05/06/2018 15:57
autor Krzysztof Szymański, Wojciech Jankowski

O Przystanku Historia

-a A+

Z prezesem IPN dr. Jarosławem Szarkiem rozmawiają Krzysztof Szymański i Wojciech Jankowski.

Krzysztof Szymański: Panie prezesie, proszę przybliżyć naszym czytelnikom historię powstania akcji „Przystanek Historia”.
Przystanek Historia Instytutu Pamięci Narodowej ma już swoją długą historię. Ponad dziesięć lat temu otworzyliśmy w centrum Warszawy przy ul. Marszałkowskiej centrum edukacyjne nazwane „Przystanek Historia”, dzisiaj nosi ono imię Janusza Kurtyki. Następnie podobne Przystanki, gdzie odbywały się spotkania, dyskusje, gdzie rozmawialiśmy o książkach, pokazywaliśmy filmy i dyskutowaliśmy na tematy historyczne, przeniosły się do tych miast, gdzie swoje siedziby mają regionalne oddziały IPN-u. Z czasem ta akcja rozszerzyła się na kolejne miasta. Kolejnym etapem naszej akcji edukacyjnej było otwarcie Przystanków Historia poza granicami Polski, gdzie są znaczne skupiska naszych rodaków i zainteresowanie opowieścią o historii Polski. Stąd takie Przystanki rozpoczęły działalność w Wilnie, a później w kolejnych miastach: Brukseli, Chicago, Nowym Jorku, a ostatnio na Białorusi – w Grodnie i Mińsku – oraz na Zaolziu.

Bardzo cieszę się, że otworzyliśmy kolejny Przystanek właśnie we Lwowie. Dlaczego właśnie tu, to nie muszę chyba tłumaczyć. Inauguracja miała miejsce we Lwowie, ale kolejne spotkania będą się odbywały w różnych miejscach na Ziemi Lwowskiej. Ich organizatorem jest Oddział Rzeszowski IPN, bo leży najbliżej do Państwa. Zapraszam na kolejne wykłady do Brzuchowic, Stryja, Żurawna, Sambora, postaramy się być wszędzie tam, gdzie aktywnie działają nasi rodacy.

K.S.: Jakie działania należy podjąć, aby zaprosić Przystanek Historia do swego miasta?
Zawsze poprzedzone jest to naszą aktywnością. Nasi pracownicy wyjeżdżają do szkół, są zapraszani przez lokalne środowiska i tak rodzą się więzi. Przystanek Historia jest instytucjonalną formą tej współpracy. Podmiotem, który zaprosił nas do Lwowa, jest Stowarzyszenie Przedsiębiorców Polskich Ziemi Lwowskiej. W różnych miejscach o ten rodzaj współpracy występują różne stowarzyszenia, jak np. Stowarzyszenie Nauczycieli Polskich w Ameryce czy Dom Polski. Przed rokiem byliśmy w Kijowie, Żytomierzu i Dowbyszu – tam, gdzie są duże skupiska Polaków. Do tamtejszych szkół przekazujemy materiały edukacyjne, bowiem IPN tworząc przekaz historyczny wykorzystuje nowoczesne formy edukacyjne, takie jak: pakiety edukacyjne, książki, mogą to być gry, które są bardzo popularne wśród młodzieży, są też komiksy. Przesyłamy je do ośrodków polskich w bardzo wielkich ilościach, w tym i za granicę.

Ostatnio z delegacją państwową odwiedziliśmy Kazachstan, gdzie działa bardzo prężne środowisko Polaków. Prosili o nasze materiały i zorganizowanie tam Przystanku Historia. Dużym wyzwaniem dla nas jest odległość, ale postaramy się to jakoś rozwiązać. Żyjemy obecnie w tym szczęśliwym okresie, że jest duże zainteresowanie historią Polski i Polacy mieszkający poza jej granicami dostrzegają znaczenie historii dla swej tożsamości. Obecnie świadomość się zmieniła i wielu ludzi jest dumnych, że są Polakami. Najważniejszy jest fakt, że to młode pokolenie jest najaktywniejsze w odbudowie swej tożsamości i więzi z Ojczyzną. Odpowiadamy na te zapotrzebowania.

