#FreeSentsov

-a A+

Dlaczego znów bierzemy udział w światowym spektaklu kłamstwa, nie upominając się o prawdę, nie krzycząc jej tak głośno, jak należałoby? Czy tylko dlatego, że teraz nie dotyka ona bezpośrednio naszego społeczeństwa, czy dlatego, że interesy wielkich korporacji, sponsorów stały się ważniejsze niż ludzka przyzwoitość i solidarność?

Gdy kończę poniższy tekst, zaczyna się 44 dzień głodówki w putinowskim więzieniu Ołeha Sencowa – ukraińskiego reżysera i działacza. Człowieka, który zdecydował się na powolne umieranie, by zwrócić oczy świata na bezprawie rosyjskiego reżimu i los ponad 60 Ukraińców przetrzymywanych w rosyjskich kazamatach. By w dniach, gdy świat zachwyca się rosyjską sprawnością w przygotowaniu mundialu, przypomnieć o zbrodniach Putina i rozpętanej przez niego wojnie przeciwko Ukrainie.

Sencow jest też sumieniem tych, którzy „świętują” i „nie mieszają polityki i sportu”. Europejski Trybunał Praw Człowieka prosi Sencowa by głodówkę przerwał. A Sencow europejskim sędziom przekazuje „wielkie pozdrowienia” i przypomina, że skargę do Trybunału skierował jeszcze w 2014 roku. Nadano jej „priorytetowe znaczenie” i do dzisiaj nie zrobiono nic. Mam świadomość, że żadne apele o bojkot tego mundialu nie pomogą. Nawet bliscy mi znajomi piszą o „święcie sportu”. Nastrój trochę im popsuła przegrana polskich piłkarzy, ale nie to, że reżim Putina morduje ludzi.

Gdy jedni sprawdzają wyniki meczów, inni z lękiem sprawdzają czy Ołeh Sencow jeszcze żyje.

Zachwyty nad cudowną atmosferą mundialu w Rosji, pochwały rosyjskiej gościnności nieodłącznie wywołują u mnie wspomnienie niejakiego Waltera Durantego – moskiewskiego korespondenta „New York Timesa”, który za reportaże wychwalające Sowiety otrzymał w 1932 roku nagrodę Pulitzera. Duranty opisywał cudowny komunizm w tym samym czasie, gdy Sowiety ogarniała fala Wielkiego Głodu i panował wszechobecny terror. Gdy przeglądam w archiwach KGB listy masowych egzekucji z tych czasów, gdy widzę zapadniętą ziemię kryjącą bezimienne groby, wciąż powraca myśl: dlaczego świat wtedy milczał? Czy naprawdę nie wiedział, co się dzieje, czy nie chciał o tym wiedzieć? Dlaczego poprawniej było czytać kłamstwa Durantego niż reportaże Garetha Jonesa, który nie opisywał sowieckiej rzeczywistości z biura w Moskwie, lecz wbrew zakazom pojechał na tereny dzisiejszej Ukrainy, gdzie zobaczył, co w rzeczywistości oznacza sowiecka władza i jaki jest bezmiar tragedii przez nią spowodowany?

Jones, który ujawnił prawdę o Sowietach, już w 1933 roku ostrzegał także przed Hitlerem. Dwa lata później jednak został zamordowany w Mandżurii. Prawdopodobnie stało za tym NKWD. Czy gdyby wtedy świat zaczął reagować, udałoby się zapobiec koszmarowi kolejnych sowieckich zbrodni, a może nawet II wojnie światowej? Na to nie znamy odpowiedzi, nie ulega jednak wątpliwości, że znamy konsekwencje światowej hipokryzji. Wiemy też jak tragiczne skutki przyniosła dla naszego państwa i narodu. Dlaczego zatem znów bierzemy udział w światowym spektaklu kłamstwa, nie upominając się o prawdę, nie krzycząc jej tak głośno, jak należałoby? Czy tylko dlatego, że teraz nie dotyka ona bezpośrednio naszego społeczeństwa, czy dlatego, że interesy wielkich korporacji, sponsorów stały się ważniejsze niż ludzka przyzwoitość i solidarność?

Społeczność międzynarodowa, dając Putinowi możliwość organizacji mistrzostw świata w piłce nożnej, dokonała jednego z najbardziej haniebnych czynów w polityce XXI wieku. Zamknięto oczy na fakt rosyjskiej okupacji części terytorium Mołdawii, Gruzji, Ukrainy. Spuszczono zasłonę milczenia na putinowskie zbrodnie w Czeczenii i do dziś niewyjaśnioną serię ataków bombowych na budynki mieszkalne w Rosji w 1999 roku. Zginęło w nich ponad 300 osób i stały się one dla Putina pretekstem do tzw. drugiej wojny czeczeńskiej. Były rosyjski agent Aleksander Litwinienko, który obciążał winą za organizację tych zamachów FSB i bezpośrednio Putina, został zamordowany w 2006 roku, przy wykorzystaniu izotopu polonu. Zamachu dokonano na terenie Wielkiej Brytanii, w sercu świata Zachodu. Ze strony rosyjskich służb była to wręcz manifestacja: możemy zabić każdego i wszędzie.

