Valdis Muktupāvels – łotewski muzykolog o polskich korzeniach

-a A+

Valdis Muktupāvels, profesor folklorystyki i etnomuzykologii na Uniwersytecie Łotewskim w Rydze opowiadał o łotewskiej tradycji muzycznej, o etnomuzykologii, o tym, jak w czasach komunizmu przemycono łotewski symbol narodowy na płycie wydanej w Polsce i o swoich polskich korzeniach.

Rozmawiali Antoni Opaliński (Radio Wnet) i Wojciech Jankowski.

Antoni Opaliński – Jaka jest muzyka łotewska?
Jest to muzyka charakterystyczna dla naszego narodu, ludowa, popularna, ale są też współcześni kompozytorzy, którzy są znani nie tylko na Łotwie. To jest na przykład Ēriks Ešenvalds, Pēteris Vasks, z popularnej muzyki najbardziej znanym kompozytorem poza granicami Łotwy jest Raimonds Pauls, podobno w każdym karaoke śpiewanym w Japonii jest jeden albo dwa jego utwory. Obecnie życie muzyczne na Łotwie jest bardzo interesujące.

AO – Jakie są najstarsze formy muzyczne związane z Łotyszami, z łotewską kulturą?
Istnieje tradycja śpiewów na wsi łotewskiej przekazywana z pokolenia na pokolenie. Są to śpiewy związane w obrzędowością ludową, świętami religijnymi. Jest to bardzo ciekawe. Ja, jako etnomuzykolog, też organizowałem wyprawy badawcze, zbieraliśmy te tradycje. Można je usłyszeć na przykład na weselu. Są takie „wojny na pieśni”. Idą rodzice panny młodej, spotykają rodziców pana młodego, być może pierwszy raz się widzą i żeby lepiej się poznać, robią właśnie taką „wojnę na pieśni”. Wygląda to tak, że śpiewają na przemian krótkie, czterowierszowe piosenki do drugiej strony. One są zabawne, czasem krytykujące młodych i rodziców i zawierają duży pierwiastek erotyczny. To do dziś można usłyszeć na weselu. Do dziś też można usłyszeć inne śpiewy, na przykład tłoka (to polskie słowo występuje też na Łotwie). Kiedy trzeba zebrać płody z pola, jest dużo pracy i jeden gospodarz nie jest w stanie tego sam zrobić. Wzywa do pomocy sąsiadów, którzy razem pracują na polu. I te pieśni na tłokę są bardzo ciekawe. Wszyscy Łotysze są chrześcijanami – albo luteranami, albo katolikami. Natomiast te pieśni są archaiczne, przedchrześcijańskie. Na przykład na tłoce śpiewają pieśni, w których występuje taka postać jak Jumis. Śpiewają, że będą łapać tego Jumisa i zaniosą do domu albo wsadzą pod kamień, żeby tam spędził całą zimę. Kiedy zapytasz, kto to jest Jumis, te babcie nie wiedzą: „tak po prostu śpiewamy”. A na jajko z dwoma żółtkami też mówią Jumis. Jaki jest związek między tymi Jumisami? Te babcie nie mogą powiedzieć, ale jeżeli zajrzymy do mitologii, to zobaczymy, że jest to przedchrześcijańskie bóstwo, które jest znane nie tylko u Łotyszy, ale i u dawnych Irlandczyków, a na terenie Indii w tekstach wedyjskich jest Jama. I na Łotwie to jest jeszcze żywa tradycja, śpiewają pieśni. Także to jest bardzo stara, archaiczna łotewska muzyka.

AO – W XIX wieku podobno śpiewy chóralne miały duży wpływ na łotewskie odrodzenie narodowe?
Łotysze wzięli przykład z tego, co dzieje się w krajach niemieckojęzycznych. Działały tam chóry męskie i podobnie zaczęło się dziać w luterańskiej części Łotwy. Założono seminarium, które kształciło dyrygentów dla chórów męskich na Łotwie. Powstały potężne chóry po tysiąc, dwa tysiące śpiewaków. Było to bardzo ważne dla Łotyszy, bo okazało się, że plebejski naród może mieć swoją kulturę wyższą. Od 1873 roku odbywa się Święto Łotewskiej Pieśni i Tańca. Wtedy po raz pierwszy przyjechali śpiewacy z różnych guberni, byli i z Inflantów, i z Kurlandii. To święto odbywa się do dziś i jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Estończycy i Litwini mają podobne święta.

