Powiew współczesnej sztuki polskiej we Lwowie

-a A+

Na poddaszu artystycznym.

Mroźnym grudniowym wieczorem w Polskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych (TPSP) przy ul. Rylejewa 9 odbyła się kolejna, ostatnia już w 2009 roku impreza artystyczna. W miłej, serdecznej, przyjacielskiej atmosferze, pełnej prawdziwej polskiej gościnności, odbyła się prezentacja dzieł malarskich artystki z Lublina, pani Marii Sękowskiej. Zebranych witali gospodarze: prezes TPSP Mieczysław Maławski, redaktor naczelna „Lwowskich Spotkań” Bożena Rafalska oraz Marian Baranowski. Zebrało się grono ludzi zafascynowanych sztuką i kulturą polską, członkowie TPSP, przedstawiciele mediów polskich, artyści-malarze, miłośnicy piękna.

Maria Sękowska zaprezentowała około 20 obrazów olejnych i grafik, które powstały jako pokłosie jej wyjazdu do Lwowa we wrześniu 2009 roku na zaproszenie TPSP.

W słowie wstępnym prezes Mieczysław Maławski przybliżył obecnym twórczy portret artystki. Maria Sękowska urodziła się w 1958 roku w Białymstoku. W latach 1978-82 studiowała w Instytucie Wychowania Artystycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Jej nauczycielami w dziedzinie malarstwa byli prof. M. Stelmasik z Lublina i prof. W. Kruczkowski z Warszawy. Od r. 1990 Sękowska pracowała w zakładzie grafiki, a następnie w zakładzie malarstwa w Instytucie Sztuk Pięknych Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Od 1994 r. jest członkiem grupy artystycznej „Katakomba” w Monachium. Uprawia grafikę, rysunek, malarstwo. W roku 2008 założyła w Lublinie Prywatną Galerię Sztuki Współczesnej. Uczestniczyła w konkursach ogólnopolskich i międzynarodowych oraz w kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą. Jej prace znajdują się w zbiorach państwowych i prywatnych w kraju i za granicą, m.in.: w Austrii, Niemczech, USA, Włoszech i Szwecji. Otóż, swój dorobek prezentowała lwowianom dojrzała, pewna siebie artystka, która uprawia sztukę nowoczesną, opartą na jej odczuciach, impresjach.

Przedstawione we Lwowie obrazy, według słów artystki, powstawały w następny sposób. Przebywając w naszym mieście, artystka oglądała jego zabytki, rozmawiała z ludźmi, fotografowała ciekawe zakątki, robiła szkice we lwowskich parkach. Później, już w Lublinie wszystko to znalazło odbicie w jej wyobraźni i właśnie wtedy narodziły się tematy obrazów, które przeniosła na płótno. Dlatego na wystawie nie znajdziemy konkretnych, krajobrazów i uliczek lwowskich. Utwory Marii Sękowskiej przedstawiają jej przeżycia, jej fascynację naszym miastem, jego aurą, przedstawiają duch Lwowa i intencje autorki.

Obecni bardzo ciepło przyjęli prace artystki i jej tłumaczenia własnych obrazów. W wywiadzie dla „Kuriera Galicyjskiego” M. Sękowska powiedziała:

- Dla mnie, jako artystki ogromne znaczenie miały studia na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Po powrocie do Lublina zrobiłam przewód doktorski w dziedzinie grafiki. Też maluję, robię rzeźby. Pierwszą moją uczelnią artystyczną było liceum plastyczne w Supraślu. Jest to przepiękne małe miasteczko w województwie białostockim, miasteczko z miłym klimatem, zwłaszcza dla natur wrażliwych na piękno. Urodziłam się na pograniczu Polsko-Białoruskim, lecz korzenie moje są na Kresach Południowo-Wschodnich. Nigdy jednak na tych terenach nie byłam. Dopiero w 2009 roku po raz pierwszy przyjechałam do Lwowa. Mama moja urodziła się we Włodzimierzu Wołyńskim. Tam też chodziła do gimnazjum. Tato pochodzi z miasteczka Sarny, później mieszkał w Równym. Wojna wyrzuciła ich z tych miejsc. Spotkali się już po wojnie w Białymstoku.

