Artur Deska: Mam zaszczyt być ich przyjacielem

-a A+

Z Arturem Deską rozmawiał Oleh Dorka – bloger i dziennikarz B-East Production.

Dziękuję za zgodę na wywiad, wiem, że nie lubisz wywiadów.
Prawda! Nie lubię! Jednak rozumiem, że są potrzebne – przynajmniej te niektóre. Dlatego niekiedy przerywam milczenie i udzielam wywiadów – takich, które są sprawozdaniem z działań i zachętą dla czytających/słuchających do włączenia się w te działania. Takie wywiady lubię.

To od razu pytanie – co Ty właściwie na Ukrainie robisz?
Służę.

A tak konkretniej?
Oj, to spraw setki! Caritas, wolontariusze, chorzy, niepełnosprawni, Tatarzy Krymscy, strefa ATO, przesiedleńcy, projekty oświatowe, studia dla „mojej” młodzieży i jeszcze wiele innych spraw. Przy czym, weź to, proszę pod uwagę, że to hasła tylko. Pod każdym z nim kryje się przynajmniej kilkanaście przeróżnych problemów, aktywności, działań, które wymagają czasu i uwagi. Bardzo często też – środków.

Wolontariusze? Można konkretniej?
To w większości drohobycka młodzież. Przeważnie uczniowie klas 9–11, niewielu studentów. To młodzi ludzie pragnący być aktywni i użyteczni, ciekawi świata, szukający marzeń. Większość z nich (około 90% nawet) to dziewczynki i panie. Trochę dzięki mnie, a w większości dzięki własnej aktywności, dołączają do poszczególnych akcji Caritas, sami lub wspólnie ze mną, wymyślają różne działania służące innym bądź rozwijające ich samych. Szukają swej życiowej drogi, piszą swoisty „biznes plan” na życie, sprawdzają się w rozwiązywaniu różnych problemów, uczą się (przy mej skromnej pomocy) tego, co dobre i cenne. Właściwie to nie są wolontariusze. To są moje „dzieci” i tak je też traktuję. Wydaje mi się, że słusznie, bo taka działalność przynosi dobre rezultaty.

Znowu zapytam – można konkretniej?
Moje „dzieci”, wolontariusze moi, po wielu latach od wyjazdu z Drohobycza odwiedzają mnie, ślą listy, pamiętają. Dorosłe już, niegdysiejsze wolontariuszki, zapraszają mnie do siebie na wesela, odwiedzają z mężami i dziećmi. Wolontariusze chwalą się mną przed swoimi dziewczynami. Większość z nich znalazła swą życiową drogę, żyje szczęśliwie, ma rodziny, pracę, studia. Bardzo ważne – chcę zaznaczyć – oni nie dzięki mnie zwyciężają. Oni zwyciężają dzięki sobie! To im należy się cały szacunek! A ja, cóż – ja jestem tylko skromnym katalizatorem, który pomaga im znaleźć siły i wiedzę, znaleźć marzenia.

A jeszcze konkretniej? Jakaś konkretna historia?
Jest jedna dziewczynka. Wychowuje się bez taty. Trochę się nią opiekuję, trochę ją włączam w działania Caritas, a trochę w akcje innych organizacji. Na Ukrainie jest corocznie świętowany „Dzień Ojca”. No i w dzień ojca właśnie ta mała zadzwoniła do mnie z życzeniami, które zakończyła tekstem „bo Wy mi ojca zastąpiliście…” No cóż, popłakałem się. Wybacz proszę, ale konkretniej opowiadać nie mogę – nie mam prawa.

No tak, wzruszające. Wiele osób w Drohobyczu kojarzy Ciebie z Tatarami.
Mam zaszczyt być ich przyjacielem.

Tradycyjnie zapytam – można konkretniej?
Przez mych krymsko-tatarskich przyjaciół jestem traktowany jak członek rodziny. Taki „nadliczbowy” dziadek. O ile na samym początku ich pobytu w Drohobyczu to ja się nimi opiekowałem, o tyle teraz opiekujemy się sobą wzajemnie. Tak oni na mnie, jak ja na nich zawsze możemy liczyć. Szanujemy się, co wielu dziwi. Niektórzy nie mogą zrozumieć jak rzymski katolik może się przyjaźnić z muzułmanami. Tymczasem wszystko jest bardzo proste – wyznajemy różne religie, ale wartości te same. Miłość, wiara, nadzieja, dobro, prawda, przyjaźń, miłosierdzie, skromność, ofiarność – są drogie tak samo ich jak i memu sercu. Stąd doskonale się rozumiemy, chociaż modlimy się inaczej.