K.S.: Jak będzie się kształtował program kolejnych Przystanków Historii na Ziemi Lwowskiej?
Będzie powstawał w zależności od miejscowości, zapotrzebowania lokalnego środowiska. Wiem, że kolejne tutejsze Przystanki będą poświęcone historii i dziejom Kościoła Katolickiego w Polsce. Mowa będzie też o ruchu „Solidarność”, który zmienił oblicze historii nie tylko Polski, ale i całej Europy Środkowo-Wschodniej i doprowadził do rozpadu Związku Sowieckiego. O tym wszystkim trzeba mówić. Będziemy również mówili o tym szczególnym roku – roku 100-lecia odzyskania niepodległości. Należy wspomnieć o „Przeglądzie Wszechpolskim”, Związku Walki Czynnej, Orlętach Lwowskich, znaczeniu Lwowa i czynu listopadowego 1918 roku i tego, co wniosła Ziemia Lwowska w odzyskanie niepodległości. Mówić będziemy o tym, co te tereny wniosły do polskiej kultury, szczególnie w czasach niewoli. Jest to przecież wkład ogromny. Kultura była tym czynnikiem, który podtrzymywał tożsamość narodową. Na Cmentarzu Łyczakowskim spoczywa obok Orląt Lwowskich wiele wybitnych osobistości, jak np. Tadeusz Żuliński, dowódca Polskiej Organizacji Wojskowej, kawaler Virtuti Militari, który zginął w 1915 roku w wieku lat 26; spoczywa tu wybitny historyk Ludwik Kubala, którego prace zostały wykorzystane w nieśmiertelnej „Trylogii” Sienkiewicza. Na tym utworze wychowało się całe pokolenie, które w 1918 roku o Polskę walczyło. Ale Lwów to również „Panorama Racławicka”, „książę poetów” Zbigniew Herbert i Stanisław Lem, św. Józef Bilczewski, szkoła polskiego parlamentaryzmu, absolwenci politechniki, uniwersytetu... Nie zrozumiemy i nie poznamy samych siebie bez znajomości i historii tego miasta – „zawsze wiernego”.

Wojciech Jankowski: Przy okazji takiego spotkania nie możemy pominąć kwestii współczesnych stosunków polsko-ukraińskich i sprawy zakazu ekshumacji poległych na tych terenach. Może impas przełamią anonsowane prace w Hruszowicach, na miejscu demontowanego pomnika UPA.
Należy tu wspomnieć, czym są Hruszowice. Tam od ponad 25 lat było miejsce upamiętnienia gloryfikujące UPA. Od początku swego istnienia uznawane było za nielegalne upamiętnienie. Ten pomnik został przed kilkoma miesiącami rozebrany. Możemy dyskutować nad formą demontażu tego pomnika, doprowadziło to do kryzysu w stosunkach polsko-ukraińskich. Reakcja władz ukraińskich była bardzo radykalna. Zawsze podkreślaliśmy, że jesteśmy za tym, aby w Hruszowicach powstało upamiętnienie, ale adekwatne do tego, kto w tych mogiłach spoczywa. Zaproponowaliśmy stronie ukraińskiej przeprowadzenie wspólnej ekshumacji, zbadanie i identyfikację pochówku. Odpowiedni sprzęt, wiedzę i narzędzia posiada Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN, kierowane przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka. 24 maja rozpoczynamy tam prace i zaprosiliśmy do udziału w nich stronę ukraińską. Chcemy dokładnie zbadać, kto tam spoczywa i wówczas, opierając się na ustaleniach ekspertów, upamiętnić zmarłych.

K.S.: Czy jest pewność, że są tam w ogóle jakieś szczątki?
To będziemy wiedzieli w czasie prac w tym tygodniu.

W.J.: Społeczność ukraińska będzie reprezentowana przez członków Związku Ukraińców w Polsce.
Zaprosiliśmy przedstawicieli Związku, bo wszystkie nasze działania prowadzimy w sposób jawny, otwarty, IPN zaprasza wszystkie podmioty, które są tym zainteresowane. Nie możemy w tym wypadku pominąć społeczności ukraińskiej w Polsce.

