Interpol kontra relacje polsko-ukraińskie

-a A+

Przy przekraczaniu ukraińsko-polskiej granicy, 9 listopada, został zatrzymany Igor Mazur – „Topola”, weteran wojny na Donbasie, narodowo-prawicowy polityk i aktywista, bliski współpracownik ukraińskiego rzecznika Praw Obywatelskich. Polska Straż Graniczna, wykonując zobowiązania wynikające z polskiego członkostwa w Interpolu, zatrzymała pana Mazura na granicy na podstawie tzw. „czerwonej noty” wystawionej przez Interpol na wniosek Federacji Rosyjskiej.

Federacja zarzuca „Topoli” terroryzm, a konkretnie uczestniczenie przez niego w „I wojnie czeczeńskiej” i walki z rosyjską armią na Placu „Minutka” w Groznym. Rosjanie żądają (żądali) ekstradycji zatrzymanego, tak aby go mogli postawić przed rosyjskim sądem. Taki był „złego” początek.

Co ciekawe, „jak pokazało życie”, to nie dalsze losy pana Mazura (w rezultacie różnych działań już wrócił do Ukrainy) były tego „złego” ciągiem dalszym – naprawdę „złym”, dla Polski i Ukrainy, było bowiem to, co się dookoła zatrzymania „Topoli” „rozpętało”. W ukraińskim Internecie, w prasie, w telewizji, zatrzymanie pana Mazura wywołało setki opinii i komentarzy zarzucających Polsce zdradę, znieważających Polskę i Polaków, przypisujących nam najgorsze intencje, najobrzydliwsze plany, najhaniebniejsze uczynki. Cóż, może i bym się tym nie specjalnie przejął gdyby podobne było owocem „pracy” dobrze już wszystkim znanych, służących „wielkiemu bratu” internetowych trolli czy też skrajnych, politycznych „oszołomów”. Do ich „występów” wszyscy już się zdążyli przyzwyczaić, a właściwe im serwilizm, głupota, ignorancja i agresja postawiły i stawiają ich słowa i uczynki poza ramami jakiejkolwiek cywilizowanej dyskusji. Nie! Autorami wielu postponujących Polskę i Polaków opinii, teorii i wezwań okazali się być ci, którzy nieraz już mieli okazję się przekonać po czyjej stronie, w rosyjsko-ukraińskiej wojnie, stoi Polska i Polacy, Ci którzy spotykali „w akcji” pomagających polskich wolontariuszy, ci, którzy czytali teksty polskich korespondentów o bohaterstwie ukraińskich żołnierzy, ci, którzy klaskali gdy polscy politycy bronili w świecie ukraińskich racji, ci, którzy ściskali nam dłonie. Ja, Polak „stojący” całym sercem „za Ukrainą”, wspierający Ją w walce o niezależność, integralność i sprawiedliwość, ze wszechsił pomagający moim ukraińskim przyjaciołom, odczułem to, jako wielką i niezasłużoną niesprawiedliwość. Z tego co wiem – nie tylko ja tak czułem.

Jednak, jako że Stwórca obdarował mnie duszą przekorną i dociekliwą, po pierwszej chwili oburzenia na ukraińskie reakcje na zatrzymanie Mazura - zacząłem myśleć. Dobrze, spytałem, dlaczego tak się dzieje, że nasi ukraińscy przyjaciele tak irracjonalnie reagują. Więcej, zadałem sobie jeszcze i inne pytanie – jaki był mechanizm powstania problemu, który te reakcje wywołał i jakie były cele tych, którzy ten problem stworzyli. Jednym słowem zainteresowałem się tym, jak to jest z tą „czerwoną notą” Interpolu i czy czasami, przy jej pomocy, nasz „wielki brat” nie manipuluje emocjami Ukraińców, oczekując symetrycznej odpowiedzi Polski i Polaków, a w efekcie rozpalenia kolejnej polsko-ukraińskiej awantury. Zacząłem szukać, szperać, pytać, rozmawiać. Zacząłem też analizować to kto i co pisze w kolejnych „porcjach” udostępnianych w tej sprawie informacji. W końcu też, obserwowałem reakcje i działania Polaków i Ukraińców – polityków, dziennikarzy, ekspertów, aktywistów. Jednym słowem zacząłem prowadzić swoiste „śledztwo” – nie piszę „dziennikarskie” bo ani się nie czuję, ani nie jestem dziennikarzem. „Swoiste” – to dobre słowo.