Lubisz ich?
Prawda! Lubię! Opowiem jedną historię. W 2014 roku latem, kiedy jeszcze bardzo ciężko było – żadnej pomocy państwowej dla przesiedleńców, żadnych projektów, programów, funduszy, żadnych aktów prawnych wewnątrz Ukrainy jak z przesiedleńcami postępować – dotarła do mnie z Polski paczka z żywnością. Już wtedy w Drohobyczu, w budynku naszego Caritas, mieszkało ponad 20 Tatarów Krymskich (teraz w Drohobyczu mieszka ich ponad 120). No i cóż, dałem tę niewielką paczkę jednej z tatarskich rodzin. Po około 20 minutach podszedł do mnie ojciec tej rodziny i wstydliwie zapytał, czy nie obrażę się, jeśli on tą paczką podzieli się z innymi. Ot tak! I jak tu Tatarów „moich” nie lubić?!

ATO?
Oj, to zbyt heroicznie postawione pytanie! Przywodzi na myśl linię frontu i jakieś czyny bohaterskie. Tymczasem to zupełnie nie tak! Prawda, kilkakrotnie trafiłem na „pierwszą linię”, ale to raczej przypadki były. Tymczasem prowadzona przeze mnie, wraz z przyjaciółmi, działalność to nie ATO, a raczej ludność cywilna w strefie ATO. Lekarstwa, żywność, studia dla dzieci ze strefy przyfrontowej, wakacje i święta dla tychże, pomoc w uzdatnianiu wody itp. Zero bohaterstwa – za to tysiące kilometrów w podróży, pociągi, marszrutki, samochody, rozmowy, spotkania, nerwy i kupa roboty.

Tak, czy inaczej – wielka sprawa!
Tak, ale ponownie muszę zaznaczyć – to nie ja! Konkretniej? Ano, to wszystko co ja i moi przyjaciele robimy jest możliwe dzięki wsparciu Ukrainy przez tysiące Polaków. Tak, tak! My tylko listonoszami jesteśmy! Przewozimy i dostarczamy to, co Polacy (w znamienitej większości) zebrali i wysłali. Tak, prawda – to my jesteśmy „twarzą” tych wszystkich akcji pomocowych. Jednak to oni – nasi Rodacy – tak naprawdę wspierają Ukrainę ze wszystkich sił. Uważam, że uświadomienie sobie tego jest dzisiaj bardzo ważne!

Otarliśmy się o sprawę postrzegania Polski w Ukrainie i Ukrainy w Polsce – ostatnio chyba nie jest z tym najlepiej?
Trudne pytanie, bo nie sposób udzielić na nie jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony – prawda, jest nie najlepiej. Tyle tylko, że dotyczy to wizerunku Polski i Ukrainy „malowanego” przez tych, którym „czarny obraz” sąsiada jest potrzebny i użyteczny w bieżącej walce politycznej, w taktycznych interesach. Dotyczy to tych, którzy nie chcą zrozumieć złożoności polsko-ukraińskich stosunków i pragną nie rozumem, a wyłącznie emocjami je pojmować lub je malować. Z drugiej strony – wcale nie jest źle. Długo mogę opowiadać, ale niech wystarczy tylko to, że wielu mych polskich przyjaciół jest także przyjaciółmi Ukrainy. Również to, że od lat niezmiennie możemy Ukrainie pomagać, świadczy o tym jaki jest stosunek mych rodaków do Ukrainy. Powtórzę – sprawa jest skomplikowana, ma wiele warstw i wątków i co za tym idzie wiele ocen można postawić.

A jak wygląda Twój obraz Ukrainy?
Ha! Pytanie trochę prowokacyjne! Ale, dobrze – odpowiem. Po pierwsze emocje. Kiedyś pytany o moje do Polski i Ukrainy uczucia i o to jak mogę je godzić odpowiedziałem: Polska jest mi Matką i kocham ją miłością syna. Ukraina jest mi ukochaną – jakby żoną – i takąż męską kocham ją miłością. Obie – i synowska i małżeńska miłości dają się przecież godzić. Tak więc – kocham Ukrainę i nic się nie zmieniło. Teraz rozum. Ukraina jest krajem znajdującym się w niezwykle złożonej sytuacji. I to nie tylko wojny na wschodzie i okupacji Krymu to dotyczy. Każdy, kto tutaj żyje, wie jakie choroby Ukrainę toczą – wymieniać nie będę. Uważam, że w każdym żyjącym w Ukrainie jest zarówno część tej choroby, jak i lekarstwo na nią. Skończenie z relatywizmem wartości i ocen, przypomnienie sobie tego co jest istotą chrześcijaństwa i stosowanie się do tego w codziennym życiu – mogą kraj uleczyć. Jednocześnie jednak to, co jest dzisiaj złe, wcale Ukrainy mi kochać nie przeszkadza. Raczej odwrotnie, to właśnie miłość podsyca we mnie nadzieję na zwycięstwo nad tym złem. Mam więc nadzieję, że kiedyś Ukraina będzie inną – lepszą i jaśniejszą. Mam nadzieję, że Ukraińcom uda się ją taką uczynić. Jak się Tobie taki obraz podoba?

