Gdyby nie żądza pieniądza i hipokryzja świata, wojna by się dawno zakończyła

-a A+

My, Polacy z Ukrainy, wiemy – na Ukrainie trwa wojna. Wojna, której większość świata nie chce widzieć, której nie chce uznać, o której nie chce pamiętać.

Niewygodna dla świata wojna. To jest bowiem wojna, która przeszkadza światu robić interesy z Rosją, która obnaża jego hipokryzję, która jest wyrzutem sumienia. Kto lubi tracić zyski? Kto lubi, gdy w lustrze widzi twarz kłamcy? Kto lubi mieć wyrzuty sumienia? Dlatego świat albo milczy, albo udaje, że nie pamięta, albo znajduje słowa, które tę wojnę ukrywają, albo czynią ją „strawniejszą” dla światowych sumień. Wojna domowa, bunt donieckich górników, sprzeciw. Biznesmeni i politycy różnych krajów i opcji „żonglują” tymi i innymi pojęciami, zamykają oczy, szukają ścieżek którymi można by tą wojnę „obejść”. Cel? W uproszczeniu – to kasa!

Zapewne to nie jest znakiem naszych tylko czasów, że pieniądz i zysk zamieniły sumienie, uczciwość i prawdę. Jednakże bezsprzecznie to właśnie w naszych czasach ta zamiana stała się taka wszechogarniająca, wszechobecna i bezwstydna. Pieniądz decyduje praktycznie o wszystkim – niestety. Tak też jest w przypadku stosunku świata do toczącej się w Ukrainie wojny. Z jednej strony są deklaracje o demokracji, prawie, traktatach i szacunku, a z drugiej utracone oraz spodziewane zyski. To pierwsze, to obraz oficjalny. To drugie, to pokątne szepty, ciche interesy, „lapsusy” i dyskretne gesty polityków, zaproszenia, odwiedziny itd. To także praktycznie absolutna cisza w prasie i telewizji, a jeśli – to proponowane nam są alternatywne wizje tego co się na Ukrainie dzieje: żadnej wojny nie ma, to co jest to „ukraiński bardak”, wojna domowa, a Rosja jest „cacy” i rosyjscy żołnierze wcale nie walczą na Donbasie (OBWE prawie trzy lata ich nie mogła zauważyć), no i przecież jakoś „trzeba z Rosją żyć” (w podtekście – robić interesy).

Oczywiście nie wszyscy i nie zawsze tak w świecie ukraińskie sprawy widzą. Problem w tym, że tym, którzy albo naiwni nie są, albo się jeszcze nie sprzedali (ew. – nie chcą się sprzedać w przewidywalnej przyszłości), trudno się z ich narracją przebić albo przez mur milczenia i obojętności, albo przez ścianę hipokryzji, służalczości i kłamstwa. Tak jest, niestety – wiem co piszę! Obserwuję (prawda, internetowo tylko) media (zaznaczam – nie tylko polskie) i obraz wojny na Donbasie (jeśli taki w ogóle można znaleźć) wyłania się z nich wyciszony, wykoślawiony, zakłamany, zmanipulowany. Tradycyjnie zamieszczam uwagę dla „czytających inaczej”, to jest dla tych, którzy chcą przeczytać coś, czego nie napisałem – trafiają się wyjątki. Jednakże – kolejna uwaga – istota wyjątku polega właśnie na tym, że jest czymś rzadkim.

Skąd „zwyczajny zjadacz chleba” żyjącym w którymś ze spokojnych krajów Europy i świata czerpie wiedzę o tym co się w tym świecie (czyli także w Ukrainie) dzieje? Prasa, telewizja, Internet, radio – nie inaczej. No i cóż, korzystający z takich źródeł, przeciętny obywatel o „naszej” wojnie wie? Wie, że: to nie jest żadna wojna, Rosja nic z tym nie ma wspólnego, w Ukrainie rządzą naziści (tak, „naziści” – to nie pomyłka i nie o „nacjonalistach” mowa) i to co się dzieje to bunt przeciwko ich bezeceństwom, w Ukrainie jest taki „burdel”, że nie wiadomo o co tam chodzi, sankcje szkodzą przede wszystkim Europie i światu, a Rosja ma się świetnie. Kolejna uwaga dla „czytających inaczej” – jasne, że istnieją ludzie inaczej powyższe postrzegający, tyle tylko, że ich wizja bezsprzecznie w świecie dominującą nie jest.