Z analizy tego co co na temat zatrzymania Igora Mazura docierało do Ukraińców (szczególnie w pierwszym dniu), wynikało, że stała się rzecz paskudna. Po pierwsze, Polska na żądanie Rosji aresztowała Ukraińca. Po drugie, Polska zatrzymała i „wzięła pod wartę” żołnierza, weterana walczącego na Ukrainie o sprawy oczywiście słuszne – o wolność, niezależność i integralność jego ojczyzny. Po trzecie, Polska na żądanie Rosji zatrzymała i „pod wartę wzięła” wroga neoimperialnej, rosyjskiej polityki, a przyjaciela Polski. Po czwarte, Polska represjonowała członka „Prawego Sektora”. Taka to informacja docierała do ukraińskiego odbiorcy. Nie, nie napiszę, że to „nic dziwnego”, iż wywołała ona opisane powyżej reakcje – to byłoby uproszczenie. Aby mieć „pełen obraz” sprawy i zwiększyć prawdopodobieństwo, że opinie i wnioski na temat zachowania się Ukraińców w tej sprawie będą obiektywne i prawdziwe trzeba pamiętać o kilku, dla rozpatrywanej sprawy, niebywale istotnych czynnikach, niekiedy – w pierwszym momencie zdawać by się mogło – nie mających ze „sprawą Mazura” niczego wspólnego.

Po pierwsze, ukraińscy patrioci są rozgoryczeni. Są rozgoryczeni wygraną siły politycznej ich obecnego prezydenta w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Można by o tym wiele pisać, ale w uproszczeniu, zwycięstwo lidera i rządzącej obecnie w Ukrainie partii i następnie ich sześciomiesięczne rządy, wywołały u patriotycznie nastawionej i zaangażowanej w obronę Ukrainy części społeczeństwa poczucie zwycięstwa „złych mocy”, niesprawiedliwości i zdrady interesów narodowych. Do tego, wielu Ukraińców czuje się w walce o niezależność Ukrainy osamotnionych, jeśli nawet nie zdradzonych przez resztę świata. Uważają oni, że zostali pozostawieni w walce o powstrzymanie rosyjskiej polityki imperialnej, rosyjskiej agresji, sami na sam z gigantem. Tymczasem, uważają, że oni nie tylko Ukrainy bronią.

Słusznie to, czy niesłusznie, ale tak jak niegdyś Polska, walcząc z Tatarami i Imperium Osmańskim, pozycjonowała siebie jako „przedmurze chrześcijaństwa”, tak dzisiaj Ukraina, walcząc z separatystami Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych i wspierającą je Rosyjską Federacją, uważa się za „przedmurze Europy”. Tymczasem... Ukraińcy obserwują wątpliwej jakości działania OBWE w Ukrainie, słyszą i czytają o decyzji Parlamentarnego Zgromadzenia Rady Europy przywracającej w Zgromadzeniu wszystkie prawa Rosyjskiej Federacji, są świadkami jak kanclerz, wicekanclerz i ministrowie Niemiec jeżdżą na spotkania i konferencje do Rosji, czytają o Streаm 2, wiedzą o niemieckich turbinach na Krymie, o holenderskich firmach budujących kerczański most, o różnego rodzaju wystąpieniach autorstwa prezydentów Włoch, Francji, Czech i Węgier w istocie sprowadzających się do wezwań do „normalizacji stosunków z Rosją”, czyli uznania Ukrainy za rosyjską strefę wpływów (ze wszystkimi wynikającymi z tego następstwami). O tym wszystkim słyszy, tym wszystkim się martwi przeciętny „proukraiński” Ukrainiec. To wszystko powoduje, że jest on rozgoryczony, sfrustrowany, zawiedziony, nadzwyczajnie podejrzliwy.

Ten Ukrainiec pamięta też o polsko-ukraińskiej „wojnie o historię”. Tak się nieszczęśliwie stało, że to właśnie ona jest dla wielu głównym obrazem opisującym wzajemne stosunki naszych państw. Nie to, że Polska jako pierwsza w świecie uznała niepodległość Ukrainy, nie współpraca gospodarcza, wojskowa, kulturalna i naukowa, nie udział Polaków w „Pomarańczowej Rewolucji” i „Majdanie” („Rewolucja Godności”), nie polscy politycy broniący w świecie Ukrainy, nie polscy dziennikarze, wolontariusze i organizacje pozarządowe, a polsko-ukraińska historyczna wojna. To ona budzi obustronną niechęć i podejrzliwość, bywa, że to ona jest zarzewiem nienawiści. Do tego, tak „jakoś się dzieje”, że gdy jej batalie „przycichają” i zdawało się by można mieć nadzieję na budowanie planów na normalną przyszłość, znajdują się tacy, którzy te batalie rozpalają na nowo nie pozwalając na Ukraińcom i Polakom na trzeźwe spojrzenie na wiele spraw.

