Spacer ze Stanisławem S. Nicieją

-a A+

Człowiek nie jest nieśmiertelny i jedyne, czego może być pewny w swoim życiu, jest to, że umrze.

Dlatego stosunek do śmierci i upamiętnienia swoich zmarłych był zawsze ważną częścią ludzkiego bytowania. Każdy region, każda wspólnota kształtowała swój sposób uporządkowania spraw pochówków i upamiętniania zmarłych. Usytuowanie, wygląd cmentarzy, sposoby pochówków, kształty nagrobków opowiadają o charakterze ludności zamieszkującej teren, o zwyczajach, o wierzeniach, o przynależności do tej czy innej kultury cywilizacyjnej. Opowiadają też o bogactwie i biedzie, o postępach technicznych i kulturowych, o pewnych trendach w tym czy innym okresie dziejów historycznych.

Najsłynniejszym lwowskim cmentarzem jest Łyczaków. Założony w ostatniej ćwierci XVIII w. przetrwał pomimo rozbudowy miasta, pomimo zajść historycznych, pomimo zmian administracyjnych i kulturowych.

Badanie cmentarzy jest tematem fascynującym, nieraz może odmienić całe życie naukowca, co udowodnił swoją pracą rektor Uniwersytetu Opolskiego prof. Stanisław Sławomir Nicieja. 26 czerwca Konsulat Generalny RP we Lwowie zorganizował spacer alejkami Cmentarza Łyczakowskiego pod przewodnictwem profesora, jego przyjazd do Lwowa spowodowany był tym razem prezentacją kolejnego, 6 tomu z serii „Kresowa Atlantyda”.

Stanisław S. Nicieja wierzy w rolę przypadków w dziejach, albo inaczej – w działanie opatrzności, i przyznaje, że gdyby nie trafił przypadkiem w 1977 roku na ten cmentarz, byłby zupełnie innym człowiekiem. Pod koniec lat 70. XX wieku, kiedy S.S. Nicieja zaczynał pisać pierwsze teksty, zarośnięty i zapuszczony Łyczaków był w agonii. Młody historyk zauważył, że jest tu pochowany kwiat inteligencji polskiej. Przygoda zaczęła się od pomysłu zrobienia zdjęć do kolekcji. A kolejne zdarzenia losu pomagały w utwierdzaniu i rozwinięciu pasji.

W tamtych czasach nie było łatwo prowadzić badania. Nie było wolności w poruszaniu się po Związku Radzieckim, nie było wolności w działaniach, które w normalnym kraju są uważane za zwykłe i nawet rutynowe. Robienie zdjęć na cmentarzu, oczyszczanie nagrobków, spisywanie epitafiów było postrzegane jako przestępstwo wobec układu państwowego. Obywatele byli podejrzliwi, każdy na swój sposób – jedni podejrzewali go o działalność przeciwko państwu radzieckiemu, inni odwrotnie – na rzecz układu sowieckiego. Prof. S.S. Nicieja uważa, że miał wielkie szczęście w życiu, bo spotykał też na swojej drodze ludzi, którzy mu zaufali i pomagali kontynuować pracę.

Pierwszy tekst pt. „Dzieje Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie” został opublikowany w miesięczniku „Opole” jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce. „Napisałem tak: – mówi S.S. Nicieja – Jedna z najsłynniejszych nekropolii europejskich, cmentarz gdzie leży elita intelektualna polska i ukraińska, od pięćdziesięciu lat nie istnieje w świadomości, a przecież nie zapadł się pod ziemię, przecież nadal jest, co prawda zarośnięty krzakami i chaszczami, ale jest! I wymieniłem 50 nazwisk. I jeszcze napisałem: czas żeby w porozumieniu z radzieckimi władzami Lwowa podjąć działania na rzecz ratowania Cmentarza Łyczakowskiego, bo jeżeli ten cmentarz zniknie z powierzchni ziemi, to stracimy wszyscy – polska kultura, ukraińska kultura i miasto Lwów”. Cenzor opolski, który był bardziej uczulony na sprawy niemieckie, przepuścił to. Ale tekst zaczął być przedrukowywany przez inne wydawnictwa, co spowodowało iż cenzura lepiej mu się przyjrzała. Posądzono nawet o uprawianie „mieszania się w sprawy wewnętrzne Związku Radzieckiego”. Ale skończył się stan wojenny, czasy się zmieniały. I pierwszą książkę wydano nakładem 250 tys. egzemplarzy. Jerzy Waldorff, obrońca Cmentarza Powązkowskiego, jeden z pierwszych bardzo pozytywnie zaopiniował książkę. To była potężna reklama.

