Osiem lat łagru za jedno opowiadanie

-a A+

9 października 1957 roku w Londynie zmarła polska pisarka przedwojenna i emigracyjna Herminia Naglerowa, ważna działaczka Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie.

A w 1967 roku ukazało się najdojrzalsze jej dzieło „Wierność życiu”. O zapomnianej dziś powieściopisarce, publicystce, eseistce i feministce mówi dr hab. Anna Wal.

Herminia Naglerowa zaczynała publikować używając męskiego pseudonimu Jan Stycz. Dlaczego?
Pierwsze teksty, jeszcze we Lwowie w 1912 roku, publikowała pod panieńskim nazwiskiem Fischówna, zarówno utwory literackie, jak i artykuły historyczne, bo z wykształcenia była historykiem. Później zaczęła używać nazwiska Nagler po mężu Leonie, a w trzeciej kolejności dopiero pojawił się pseudonim. Przyczyn mogło być kilka: pozycja męża – oficera WP i korzenie żydowskie obojga małżonków. Zresztą fakt używania pseudonimu wykorzystano w latach 30. do ataków na Naglerową, zarzucając jej, że chciała ukryć swoją identyfikację etniczną. Ale trzeba dodać, że w dwudziestoleciu międzywojennym pisarki często stosowały męskie pseudonimy. Taka była konwencja literacka i obyczajowa.

Pisarka przed II wojną światową angażowała się społecznie, dużo publikowała, m.in. w kobiecym „Bluszczu”. Określa ją pani mianem umiarkowanej feministki. Dlaczego?
Współpracowała z wieloma czasopismami, najpierw we Lwowie, później w Warszawie. Pisała recenzje, artykuły publicystyczne. Prześledziłam artykuły, które Naglerowa publikowała w „Bluszczu”. Wypowiadała się na temat macierzyństwa, rodziny, kobiet, angażując się w walkę o ich równouprawnienie, przy czym bardzo mocno akcentowała w tych artykułach, że mentalność i obyczajowość społeczeństwa patriarchalnego jeszcze się nie zmieniły, mimo że kobiety w Polsce stosunkowo szybko, bo w 1918 roku zyskały prawa wyborcze. Postulowała, by kobiety otrzymywały za taką samą pracę takie samo wynagrodzenie jak mężczyźni. Pisała artykuły interwencyjne, gdy w jakichś obszarach poprzez ustawodawstwo próbowano ograniczyć kobietom ich prawa. Naglerowa podkreślała związek z poprzedniczkami, które wcześniej walczyły o równouprawnienie płci i twierdziła, że kobiety współczesne muszą podjąć ich dzieło. Ale z rezerwą odnosiła się do słowa feminizm. Można zauważyć jakby lęk, by nie stał się etykietą dotyczącą jej samej. Wynikało to z pejoratywnego zabarwienia, jakie to słowo wówczas miało i obecnego w społeczeństwie stereotypu feministki. Naglerowa najpierw była związana z „Bluszczem”, potem z „Pracą Obywatelską”, czyli z pismem wydawanym przez prosanacyjny Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet. Pisarka objęła stanowisko w zarządzie pisma i redakcji, była zaangażowana w popularyzowanie idei Marszałka.

Czy flirtowała z lewicą?
Zdecydowanie nie, jej sympatie były po stronie Piłsudskiego. Jednak, gdy w latach 30. nasilił się antysemityzm, czuła się mocno zagubiona, bo antysemityzm częściowo wychodził z jej obozu.

Nasza bohaterka wiodła życie mieszczańskie i dostatnie.
Tak, decydowała o tym też pozycja męża, zatrudnionego w Komendzie Głównej Policji Państwowej. Naglerowa początkowo pracowała jako nauczycielka, później zajęła się wyłącznie pisarstwem.

Jakie było małżeństwo Naglerów?
Niewiele na ten temat mogę powiedzieć, bo nie dotarłam do ciekawych materiałów. Mogę tylko stwierdzić, że było to małżeństwo bezdzietne.

