Marsz Życia we Lwowie

-a A+

Wieczorem, 19 lipca po udziale w Marszu Życia we Lwowie potomkowie esesmanów dawali własne świadectwa i przepraszali rodziny ofiar w miejscu dawnego obozu Janowskiego.

Marsz Życia odbył się w ramach II Ekumenicznej Mesjańskiej Konferencji „Jedność Kościoła i ludu Izraela w planie Bożym” i przeszedł od stacji kolejowej Kleparów do tak zwanych Piasków, położonych na terenie, gdzie znajdował się Janowski obóz koncentracyjny. Uczestnicy Marszu Życia z Ukrainy, Izraela, Polski, Austrii, Niemiec, na czele z biskupem pomocniczym archidiecezji lwowskiej Edwardem Kawą, duchownymi Kościoła rzymskokatolickiego, protestanckiego i rabinami po raz pierwszy na Ukrainie upamiętnili w ten sposób ofiary Holokaustu.

– Dwaj moi pradziadkowie byli esesmanami – padło z ust młodej Niemki.

– Dowiedziałam się o tym niedawno. Wybaczcie. Mój pradziadek był też esesmanem i do końca życia nie ukrywał swoich poglądów nazistowskich – powiedziała inna dziewczyna z Niemiec.

– Wybaczcie. Mój dziadek służył w SS i był we Lwowie – wyjaśnił 50-letni Niemiec, który też prosił o przebaczenie za dokonane przez dziadka krzywdy.

Współorganizatorami wydarzenia byli protestanci ze Stowarzyszenia niezależnych Kościołów charyzmatycznych na Ukrainie i wspólnota charyzmatyczna „Żywy ogień”, działająca już od wielu lat przy franciszkańskiej parafii św. Antoniego we Lwowie.

W rozmowie z dziennikarzem Kuriera Galicyjskiego biskup Kawa zaznaczył, że wspólnota charyzmatyczna „Żywy ogień” od pewnego czasu „bardzo mocno zajmuje się stosunkami między chrześcijanami, zwłaszcza katolikami rzymskimi, a narodem Izraela”. Zdaniem biskupa, chodzi też o poznanie własnych korzeni. Wyjaśnił, że „jeśli czytamy Pismo Święte, żyjemy Starym Testamentem, to też nam wszystko się otwiera, tak naprawdę cała obietnica, którą przyjęliśmy według Pisma Świętego od narodu Izraela: to wybranie i umiłowanie”. I właśnie w trakcie tego dialogu zaproponowano przeprowadzenie Marszu Życia, znanego już w różnych krajach, szczególnie w Polsce, na której terenie były obozy koncentracyjne, w których zginęło wielu Żydów, ale nie tylko, bo na przykład również nasz św. Maksymilian Kolbe zginął w Auschwitz. – Dla nas, franciszkanów, idea ta jest bardzo żywa i bardzo bliska naszemu sercu, bo przecież wielu naszych braci i naszych męczenników katolickich zostało zamordowanych. I dlatego postanowiliśmy zorganizować taki marsz we Lwowie, ale też dlatego, że ten temat jest trochę pomijany i nawet w warunkach niepodległej Ukrainy dopiero teraz został wyciągnięty na światło dzienne – wyjaśnił biskup Edward Kawa.

Marsz Życia rozpoczął się od rampy na stacji kolejowej Kleparów, skąd od marca 1942 roku do początku 1943 hitlerowcy wysłali kilkadziesiąt tysięcy Żydów do obozu śmierci w Bełżcu. Główna ceremonia odbyła się w okolicy dawnego Janowskiego obozu koncentracyjnego, gdzie – według różnych badaczy – zginęło od kilkudziesięciu tysięcy do 200 tys. osób, w większości zamordowanych lub zmarłych z chorób i głodu.

– Jestem ocalonym z Zagłady i moim obowiązkiem jest mówienie światu o tragedii Holokaustu na tej ziemi – powiedział dr historii Boruch Zabarko, który został uratowany z getta w Szarogrodzie na Podolu. Jest on prezesem Ogólnoukraińskiego Stowarzyszenia Żydów – Byłych Więźniów Gett i Obozów Koncentracyjnych. Przekazał uczestnikom Marszu Życia swoje książki.

Po modlitwach, odmówionych przez biskupa katolickiego, pastora protestanckiego i rabinów, młodzi Niemcy – potomkowie esesmanów – dawali własne świadectwa i przepraszali rodziny ofiar. W wykonaniu młodej Niemki zabrzmiała na skrzypcach melodia żydowska. Młodzi Niemcy wręczyli starszym osobom Żydom czerwone róże.

– Marsz odbył się w bardzo wielkim skupieniu – powiedział biskup Edward Kawa. Zwrócił uwagę na udział w nim przedstawicieli narodu izraelskiego i na słowa potomków nazistów, proszących o przebaczenie. – To nie jest łatwe, bo widziałem, że niektóre osoby nie były w stanie przyjąć tych przeprosin. Ale myślę, że to jest właściwa droga i to jest bardzo Boży duch chrześcijański, aby szukać jedności – dodał hierarcha.

– Dla nas tutaj, na Ukrainie, jest to bardzo potrzebne, bo takich miejsc masowej zagłady jest u nas wiele. Obóz Janowski jest jednym z nich – zauważył biskup, dodając, że ten marsz „dotyczy bardziej narodu wybranego, Izraela, ale zginęli tu także i Polacy, i Ukraińcy. Jest to miejsce, które aż się prosi, aby w nim się modlić, aby dokonywały się tu, szczególnie w obecności młodzieży, takie gesty pojednania, żebyśmy już teraz i w przyszłości budowali dialog i żeby ten pokój Boży był obecny pośród nas – tłumaczył lwowski biskup pomocniczy.

Wyraził radość, że to wydarzenie doszło do skutku i że tylu ludzi przybyło na nie z Polski, z różnych wspólnot i organizacji, dbających o pamięć o tym miejscu. Podkreślił zaangażowanie wielu osób w to wydarzenie, dodając, że „bardzo ważne jest to, że nikt nikogo nie oskarżał, nikt nikomu niczego nie wypominał”. – Widać, że każdy nosi w sercu to ogromne pragnienie przebaczenia i budowania pokoju, który jest darem Bożym. To jest inicjatywa, która dopiero się zaczyna – stwierdził na zakończenie biskup Edward Kawa.

Konstanty Czawaga
Fot. Konstanty Czawaga

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.