Poprzez rodziców, przez ich wspomnienia z dzieciństwa pokochałam Kresy. Rodzice bardzo dużo opowiadali o Krainie ich dzieciństwa, o Wołyniu, mieli ogromną tęsknotę za rodzimą ziemią. Mama po wojnie stale utrzymywała kontakty z koleżankami z gimnazjum, które też zmuszone były do wyjazdu na tereny współczesnej Polski. Świat pogranicza Polsko-Białoruskiego, świat mojego dzieciństwa miał też ogromne znaczenie dla kształtowania mojego światopoglądu.

Podziwiałam świat prawosławia, miałam dobre koleżeńskie stosunki z ludźmi pochodzenia białoruskiego. Religia wschodnia, otwartość Kościoła wschodniego była dla mnie od dzieciństwa, rzeczą bardzo jasną i oczywistą. Moja babcia przyjaźniła się z Białorusinami, ja często bywałam w cerkwi, też na ślubach cerkiewnych moich prawosławnych koleżanek. Dla mnie tamtejsza ludność prawosławna jest tak przyrodnią, bliską naturze, zaś obrządek prawosławny bardzo odczytywany, trochę surowszy, wymagający większej pokory do wiary, do Boga.

Do dziś, w swojej twórczości odczuwam smak świata pogranicza, jego wieloobrzędowości, wielokulturowości. Klimat, krajobrazy białostocczyzny są bliżej natury, drzew, traw, ptaków, śpiewu ludowego, drewnianych wiejskich domków niż miejskie pejzaże Lublina czy Warszawy. Dla mnie wszystko to jest bardzo ważne. Powietrze, woda w malarstwie też są dla mnie bardzo bliskie. Wejrzenia w swoją duszą nauczyłam się od tej przyrody kresowej.

Jestem osobą ekspresyjną, pracuję intensywnie lecz tylko wtedy, kiedy mam natchnienie, które znajduję w przyrodzie. Drzewa na moich obrazach są znakami kontaktu z człowiekiem. Drzewa są różne, jak różni są ludzie. Za kształtem, formą drzew widzę postacie, dusze ludzkie. Drzewa są znakiem kontaktu przyrody z człowiekiem. Jednak obrazy moje nie maluje bezpośrednio z natury. Wszystko, co namalowałam narodziło się w mojej duszy, moim umyśle.

Żyję sztuką od dzieciństwa. W grafice wynalazłam nową technikę – kolografię. W tej technice pokazuję we Lwowie 10 prac. Odbitki na papierze z matrix robię farbą olejną. Od paru lat mam własną galerię – „Galerię 19 marzeń”. Spełniły się jeszcze nie wszystkie. Chce, żeby jeszcze dużo marzeń było przede mną.

Na uczelni mam już sporo własnych wychowanków. Jedni robią stopnie naukowe, inni wystawiają swoje obrazy, znikają gdzieś, pojawiają się za kilka lat, pokazują rewelacyjne prace. Najważniejsze jest to, że nauczyłam ich miłości do piękna, do sztuki.

Do Lwowa zaprosił mnie pan Mieczysław Maławski. Jestem oczarowana, nie mam słów do wyrażenia pięknych odczuć do ludzi, których we Lwowie spotkałam, chce tutaj wrócić, przywiozę z Lublina, z Białegostoku moich kolegów”.

Swoją twórczością Maria Sękowska oczarowała również nas, tych, kto tego wieczoru przyszedł na „poddasze artystyczne na Rylejewa”, na spotkanie z tak interesującą osobą i jej dorobkiem twórczym. Po objaśnieniu przez artystkę jej tajemniczej twórczości, nawet drzewa z obrazów przemawiały również do nas, jak żywi ludzie.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 1 (101) 15-28 stycznia 2010

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.