Najważniejsza powieść Naglerowej wydana przed wojną to „Krauzowie i inni”, zapis życia galicyjskiego mieszczaństwa. Jaki jest stosunek pisarki w tej powieści do męskiego świata?
Jeśli chodzi o tę powieść, to ukazuje realia XIX-wieczne. Relacje między małżonkami są bardzo tradycyjne. Przy czym Stanisław i Ernestyna Krauzowie są małżeństwem niedobranym. W tle jest wątek niespełnionej miłości bohatera, uczucia do kobiety, która została żoną innego mężczyzny. Natomiast odmienny obraz relacji mężczyzna–kobieta pojawił się we wcześniejszej powieści psychologiczno-obyczajowej „Zawalidroga”. Mam na myśli wątek rozwiedzionej kobiety, która wychowuje syna. Przyczyną rozwodu były zdrady męża. Ciekawą rozmowę z Naglerową przeprowadziła pisarka i aktorka Maria Morozowicz-Szczepkowska, która stwierdziła, że bohater został wykreowany na „rozpustnego samca”, natomiast Naglerowa, nieco skonsternowana, odpowiedziała, że przedstawiając sytuację realną nie zamierzała atakować mężczyzn. Widzimy, że odbiór czytelniczy był inny, niż zamiary pisarki.

Przełomowa data zarówno w życiu Naglerowej, jak i całej jej formacji kulturowej, to wrzesień 1939 roku. Ucieczka na Kresy, zniknięcie jej męża we Lwowie i aresztowanie samej Naglerowej przez NKWD.
Nazwisko Leona Naglera znajduje się wśród osób umieszczonych w „Indeksie Represjonowanych” na Wschodzie przygotowanym przez Ośrodek Karta. Udało mi się znaleźć konkretną pozycję biograficzną „Leon Nagler”, ale przyznam się, że jego losów nie badałam.

Był to wstrząs w życiu Herminii, bo nie dość, że mąż przepadł bez śladu, to jeszcze została wydana NKWD przez polskich kolegów po piórze.
Mówiła o tym otwarcie, że ci pisarze, którzy zostali aresztowani we Lwowie w styczniu 1940 roku byli zadenuncjowani. NKWD musiało mieć listy proskrypcyjne. Ten wątek pojawia się także w „Pamiętniku mówionym” Aleksandra Wata. Naglerowa, podobnie jak Wacław Grubiński, dostała wyrok skazujący za utwór literacki. Grubiński wyrok śmierci za sztukę „Lenin”, a Naglerowa osiem lat łagru za niewielkie opowiadanie dla młodzieży. W Dwudziestoleciu pisarka wydała książkę „Ludzie prawdziwi”. Bohaterką jednej z części, „Gałązka bzu”, uczyniła Jadwigę Tejszerską, która jako uczestniczka Polskiej Organizacji Wojskowej została zgładzona przez Czeka, poprzedniczkę NKWD. Jak sama Naglerowa pisze we wspomnieniach drukowanych w latach 1947–48 w londyńskich „Wiadomościach”, procesy i wyroki skazujące były mistyfikacją, a jedyną winą Polaków była polskość.

Czy była bita podczas śledztwa?
W kilku opublikowanych wspomnieniach Naglerowej obejmujących okres uwięzienia w areszcie śledczym NKWD na Zamarstynowie we Lwowie są przykłady bicia kobiet, wątki te wyraźnie pojawiają się także w prozie pisarki, ale ona sama była tylko zastraszana, szykanowana, wywierano na nią presję psychiczną, grożąc represjami wobec członków rodziny. I była kuszona, że dostanie pracę „po specjalnosti”. Naglerowa bardzo ironicznie o tym pisała we wspomnieniu „Duch Borysa Pilniaka”. Opisując mechanizmy śledztwa, które przy tak dużej liczbie uwięzionych sprawiało wrażenie chaotycznego. Naglerowa podkreślała, że Sowieci mieli swoje wypracowane metody i wyraźne instrukcje, jak postępować z przesłuchiwanymi.