Czemuż ja się tak przejmuję tym, jak przeciętny obywatel wojnę na Ukrainie widzi? Ano, uważam to za bardzo ważne, bo to właśnie ten obywatel raz na kilka lat do urn wyborczych się udaje i (czego byśmy nie sądzili o efektywności procesów dzisiejszej demokracji) wybiera. Wybiera rządzących, a ci decydują o tym jaki stosunek ten czy inny kraj ma tak do Ukrainy, jak i do rosyjskiej agresji, której ofiarą (jestem o tym bezwzględnie przekonany) Ukraina padła. Tak więc warto sobie odpowiedzieć na pytanie – jak i na kogo zagłosuje obywatel przekonany o „wojnie domowej na Ukrainie”, a jak obywatel przekonany o „rosyjskiej agresji i wojnie w Ukrainie”. Oczywiście, „problem ukraiński” nie jest centralnym w programach wyborczych i propagandzie partii i kandydatów przeróżnych (poza Ukrainą). Tak, jest on sprawą peryferyjną. Jednak warto zauważyć, nawet niewypowiedziany, nawet ukryty – istnieje. I jego niezauważanie, albo jego „wykoślawione” widzenie sprzyja w dojściu do władzy, a następnie działaniu tych, którzy rosyjską agresję na Ukrainie – z różnych powodów – bądź wspierają, bądź nie zauważają niesionych przez nią dla całego świata niebezpieczeństw.

Tymczasem powtórzę – w Ukrainie trwa wojna! Wiem to nie z prasowych relacji, nie z telewizyjnych reportaży, nie z internetowych „postów”. Widziałem ją i widzę własnymi oczyma – w różnych jej przejawach. Przyszło mi chodzić po lejach po artyleryjskich pociskach, słuchać huku wybuchów, widzieć zniszczone domy, płakać na pogrzebach poległych, karmić staruszków w przyfrontowej strefie, ewakuować rannych, tulić i pocieszać sieroty po ukraińskich żołnierzach – wszystkiego nie dam rady opisać. Znam tę wojnę nie ze słyszenia i wiem jaka ona jest. Okrutna, bezwzględna i wyniszczająca.

Wiem też o co ona się toczy. Nie, nie terytorialny i nie jej materialny wymiar są najważniejsze. Tak, to prawda – to wojna na Ukrainie, ale absolutnie to nie Ukraina jest w niej stawką. Po pierwsze – to jest wojna o zasady. Tak – o zasady! Oto jak będziemy pojmowali reguły rządzące naszym światem! Czy umowy i traktaty mają jakąś wagę?! Czy pieniądz i siła mają decydować zawsze i o wszystkim?! Czy uczciwość, przyzwoitość i prawda mają jeszcze jakąkolwiek wartość?! Między innymi o to toczy się ta wojna! I toczy się ona nie tylko na linii frontu pod Donieckiem i Ługańskiem, ale i w gabinetach polityków krajów przeróżnych, parlamentach, redakcjach, wreszcie w naszej świadomości i w naszych sercach! Co jest istotniejsze – kasa i zyski czy zasady moralne i wierność obietnicom?

Ta wojna toczy się i o inne. Prawda, nie jestem strategiem, geopolitykiem, ekspertem, ale nie muszę wcale nim być, aby wiedzieć, że Ukraina jest w tej wojnie tylko celem pośrednim. Nie, to nie jakieś apokaliptyczne bzdury – to wynik rzeczowej analizy. Ukraina, czy chociażby tylko Donbas, to w „rękach” Rosji tylko instrument w geopolitycznej grze. Wojna w Donbasie, a późniejsza ewentualna jego kontrola, to „kij włożony w szprychy” europejskim aspiracjom Ukrainy. Raz i na zawsze – jestem tego pewien. To koniec ukraińskich marzeń o NATO (tak, wiem – one i tak są bardzo „problematyczne”, ale jednak, póki co, są). To może nie formalna i powolna, ale odbudowa radzieckiego imperium wpływów i nie tylko wpływów. Wreszcie – jestem o tym przekonany – wcześniej, czy później „rosyjski świat” (ja nie tylko o militarnym jego aspekcie) u polskich granic wschodnich.