IPN od lat utrzymuje relacje z państwem ukraińskim. Jest to aktywność na wielu polach: naukowym, archiwalnym, edukacyjnym. Teraz spotykamy się w Kijowie z naszymi partnerami z archiwów ukraińskich, promujemy kolejny, wspólnie wydany tom. Ta współpraca trwa niemal od samego początku istnienia IPN-u. Niedawno podpisaliśmy umowę o współpracy z państwowymi archiwami w Odessie, Chmielnickim i Winnicy ws. digitalizacji ich zbiorów, dotyczących spraw polskich z lat 30. XX wieku. Sprawy te dotyczą kilkudziesięciu tysięcy Polaków – ofiar reżimu sowieckiego. Niestety, ta część naszej współpracy, dotycząca upamiętnień, została całkowicie zablokowana. Proponowaliśmy stronie ukraińskiej rozwiązanie tej kwestii. Zgadzamy się, że mamy różne poglądy na temat ludobójstwa na Ukrainie i w Małopolsce Wschodniej, ale wobec faktów historycznych nie możemy pójść na żaden kompromis. Dialog historyczny trwa nadal.

Kwestię upamiętnienia i identyfikacji proponowaliśmy oprzeć na tym, co nie wywołuje kontrowersji – okresie I wojny światowej, walk z bolszewikami w roku 1920 czy żołnierzy WP z września 1939 roku, spośród których wielu było przecież Ukraińców, ale też i ofiar sowieckich z okresu 1939-1941. Tu nie ma żadnych sporów, ale niestety wszystkie te prace zostały wstrzymane. Zawsze w IPN twierdziliśmy, że należy szukać takich tematów, które są wspólne i je opracowywać. Jednym z takich tematów jest rok 1920, sojusz Piłsudskiego i Petlury oraz wspólna próba powstrzymania bolszewików. Ale i ta nasza propozycja nie spotkała się z pozytywnym odzewem strony ukraińskiej. Wszystko skończyło się na deklaracjach. Mamy nadzieję, że po pracach w Hruszowicach coś może się zmieni.

Gdy okaże się, kto tam spoczywa, gotowi jesteśmy szybko przygotować stosowne upamiętnienie, bo zawsze stoimy na pozycji, że groby są rzeczą świętą, bez względu na to, kto tam spoczywa. Zmarłym należy się godny spoczynek. Natomiast sama kwestia upamiętnienia jest dyskusyjna.

K.S.: Jeżeli okaże się, że faktycznie spoczywają tam członkowie UPA, czy zostanie odtworzony pierwotny pomnik?
Pierwotny pomnik nie zostanie odtworzony, ponieważ gloryfikował UPA. Z naszej strony nie ma zgody na gloryfikację tej formacji. Jednak jeżeli zostaną odnalezione tam szczątki członków UPA, to będzie informacja, że należeli do tej formacji. I tylko tyle.

W.J.: Jak wyglądają w tej chwili kontakty z ukraińskim Instytutem Pamięci Narodowej?
W tym momencie kontakty są praktycznie zawieszone. Jedną z form tych kontaktów były spotkania forum polskich i ukraińskich historyków. Spotkania odbywały się cyklicznie: na przemian w Polsce i na Ukrainie. Po ostatnich wydarzeniach, gdy nasi historycy, nie tylko z IPN-u, ale również ze środowiska akademickiego powrócili z ostatniego wyjazdu na Ukrainę, przewodniczący polskiej delegacji podał się do dymisji. Stwierdził, że pewne kwestie zostały wyczerpane. Wówczas podjęliśmy decyzję, że powrócimy do rozmów na nowo, ale po wydaniu wszystkich dotychczasowych referatów, które zostały wygłoszone po polsku czy ukraińsku podczas prac tego forum. Obecnie jesteśmy w posiadaniu pełnego kompletu tych materiałów i przygotowujemy ich dwujęzyczne wydanie.

W.J.: Ostatnio powraca kwestia ekshumacji w Jedwabnem. Jakie jest stanowisko Instytutu w tej sprawie?
Formalnie ta sprawa nie leży w gestii IPN-u. Instytut nie może w tej kwestii podejmować decyzji. Zawsze podkreślam, że prof. Krzysztof Szwagrzyk, kierujący naszym pionem poszukiwań i identyfikacji, ma wszelkie możliwości prowadzenia prac ekshumacyjnych – także w tym miejscu – jeśli tylko zapadnie stosowna decyzja. Mamy specjalistów, mamy naukowców. Jesteśmy instytucją państwową, realizującą z najwyższą starannością zlecone nam zadania. Gotowi jesteśmy do współpracy z innymi podmiotami, nieraz to udowodniliśmy. Jednak podkreślam: decyzja w tej sprawie leży poza IPN-em.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali Krzysztof Szymański i Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 10 (302) 30 maja – 14 czerwca 2018