Do pełnego porozumienia – lata pracy

-a A+

Nabożeństwo na polskim cmentarzu we wsi Pawliwka (Fot. volynpost.com)

„Prosimy o przebaczenie i przebaczamy” – pod takim hasłem na początku lipca odbyły się wspólne nabożeństwa na polskim cmentarzu w wołyńskiej wsi Pawliwka (d. Poryck) i na ukraińskim – w polskiej wiosce Sahryń. Przeprowadzono je w ramach akcji zainicjowanej przez społeczny komitet uczczenia pamięci ofiar tragedii wołyńskiej 1943 roku.

W uroczystości udział wzięli polscy i ukraińscy działacze społeczni, politycy, naukowcy i dziennikarze. Organizatorami akcji były Ukraiński Katolicki Uniwersytet we Lwowie i Wschodnioeuropejski Uniwersytet Państwowy im. Łesi Ukrainki w Łucku.

Oprócz nabożeństw, program uroczystości przewidywał seminarium „Do zjednoczonej Europy – pojednani”, gdzie przygotowany został tekst wspólnej deklaracji o wzajemnym przebaczeniu i pojednaniu. W czasie omówienia trwała burzliwa dyskusja, która pokazała, że do pełnego pojednania trzeba jeszcze wielu lat wytężonej pracy.

Jarosław Hrycak, profesor Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu, był jednym z uczestników inicjatywy społecznej:
– Nie może być pojednania raz i na zawsze. O tym bardzo trafnie powiedziała Margaret Albright: z pojednaniem jest jak z jazdą na rowerze, gdy tylko przestajesz pedałować, upadasz. Bo zawsze po obu stronach znajdą się ludzie, którzy nie zechcą pojednania. Znaczenie akcji, która odbyła się w ukraińskiej Pawliwce i w polskim Sahryniu, jest taka, że odbyła się na Wołyniu – w samym centrum tragicznych wydarzeń. Wcześniej pojednanie zawsze odbywało się poza Wołyniem: dyskutowano w Warszawie, Kijowie, Lwowie.

volynpost.com

Mykoła Onufrijczuk, prezes Wołyńskiego społeczno-kulturalnego stowarzyszenia „Chełmszczyzna”:
– W pierwszej wersji deklaracji były słowa o „dziesiątkach tysięcy zamordowanych Polaków”, o planowej akcji skierowanej przeciwko nim… Ale na Wołyniu nie mieszkało tylu Polaków, jak podają niektórzy polscy badacze. A walki przeciwko Ukraińcom na ich etnicznych ziemiach – Chełmszczyźnie – rozpoczęły się na długo przed lipcem 1943 roku. Na ten rok datowany jest początek wołyńskiej tragedii. Ukraińska wieś Pasieki została zniszczona przez polskie bojówki jeszcze w 1942 roku, a jej mieszkańców, którzy przeżyli, dobito w Sahryniu. W tymże 1942 roku zniszczono wieś Majdan Sopotowski, a represje przeciwko ukraińskiej inteligencji, kapłanom, działaczom społecznym i ludności zaczęły się jeszcze w 1941 roku. Są na to odpowiednie dokumenty.

Łukasz Jasina, historyk i publicysta, Katolicki Uniwersytet Lubelski:
– Pojednanie polsko-ukraińskie jest sprawą bardzo ważną. Zadaniem, które oba narody powinny wykonać, lepiej niż robiono to do tej pory. Moją rodzinę, po tych tragicznych wydarzeniach, w 1944 roku wysiedlono z woj. rówieńskiego. Urodziłem się i mieszkałem w Hrubieszowie, gdzie mieszkało wiele rodzin przesiedlonych z Wołynia. Dużo wspominali i te wspomnienia były dla mnie bardzo ważne, bo chciałem rozeznać się dokładnie w tych wydarzeniach. Bardzo ważne dla mnie było ich zrozumienie. Jestem zadowolony, że obecnie wspólnie działamy na rzecz porozumienia. Dla mnie nie ma problemu, czy Polacy mają przebaczać Ukraińcom i czy Ukraińcy Polakom. Myślę, że musimy rozmawiać o historii, razem żyć i modlić się za ofiary.

Wymazany napis na pomniku ofiarom UPA w d. Porycku, ob. Pawliwka (Fot. Konstanty Czawaga)Mykoła Kuczerepa, historyk, profesor katedry historii Wschodnioeuropejskiego Uniwersytetu w Łucku:
– To co wydarzyło się na Wołyniu w 1943 roku jest zjawiskiem historycznym. I tę sprawę trzeba pozostawić historykom. Polscy i ukraińscy politycy działają nie zawsze mądrze. Ludzie mieli wówczas silniejszego przeciwnika – sowieckich partyzantów i okupacyjny reżym niemiecki. Trzeba było walczyć z silniejszym wrogiem. Polscy i ukraińscy mieszkańcy stali się ofiarami sytuacji. Po prostu na Wołyniu i w Galicji zbiegły się interesy kilku politycznych, państwowych i wojskowych sił. Niemcy planowali jedno, a sowieci co innego. Do tego mamy wiele nieprawdy i wypaczonych świadectw. Wszystko to należy sprawdzić. Przyjdzie czas, gdy oddamy cześć wszystkim ofiarom. Świadczy o tym inicjatywa społeczna, która odbywa się dziś. Nie jesteśmy winni tego, co zrobili nasi przodkowie. Nadszedł czas pomyśleć o przyszłości.

Paweł KOWAL, polski eurodeputowany:
– Debatujemy dziś o obecnej sytuacji na Ukrainie. Jeżeli nie ma zgody w społeczeństwie odnośnie przemyślenia tych wydarzeń, musimy wziąć wszystko to, co jest ważne dla porozumienia i pokonania zła. Nie można jednak nikogo do niczego zmuszać. Bardzo ważne i dalekowzroczne są słowa zwierzchnika cerkwi greckokatolickiej Światosława Szewczuka. Ale i my musimy wiele przemyśleć, nasi przodkowie też mordowali i musimy też wiele wspólnie uczynić dla wyjaśnienia tych spraw.

Agnieszka Ratna
Tekst ukazał się w nr 13–14 (185–186) 16 lipca – 15 sierpnia 2013

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.