Debata Polaków z Ukraińcami: Wołyń potępić czy puścić w niepamięć?

-a A+

Od lewej: dr Wasyl Rasewycz i prof. Wiaczesław Briuchowiećkyj Pierwszy z prawej europoseł PO Paweł Zalewski (Fot.  rp.pl)

Punktem wyjścia dla debaty „Zbrodnia Wołyńska. Puścić w niepamięć, czy potępić” są ostatnie wydarzenia związane 70. rocznicą tragicznego wydarzenia, które kładzie się cieniem na relacjach Polski i Ukrainy.

W kwietniu 2013 r. przedstawiciele ukraińskich Kościołów wystosowali orędzie związane z rocznicą. Nie pada w nim słowo „ludobójstwo”, mowa jest za to o przebaczeniu i budowaniu dobrych relacji. Z kolei w zeszłym tygodniu, po wielomiesięcznych sporach, polski Senat (niejednogłośnie) przyjął uchwałę, w której określił zbrodnię wołyńską jako „czystkę etniczną noszącą znamiona ludobójstwa”. Ona również zawiera apel o pojednanie.

„W odniesieniu do zbrodni wołyńskiej we wzajemnych relacjach polsko – ukraińskich można zaobserwować dwa podejścia. Pierwsze, zakłada odcięcie od przeszłości i skoncentrowanie się na wspólnych działaniach w przyszłości. Drugie opiera się na założeniu, że aby konstruować wspólną przyszłość, należy dokonać oceny wydarzeń z przeszłości w oparciu o prawdę historyczną. Które podejście jest lepszą ścieżką do wzajemnego pojednania?” – napisał we wprowadzeniu do debaty europoseł PO Paweł Zalewski, jeden z prelegentów. Polityk otworzył debatę, wspominając o problemach z upamiętnieniem i postrzeganiem zbrodni w Polsce i na Ukrainie. – Ta pamięć jest różna, taka jest natura narracji historycznych. Niemniej jest pytanie czy możemy się zbliżyć, a poza tym czym jest ta debata w Polsce i na Ukrainie – mówił.

Rzeź na Wołyniu. Zagrajmy ludobójstwem
Okazało się, że również na Ukrainie nie ma spójnej wizji dotyczącej postrzegania tego tragicznego wydarzenia. Jako pierwszy głos zabrał dr Wasyl Rasewycz, ukraiński historyk, badacz nacjonalizmu głównie na zachodzie kraju. – Ta debata była do tej pory prymitywna. Rzezi wołyńskiej nie było w programach szkolnych i akademickich. Dawało to przestrzeń do interpretacji – stwierdził wykładowca Szkoły Dziennikarskiej Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie.

Jego zdaniem problem był przemilczany w okresie komunistycznym, a po upadku ZSRR pamięć kształtowała się głównie za sprawą ukraińskiej diaspory w Kanadzie i w USA. – To ludzie, którzy wyjechali po II wojnie światowej. Byli to zwolennicy ideologii nacjonalistycznej. Z literatury wydawanej przez diasporę do ukraińskiego społeczeństwa przeniknęły stereotypy i klisze. Dotyczyły OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, nacjonalistycznej organizacji polityczno-wojskowej – red.) i UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii, formacji zbrojnej stworzonej przez frakcję banderowską OUN – red.). Dość łatwo do świadomości zbiorowej przeszło przekonanie, że ludność polska na tych terenach nie była autochtoniczna i z tego powodu należało ją przesiedlić. Problem polega na tym, że Polacy byli autochtonami na tym terytorium. Obecnie nacjonaliści mówią, że Polaków uprzedzali, że trzeba opuścić ten teren – referował. – Następna nadinterpretacja, która powstała ze strony ukraińskich historyków jest taka, że to rząd londyński nakazał Polakom pozostanie na tym terytorium. Te dwie interpretacje rządzą w tej chwili i są stałymi schematami. Na Ukrainie nie ma jednej interpretacji. Ponadto, pamięć różni się w zależności od regionu. Dyskurs, który dominuje w zachodniej Ukrainie, nie oddaje tego, co jest w całym kraju. Kiedy powstaje sporna kwestia, Kijów bardzo łatwo może powiedzieć, że to „wasze banderowskie sprawy”. Co daje takim nacjonalistycznym i neonazistowskim siłom jak partia Swoboda możliwość kreowania wulgarnej mobilizacji. Tzn. że ten, kto zgodzi się z polskim punktem widzenia, lub przyzna, że miały miejsce czystki etniczne, staje się zdrajcą narodowym – ocenił Rasewycz.