Naglerowej udało się wyjść z łagru.
Tak, docelowo trafiła do łagru Burma w Kazachstanie, gdzie wykonywała prace związane z rolnictwem. Naglerowa nie była już młodą kobietą, dlatego więzienia i łagry bardzo ją wyniszczyły. Po amnestii w wyniku układu Majski-Sikorski wyjechała do Moskwy, a później wstąpiła do armii Andersa, gdzie służyła w Pomocniczej Służbie Kobiet i przeszła cały szlak bojowy 2 Korpusu. Naglerowa z racji, że była znaną pisarką, trafiła do Oddziału Prasy i Propagandy. Powierzono jej redagowanie miesięcznika „Ochotniczka”. I znów dotykamy jej doświadczeń w redagowaniu pism, w tym przypadku wojskowo-kobiecego. Pismo było wysoko oceniane, ukazywały się w nim zarówno aktualności, relacje frontowe, jak i utwory poetyckie i prozatorskie. Naglerowa współpracowała m.in. z Beatą Obertyńską, w „Ochotniczce” drukowali też mężczyźni, m.in. Artur Międzyrzecki, Gustaw Herling-Grudziński (recenzje i komentarze) i wielu innych.

Wojna boleśnie zaważyła na twórczości Naglerowej, bo pierwsze jej powojenne utwory są krótkie i dotyczą doświadczeń łagrowych. Pisarka porzuciła epicki rozmach na rzecz krótkich, także dokumentarnych form.
Tom „Ludzie sponiewierani” wydała już w 1945 roku w Rzymie w Bibliotece „Orła Białego”, jednego z najważniejszych czasopism 2. Korpusu. W „Ludziach sponiewieranych” są zarówno nowele, jak i opowiadania, będące fabularyzowanymi wspomnieniami, z pierwszoosobowym narratorem kobiecym. Utwory obrazowały koleje losów Polaków od masowych ucieczek na wschód we wrześniu 1939 roku, poprzez aresztowania, śledztwa w sowieckich więzieniach, a opowiadanie „Chleb” przedstawiało sytuację zesłańców. Pisarka po wojnie pozostała wierna tematyce, którą nazwała „sowiecką”.

Jak ta literatura wypada na tle innych polskich tekstów poświęconych tematyce łagrowej?
O Naglerowej mówiono, że była jedną z nielicznych pisarek, która stwierdziła, że ten temat można wykorzystać literacko, stąd dwutomowy cykl powieściowy „Za zamkniętymi drzwiami”, na który składają się „Sprawa Józefa Mosta” i „Wierność życiu”. Większość utworów łagrowych miała charakter autobiograficznych wspomnień. Natomiast Naglerowa wierzyła w siłę literatury. Była w końcu doświadczoną pisarką. O ile „Ludzie sponiewierani” są gatunkowo niejednolitym tomem, to cykl „Za zamkniętymi drzwiami” w zamiarze miał być rozległy, epicki. Pisarka wierzyła, że poprzez fikcję literacką można bardziej przemówić do wyobraźni czytelnika.

Jednym z motywów opowiadań łagrowych jest rola kultury w przetrwaniu zesłańczej gehenny. Więźniowie, by dodać sobie odwagi, recytują wiersze, opowiadają różne historie...
To były mechanizmy obronne. Bohaterka jednego z najlepszych opowiadań „Kazachstańskie noce” wyczerpana fizycznie, cierpiąca na chorobę głodową, doświadczająca halucynacji z obrazami jedzenia, przeciwstawia się degradacji duchowej przypominając sobie przeczytane książki i się modląc.

Ten sam motyw pojawia się w „Wierności życiu”, powieści, której bohaterkom, więźniarkom celi 46 na Zamarstynowie pomaga religia. Ale jaka? Dla jednych chrześcijańska, dla innych ideologiczna. Czy można powiedzieć, że modląca się kobieta oraz wierzące w swoje ideologie komunistka i nacjonalistka ukraińska są najsilniejsze?
Zapewne tak. Galeria postaci jest bogata. Taki był pomysł Naglerowej, by przedstawić zbiorowość więźniów. Novum systemu sowieckiego polegało na tym, że więźniowie nie cierpieli w odosobnieniu, ale w przepełnionych celach.

Gdzie panowało za dużo emocji, było za dużo ciał ludzkich...
Fizyczność jest uciążliwa w fatalnych warunkach sanitarnych. Odskocznią może być jakakolwiek twórczość. Osoby dysponujące talentem krasomówczym snuły różne opowieści. Jest też wątek bohaterki, która z chleba lepi jakieś rzeźby.

