Wyjazd rehabilitacyjno-wypoczynkowy dla dzieci niepełnosprawnych z Ukrainy

-a A+

Czterdziestoosobowa grupa dzieci niepełnosprawnych z opiekunami i wolontariuszami z całej Ukrainy wyjechała na dwutygodniowy turnus rehabilitacyjno-wypoczynkowy w okolice Trójmiasta, nad Morze Bałtyckie. Są to dzieci w większości z porażeniami mózgowymi, zespołem Downa oraz autyzmem.

Marian Wawrzyszyn z Sambora od osiemnastu lat zajmuje się dziećmi niepełnosprawnymi, pochodzącymi z polskich rodzin.

– Są to dzieci z różnych zakątków Ukrainy. Mamy dziecko spod Kijowa. Ojciec jest Polakiem. Zostawił to dziecko. Mamy dziecko z Winnicy. Byłem tam w kościele, zobaczyłem dziecko na wózku i zaproponowałem pomoc. W tym roku jedzie z nami pierwszy raz. Dużo dzieci jest tutaj z Drohobycza, Sambora i Mościsk – opowiada pan Marian.

Każdego roku pieniądze na wyjazd i opiekę nad dziećmi są zdobywane z różnych źródeł. Część kosztów Marian Wawrzyszyn wydaje z własnej kieszeni, część otrzymuje od dobrodziejów z Polski. W tym roku wyjazd został dofinansowany również przez program Erasmus.

– Mam bardzo wielu dobrych ludzi w Polsce, którzy nam pomagają, bo sami tego finansowo nie udźwignęlibyśmy. Odpowiadam finansowo za stronę ukraińską, a po polskiej stronie mam wielu dobrodziejów, którym jestem bardzo wdzięczny – zaznaczył pan Marian.

Stefania Lichwa z Sambora od dwunastu lat opiekuje się sparaliżowanym 26-letnim wnukiem Witalijem. Ojciec niepełnosprawnego chłopaka zmarł, matka została pozbawiona opieki nad nim.

– Już ponad piętnaście lat korzystam z tych wyjazdów i jestem bardzo zadowolona. Mój wnuk zawsze wypoczywa sobie tam w spokoju i opiekują się nim. Dzięki pomocy Mariana Wawrzyszyna co roku mamy możliwość pobytu w Polsce – powiedziała babcia Stefania.

Wolontariuszki Patrycja Letniowska i Wiktoria Zawalska z Mościsk po raz siódmy jadą na obóz, aby pomagać przy opiece nad dziećmi niepełnosprawnymi.

– Dla nich to jest takie fajne, że ich się traktuje jak przyjaciół. Tak jakbym rozmawiała ze swoją koleżanką, tak rozmawiam z tymi dziećmi. Oczywiście, że są chorzy na autyzm lub podobne schorzenia i z nimi jest czasami naprawdę ciężko się kontaktować. Ale wystarczy wziąć taką osobę za rękę, uśmiechnąć się do niej i ona też się uśmiechnie. Wtedy się czuje, że jest z nią kontakt– opowiada Patrycja Letniowska.

– Od tych chorych bardzo wiele można się nauczyć. Często, kiedy myślimy, że sytuacja jest beznadziejna, to oni pokazują nam, że jednak nie, że zawsze można przez te trudne chwile przejść. A poza tym oddają nam tyle miłości i radości. Naprawdę serce się cieszy, że możemy im pomóc. I dotyk, i słowo naprawdę dużo znaczą – dodała Wiktoria Zawalska.

Wolontariuszki wyznają, że największą atrakcją obozu jest wspólna dyskoteka.

– Wszyscy tańczą. Każdy się cieszy. To są momenty jedności. Nie jest ważne jaką mają chorobę. Nagle wszyscy stają się pełnoprawnymi ludźmi – podsumowała Patrycja Letniowska.

Eugeniusz Sało

Fot. Andrzej Borysewicz

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.