Tradycyjna uwaga dla „czytających inaczej”. Żadnej ze stron tej „historycznej wojny” nie wzywam do kapitulacji, zaniechania, czy zapomnienia. Sugeruję jedynie, by nie dopuszczać do tego, aby minione zło nie pozwoliło czynić dzisiaj (i w przyszłości) dobra. Proszę także by zastanowić się czy nie można by tej „wojny” prowadzić – bez odstępowania od spraw zasadniczych - w inny, bardziej cywilizowany i ograniczający rozmiar obustronnych strat sposób.

Biorąc do uwagi wszystko powyższe, proszę sobie wyobrazić reakcję „proukraińskiego” Ukraińca, rozgoryczonego, i zawiedzionego rozwojem sytuacji w Ukrainie, zmęczonego pięcioletnią wojną, nieufnego w stosunku do swoich i obcych polityków, czującego się zdradzonym i osamotnionym, „bombardowanego” odgłosami polsko-ukraińskiej historycznej wojny, na wieść o tym, że „Polska, na przekazane przez Interpol żądanie Rosji zatrzymała weterana ATO”. Bo właśnie do takiego Ukraińca i właśnie taka informacja dotarła.

Zgoda – to była informacja w sposób nieuzasadniony, a może i nawet celowy, upraszczająca sprawę zatrzymania Igora w Polsce. Niestety mało kto, przynajmniej spośród ukraińskich polityków, dziennikarzy i aktywistów upubliczniających wiadomości o tym co się stał, o zadał sobie trud zbadania tego co się stało w istocie. Praktycznie nikt się nie potrudził by spokojnie przeanalizować sytuację i wniknąć w niuanse międzynarodowego prawa i procedur. Nikt nie sprawdził czym tak właściwie jest i jak działa Interpol, jakie obowiązki mają jego państwa członkowskie i jak są one procedowane. Później też, prawie nikt w Ukrainie nie śledził i nie informował Ukraińców o tym, jak na to co się stało zareagowali (w znamienitej większości) polscy politycy, polskie organizacje pozarządowe i polscy dziennikarze. Stąd pojawiły się i takie, przyznaję że przynajmniej mało rozsądne reakcje – Polacy zdradzili, Polska wysługuje się Rosji, to była „udawana przyjaźń”. Tymczasem wystarczyło trochę poszukać, poczytać, by zorientować się, że jest niezupełnie tak, a nawet - jest zupełnie nie tak.

Po pierwsze, trzeba jasno i głośno zaznaczyć to – co rzadko akcentowane było w ukraińskich mediach – inicjatorem zatrzymania pana Mazura nie była Polska. Koniec, kropka! Międzynarodowy „list gończy”, czyli tzw. „czerwona nota” czy „czerwona linia”, z inicjatywy Federacji Rosyjskiej została wystawiona przez Interpol i wysłana „w Europę”. Po powrocie do Ukrainy, w jednym z wywiadów (Hromadśke Radio – z dnia 15 listopada 2019) sam Igor to przyznaje: „Oni (Rosyjska Federacja) składają w systemie Interpolu podania, kiedy nawet nasi „pogranicznicy” nie widzą (tzw. „procedura dyfuzyjna” – o tym będzie jeszcze) i ja już jestem w „czerwonej linii”. A polska strona już nie ma wyjścia, bo kiedy ja kładę mój paszport, na komputerze wyświetla się, że jestem poszukiwany i taki obrazek widzi cała Europa”. Dokładnie tak! Polska nie miała wyjścia i musiała zatrzymać Igora, niezależnie od tego które państwo wnioskowało o to do Interpolu. Warto też zastanowić się nad czymś innym. Prawda, że Igor Mazur został zatrzymany przez polską Straż Graniczną, ale tak samo zostałby on zatrzymany przez Straże Graniczne każdego innego kraju który otrzymał od Interpolu „czerwoną notę – np. Francji, Szwecji, Włoch, Grecji, Czech… Wszystkie te państwa, tak jak i Polska, ze względu na ich członkostwo w Interpolu, jeśli otrzymały („procedura dyfuzyjna” – o tym będzie jeszcze) ową „czerwoną notę”, byłyby zobowiązane Igora Mazura na granicy zatrzymać, następnie aresztować na czas trwania procedury ekstradycyjnej i taką procedurę rozpocząć. Inna sprawa, jakie tej procedury byłyby rezultaty, ale zatrzymać, wnioskować do sądu o areszt ekstradycyjny i rozpocząć sądową procedurę ekstradycyjną– musiałyby wszystkie.