Tak jak Żołnierze Wykleci, którzy w więzieniach robili krzyżyki z chleba.
Motyw jest uniwersalny. Wszystkie opowieści więzienne mówią o tym, że za kratami tworzy się system antywięzienny. Więźniowie starają się znaleźć różne sposoby, żeby móc znieść bardzo trudną rzeczywistość.

Którą z bohaterek „Wierności życiu” darzy pani sympatią?
Trudno jednoznacznie powiedzieć, gdyż powieść ta jest skonstruowana nietypowo. Czytelnik nie podąża do końca za główną bohaterką, a w drugim tomie jest ona w tle, pojawiają się różne nowe postacie. Co charakterystyczne, widzimy obraz właściwy dla Kresów, obszarów pogranicza, bo w celi znalazły się i Polki, i Ukrainki, i Żydówki, zasymilowane i ortodoksyjne. Powieść jest tak skonstruowana, że akceptujemy i rozumiemy pewne zachowania bohaterek, a innych nie. Spośród wielu postaci trudno wybrać jedną konkretną, budzącą szczególną sympatię. Naglerowa powieści nie ukończyła, nie pozwoliła jej na to choroba, dlatego nie wiemy, jak pisarka rozłożyłaby akcenty w finale utworu. Tymon Terlecki [opracował maszynopis powieści i poprzedził wstępem – ps] zwrócił uwagę, że była to powieść odważna, gdyż pisarka przekroczyła ograniczenia mentalne swojej klasy społecznej i inaczej spojrzała na problem dążeń Ukraińców do niepodległości. O ile na początku mury wyznaczane przez narodowości są bardzo wyraźne, to potem więźniarki, które były z równym okrucieństwem prześladowane przez NKWD, te granice przełamują. Więzienie zrównało bohaterki. Zaskakującym wątkiem jest przebywanie w jednej celi żon tego samego mężczyzny, pierwszej i aktualnej, pomagających sobie nawzajem.

Znowu wątek niewiernego męża.
Tak. Być może obraz życia w celi wydaje się wyidealizowany. Ale Aleksander Wat twierdził, że Zamarstynów był właśnie takim specyficznym więzieniem, że antagonizmy tam się zacierały.

W tej powieści nie ma wątków lesbijskich. A w innych tekstach?
W opowiadaniu „Kazachstańskie noce” jest ten wątek niedopowiedziany, tylko zasugerowany.

Nie widać wydawcy, który by opublikował choć jedną książkę Naglerowej.
Pisarka jeszcze podczas wojny i tuż po, na emigracji wydała część swoich utworów z Dwudziestolecia. Powieści „Krauzowie i inni” oraz „Zawalidroga” nawet zostały przetłumaczone na język angielski.

W poprzednim systemie książki Naglerowej z oczywistych względów nie były wydawane w kraju.
Po śmierci Naglerowej nawet autorzy nekrologów i wspomnień w prasie krajowej ze względu na cenzurę pomijali tak ważne fakty z jej biografii jak pobyt w łagrach. Były to jedyne teksty, jakie ukazały się w PRL na fali odwilży1956/57 roku. Później już nic do 1988 r.

Na przeszkodzie odważnej decyzji wydawców przypomnienia któregoś z dzieł Naglerowej może stać język.
Zdecydowanie tak. Jedynie w „Wierności i życiu” polszczyzna Naglerowej jest bliska współczesnej. Naglerowa po wojnie zmieniła swój styl, sposób pisania. Natomiast w Dwudziestoleciu wpisywano ją w krąg oddziaływania Kadena-Bandrowskiego, autora prozy silnie zmetaforyzowanej. W 1928 roku na łamach prasy literackiej Irena Krzywicka zaatakowała piszące kobiety za ich „jazgot niewieści”, a więc przerost stylu. Dotyczyło to też Herminii Naglerowej. Także po wojnie krytycy skrupulatnie znajdowali w jej tekstach, będących zapisem rzeczywistości łagrowej, takie zdania, które ze względu na wyszukany styl nie przystawały do wojennej rzeczywistości.