Prof. Grzegorz Motyka i dr Wasyl Rasewycz (Fot. rp.pl)

Literaturoznawca prof. Wiaczesław Briuchowiećkyj również zauważył, że postrzeganie kwestii wołyńskiej zależy od regionu Ukrainy. – Jestem ze Wschodu, urodziłem się nawet w Rosji, rodzice też są ze Wschodu. Do lat 90-tych prawie nic o tym nie słyszałem. Dowiedziałem się o tym kiedy wziąłem ślub z kobietą z Wołynia. Ludzie nie bardzo chcieli o tym mówić. Dziś widzę dlaczego nie było tej dyskusji. Oprócz tego, o czym wcześniej była tu mowa, tak naprawdę nie było to na Ukrainie, ten teren był okupowany. Dla moich rodziców był to konflikt lokalny, jakich wiele. Ukraińcy żyli czym innym. Ogromna była pamięć o Wielkim Głodzie. Wołyń był daleko, w innym państwie. Dlatego teraz ta dyskusja jest potrzebna, bo to jest jedno państwo – przekonywał honorowy prezydent Uniwersytetu Akademia Kijowsko – Mohylańska.

Nie zgodził się jednak na jednoznaczne zdefiniowanie katów i ofiar. – Bardzo nie podoba mi się dyskusja o tym ile ludzi zginęło. Nawet gdyby jedna osoba zginęła, to byłaby tragedia. To jest tragedia Polaków i Ukraińców. Mój teść, który był wtedy na tych terenach, opowiadał mi, że Ukraińcy zniszczyli polską wieś i do tej pory nic tam nie ma. Z drugiej strony Polacy również spalili pół wsi ukraińskiej. Oczywiście nie ma sensu mierzyć liczby ofiar. Nie można ukrywać prawdy o integralnym nacjonalizmie, ale jeśli prowadzimy naukową dyskusję na ten, temat musimy powiedzieć dlaczego powstała taka idea. Dlaczego ludzie żyli obok siebie w swoich wsiach i dlaczego zaczęli ze sobą walczyć – mówił, dodając, że należy uznać tragedię obu stron i przyjąć, że obie strony zabijały.

Zaprotestował również przeciw określeniom używanym przez Rasewycza. – Nie zgodziłbym się z moim kolegą, jako filolog. One mają (słowa – red.) siłę semantyczną i mogą kreować pewne spojrzenie. Nie należy używać słów nacjonaliści, faszyści, neonaziści – ocenił. – To naturalne określenia polityczne – bronił się Rasewycz. Dyskusja zeszła na poziom aktualnej debaty politycznej a Ukrainie. – Czy każdy kto wspiera Swobodę to nacjonalista? Wśród wyborców Partii Regionów ich nie ma? – ripostował Briuchowiećkyj. – Swoboda, dzięki hasłom historycznym, weszła do parlamentu. Być może niektórzy nie znali ich nacjonalistycznego programu, ale mimo to oddali na nich swój głos. Ta partia osiągnęła sukces w zachodniej Ukrainie – tłumaczył Rasewycz. Zdaniem Briuchowiećkyja wyborcy Swobody kierują się nie nacjonalizmem, a niechęcią do rządzącej Partii Regionów. – To bardzo źle świadczy o społeczeństwie obywatelskim i braku wartości – zauważył jego oponent.

***
Prof. Briuchowiećkyj nakreślił warunki, które należy spełnić, by debata o rzezi wołyńskiej na Ukrainie była konstruktywna. – Społeczeństwo powinno dorosnąć do spojonej wyważonej dyskusji. By uznać zbrodnie popełnione przez Ukraińców, należy pamiętać o nieszczęściach, których doświadczyli Ukraińcy. Trzeba dojść dlaczego do tego doszło – zastrzegł.