Praktycznie bezpośrednio przed organizacją Pucharu Świata doszło do zamachu na innego byłego agenta rosyjskich służb, Sergieja Skripala. Ofiarą napaści stała się również jego córka, a ogółem poszkodowanych zostało 21 osób. I znów ataku dokonano na terenie Wielkiej Brytanii. Tym razem ofiary jednak przeżyły. Za próbę zabicia Skripala premier Wielkiej Brytanii Teresa May wprost obciążyła Federację Rosyjską. Rosja oczywiście odrzuca oskarżenia, a jej machina propagandowa skoncentrowała się na potężnym ataku informacyjnym, którego celem była nie tyle obrona Rosji, co wygenerowanie przeróżnych, nawet absurdalnych hipotez dotyczących zamachu, tak by wszystkie warianty wydawały się tak samo prawdopodobne albo właściwie nieprawdopodobne, bo to właśnie Rosję chroni najlepiej. Podobnie zresztą sprawa miała się ze zestrzeleniem malezyjskiego boeinga w lipcu 2014 roku na Donbasie. I chociaż międzynarodowe śledztwo wykazało, że za tą zbrodnią, w której zginęło 298 osób (w tym 80 dzieci) stoi Rosja, to nawet ten fakt nie przeszkodził organizacji putinowskich igrzysk. Podobnie jak to, że w Rosji wciąż giną dziennikarze, a sprawców tych morderstw rzekomo nie można ustalić. Od rozpadu ZSRS liczbę zabitych dziennikarzy szacuje się na ponad 300.

Polskim kibicom nad zachwytami nad rosyjską gościnnością nie przeszkodził nawet fakt niewyjaśnionej w pełni katastrofy smoleńskiej i to, że putinowska Rosja do dziś nie oddała wraku prezydenckiego samolotu. Jakże przykre w tym kontekście są filmy z polskimi kibicami skandującymi euforycznie „Rassija!, Rassija!”. Pozostaje mieć nadzieję, że okażą się one jedynie sprytną manipulacją.

Podobnie jak w latach trzydziestych ub. wieku, świat koncentruje swoją uwagę na miejscach, którymi Rosja się chwali. Sportowi działacze, czy też kibice (z wyjątkiem szwajcarskich kibiców, którzy przypadkowo o mało ponoć nie trafili na Donbas) nie jadą w rejony objęte walkami. Na wszelki wypadek lepiej na ten czas zamknąć oczy na prawdę o Rosji. Kibicom nie chce się słuchać codziennych komunikatów ze wschodniej Ukrainy o kolejnych ofiarach rosyjskiej agresji.

Tym bardziej trudno oczekiwać, że ktoś z zachodnich gości wybierze się do rosyjskiej karnej kolonii w Labytnangi za kołem polarnym. Przecież tam nie toczą się mecze, chociaż podobno w tej niespełna 30-tysięcznej miejscowości nawet znajduje się szkoła sportowa. Tam jednak w tych samych dniach, gdy kibice analizują porażki i zwycięstwa swoich piłkarzy, umiera Ołeh Sencow. Człowiek, który postanowił walczyć nie o zwycięstwo sportowe, lecz o wolność swojego kraju i ponad 60 innych obywateli ukraińskich bezprawnie więzionych na terenie Federacji Rosyjskiej.

Sencow jest ukraińskim reżyserem, producentem filmowym, działaczem społecznym. W przeszłości był zawodowym graczem w gry komputerowe. O tym zresztą jest jego film z 2011 roku „Gaamer”, którym zyskał uznanie na całym świecie. Jak wielu Ukraińców, był przeciwnikiem reżimu Janukowycza i uczestniczył w ukraińskiej Rewolucji Godności. Organizował też pomoc i wsparcie dla ukraińskich żołnierzy w czasie rosyjskiej aneksji Krymu. W domu czekają na niego dzieci: 16-letnia córka Alina i chory na autyzm 13-letni Władysław.

Sencow został zatrzymany razem z Henadijem Afansjewem, Ołeksijem Czirnijem i Ołeksandrem Koczenką na Krymie 10 maja 2014 roku pod zarzutem przygotowywania aktów terrorystycznych. Te akty terrorystyczne były prowokacją rosyjskiej FSB. Zeznania były na świadkach wymuszane siłą. W rosyjskich mediach przedstawiano Sencowa jako ekstremistę z Prawego Sektora. Dowodami na jego faszystowskie poglądy miały być dwa filmy z jego domowej kolekcji, obejmującej ponad 500 tytułów. W dodatku jednym z nich był propagandowy film sowiecki z 1965 roku „Zwyczajny faszyzm”, a drugi to dokumentalny film BBC „Trzecia Rzesza w kolorze”. Trudno je uznać nie tylko za filmy propagujące faszyzm, ale za jakikolwiek dowód.

