45 000 niewolników, czyli uwaga na profesorów!

45 000 niewolników, czyli uwaga na profesorów!

W różnych miejscach na ziemi znaleźć można starożytne budowle, które choć czasem liczą sobie nawet tysiące lat, nadal zachowały swe mury staranne ułożone z ogromnych i szalenie ciężkich kamiennych bloków, dopasowanych do siebie tak precyzyjnie, że sprawiają wrażenie wykonanych przez jubilera, a nie kamieniarza. Człowiek staje przed tym oniemiały, bo pomijając już precyzję obróbki, sam fakt przetransportowania kamiennych elementów z kamieniołomów położonych czasami naprawdę daleko od miejsca budowy, wydaje się niemożliwy, a przecież to niemożliwe stoi oto przed nami.

Jak manewrowano ogromnymi blokami skalnymi
Ile ważą te bloki skalne? – Bardzo różnie w zależności od tego, czemu miały służyć, ale proszę się liczyć z ciężarami od kilkunastu, poprzez kilkadziesiąt, do kilkuset , a nawet do ponad TYSIĄCA TON!

Do niedawna na świecie nie było dźwigu zdolnego podnosić takie ciężary. Dopiero w roku 2008 koncern Liebherr wyprodukował giganta, ruchomy dźwig model LMT1 1200-9.1, poruszający się na 9 osiach, napędzany przez silnik o mocy 700 koni mechanicznych, który sam waży 96 ton, a jego balasty dodatkowo jeszcze 202 tony. Dźwig maksymalnie może podnieść ciężar 1200 ton!!

Można odetchnąć z ulgą, że po upływie paru tysięcy lat dorośliśmy nareszcie do podnoszenia i transportu ogromnych bloków skalnych, jakie nasi przodkowie układali sobie kiedyś zdawałoby się, dość beztrosko. Ale zmartwię Państwa, bo zdolność podnoszenia naszego LMT może się okazać niewystarczająca na podniesienie tak zwanego Kamienia Południa, jaki już obrobiony, ale jeszcze nie oddzielony od podłoża. Jacyś tam, nasi starożytni przodkowie, zostawili go w kamieniołomie Szeich Abdalla koło miasta Baalbek w Libanie. Szacunkowa waga kamienia ma wynosić 1211 ton!! Jeśli ciężar kamienia obliczono dokładnie, LMT go nie podniesie!!

Dźwig nie podniesie kamienia nie dlatego, że jest on zespolony z podłożem. Nawet  gdyby kamień uwolnić, LMT by zawiódł. Zadecyduje o tym owe 11 ton, o jakie kamień jest cięższy od maksymalnych możliwości dźwigu. Ciężary, z jakimi nasi przodkowie doskonale sobie radzili, dla nas, pomimo naszych wspaniałych maszyn, bywa, że wciąż pozostają niemożliwe do podniesienia.

Dla nas są za ciężkie, więc jak sobie z nimi radzono wtedy, kiedy nie było jeszcze zaawansowanej techniki??
– Ależ to proste, twierdzą nasi profesorowie. Spędzało sie parę tysięcy niewolników, zaprzęgało do lin, stawiało nadzorców z batami i ciągnęło kamień na drewnianych rolkach. Jeśli któryś z niewolników się lenił, to dostawał batem i wszystko gładko szło do przodu.

Wszyscy zdobywaliśmy w szkołach pełnię tej profesorskiej wiedzy. Na piramidach w Egipcie – batem i do przodu. Baalbek w Libanie – batem i do przodu. Sacsahuaman w Peru – batem i…

Aż wreszcie zjawił się ktoś, kto profesorskie gadanie zechciał przedstawić w liczbach. Zamienić uczone ględzenie na cyfry, by zweryfikować bajania ludzi, nigdy nie mających do czynienia z żadną techniką i najprawdopodobniej nie potrafiących samodzielnie wbić gwoździa w deskę.

 

Tuż poniżej dwóch osób (w kółeczku), widzimy poziomo położone trzy ogromne bloki skalne, czyli tak zwany Trilithon. Na zdjęciu widać cały blok środkowy i fragmenty bloków położonych od niego na lewo i na prawo (Fot. davidpratt.info)Obliczenia rosyjskiego inżyniera
Rosyjski inżynier Aleksander Kołomiejczuk profesorom widocznie nie dowierzał i dlatego sam postanowił przekonać się o prawdziwości lub nieprawdziwości profesorskich pomysłów. Zaczął przygotowywać obliczenia potrzebne do transportu kamiennych bloków tak zwanego Trilithonu, czyli zespołu trzech gigantycznych bloków skalnych, każdy o wadze około 800 ton, umieszczonych w podstawie świątyni w Baalbek w Libanie. Założenie zgodne było z przyjętą już przez cały świat „wiedzą”, czyli przedstawioną przeze mnie metodą – batem i do przodu.