Badacz stosunków polsko-ukraińskich, historyk prof. Grzegorz Motyka uważa, że we wzajemnych relacjach jest niewiele punktów zapalnych. – Rzeź wołyńsko-galicyjska to, moim zdaniem, ostatni sporny fragment historii mający wpływ na stosunki polityczne. Inne spory ograniczają się do środowiska historyków. Wiele osób zaangażowanych w dialog polsko-ukraiński uważa, że problemem są skrajne stanowiska po obu stronach. One rzeczywiście istnieją. Po polskiej stronie przejaskrawiają zbrodnię, po ukraińskiej negują fakt tej zbrodni – przypomniał. Jego zdaniem dla oczyszczenia polskiej i ukraińskiej pamięci potrzebne jest poświęcenie więcej uwagi samej zbrodni wołyńskiej i załatwienie kilka palących kwestii. – Należy upamiętnić ofiary, które nie mają mogił. Po drugie należy to spokojnie opisać. Zastanawiam się czy w polskiej narracji zwycięży myślenie polonocentryczne, czy mówiąc w cudzysłowie „europejskie”. Po trzecie należy temu wydarzeniu dać jasną ocenę moralną – potępić zbrodnie. Nie można przy tym stawiać znaku równości między działaniami UPA, a polskim podziemiem. OUN Bandery i UPA prowadziły na ogromnym obszarze ludobójczą czystkę etniczną. Polskie podziemie podobnej operacji po prostu nie przeprowadziło. Choć oczywiście przypadki odwetu, gdzie ginęły ukraińskie kobiety i dzieci, to zbrodnie – zapewnił.

Briuchowiećkyj podjął kwestię rozłożenia odpowiedzialności. – Nie stawiam znaku równości, ale to wspólna tragedia. Większa wina jest po stronie Ukraińców, ale trzeba spytać dlaczego stało się to możliwe – zagaił.

Motyka przyznał, że jedną z przyczyn mogła być przedwojenna polityka polskich władz na tych terenach. Nawiązał również do swoich sporów akademickich. – Gdy mówiłem ukraińskim historykom o ludobójstwie, oni mówili, że historyk nie ma prawa wydawać takich ocen – relacjonował.

Europoseł PO Paweł Zalewski (Fot. rp.pl)

***
– Zgadzam się profesorem Briuchowiećkym, że była to wspólna tragedia Polaków i Ukraińców, gdyż dotyczyła dwóch bratnich narodów. Zgadzam się, gdy mówi o znaczeniu języka, o tym jakich słów, używamy z jaką intencją – stwierdził europoseł PO Paweł Zalewski. Wskazał, że przyczyny tragedii muszą być głębsze, niż działania polskiej administracji przed 1939 r. – Wołyń, wyjątkowo w II RP, nie był terenem negatywnej polskiej polityki wobec Ukraińców. Tam w okresie międzywojennym wojewoda (Henryk – red.) Józewski prowadził politykę upodmiotowienia Ukraińców. Został odwołany w 1938 r., ale przez rok niewiele mogło się zmienić. Musimy jednak stanąć wobec prawdy. Tak, zbrodnia wołyńska była tragedią, jednak tego pojęcia używa się na Ukrainie, aby ukryć istotę tego co miało miejsce. Musimy mówić o przebiegu wydarzeń, żeby się nigdy nie powtórzyły. Musimy sobie powiedzieć, że będąca pod wpływem Bandery OUN-UPA podjęła decyzję polityczną o oczyszczeniu Wołynia z Polaków przy pomocy bestialskich morderstw. Te z kolei doprowadziły do akcji odwetowych, które także potępiam jako zbrodnie, bo ginęli w nich niewinni cywile ukraińscy. Nie można jednak stawiać na jednej płaszczyźnie ludobójstwa, jako zaplanowanej i masowo przeprowadzonej akcji i odpowiedzi na nią, którą był odwet. W historii jest istotny związek przyczyn i skutków, co doprowadziło do czego. Ja krytykuję polską politykę wobec Ukraińców w okresie międzywojennym, ale niezależnie jak ją oceniamy, nic nie usprawiedliwia ludobójstwa.

– Rozmawiamy dlatego, że chcemy, by na kanwie tych wydarzeń zbudować pojednanie między Polakami i Ukraińcami. Panowie o tym mówili, że na Ukrainie jest problem wykorzystywania tej debaty w rozgrywce politycznej. Na Ukrainie są również obawy, że Polska wykorzystuje tę debatę jako formę nacisku na Ukrainę. Takiego zagrożenia nie ma. Polska oddziela wzajemne kwestie historyczne od politycznych, szczególnie związanych ze stowarzyszeniem Ukrainy z UE. Nie należy dopuścić by politycy instrumentalizowali kwestie historyczne. Szczęśliwie w Polsce nie ma nikogo, kto by tę sprawę wykorzystywał do ingerowania w sprawy wewnątrzukraińskie. Nikt też w Polsce nie potępia Ukrainy i Ukraińców, ale oczekujemy, że Ukraińcy potępią odpowiedzialnych za tę zbrodnię. I stawiamy pytanie czy należy czcić osoby odpowiedzialne za tę zbrodnię. Czy należy stawiać pomniki Romanowi Szuchewyczowi i Stepanowi Banderze?

