Przeprowadziliśmy inwentaryzację prawie wszystkich budynków lecznicy

-a A+

Z Katarzyną Tur-Marciszuk z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Lublinie rozmawiał Wojciech Jankowski.

W powojennej Polsce pierwsze materiały dotyczące lecznicy Tarnawskiego powstały w wyniku inwentaryzacji, w której brała Pani udział?
W 1989 roku, kiedy można już było przyjechać na Huculszczyznę, przyjechałam tu wraz z osobami, które pisały pierwszy powojenny przewodnik. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam Kosów. Potem w 1998 przyjechaliśmy tu z Włodzimierzem Witkowskim, pracownikiem Politechniki Łódzkiej, razem z grupą studentów, pod opieką dwóch historyków sztuki, to jest pod moją i dr Barbary Tondos przeprowadziliśmy inwentaryzację architektoniczną budynków w zakładzie doktora Apolinarego Tarnawskiego. Te prace inwentaryzacyjne trwały trzy lata. W sumie zostały zinwentaryzowane prawie wszystkie budynki, które zachowały cechy historyczne. Pozostały wówczas dwa do opracowania, Willa Celina i Willa Jasna. Natomiast to, co najważniejsze: łazienki, letnia jadalnia, Koliba i Teresa – budynki, w których przebywali kuracjusze, zostały poddane pracom inwentaryzacyjnym.

Na czym polegają takie prace inwentaryzacyjne?
To jest pomiar budynku prowadzony w taki sposób, żeby można było go zrekonstruować, odtworzyć na podstawie tych rysunków. Wszystkie elementy, wszystkie okna, belki, drzwi, grubość ścian, odległości miedzy ścianami, wysokość dachu – wszystko jest dokładnie wymierzone. Wszystko jest bardzo drobiazgowo zapisane na rysunkach. Efekt takiej pracy stanowi idealną dokumentację, która może służyć do odtworzenia, rekonstrukcji i może być podstawą do wykonania projektu adaptacji. Gdybyśmy chcieli – jak sugeruje Natalia Tarkowska – zrobić w jadalni muzeum, to trzeba byłoby doprowadzić wszystkie media, elektryczność, oświetlenie, monitoring, alarm przeciwpożarowy, wszystkie instalacje. Do takich prac podstawą jest inwentaryzacja. Dzięki temu możemy planować jak przeprowadzić takie prace. Często przy konserwacji budynków zabytkowych właściciele nie posiadają tej podstawowej dokumentacji inwentaryzacji. Wówczas to blokuje postęp prac. W Polsce tradycja robienia inwentaryzacji przez studentów i w ten sposób pomagania zabytkom jest znana od przedwojnia. Dlatego cieszę się, że możemy to dzieło kontynuować. Dzięki tej konferencji poznaliśmy się z paniami z Uniwersytetu Nafty i Gazu w Stanisławowie.

A dlaczego przed laty Pani grupa postanowiła przeprowadzić inwentaryzację właśnie tu w Kosowie?
Może to był palec Boży. Wydaje mi się, że takie miejsca, nawet jeżeli ich wartość ulega zapomnieniu, w jakiś sposób przyciągają do siebie ludzi. Polacy pamiętają o Kresach, że tu są zabytki, i na jednej z wypraw zauważyłam to sanatorium. Zwróciłam na nie uwagę i starałam się utworzyć grupę, która zrobiłaby przynajmniej inwentaryzację. Wcześniej próbowałam w archiwach znaleźć dokumentację i po tych pierwszych próbach wiedziałam już, że nie ma takiej podstawowej dokumentacji, że są jedynie zdjęcia, foldery. I postanowiliśmy iść w tym kierunku.

Rozmawiał Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 12 (304) 30 czerwca – 16 lipca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.