Może to niektórych zaszokuje, ale śmiem twierdzić, że Ihor Mazur w tym nieszczęściu miał szczęście! Proszę sobie bowiem wyobrazić, co by się mogło stać, gdyby próbował przekroczyć – oczywiście jak najbardziej legalnie, zaproszony i oczekiwany – którąś z innych granic. Proponuję np. francuską. Oczywiście, przy przekraczaniu granicy Igor zostałby zatrzymany – tak samo jak w Polsce – tyle tylko, staram się sobie to wyobrazić, co by było dalej. Nawet nie tak! Staram sobie wyobrazić to, czego na 99,99% by nie było! Nie byłoby dziennikarzy i aktywistów już kilka godzin po zatrzymaniu Igora piszących o nadużywaniu przez Rosję procedur Interpolu, Nie byłoby, tak jak to było w Polsce, presji życzliwych Ukrainie środowisk by nie odnieść się do sprawy Igora w sposób bezduszny i formalny. Nie byłoby życzliwości, działań i deklaracji polityków „z najwyższej półki” (i to z różnych opcji politycznych), dyplomatów, przedstawicieli organizacji pozarządowych. Mam też poważne i chyba uzasadnione wątpliwości co do tego czy francuska (można w to miejsce wpisać dowolną inną: niemiecka, grecka, belgijska…) prokuratura poprowadziłaby procedury związane z wnioskiem ekstradycyjnym Interpolu (na zlecenie Rosji – przypominam) równie życzliwe jak prokuratura polska i czy miałyby one równie pozytywne zakończenie – najpierw nie złożono wniosku o aresztowanie i Ihor Mazur został zwolniony za poręczeniem Konsula Ukrainy, a następnie, w rezultacie zgodnych polsko-ukraińskich wysiłków dyplomacji i narodowych biur Interpolu, mógł wrócić do domu. Pan Mazur też jest tego świadomy – we wspomnianym już wywiadzie dla Hromadske Radio powiedział: „Dobrze, że jechałem do Polski. Bo gdybym jechał przykładowo do Austrii albo Turcji, myślę, że byłby to trochę gorszy wariant. Mnie i na poręczenie by tam nie pozwolili wziąć i wrócić do Ukrainy byłoby o wiele trudniej”. Także Halyna Tereshchuk (Radio Svobоda) na FB napisała: „Bardzo przyjazny stosunek polskiej prokuratury do Igora Mazura. Dawno o podobnym nie słyszałam”. To wszystko prawda i formułując oceny o działaniach Polski w tej sprawie - warto to brać pod uwagę.

Teraz o samym Interpolu i o jego procedurach słów kilka. Do Interpolu, organizacji policyjnej, należą praktycznie wszystkie (oprócz 6) uznawane państwa świata. Także Polska i Ukraina. Państwa należące do Interpolu zobowiązują się wspierać się wzajemnie w walce z przestępczością i terroryzmem, a (co dla tej konkretnej sprawy jest ważne) zatrzymywać i wszczynać procedury ekstradycyjne wobec osób wniesionych tzw. „czerwoną notą Interpolu” na listę poszukiwanych przestępców i terrorystów. Wniosek o wystawienie „czerwonej noty” może złożyć każde z państw członkowskich Interpolu. Interpol (jego odpowiednie organy) taki wniosek rozpatrują i podejmują decyzję o wystawieniu, bądź o nie wystawieniu tejże „czerwonej noty”.

Jest jednak pewien, ważny dla opisywanej sprawy, niuans. Otóż istnieją dwie różne procedury wpisania na „czarną listę Interpolu” i wystawienia przezeń tzw. „czerwonej noty”. Procedura pierwsza, dłuższa i „poważniejsza”. polega na przekazaniu przez państwo wnioskujące o zatrzymanie danej osoby, do centrali Interpolu w Lionie, wniosku wraz z kompletem dokumentów potwierdzających zasadność tego wniosku. Odpowiednie struktury Interpolu analizują wniosek, ze szczególnym zwróceniem uwagi na to, czy nie są naruszane art. 2 i 3 Statutu Interpolu. Artykuł drugi Statutu Interpolu mówi o konieczności wiarygodnego udokumentowania popełnienia przez osobę, o której zatrzymanie się wnioskuje, przestępstwa oraz o konieczności sprawdzenia czy w efekcie doprowadzenia do jej ekstradycji nie zostanie naruszona Światowa Deklaracja Praw Człowieka. Artykuł trzeci wyłącza z możliwości korzystania z procedur Interpolu sprawy mające polityczny, wojskowy, religijny i rasowy charakter. Wnioski które przeszły tą procedurę i zostały zaakceptowane przez centralę Intrpolu skutkują wystawieniem „czerwonej” noty i nota ta jest rozsyłana (wprowadzana w system komputerowy) wszystkich państw Interpolu.

