, że zabrakło jej w opisie mitu przez profesora Mędrzeckiego zarysowania jednego szczegółu. Jeżeli ten mit to mit cywilizacji niesionej na wschód, to oni są ci „dzicy”, barbarzyńcy, „jeżeli byliśmy dobrymi gospodarzami, to oni byli nieudacznikami, którzy nie dają sobie rady na własnej ziemi”. Łoza zadała polemicznie pytanie, czy jednak nie przekraczamy tej czerwonej linii, o której wspominał profesor Jarosław Hrycak.

Jankowski powiedział ponadto, że termin Kresy powoli wyparowuje ze świadomości społecznej. Młodzi Polacy często nie wiedzą, co jest Kresami, które tereny należały do Rzeczpospolitej, że Czerniowce są dla nich tak samo Kresami jak Lwów. Prof. Mędrzecki nie zgodził się z Jankowskim. Jego zdaniem powstaje „nowoczesne, postmodernistyczne pojęcie Kresów” – czyli pewna przestrzeń na wschodzie, już nie identyfikowana z konkretami, tylko poczucie wspólnoty na zasadzie: czuję się spadkobiercą wspólnej historii z Ukrainą, czuję taką współodpowiedzialność w tym sensie, że martwię się Krymem. Teraz miłośników Ukrainy jest o niebo więcej, niż kiedy ja w młodości tym się zajmowałem.

Dyskusja była długa. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pojęcie Kresy nie wywołuje takich emocji, jak na przykład 30 lat temu. Oczekujący na kłótnie, ostrą wymianę zdań byli z pewnością rozczarowani. Wielu uczestników wskazywało na różne, pozytywne i negatywne, aspekty pojęcia Kresy, podkreślając, że póki nie jest to termin wykorzystywany jako narzędzie polityczne, nie ma potrzeby go rozmontowywać. Całość dyskusji stworzyła opis pojęcia i mitu Kresy widziany z różnych perspektyw, dokonanych pod różnym kątem. Debata była przy tym merytoryczna i pozbawiona emocji… może za jednym wyjątkiem – prof. Tetiana Kruszelnycka z Politechniki Lwowskiej na zakończenie dyskusji chciała sprecyzować dyskusję i zapytała, skoro „termin Kresy jest taki dobry, to czy polska strona jest gotowa uznać pojęcie ukraińskie ziemie etniczne”. Nie sprecyzowała przy tym, czym jest „polska strona”, ani do kogo kieruje pytanie. I przez chwilę zrobiło się smutno, jakby cała dyskusja nigdy się nie odbyła… i donikąd nas nie prowadziła.

Debata „Czy możemy mówić o kresach dzisiaj?” była już 95. edycją Spotkań Ossolińskich we Lwowie. Należy pogratulować Wiktorii Malickiej, przedstawicielowi Ossolineum we Lwowie, tak znakomitych debat. I wielka szkoda, że kwietniowa edycja została odwołana. Czekamy na kolejne!

Albert Iwański
Tekst ukazał się w nr 5 (345), 17 – 30 marca 2020
Fot. Andrzej Borysewycz

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2020 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.