AO – Czy na Łotwie istnieją dwie kultury tradycyjne, luterańska i katolicka, tak jak w Niemczech i czy jest wyraźna różnica między landami katolickimi i luterańskimi?
W tradycyjnej kulturze rzeczywiście jest duża różnica między częścią katolicką i luterańską, ale współcześnie ta różnica nie jest wielka. Co prawda, na wschodzie Łotwy, w Łatgalii, gdzie jest Kościół rzymskokatolicki, tam też występuje lokalny język. On nie różni się bardzo. Czasem Łotysze mówią, że jest jeden łotewski język, ale dwie literackie tradycje. Obecnie wszystko jest zunifikowane. Tak samo muzyka rockowa rozwija się w Lipawie na zachodzie i w Rzeżyce, która jest na wschodzie. Takie same grupy metalowe są i tu, i tam.

AO – A we współczesnej muzyce łotewskiej są rodzime watki, czy to taka zwyczajna europejska muzyka?
Jest ogólnoświatowa, ale zawiera łotewskie elementy. Na przykład jest hip hop łotewski. Rozmawiałem z Amerykanami na ten temat. Oni mówili: „tak, to jest hip hop, ale on tak różni się od naszego, amerykańskiego, że to już jest inna muzyka”. Nasi poważni kompozytorzy studiują tradycyjną muzykę, ale to, co tworzą, ma już inny charakter. W tej tradycyjnej muzyce są bardzo archaiczne tonalności. Jest na przykład długi dźwięk – burdon. Na przykład część śpiewa melodię, część refren, a część ten wokalny burdon. Nasi kompozytorzy wykorzystują też taki element naszej kultury tradycyjnej. Bardzo ciekawy jest kompozytor Rihards Dubra, który pochodzi z Łatgalii. On tworzy muzykę, która korzeniami sięga śpiewów gregoriańskich, muzyki kościelnej. Słuchanie jego muzyki to doznanie niemal ekstatyczne.

AO – Zajmuje się Pan tradycyjnymi instrumentami. Czy one są autentyczne, czy odtwarzane?
Ta tradycja już w XIX wieku była na wymarciu, ale nie wyginęła. W XI wieku można było zarejestrować na taśmie magnetycznej, zapisać nuty i odnaleźć stare instrumenty. Mniej więcej 30 lat temu pojawiła się fala zainteresowania muzyką autentyczną, odrodzenie tych instrumentów. W efekcie niektóre instrumenty tradycyjne są tak popularne dziś, jak na przykład gitara. Dziś co piaty Łotysz gra na gitarze i tak samo sytuacja przedstawia się z kanklami [łot. kanles]. Tysiące ludzi teraz gra na tym instrumencie.

AO – Jak się odtwarza te stare melodie, przecież nie wszystko chyba zostało zapisane?
Każdy instrument ma swoje możliwości i muzyk powinien te możliwości znaleźć. Potencjalnie ta muzyka jest już zapisana w tym instrumencie. Na zajęciach mówię studentom, że najpierw muszą nauczyć się tego, co jest z tradycji zapisane. Potem należy w oparciu o tradycję i z szacunkiem do instrumentu robić nową muzykę. W tej chwili można kupić płyty z muzyka zagraną na tradycyjnych instrumentach, ale to jest nowa, awangardowa muzyka.

Wojciech Jankowski – W latach osiemdziesiątych polska wytwórnia płytowa PolJazz wydała dwie płyty z łotewską muzyką etniczną, która obiła się szerokim echem w kręgach miłośników muzyki niekomercyjnej. Z dużą przyjemnością dowiedziałem się, że była to Pana zasługa.
Marek Cabanowski, dyrektor PolJazzu, był pod koniec lat 80. bardzo zainteresowany, by prezentować nie tylko jazz, ale muzykę aktualnie graną w różnych krajach. Pomyślałem o naszym łotewskim zespole Iḷģi na jedną płytę, a na jednej stronie drugiej płyty byli nasi studenci, którzy brali ze mną udział w tych wyprawach etnomuzykologicznych. Co ciekawe, Cabanowski uznał, że ta płyta ma posiadać mocne akcenty polityczne. W 1994 roku byłem z żoną w Lublinie na konferencji. Wieczorem grały tam różne polskie zespoły muzyki tradycyjnej. Występuje jeden zespół. Słucham. Bardzo podobne do łotewskiej muzyki. Pomyślałem, że w XIX stuleciu jeszcze tradycyjna muzyka w naszej części Europy była dosyć podobna i to pewnie miejscowy utwór ludowy. Zapytaliśmy ich, skąd ten utwór, a oni na to, że to z tej płyty Iḷģi. Takie rzeczy też się zdarzają. Od razu się zrobiło ciepło na sercu!