Inaczej jest z drugą, „prostszą” procedurą – tzw. „diffusion” (dyfuzyjną). Procedura ta polega na tym, że państwo wnioskujące wysyła wniosek do centrali Interpolu w Lionie, gdzie jest on sprawdzany, ale jedynie w pobieżny sposób. Podejrzewam, że w tej procedurze sprawdzane jest jedynie to, czy ten wniosek spełnia wymogi ze strony formalnej – czy prawidłowo zapełniono ankiety, czy dodano odpowiednie dokumenty – bez dogłębnego sprawdzania tych ze dokumentów ( tak przypuszczam - niestety nie wszystkie informacje o procedurach Interpolu są ogólnie dostępne). Następnie – i to jest niebywale ważne – kraj wnioskujący może zadecydować do których krajowych biur Interpolu taką notę wysłać, a DO KTÓRYCH NIE! Jednym słowem, chociaż taka „czerwona nota” ma akceptację Interpolu, to jednocześnie ma ona „mniejszą wagę” i w istocie jest raczej notą okólnikową krajowego Biura Interpolu, państwa inicjującego procedurę „diffusion”. W przypadku Igora Mazura był wykorzystany właśnie mechanizm „diffusion” i ukraińskie służby nie miały pojęcia o tym, że Igor figuruje na jakiejś „czarnej liście”, czy że jest „na niego” wystawiona „czerwona nota” Interpolu. Stąd także pretensje niektórych ukraińskich środowisk artykułowane w stosunku do ukraińskich służb specjalnych i do ukraińskich „pograniczników” – że nie ostrzegli Igora o tym, że jest poszukiwany notą Interpolu – są bez sensu.

Od lat Federacja Rosyjska używa różnych mechanizmów współpracy międzynarodowej w sposób, którego nie da się określić inaczej jak ich nadużywaniem. Tak też jest z Interpolem – Rosja (nie tylko ona) wykorzystuje swoje w nim członkostwo by prześladować przeciwników politycznych, dysydentów, działaczy religijnych. Pozwolę sobie zacytować Mykołę Karpiuka – był zatrzymany na podstawie tej samej („czeczeńskiej”) co Igor Mazur sprawy. W wywiadzie udzielonym dnia 15 listopada Hromadśkomu Radiu powiedział on: „Rosja podpisała międzynarodowe umowy co do kryminalnej odpowiedzialności osób, które rzeczywiście dopuściły się przestępstw, ale ona wykorzystuje Interpol wyłącznie w swoich celach”. Federacja składa do Interpolu wnioski ekstradycyjne dotyczące tych, których sama „dosięgnąć” nie może, a których chciałaby postawić przed swoim sądem, po czym na długo „osiedlić” w jednej z licznych kolonii karnych. Interpol te wnioski rozpatruje i jakąś część z nich odrzuca, jakąś tam akceptuje. Aby uniknąć odrzucenia odrzucanych wniosków, Rosyjska Federacja (jej Biuro Interpolu) coraz częściej używa procedury „diffusion”. Powierzchowne, formalne sprawdzenie zasadności wniosku skutkuje zwiększonym prawdopodobieństwem jego „uruchomienia”, a możliwość wybrania adresatów zwiększa prawdopodobieństwo jego „skuteczności”. Wielu obserwatorów i obrońców praw człowieka już niejednokrotnie zgłaszało poważne wątpliwości co do zasadności wystawionych przez Interpol przy wykorzystaniu procedury „diffusion” „czerwonych not”, wystawianych na wniosek Rosji i nie tylko Rosji. Podobne „noty” wystawiały i wystawiają Turcja, Arabia Saudyjska, Kazachstan i inne. W efekcie w całej Europie (również w Ukrainie), w aresztach ekstradycyjnych przebywają setki osób (Kazachowie, Czeczeńcy, Turcy, Kurdowie, Tatarzy), a ich sprawy toczą się przed sądami ekstradycyjnymi – z różnym finałem. Sprawa „czerwonej noty” Interpolu i zatrzymania na polskiej granicy Igora Mazura jest typowym przykładem tego, jak Rosyjska Federacja manipuluje i wykorzystuje mechanizmy Interpolu niezgodnie z tym dla czego one były stworzone. Jednocześnie warto pamiętać jaką pozycję w Interpolu ma Rosja, Zapewne tak jak w Parlamentarnym Zgromadzeniu Rady Europy tak i w Interpolu jest ona jest jednym z największych płatników składek w tej organizacji, a w roku 2018 kandydatem na stanowisko prezydenta Interpolu był właśnie Rosjanin.