Zgodził się z tym dr Rasewycz. – Jeżeli jesteśmy dojrzałym państwem nie możemy pozwalać na czczenie takich ludzi. Urodziłem się na Polesiu Zachodnim. To północno-wschodnia część Wołynia. Dla mnie ma to znaczenie, nie tylko jako dla historyka. Jako dziecko słyszałem o tym jak wyglądało tam życie. Polacy mówili takim samym językiem. Różnica dotyczyła jedynie statusu materialnego. Polskie domostwa były bogatsze – przypomniał i naświetlił sytuację historyczną. – Gdy ten teren w 1939 r. dostał się pod okupację ZSRR, oni (Polacy – red.) w jednym momencie zostali bez ochrony państwa polskiego. W tych realiach byli atakowani i rabowani – mówił. Przypomniał, że większość Polaków uciekła lub ukrywała się. – Ten 1939 r. jest bardzo ważny. Nie można mówić o nacjonalistycznej idei. Banderowcy zabijali resztki polskiej ludności, które się ukrywały i nie zdążyły uciec. Jakie zagrożenie stanowili w tym momencie ci ludzie? Na tym terytorium bardzo popularna była idea komunizmu. Ludzie byli biedni i lepiej odbierali socjalistyczne hasła, a nie nacjonalistyczne. Nie rozumiem dlaczego w 1943 roku miała pojawić się nagle ich świadomość narodowa. Jak to się stało, że ewoluowało to do ruchu, który dokonał czystki etnicznej – powiedział Rasewycz.

Próbę odpowiedzi na to pytanie podjął prof. Motyka. – W Polsce wymienia się cztery przyczyny. Niesprawiedliwa polityka II RP, która przyczyniła się do wzrostu poparcia dla nacjonalistów. Ideologia nacjonalistyczna, wyznawana przez członków OUN, w wizji której przyszłe państwo ukraińskie miało być homogeniczne narodowo. Spór terytorialny o Lwów, Łuck i Tarnopol oraz polityka Niemiec i ZSRR wobec tych terenów – wskazał.

***
– Mój spór ze środowiskami kresowymi dotyczy okresu, kiedy można mówić ludobójstwie. Według nich miało miejsce w latach 1939-47, ja uważam że uprawnione jest używanie tego terminu dla okresu 1943-45. Warto też pamiętać o walce UPA z Sowietami w latach 1944-1954 – stwierdził. Jego zdaniem, działania antykomunistycznego podziemia na Ukrainie zachodniej i Litwie miały wiele podobieństw i gdyby wcześniej nie doszło do rzezi wołyńskiej, to dziś w Polsce odnoszono by się zapewne do UPA ze zrozumieniem – jednak po tym co się stało, taka ocena jest niemożliwa.

Zalewski zastrzegł, że „nie można porównywać UPA i AK”. – AK była państwową armią podziemną, nie kierującą się jakąś ideologią. Byli w niej narodowcy, socjaliści, ludowcy i zwolennicy sanacji. UPA powstała nie po to, by walczyć o demokratyczną Ukrainę, ale walczyła o Ukrainę nacjonalistyczną. To była armia partyjna (zgodzili się z tym obaj uczestniczący w dyskusji Ukraińcy – red.). Jej spuścizna jest wciąż problemem na Ukrainie. Inteligencja, która chce budować demokratyczną Ukrainę, szuka korzeni w OUN/UPA, ale nie chce zmierzyć się z jej ideologią. I tu pojawia się kontekst integracji europejskiej. Podobna dyskusja odbyła się w Polsce w kwestii Jedwabnego. Mieliśmy świadomość, że wchodzimy do świata wartości, w którym musimy rozliczyć się z antysemityzmem. Czy istnieje szansa na taką dyskusję na Ukrainie? UE jest z założenia przeciwna nacjonalizmom. Czy Ukraina jest gotowa na odcięcie się od nacjonalizmu i przyjęcie za swoje wartości tolerancji i otwartości? – zastanawiał się polityk.

Zdaniem Rasewycza Zalewski postawił trafną diagnozę. – Ale na Ukrainie są różne środowiska. One uważają, że możemy się przeprosić, ale dalej będziemy tak myśleć. Ukrainie brakuje dyskusji wewnętrznej. Niektórzy Ukraińcy zapominają o kolaboracji z niemieckimi nazistami. Musimy pojednać się na Ukrainie. Bo Ukraińcy ze wschodu strzelali do tych z zachodu i na odwrót – zauważył.

Zdaniem Motyki „na Ukrainie brakuje także dyskusji dotyczącej okresu powojennego”. – Na Ukrainie działacze komunistyczni znacznie chętniej przyzwalali na szeroko zakrojone represje, niż ich koledzy z innych republik radzieckich – stwierdził badacz.