WJ – Na okładce tej płyty jest Pomnik Wolności w Rydze. Nie wiedzieliśmy wtedy, że to pomnik postawiony za czasów niepodległej Łotwy.
Ten pomnik był postawiony w 1935 roku. Gdy nastąpiła sowiecka okupacja, komuniści zniekształcali wszystkie pomniki wybudowane za wolnej Łotwy. Ale tej statuy wolności nie ruszyli. Wiedzieli, że Łotysze by tego nie wytrzymali. Co robili Sowieci w takiej sytuacji? Gdy przyjeżdżali turyści, oni mówili, że to Matuszka Rasija trzyma w rękach trzy bałtyckie narody, Estończyków, Łotyszy i Litwinów. Mówiło się wtedy, ze KGB obserwuje tych, którzy chodzą wokół tego pomnika i że lepiej tam się nie kręcić, bo to się źle skończy. Dopiero pod koniec lat 80. ludzie poczuli się pewniej. Ale ten pomnik był mocnym symbolem wolności. Jeden z muzyków Iḷģi był również grafikiem i on zrobił bardzo fajną okładkę. Tam są pieśni sieroce i pieśni weselne. On namalował gołe kobiece piersi, bardzo ładne. To była bardzo dobra okładka, ale Marek Cabanowski wymyślił, że będzie „the wall and the hole in the wall” [mur, a w nim dziura – red.]. Przez tę dziurę było widać Pomnik Wolności w Rydze. Myślę, że ten pomysł wziął z albumu „the Wall” grupy Pink Floyd.

WJ – Skąd Pan zna tak dobrze język polski?
Pan nie zna dobrze języka polskiego [śmiech]. Moja babcia rozmawiała ze mną po polsku. Jeżeli się mówi tym językiem tylko w domu, to nie ma żadnego progresu w jego poznawaniu. Słuchałem jeszcze kiedyś Polskie Radio, w latach 70. Można było tam posłuchać dobrą muzykę. W Polsce było trochę wolności, a tu był Związek Radziecki. Jednak Polacy kierowali swoim państwem.

WJ – W rozmowach z ludźmi z Litwy, Łotwy, Białorusi, Ukrainy często pojawia się motyw polskiego radia i polskich gazet.
Moja babcia prenumerowała „Przyjaciółkę”. W naszym domu „Przyjaciółka” była zawsze, ale potem gdzieś w 80. latach przestała przychodzić. Teraz w ogóle Polacy z Łotwy w dużym stopniu przeszli na język rosyjski. Nie bardzo rozumiem, czemuż to tak. Mogliby rozwijać bardziej polską kulturę. Mówię o Rydze, w Dyneburgu. W Rzeżyce jest lepiej. Mam polskie książki muzykologiczne. Robiliśmy badania na Warmii i Mazurach. Mam zbiory folkloru z Warmii i Mazur. To jest taki mój związek z językiem polskim.

WJ – Babcia była z Łatgalii?
Tak, z Iłukszty. Tam duża rodzina Sławińskich była. Tam był taki ród grafów Plater-Zyberków i u nich Bolesław Sławiński był kowalem. To poważny fach, wszystko jak trzeba. Miał on ośmioro dzieci, synów i córki, i jedną z nich była moja babcia.

ZO i WJ – Dziękujemy za rozmowę. Zagra Pan nam coś na konklach?
Naturalnie.

Później słuchaliśmy cudownej muzyki łotewskiej w wykonaniu Valdisa Muktupāvelsa. Rozmowa została nagrana w czasie trasy Radia Wnet po państwach bałtyckich 20 września 2017 roku. Za pomoc dziękujemy dr Monice Michaliszyn.

Rozmawiali Antoni Opaliński (Radio Wnet) i Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 8 (300) 25 kwietnia – 14 maja 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.