Przygody szacha perskiego we Lwowie

-a A+

W czerwcu 1905 roku czasopisma lwowskie podawały dokładne relacje z trzydniowego pobytu dostojnego gościa we Lwowie – szacha perskiego Muzaffer-ed-Dina.

Szach perski Muzaffer-ed-Din (1853–1907) rządził w swoim kraju od 1896 roku. Otrzymał bardzo gruntowną edukację domową, doskonale mówił językiem francuskim. W latach 1861–1896 był gubernatorem najważniejszej prowincji perskiej Azerbejdżanu i po śmierci ojca, którego zamordował jakiś fanatyk, odziedziczył tron. Oficjalnie używał tytułów: szach szachów, którego sztandarem jest słońce, święty, wzniosły i wielki monarcha, władca nieograniczony, cesarz wszystkich państw perskich. Jako władca demonstrował przychylność do europeizacji swego państwa, zapraszał do kraju europejskich doradców, wprowadzał reformy, ale nie zawsze skutecznie.

Regularnie odwiedzał kraje europejskie. Lwów odwiedził trzykrotnie – w latach 1901, 1902 i 1905. W czerwcu 1905 roku czasopisma lwowskie podawały dokładne relacje z trzydniowego pobytu dostojnego gościa we Lwowie. Szachowi towarzyszyła świta z 96 osób, wśród której był też wuj szacha Eyn-ad-Darlu Sandke Aram, syn Nasrel-es-Saltanech liczący 10 lat i wnuk, dziewięcioletni Etezat-es-Saltanech. Był również minister dworu wezyr Derbar, minister skarbu Naser-al-Molk i kilku innych dostojników państwowych.

Jeszcze przed wizytą szacha lwowska prasa opublikowała obszerne materiały dotyczące osoby szacha, historii perskiego państwa i stosunków polsko-irańskich. Bardzo interesującym był artykuł Franciszka Jaworskiego, w którym znany lwowski historyk przypomniał o misjach wysyłanych przez polskich królów do Persji, o lwowskim Ormianinie Jakubie Nurkiewiczu, który posłował w Persji za czasów Augusta II Mocnego i który przywiózł królowi od szacha same egzotyczne prezenty, jak to skóry lwów, leopardów itp. Największą sensację wzbudził żywy „rajski ptak”.

Lwowski jezuita Tadeusz Krusiński kilkakrotnie bawił w Persji w pierwszej połowie XVIII wieku. We Lwowie wydrukował dzieło o Persji pod tytułem „Tragica vertentis belli persici historia”, tłumaczone prawie na wszystkie języki europejskie.

Szach Muzaffer-ed-Din przybył do Lwowa 13 czerwca 1905 roku. Cesarz Franciszek Józef I wysłał do przygranicznych Podwołoczysk specjalny pociąg dworski. Na granicy szacha spotkali Namiestnik Galicji Andrzej hr. Potocki i komendant korpusu nr XI we Lwowie generał Fiedler. Na dworcu we Lwowie szacha przywitali przedstawiciele władz i tłumy ludzi, również kompania honorowa 95 p.p. z orkiestrą i sztandarem oraz 9 pułk dragonów. Od dworca i do hotelu George’a, gdzie zamieszkał szach ze świtą, stały z obu stron ulic szpalery konnicy, piechoty, artylerii, cały garnizon lwowski.

Apartament szacha w hotelu George’a składał się z trzech pokoi, mianowicie salonu, sypialni i jadalni, specjalnie do wizyty gościa urządzonych w stylu secesyjnym bardzo okazale. Jadalnię urządzono w stylu perskim. Nowe meble w stylu perskim dostarczyła jedna z firm lwowskich. Budynek hotelowy ozdobiono chorągwiami, a nad balkonem pokoju szacha zawieszono chorągiew perską. Na tle białym znajdował się złoty smok trzymający w łapie miecz; chorągiew otaczał zielony pasek. Przy wejściu do apartamentu czekał na szacha dzierżawca hotelu p. Brzezicki, a jego córka witała szacha po francusku i podała mu bukiet kwiatów.

Obiad szach jadał osobno od wszystkich. We Lwowie, jako wyjątek, towarzyszyli mu syn i wnuk. Obiad składał się z 12 dań. Służba jadła obiad w restauracji hotelowej na dole, „siedząc przy stołach w kołpakach na głowie”. Policjanci lwowscy stali przy oknach Sali obiadowej, w które próbowali zaglądać gapie lwowscy. Obiady dla szacha, jego służby i gości gotowało 12 kucharzy hotelowych pod nadzorem osobistego kucharza nadwornego. W pierwszym dniu szach wydał obiad i przyjęcie dla 50 osób. Obiady zamówiono na 8 dań. Porcje dla szacha obliczono jak na 5 osób i obiad taki kosztował 1000 koron. W każdym zestawie dań szacha musiała być baranina. Przed obiadem szach lubił zjeść kwaszone ogórki i w ogóle miał bardzo dobry apetyt. Prasa lwowska podała też menu obiadu. Otóż, był to krupnik polski, łosoś w majonezie, jajka „vive la roi”, zraziki cielęce po parysku, kurczęta po wiedeńsku z kompotem ze świeżych truskawek i mizerią, kalafiory, suflet morelowy, owoce, ciasta, cukry itd.