Bardzo! Pytanie o Drohobycz – dlaczego właśnie Drohobycz?
Nie uwierzysz! Przypadek! Najpierw trafiłem do Truskawca, potem „przygarnął” mnie Drohobycz. Tak się jakoś stało. Ale to był tylko początek. Po jakimś czasie pokochałem Drohobycz, z jego historią, architekturą, atmosferą, ludźmi. Później pojawiły się „moje” dzieciaki. No i już tak zostałem. Prawda, dla tego co robię wygodniejszy byłby chociażby Lwów. Nie ma roku, by mi ktoś nie proponował przeprowadzki do Lwowa, Kijowa, Warszawy. Jednak – nie! Drohobycz to moje miasto! Tak więc zostanie do końca, że to Drohobycz będzie bazą, z której wyruszam do boju. Tak, tak, wiem – to emocje. Czasami sobie na nie pozwalam.

Piszesz w Kurierze Galicyjskim. Jak w tym natłoku zajęć znajdujesz na to czas?
Prawda, czasu ciągle mi brakuje. Jednak to, że mam możliwość pisania dla Kuriera jest dla mnie bardzo ważne. Jest to możliwość podzielenia się mymi myślami z wielką liczbą czytelników. W porządku, może te myśli i nie są odkrywcze czy genialne, ale dla mnie ważne. Dlatego piszę. O Polsce, o Ukrainie, o historii, o wolontariacie, o uczuciach. Tak, mam też możliwość dzielenia się mymi ocenami, ideami, marzeniami również w Internecie, na portalach społecznościowych. Jednak to nie to samo! Bez żadnego snobizmu, ale ujrzeć artykułu mego autorstwa w Kurierze i mieć świadomość, że wielu go przeczyta – cieszy niezmiernie.

Najbliższe plany?
Drohobycz! Muszę uporządkować wiele spraw. Poczynając od lipca – z niewielkimi przerwami – nieustannie byłem w drodze. Lipiec – sierpień – wrzesień. Nagromadziło się wiele spraw, które pora uporządkować, zakończyć nawet. To z kolei wymaga obecności w Drohobyczu. Tak więc zapewne większość października spędzę na miejscu. Szczerze – bardzo mnie to cieszy!

Miło to usłyszeć. Dziękuję za rozmowę.

Artur Deska – Polak, filozof, historyk, poeta, działacz społeczny. Brat świecki. Wicedyrektor Caritas CDD UGKC. Doradca polskich organizacji pozarządowych wspierających Ukrainę. Jeden z kilku Polaków odznaczonych w 2016 roku przez prezydenta Ukrainy medalem „25 lat Niepodległości Ukrainy”. Od 1 września 2003 roku mieszka w Drohobyczu. Założyciel i pierwszy dyrektor Centrum Wolontariatu Caritas CDD UGKC. Wychowawca i „ojciec” wielu polskich i ukraińskich wolontariuszy. Autor i koordynator międzynarodowych akcji i projektów humanitarnych, rozwojowych i oświatowych. Uczestnik Pomarańczowej Rewolucji i Euromajdanu. Publicysta Kuriera Galicyjskiego.

Rozmawiał Oleh Dorka
Tekst ukazał się w nr 18 (286) 29 września – 16 października 2017

The Royal Norfolk Regiment (Fot. northeastmedals.co.uk)
25/04/2013 10:50

Zaginiony batalion

Piąty batalion pułku Norfolk w całości zaginął w kampanii dardanelskiej, podczas szturmu pozycji tureckich 12 sierpnia 1915 roku w bitwie pod Suvla. Dowódca batalionu płk Beauchamp, 16 oficerów i 250 szeregowych zniknęło bez śladu…

20/08/2014 09:02

Dziwna wojna na Ukrainie

Konflikt zbrojny, trwający od kilku miesięcy we wschodniej części Ukrainy często rodzi pytania zarówno o jego charakter jak i możliwe konsekwencje, zarówno dla Ukrainy, jak i dla całej Europy.

20/08/2014 19:12

Tragiczny los Polaków z Donbasu

Lwów staje przystankiem dla Polaków, którzy próbują uciekać z Donbasu do Polski.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.