Z docierających do mnie z różnych źródeł informacji wynika, że wniosek dotyczący zatrzymania i ekstradycji pana Mazura został złożony przez Federację Rosyjską w Interpolu już dawno, zgodnie z tą „pierwszą” procedurą, tyle, że bezskutecznie. Stąd Ihor Mazur nie znajdował się na „liście poszukiwanych” i mógł swobodnie przekraczać granice Ukrainy. Z tych samych źródeł wiem, że Rosyjska Federacja zintensyfikowała swoje naciski na przeróżne organizacje międzynarodowe i stara się maksymalnie wykorzystać możliwości wynikające z jej w nich członkostwa do realizacji swojej polityki. Stąd, zgodnie z zasadą „jak nie kijem go, to pałką”, Rosja zdecydowała się na użycie „drugiej” procedury – „diffusion”. Na szczęście, o ile pierwsza procedura, aby ją „odkręcić”, wymaga wielu starań i czasu, o tyle „diffusion”, dzięki wspólnym i zgodnym działaniom ukraińskiej i polskiej dyplomacji oraz Biur Interpolu udało się oprotestować (chociażby wskazując na oczywiste naruszenie 2 i 3 art, Statutu Interpolu) i skasować (w systemie Interpolu)„czerwoną notę” z Igorem Mazurem. Pragnę zaznaczyć, że na podobne szczęście (współpracę kraju pochodzenia i kraju zatrzymania w staraniach o anulowanie procedury „diffusion”) nie mogą liczyć ani Czeczeni, ani Kurdowie, ani Kazachowie...

Tyle o istocie sprawy. I napisane wcale nie jest „Bajką o złym Interpolu i dobrej Polsce”, tylko próbą opisania tego, gdzie w tej sprawie znajduje się sedno problemu. Jednoznacznie – są to działania Federacji Rosyjskiej wykorzystującej niedoskonałe i nie pasujące do dzisiejszych metod uprawiania polityki mechanizmy prawa międzynarodowego do prześladowania jej przeciwników i bezbronność, a także nieuwaga i może nawet spolegliwość międzynarodowych instytucji wobec działań Rosjan. Cytowany już Mykoła Karpiuk: „Społeczność międzynarodowa musi pomyśleć o tym, żeby stworzyć specjalną grupę szybkiego reagowania, która miałaby ot takie, rosyjskie wnioski znajdować i szybko podejmować decyzję co do tego, że są one politycznymi prześladowaniami”. (Hromadskie Radio 15.11.19).