– Napisałem książkę pozornie o cmentarzu – ale nie pisałem o zwłokach, nie pisałem o czaszkach. Pisałem o ludziach. – mówi S.S. Nicieja. – Niezwykłe biografie tu spoczywających. Łączy ich tylko miejsce.

Profesor uważa, że historię tworzą nie tylko królowie, generałowie czy arcybiskupi. Wszyscy tworzymy historię i te rzeczy trzeba wyłowić. W poszukiwaniach biograficznych bardzo często pomagają symbole umieszczone na nagrobkach. Aparat fotograficzny, paleta, instrument muzyczny, herby. Wielką kopalnią wiedzy o wydarzeniach we Lwowie jest ówczesna prasa codzienna. Notowano skrupulatnie wszystkie, nawet najmniejsze zdarzenia. Znając datę pogrzebu, prawie zawsze można odnaleźć opis tegoż, nieraz z najdrobniejszymi szczegółami – jak odbył się pogrzeb, jak udekorowano katafalk, kto przemawiał, kto uczestniczył w pogrzebie. Książka o Cmentarzu Łyczakowskim otworzyła też dla badacza domy jeszcze żyjących wówczas lwowiaków. Zaczęły napływać listy ze zdjęciami i historiami rodzinnymi. Zdobyte dodatkowe informacje uzupełniały następne wydania.

– Kiedy trafiłem tu 35 lat temu, – mówi S.S. Nicieja, – zadałem sobie pytanie: czy rzeczywiście Cmentarz Łyczakowski jest jednym z najpiękniejszych cmentarzy w Europie? Czy może to jest taka polska i ukraińska megalomania – mówimy że wszystko jest u nas najlepsze i najpiękniejsze? Odwiedziłem cmentarze od Lizbony do Sankt-Petersburga, zobaczyłem najpiękniejsze cmentarze europejskie, i mogę stwierdzić, że tak: Cmentarz Łyczakowski jest w pierwszej lidze światowej. Jest w pierwszej lidze ze względu na wspaniałą artystyczność nagrobków. Miasto Lwów stać było na wielkich artystów, dlatego tu działali Witwer, Schimserowie, Eutele, Godebski i inni. Jest to cmentarz porównywalny do Staglieno w Genui czy słynnego Cmentarza Almudena w Madrycie, Cmentarza Kerepesi w Budapeszcie czy Cmentarza Ohlsdorf w Hamburgu. Cmentarz Łyczakowski wpisuje się w historię cmentarzy utopionych w ogrodach.

Cmentarz nie musi straszyć. Na współczesnych cmentarzach nieraz grób przy grobie, gdzie są takie same płyty z lastryko, gdzie nie ma jak przejść, nie ma miejsca na drzewo, na ławkę. I to jest straszne. Ja swoim studentom teologom mówię: mówcie o tym że cmentarz musi być tak ważny jak w mieście jest ratusz, kościół, twój dom. Na cmentarz trzeba przychodzić nie tylko wtedy, gdy ktoś umiera, bo wtedy idziesz na cmentarz powalony, zniszczony psychicznie. Cmentarz musi być taki, żeby na niego chciało się przychodzić. To ma być cmentarz-park. Filozofia, którą tu na Cmentarzu Łyczakowskim zastosowano, głosi że nie ma śmierci, jest sen wiekuisty, nasi zmarli śpią – dlatego tak dużo jest hypnosów, aniołów śpiących, śpiące figury dzieci i dorosłych. Anioł śpi, ale w dniu ostatecznym musi się obudzić pierwszy i zatrąbić w swoją trąbę żeby wszyscy wstali.

Na tym cmentarzu nie ma strachu. Właściwie nie spotykałem „memento mori” – pamiętaj że umrzesz. Tutaj są piękne drzewa, piękne alejki, ławka, ładne epitafium skłaniające do zamyślenia się. Na ten cmentarz uczniowie przychodzili uczyć się do matury, na tym cmentarzu się romansowało – tak jak na Cmentarzu Père-Lachaise – opowiadał Stanisław Nicieja.

Alina Wozijan

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.