Profesor Briuchowiećkyj stwierdził, że jego zdaniem, w tym okresie została wypaczona rola UPA. – Dyskusja ma sens, gdy zostanie oddzielona od polityki. To powinna być dyskusja naukowa. UPA walczyła z Niemcami i armią radziecką. Na Ukrainie zauważa się tylko walkę z armią wyzwoleńczą, przez co zrównuje się UPA z faszystami – przekonywał.

Również zdaniem Zalewskiego „zagrożeniem jest wykorzystywanie pamięci narodowej do celów politycznych”. – Są dwie kwestie kluczowe. Pierwsza to kwestia wartości. Jeżeli będziemy mówić językiem wartości, które wyznajemy, to będzie łatwiej się porozumieć. Unia Europejska doprowadziła do pojednania między Francją i Niemcami, więc w naszym przypadku też to może zadziałać. Druga kwestia. Cieszę się, że do dyskusji włączyły się Kościoły greckokatolicki i prawosławne oraz rzymskokatolicki. Chrześcijaństwo wskazuje nam drogę pojednania. Myślę, że te wysiłki trzeba kontynuować. Słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” padły zbyt wcześnie, bo kościoły ukraińskie są na początku rachunku sumienia, ale to jest odpowiednia droga – podsumował.

Debatę zakończył Briuchowiećkyj. – Chcę dodać jedną rzecz. Marzę o takiej dyskusji na Ukrainie. Jednak jesteśmy „ludźmi radzieckimi” i wszystkie dyskusje w tym systemie mają na celu wychowywanie innych. Ważne, żeby naukowcy nie chcieli agitować, bo wtedy to jest polityka, a nie dyskusja akademicka. Potrzeba woli, by znaleźć ludzi, którzy chcieliby dyskutować na takim poziomie – konstatował.

Goście z Ukrainy przebywali w Warszawie w związku z konferencją „Polska-Ukraina. Polityka pamięci” organizowaną przez fundację Batorego.

Paweł Majewski, relacja z debaty, która odbyła się 20 czerwca w Warszawie
Źródło: rp.pl

Paweł Zalewski (ur. 1964) – polityk, historyk, poseł do Parlamentu Europejskiego. Wiceprzewodniczący Komisji Handlu Międzynarodowego. Inicjator i szef EU-Ukraine Link Group w Parlamencie Europejskim. Był sprawozdawcą umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą z ramienia Komisji INTA. Współprzewodniczący Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa. W latach 1991-1993 i 2007-2009 poseł na Sejm RP. W latach 2005-2007 przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych. Były wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości. Od 2009 roku członek Platformy Obywatelskiej.

Grzegorz Motyka (ur. 1967) – historyk, prof. Od 2011 roku zastępca przewodniczącego Rady Instytutu Pamięci Narodowej. Pracownik naukowy Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykładowca akademicki m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był pracownikiem Biura Edukacji Publicznej IPN. Prowadzi badania nad stosunkami polsko-ukraińskimi 1939–1989, zwalczaniem ruchu oporu na Litwie, Łotwie, Białorusi, Ukrainie i w Estonii oraz polityką organów bezpieczeństwa PRL wobec mniejszości narodowych. Z rąk abp. Jozefa Życińskiego otrzymał nagrodę „Memoria Iustorum” za „budowę pomostów w kulturowym w dialogu pomiędzy Polską a Ukrainą”.

Wiaczesław Briuchowiećkyj (ur. 1947) – literaturoznawca, filolog, pedagog, prof. honorowy prezydent Uniwersytetu Akademia Kijowsko – Mohylańska. Działacz społeczny. Inicjator odrodzenia Akademii Kijowsko – Mohylańskiej, w latach 1991-2007 rektor, a następnie prezydent uczelni. Członek Rady Fundacji Rinata Achmetowa Rozwój Ukrainy. Jeden z inicjatorów powstania grupy „Pierwszego grudnia” deklaracji ukraińskich intelektualistów w 20. rocznicę referendum o niepodległość Ukrainy.

Wasyl Rasewycz (ur. 1966) – historyk, bloger i eseista, dr. Pracownik Wydziału Historii Najnowszej Ukrainy UAN, wykładowca Szkoły Dziennikarskiej Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie. Kierownik działu publikacji portalu Zaxid.net. Badacz ukraińskiego nacjonalizmu, zwłaszcza w Galicji oraz polityki historycznej i polityki pamięci.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.