Po obiedzie szach wyszedł na balkon, „a publiczność wznosiła kilkakrotnie wiwaty”. Gapiów zebrało się mnóstwo – plac Mariacki był wypełniony ludźmi. Wielki ruch przed hotelem panował do godziny 12 w nocy. Policja konna i piesza pilnowała porządku. Ale złodzieje byli jak zawsze skuteczniejsi. Panu Władysławowi Skibie skradziono w ścisku zegarek z łańcuszkiem. Ale ogólnie panował porządek, policja była na wysokości swojego zadania, zaś przy wejściu do George’a stała warta honorowa z dwóch „szyldwachów”. Szach z balkonu fotografował tłumy ludzi przed hotelem.

W następnym dniu zaplanowane było polowanie w okolicach Starego Sioła w lasach hrabiów Potockich, a wieczorem spektakl w teatrze Wielkim Miejskim. Artyści przygotowali „Krakowiaków i Górali”, „Rzeczpospolitą babińską” i tragedię japońską „Terokoja”, ale wszystko zostało odwołane z powodu śmierci w Wiedniu arcyksięcia Józefa Augusta i ogłoszenia żałoby w całym państwie.

Świta i służba szacha zajmowała w hotelu George’a 76 pokoi z 93, którymi hotel dysponował, ale tylko 36 pokoi miało łazienki. Szach zwiedził cały hotel, zainteresował się kaloryferami, przyjął deputację weteranów wojskowych, poczynił zakupy różnych towarów, dostarczonych mu przez miejscowych kupców. Polecił aby jemu na pamiątkę zakupiono wszystkie możliwe widoki Lwowa „umieszczone na kartkach korespondencyjnych”. Firma fotograficzna „Lissa” miała zaszczyt i pozwolenie wykonać zdjęcia szacha, jak napisane zostało w Kurierze Lwowskim: „szach dał się sfotografować”. Popołudniu 14 czerwca szach „incognito” zwiedzał Lwów, przejeżdżając powozem ulicami miasta. Na Wysokim Zamku wszedł na Kopiec Unii Lubelskiej, później na zielonej polance zjadł podwieczorek, który składał się z bułki z masłem i herbaty. Na bazarze lwowskim szach nabył makaty, kilimy i inne wyroby zakopiańskie i huculskie. W sklepie p. Słodowskiego syn i wnuk szacha kupili „mnóstwo perfum”. Towarzyszący szachowi przedstawiciele magistratu opowiadali mu historię miasta Lwowa. Na placu powystawowym w Parku Stryjskim orkiestra 30 p.p. grała marsza perskiego. Szach wstąpił do Panoramy Racławickiej, gdzie objaśniał mu przebieg bitwy Namiestnik Andrzej Potocki.

Wieczorem w swoim pokoju szach siedział zwyczajem wschodnim na dywanie i palił fajkę. Większość Persów również paliła długie fajki z cybuchami i z opium, co było wtedy nawet w Europie bardzo modne. Ale niektórzy z Persów palili też papierosy. Jeden z nich nieopatrznie rzucił papierosa z balkonu. W wyniku tego zapaliła się markiza nad sklepem p. Adamskiego na parterze. Właściciel próbował zagasić ogień, ale na nim zapaliło się ubranie.

Przed wyjazdem z hotelu czekała na szacha przykra niespodzianka. Dzierżawca hotelu p. Brzezicki żądał do opłaty 48.000 koron, sumę iście bajeczną. Doszło do wymiany ostrych słów między nim a ministrami szacha. Pełnomocnik szacha zwrócił uwagę p. Brzezickiemu, że jeżeli tak drogo policzył pobyt, to nie dostanie od szacha żadnego odznaczenia. Dzierżawca hotelu odpowiadał, że rezygnuje z orderów i zaszczytów, a żąda zapłaty pieniędzy. Powiedział nawet ministrowi: „Jeżeli mi panowie nie zapłacicie, to stanę wraz z żoną w bramie hotelu, gdy szach będzie odjeżdżał i powiem: „Najjaśniejszy panie, odjeżdżasz, ale rachunek nie został zapłacony”. W końcu p. Brzezicki opuścił 4.000 i dostał 44.000 koron, ale nie otrzymał żadnego orderu.

Z pretensją o kompensację za spaloną markizę wystąpił też p. Adamski, ale na niego już nikt nie zwrócił uwagi. Obrażony właściciel markizy zapowiadał głośnie, że zwróci się za pośrednictwem adwokata na drogę sądową.

Tymczasem na dworcu szacha Muzaffer-ed-Dina żegnali Namiestnik Potocki i generał Fiedler. Obydwu szach odznaczył „wielką wstęgą Orderu Lwa i Słońca”, najwyższego odznaczenia monarchii perskiej. Następnego dnia specjalny pociąg dworski przybył do Wiednia, gdzie na dworcu witał go Najjaśniejszy Pan cesarz Franciszek Józef I.

Podczas pobytu szacha Muzaffer-ed-Dina we Lwowie panowała piękna, słoneczna, letnia pogoda. Ale tuż po jego wyjeździe, już popołudniu nadciągnęła burza, spadł rzęsisty długo trwający deszcz. Po ulicach płynęły rzeki wody. „Plac Mariacki przemienił się w staw, w pośród którego sterczała Kolumna Mickiewicza”. To była ulewa stulecia, o której we Lwowie pamiętano równie długo, jak o wizycie szacha perskiego.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 4 (320) 28 lutego – 14 marca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.