Sam Igor Mazur, już po powrocie do Ukrainy, powiedział: „Polska też nie jest ślepa, widziała o co w tej sprawie chodzi (”czerwona nota” i procedura „diffusion”) i ona w żadnym wypadku nie chciała mnie przekazać rosyjskiej stronie, rozumiejąc że będzie mnie oddawać na tortury i katowanie... (Polacy) nie chcieli w tym pomagać Rosji, przecież Polska to nasz sojusznik” (Hromadśkie Radio 15.11.19). No właśnie! Przyznam się, że dawno nie w Polsce byłem świadkiem akcji, podobnej do tej która „wystartowała” po zatrzymaniu Igora. Przy czym, co było wręcz niebywałe, politycy, dyplomaci, prokuratorzy, publicyści, dziennikarze, urzędnicy państwowi, aktywiści, eksperci i wszyscy innі, niezależnie od swoich „barw partyjnych” i tego po której stronie barykady w polsko-polskiej wojnie zajmują pozycję, wszyscy mówili jednym głosem – wystawienie „czerwonej noty” z żądaniem zatrzymania Igora Mazura to nadużycie przez Rosję mechanizmów Interpolu, to przejaw politycznego prześladowania, a sprawa Igora jest sfabrykowana. Igor na powinien wyjść na wolność i móc wrócić do domu - co i końcu się stało. To było niesamowite! W Polsce (i nie tylko) wszyscy ci, którzy potrafią myśleć, którzy cenią uczciwość, którym bliskie i drogie są polsko-ukraińskie sprawy rzucili się o to do boju! Nie chcę wymieniać nazwisk tych, którzy się w Polsce zaangażowali – o wielu najpewniej nie wiem, niektórych (o wstydzie!) mogę zapomnieć, innych nie docenić. Dlatego składam ogólne, ogromne podziękowania WSZYSTKIM, którzy przyczynili się do tego, że niecne, Rosyjskie plany spłonęły na panewce. Z tego co wiem nikt z przyjaciół Ukrainy, w tym wielu moich przyjaciół, nie siedział bezczynnie. To dzięki Wam Igor Mazur teraz nie ogląda ścian w areszcie, sprawa jest ukraińskiemu społeczeństwu po trochu wyjaśniana, no i jest nadzieja, że „wszystko będzie dobrze” („czerwoną notę” co prawda usunięto, ale podanie Rosji jest teraz przez Interpol sprawdzane – tym razem zgodnie z tą „pierwszą” procedurą). Niestety, poza wyjątkami (zauważę – nazwanie czegoś wyjątkiem oznacza, że jest to rzadkie) w ukraińskich mediach i Internecie, o przyjaznym i życzliwym stosunku Polski i Polaków oraz ich zaangażowaniu w sprawę uwolnienia Igora – w odróżnieniu od uprzednich, pełnych oskarżeń enuncjacji – niewiele można znaleźć informacji. Możliwe, że jest tak i dlatego, iż o ile zatrzymanie Igora i przedstawienie tego jako zdradę było „medialnie nośną sensacją”, to już historia zwyczajnej życzliwości, przyzwoitości i wierności zasadom – już nie. Szkoda.

Rozpatrując sprawę zatrzymania, na polskiej granicy, Igora Mazura trzeba pamiętać, że Rosyjską Federacją nie rządzą idioci. Można lubić lub nie lubić polityki realizowanej przez Rosję, można ją chwalić bądź potępiać, ale trzeba jednoznacznie powiedzieć – możliwe, że rosyjską politykę planują i realizują dyktatorzy, autokraci, cynicy, relatywiści, łgarze, ale na pewno nie głupcy. Dlatego w sprawie Igora Mazura warto się przyjrzeć uważniej i poszukać w niej „drugiego dna”. Wydaje mi się bowiem mało prawdopodobnym, że ci którzy „zainicjowali” wystawienie przez Interpol „czerwonej noty” na Ukraińca, przychylnego Polsce działacza UNA-UNSO, weterana wojny na Donbasie i użyli w tym celu mechanizmu „dyffiusion” który umożliwia tak pobieżność procedowania dokumentów jak i wskazanie od konkretnych „obiorców” wystawionej już „noty”, a na koniec zadbali o to, żeby ta „nota” dotarła na właśnie polską granicę – nie przewidzieli tego skutków. Mało! Uważam, że nie tylko je przewidzieli, ale nawet zaplanowali. Inicjując zatrzymanie w Polsce, niechby i przez Interpol, Ukraińca RF zapewne chciała „ustrzelić” kilka „zajęcy” jednocześnie. Po pierwsze – doprowadzić do aresztowania Igora Mazura i (być może) do jego ekstradycji do RF. Po drugie, stworzyć problem Polsce – protesty, dyplomaci, ministerstwa, noty… Na koniec zaś, skłócić proukraińskich Polaków z propolskim Ukraińcami – co omal się jej nie udało.