Ta wojna to także swoisty „papierek lakmusowy”. Sprawdzian dla świata i Europy. Na ile, dla zachowania świętego spokoju i dla osiągnięcia zysków, jest on w stanie ustąpić. Co jest w stanie oddać i poświęcić, jaką obrazę jest w stanie przełknąć, jaką hucpę ukryć pod gładkimi oświadczeniami o „poważnym zaniepokojeniu” i pod kompletnym brakiem reakcji. Jestem święcie przekonany, że „ukraińska wojna” ma za zadanie sprawdzić – a co by tak się stało, gdyby Rosja „wzięła się” za Białoruś (wariant łatwiejszy) lub za Litwę. Łotwę i Estonię (wariant trudny). O innych wariantach wolę nie ciągnąć rozważań.

Ja nie chcę straszyć. Ja nie chcę biadać. Widziałem i widzę tę wojnę prawie codziennie w różnych jej przejawach. Myślałem i myślę o niej. Pamiętam to, co prawie 100 lat temu powiedział już nieco zapomniany, ale jednak (okazuje się) „wiecznie żywy” Lenin. Wyjaśniając oponentom w Biurze Politycznym WKPB sens wprowadzenia NEP-u rzekł: „Kapitaliści, dla osiągnięcia bieżących zysków, sami sprzedadzą nam sznur, na którym ich później powiesimy”. Tym sznurem, miały być: kapitał, wiedza, technologie. Cóż, mechanizm tego „sznura” funkcjonuje i dzisiaj w najlepsze – niemieckie firmy dostarczają turbiny, holenderskie budują most, brytyjskie są gotowe kłaść rurociąg… I ja tylko o tym co wiem i o tym co po wprowadzeniu sankcji się dzieje piszę! „Sznur” to jest czy nie „sznur”?

Kolejne redakcje, kolejni politycy (ostatnio w Polsce zaobserwowane) „ukłony: w stronę Rosji czynią, relatywizują jej odpowiedzialność za toczącą się na Ukrainie wojnę, zapraszają, rączki ściskają, kawkę (chociaż to niezbyt bezpieczne – jak niektóre przypadki pokazują) piją, uśmiechy wymieniają, miłymi słowami się pieszczą. Jest miło, cywilizowanie i przyjemnie.

Tymczasem na froncie, w Donbasie, nie ma tygodnia, w którym by nie zginęli ukraińscy żołnierze – w zeszłym tygodniu, prawie dziecko, 20-letnia dziewczyna, żołnierz ZSU. Ludzie, przeważnie staruszkowie (boją się, nie mają gdzie, nie mają siły, nie mają za co uciekać), wegetują w rozbitych domach, piją brudną wodę, marzną, chorują. Najgorsze – nadzieja, że kiedyś wreszcie ta wojna się skończy jest coraz słabsza. Trwają. Z frontu na „tyły” jadą transporty. Ranni, inwalidzi, trumny. Internet pełen jest relacji z pogrzebów Obrońców Ukrainy. Internet pełen jest zdjęć płaczących rodziców, żon i dzieci. Internet pełen jest wstrząsających historii o nieszczęściach, które ta wojna przyniosła w ukraińskie domy. Nie tylko ukraińskie.

Tak, Ukraina jest państwem Ukraińców, ale jest też państwem wielonarodowym. Dlatego tam, w okopach Donbasu oprócz Ukraińców walczą także obywatele Ukrainy – Polacy, Tatarzy, Żydzi, Ormianie, Niemcy. Kilku z nich mam zaszczyt znać osobiście. Oni mają świadomość tego czym jest ta wojna i czym może być dla świata i Europy jej przegrana. Nie dla Ukrainy, a dla świata i Europy właśnie! Służą więc w ukraińskiej armii, śpią w ziemiankach, mieszkają w okopach, jedzą paskudztwa różne, piją brudną wodę, cierpią i giną – za Ukrainę, ale także za Polskę i świat cały! To nie patos żaden – to ich słowa!

Jutro 14 października – Dzień Obrońcy Ukrainy. Piszę więc o zapomnianej wojnie, na której ci Obrońcy Ukrainy walczą i giną. Piszę o tym w co wierzę – gdyby nie żądza pieniądza i nie hipokryzja świata, ta wojna prawdopodobnie dawno już by się zakończyła. Piszę o tym by wszystkim przypomnieć, że na dalekim Donbasie nie tylko ukraińska się przyszłość decyduje. By podziękować z całego serca i pokłonić się tym, Ukraińcom, Polakom, Ormianom, Tatarom, Żydom i innym, którzy dzisiaj w okopach pod Donieckiem i Ługańskiem marzną. By moich Przyjaciół chociaż słowem wesprzeć. Piszę o tym by raz jeszcze, głośno i wyraźnie powtórzyć: Kijów, Warszawa – wspólna sprawa!

Artur Deska

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.