Naglerowa nie zdecydowała się na powrót do kraju, jak np. Melchior Wańkowicz czy Michał Choromański. Dlaczego?
Decyzja ta była uwarunkowana doświadczeniami wojennymi. Po pierwsze, była w łagrze i wiedziała, co oznacza fakt, że wojska sowieckie stacjonują w Polsce. Poza tym jej mąż Leon Nagler pracował jako wysoki sanacyjny urzędnik, miała więc świadomość, że w kraju mogą ją spotkać represje. Nawet prosiła, by siostra i dawna pomoc domowa korespondencję z Polski kierowały na adres drugiej siostry – Weroniki Pieńkowskiej, którą po wojnie pisarka odnalazła w Niemczech i razem zamieszkały w Anglii. Skąd ta prośba Naglerowej? Bo obawiała się, by bliscy w kraju nie mieli z jej powodu problemów.

Herminia Naglerowa zmarła 60 lat temu, 9 października 1957 roku w Londynie. Już po śmierci, w 1967 ukazała się jej ostatnia powieść „Wierność życiu” ze wstępem Tymona Terleckiego.
Naglerowa odgrywała bardzo ważną rolę w tzw. polskim Londynie. Zaangażowała się w działalność Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, skupiającym wielu przedwojennych pisarzy, ale i młodych. Wyznawała zdecydowane antykomunistyczne poglądy, podpisała dwie uchwały ZPPnO o niepublikowaniu utworów w kraju, choć wiemy, że pisarze emigracyjni zajmowali w tym względzie różne stanowiska, a środowisko paryskiej „Kultury” było za otwarciem się na kraj. W 1951 r. Naglerowa dostała pierwszą nagrodę Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, a kiedy umierała przeznaczyła swoje skromne środki na nagrodę za najlepsza książkę roku. Wśród twórców uhonorowanych tą nagrodą był m.in. Czesław Miłosz.

Rozmawiał Piotr Samolewicz
(piotrsamolewicz.pl)

Info:
Anna Wal pracuje w Instytucie Filologii Polskiej w Uniwersytecie Rzeszowskim. Zajmuje się literaturą i kulturą polską XX i XXI w., m.in. zagadnieniami literackich reprezentacji doświadczeń wojennych w twórczości krajowej i emigracyjnej. Opublikowała m.in.: „Twórczość w cieniu menory. O prozie Adolfa Rudnickiego (2002) i „Wierna życiu i literaturze. O pisarstwie Herminii Naglerowej” (2012).

Piotr Samolewicz o sobie:
Jestem rzeszowskim dziennikarzem, w pracy używam biało-czerwonej klawiatury i wypijam dużo kawy. Słowo jest dla mnie najlepszym sposobem docierania do drugiego człowieka, łączenia ludzi wokół wartości i pozytywnych idei.

Inicjację w świat Gutenberga rozpocząłem od czytania Biblii dla dzieci z Chrystusem uśmiechającym się na kolorowych ilustracjach i do tej pory podróżuję po różnych literackich lądach. Z początkami czarno-białej telewizji zaprzyjaźniłem się z Zorro i rycerzem Ivenhoe, a gdy byłem nieco starszy oglądałem biegające po dużych ekranach japońskie potwory. W roku 1980, jak wielu moich rodaków, poczułem wiatr wolności, i do dziś pamiętam woń tamtych dni i miesięcy. Przygodę z tekstem i ruchomymi obrazami kontynuowałem na studiach polonistycznych i filmoznawczych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sztuki dziennikarskiej uczyłem się w latach 90. ub. wieku, kiedy słowa były jeszcze materialne – gdy miały postać ołowianych sztabek. W dorobku posiadam wiele artykułów o tematyce historycznej, kulturalnej i społecznej drukowanych w prasie podkarpackiej (Super Nowości, Nowiny). W latach 2007–2011 prowadziłem bloga Mechaniczna pomarańcza. A dziś zapraszam Was do śledzenia wpisów na stronie Piotr Samolewicz Online. Chciałbym, by moje teksty były jak łyk porannej kawy. „Twój płyn, szlachetny owocu Mokki jest przyjaźni darem:/klarowny, gorący, mocny i dawkowany z umiarem” – słowa te pochodzące z wiersza XVIII – wiecznego duńskiego poety Johannesa Ewalda dedykuję wszystkim moim Czytelnikom.

Tekst ukazał się w nr 1 (293) 15-29 stycznia 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.