Rosja dysponuje w Ukrainie potężną armią propagandową. Są to nie tylko klasyczne i darzone pogardą internetowe trolle. To także prorosyjskie stacje telewizyjne, prorosyjskie radio, prorosyjska prasa, prorosyjskie (choć bywa, że i ukraińskojęzyczne) portale internetowe, prorosyjscy dziennikarze i do tego masa anonimowych wyznawców „rosyjskiego świata” (z dostępem do Internetu). Dla Rosji nie stanowi problemu „rzucenie” ich do walki – rozsiewanie fałszywych informacji, manipulowanie świadomością, szkalowanie itd., itp. Pisanie półprawd też jest manipulacją i kłamstwem, a nie połową prawdy. Stąd akcentowanie tego, że Polska zatrzymała ukraińskiego weterana na żądanie Rosji i pomijanie, ewentualnie cichutkie, takie „drobnym drukiem” i niejasne wspominanie o Interpolu, uważam za planowe działanie rosyjskiej propagandy. W jakim celu? Przewidywany mechanizm jest prosty. W ukraińskiej „przestrzeni medialnej” pojawia się informacja – Polacy aresztowali Ukraińca bo tak chciała Rosja. Sensacja! Ukraińscy dziennikarze (nawet ci zwyczajni, nie na rosyjskich usługach), dają się „złapać na haczyk” i nie analizując tego co i jak się stało, sensację podchwytują i przekazują ją dalej. W takiej formie (Polacy Ukraińca – na żądanie Rosji) informacja dociera do podejrzliwego, zmęczonego i przekonanego o światowej zdradzie ukraińskiego społeczeństwa, w tym – co bardzo ważne – do aktywistów i „proukraińskich” Ukraińców, którzy mieli z Polską i Polakami sprawy. Ci – emocjonalnie reagują. Wypisują i opowiadają głupoty o polskiej zdradzie i temu podobne. Wspierający Ukrainę Polacy to widzą i słyszą i – na oczywistą bzdurę i niesprawiedliwość – też reagują emocjonalnie. W ten sposób „drugie dno” sprawy spełnia swoje zadanie – poparcie dla Ukrainy w Polsce na pewno nie wzrasta. Po czymś takim i Polska „nie rośnie w ukraińskich oczach”. Śmiem twierdzić, że podobny ciąg wydarzeń można było przewidzieć. Więcej! Dysponując podstawową wiedzą o emocjonalnym stanie „proukraińskich Ukraińców”, historii, charakterze i skutkach polsko-ukraińskiej historycznej wojny, nikłej wiedzy społeczeństwa o procedurach Interpolu i międzynarodowych zobowiązaniach jego państw członkowskich, mając na uwadze, że nastąpiło ogólnoświatowe przeniesienie się jakiegokolwiek dyskursu ze sfery logicznej w emocjonalną oraz to, że zasada „oko za ko, ząb za ząb” jest bliższa wielu do tej „miłuj bliźniego swego” – takie można było zaplanować i sprowokować. Mykoła Karpiuk: „Przykład Igora – to próba sprowokowania konfliktu pomiędzy Polską i Ukrainą. Dzięki Bogu i mądrości naszego i polskiego narodu, tak się nie stało...” (Hromadśke Radio, 15.11.19.)

Igor Mazur został wykreślony z „czarnej listy” poszukiwanych, „czerwona nota” Interpolu została wycofana, Igor wrócił do domu. Jest dobrze. Niestety nie zakończę „tym optymistycznym akcentem”. W polskich aresztach ekstradycyjnych znajduje się jeszcze około 20 (wg, innych danych – 10) obywateli Ukrainy - ofiar tego samego Interpolu, jego procedury „diffusion” i czerwonej noty. Wiem, że ofiarami tegoż w Polsce są także Kirgizi i Czeczeni, a ostatnio pojawiła się informacja o zatrzymaniu Kurdów (Interpol wystawił „czerwoną notę” na prośbę Turcji). Wszyscy zatrzymani nie są osobami formatu Igora Mazura, więc nikt w ich sprawach nie podnosi rwetesu. W odróżnieniu od Igora, państwa których są obywatelami nie tylko nie pomagają w oczyszczeniu ich od zarzutów, ale właśnie one są inicjatorami ich zatrzymania. Siedzą miesiącami i czekają na procesy ekstradycyjne, a te ciągną się od kilku miesięcy do kilku lat. Podobnie ma się sprawa w Ukrainie, gdzie (przy zastosowaniu przez Rosję w Interpolu procedury „diffusion”) zatrzymywani są Tatarzy i Czeczeni. Wiem też, że procedura „dyfuzyjna” i „czerwona nota” Interpolu oraz areszty ekstradycyjne są wykorzystywane przez autorytarne i reżymowe rządy do ścigania i prześladowania przeciwników n terytorium innych państw – Francji, Hiszpanii, Grecji, Stąd może naiwne pytanie. Może zamiast walczyć z objawami choroby, warto by się wziąć za jej przyczyny, czyli albo za zasady wystawiania przez Interpol tejże „czerwonej noty”, albo za skuteczny nadzór nad jej wystawianiem. Jeśli udałoby się to rozwiązać, wtedy, mam nadzieję, nikt już nie będzie musiał się tłumaczyć, że „nie jest wielbłądem”.

Artur Deska

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.