Obliczenia dokonane przez inżyniera Kołomiejczuka dotyczyły transportu bloku skalnego o wadze zaokrąglonej do 700 ton, na odległość półtora kilometra, bo taka była odległość od kamieniołomu, gdzie wykonano blok, do miejsca jego posadowienia. Blok skalny miał być transportowany na drewnianej platformie, toczącej się na drewnianych rolkach, ciągniętej linami przez zespół niewolników, czyli tak, jak to przedstawiają nam panowie uczeni.

Za współczynnik tarcia toczenia, przyjęto 0,2. Obliczenia wykazały, że aby ruszyć ten układ z miejsca, do platformy należałoby doczepić 100 lin, każda o ciągu 7650 kilogramów. Taką linę musiałoby ciągnąć 382 niewolników, a więc żeby ich na tej linie rozstawić, lina musiałaby mieć długość około 400 metrów. Liny musiałyby zostać doczepione bezpośrednio do platformy, nie do jakichś wysięgników wystających z platformy. Każdy wysięgnik zostałby bowiem natychmiast złamany przez potężną siłę ciągnących lin. Aby więc do niej doczepić sto lin ułożonych najkorzystniej dla ciągnięcia, czyli prosto na kierunku ciągnięcia, platforma musiałaby mieć – 100 METRÓW SZEROKOŚCI!!  Sto lin obsługiwałoby 38200 niewolników!! Tylko w taki sposób, gdyby ktoś chciał realizować pomysł naszych profesorów, blok skalny mógłby ruszyć do przodu. Blok skalny jechałby więc na platformie o wymiarach boiska do piłki nożnej, której waga w drastyczny sposób zwiększałaby trudności toczenia! Oczywiście wymagałoby to wcześniejszego wykonania idealnie wypoziomowanej drogi o szerokości przynajmniej 100 metrów, gdzie każde nawet niewielkie wzniesienie należałoby zrównać, by nie stało się przyczyną zatrzymania przesuwu platformy. Można by zmniejszyć platformę, ale wtedy nie można by było zamocować na niej lin równolegle, tylko wachlarzowato. To by zmniejszyło siłę ich ciągu, więc trzeba by było mieć nie 38200 niewolników, a 45000 niewolników. Wszystko to, proszę Państwa, liczone jest tylko teoretycznie. Nie ma w tych obliczeniach mowy o jakiejkolwiek awarii rolek, o ich rozgniataniu potwornym ciężarem kamiennego bloku i platformy, lub wtłaczaniu ich w ziemię, co od razu zatrzyma przesuwanie. Nie ma też słowa o tym, jak zachowają się prawie półkilometrowej długości liny, których waga może przekroczyć możliwości nawet mocno bitych niewolników. Wciąż nie wiadomo jak podkładać rolki pod 100 metrową platformę (może jakiś profesor nam podpowie)? Nikt też nie wie, jak włożyć kamień na platformę i jak go potem znieść z platformy i ułożyć na murze? Dlatego praca pana inżyniera Kołomiejczuka jest więcej niż cenna. Głupie gadanie przedstawione w liczbach przekonuje najlepiej, jak bardzo było głupie.

Jednak nawet głośne wyśmiewanie profesorów nie oznacza, że teraz już wiemy jak manewrowano ogromnymi blokami skalnymi. Nie wiemy! A one tam są! Jak na ironię tkwią w tym murze, drwiąc sobie z nas i urągając naszej niewiedzy!

Uczciwie trzeba powiedzieć, że oprócz profesorskiej, jest jeszcze inna wersja przedstawiająca transport wielkich bloków skalnych. Profesorowie nie uznali jej nawet za godną sprawdzenia i jak gdyby przeciwko niej wymyślili tych swoich niewolników z linami.

Daleko nie szukając. W starożytnej Grecji mówiło się, że Amfion, syn Zeusa, otrzymał od boga Apollina złotą lirę, na której gdy zagrał, czarował nawet kamienie. Pod wpływem dźwięków owej liry kamienie same poruszały się i równo układały się, tworząc mur!! Tak zostały wzniesione mury miasta Teby. Długie, wysokie, z siedmioma bramami, zbudowane z ogromnych głazów. Do dzisiaj przetrwały tylko we fragmencie odziomków koło tak zwanej bramy Elektry.

Taką informację można by skwitować wzruszeniem ramion, bo wiadomo, czego to Grecy nie wymyślali dla upiększenia fabuły swoich mitów, ale zaraz obok Grecji można dowiedzieć się o rzeczy podobnej, a ta już nie jest taka zabawna jak mit  o powstaniu murów miasta Teby.

Wiadomość przekazał nam żyjący w dziesiątym wieku słynny historyk arabski Al Mas’audi. Otóż będąc w Egipcie dowiedział się, że podczas budowy piramid, ciężkie i wielkie bloki skalne przesuwały się jak gdyby same, bo aby je poruszyć wystarczało uderzyć w nie specjalnym żelaznym kamertonem. Wydobywający się z kamertonu dźwięk powodował, że blok skalny, dowolnej wagi i objętości sam podnosił się do góry i mógł być w tym stanie przesuwany, choćby tylko jedną ręką, na dystansie 165 łokci egipskich, czyli 86,5 metra. Dalsze przesuwanie kamienia wymagało następnego uderzenia kamertonem!

X