W trakcie sprawy nie udowodniono udziału Sencowa w podpaleniu biura „Jednej Rosji” i „Rosyjskiej wspólnoty Krymu”. Najsilniejszym zarzutem wobec ukraińskiego reżysera, potwierdzanym również publicznie przez Putina, był „zamiar” dokonania aktu terrorystycznego. Pomijając, że tym aktem miało być wysadzenie pomnika Lenina, to warto skoncentrować się na sformułowaniu „zamiar”. W żaden sposób nieudowodniony udział w przygotowywaniu rzekomego zamachu został tu bowiem sprowadzony do orwellowskiej „myślozbrodni”. Sencow nie odpowiadał za zamach, za jego przygotowania, lecz za to, że miał taki zamiar. I faktycznie za to został skazany na 20 lat kolonii karnej. Chociaż nawet nie udowodniono takiego „zamiaru”.

W dodatku rzeczą najważniejszą jest to, że Sencow został osądzony jako obywatel Federacji Rosyjskiej. Po bezprawnej aneksji Krymu to Rosja bowiem decyduje, kto jest tam Rosjaninem, a kto nie. Trudno w tym nie zauważyć analogii historycznej, gdy miliony Polaków przymusowo zostały uznane za obywateli Związku Sowieckiego po agresji 17 września 1939 roku. To pozwoliło zarzucić właściwie każdemu naszemu rodakowi zdradę wobec „nowej ojczyzny”. Przynależność do Wojska Polskiego stawała się czynem wrogim. Po prawie 80 latach putinowski reżim powraca do sprawdzonych stalinowskich wzorców. Wbrew faktom i jednoznacznemu stanowisku Sencowa, aparat putinowskiego reżimu traktuje go jak obywatela Federacji Rosyjskiej. Tym samym odmawia mu możliwości wsparcia ze strony własnego państwa. A ukraiński patriotyzm staje się zarzutem o działanie przeciwko Federacji Rosyjskiej. Zresztą na tej podstawie do więzień trafiają też inni obywatele Ukrainy, w tym Tatarzy Krymscy.

Jednak sprawa Sencowa jest tak ewidentną manipulacją, że wywołała protesty nawet wśród rosyjskiego społeczeństwa. Akcję solidarności z Sencowem przeprowadzili rosyjscy filmowcy i artyści. Znany rosyjski reżyser Aleksander Sokurow publicznie prosił Putina o ułaskawienie ukraińskiego reżysera. Wsparcia reżyserowi udzielił również Nikita Michałkow. Rosyjskim filmowcom, którzy nie bali się wystąpić przeciwko Putinowi, Sencow podziękował w specjalnym liście: „Z radością słyszę o tym, że niektórzy rosyjscy filmowcy w sposób otwarty wspierają mnie w oficjalnej przestrzeni, nie tylko w internecie. Okazuje się, że to nie jest tak trudne – po prostu nie boją się okazać swojego zdania. Dziękuję wam za to. Wielkie pozdrowienia dla każdego, kto z nami”.

O Sencowa walczą Ukraińcy, organizując na całym świecie akcje wsparcia dla niego. Mobilizują osoby ze świata kultury, sztuki, polityki, dziennikarzy, by o Sencowie nie zapomniano. Cały świat obiega hasztag #FreeSentsov.

W sprawie Sencowa na telefoniczną rozmowę z Putinem zdecydował się również prezydent Ukrainy. Petro Poroszenko wezwał Putina, by ten zwolnił ukraińskich więźniów politycznych i umożliwił kontakt ukraińskiemu Rzecznikowi Praw Człowieka z Ołehem Sencowem i innymi ukraińskimi więźniami. Nieoficjalnie wiadomo, że prowadzone są rozmowy dotyczące wymiany ukraińskich więźniów na Rosjan, którzy znaleźli się w ukraińskich więzieniach. Ale Sencow mówi wprost: on nie chce być przedmiotem wymiany, on może być wymieniony na końcu, bo do końca chce walczyć o innych, których często świat nawet nie poznał z imienia i nazwiska.

Oglądając po wielokroć wymianę zdań rosyjskiego reżysera Sokurowa z Putinem, trudno nie odnieść wrażenia, że Putin po prostu boi się Sencowa. Boi się trzymać go w więzieniu, a zarazem boi się go wypuścić. Niekontrolowane zachowania Putina w czasie tej rozmowy i publiczne, ewidentne kłamstwa obnażyły jego słabość. Sokurow zaapelował o ułaskawienie Sencowa w imię chrześcijańskiego miłosierdzia. Putin, zbity z tropu, próbował przesunąć odpowiedzialność na rosyjskie sądy, chociaż wszyscy wiedzą, że decyzja jest w jego rękach. Czyżby faktycznie Putin przestraszył się sprawy Sencowa?

O znaczeniu strachu mówił w mowie końcowej przed putinowskim sądem sam Sencow, wspominając zresztą bułhakowską powieść Mistrz i Małgorzata: „tchórzostwo – główny i najstarszy strach na Ziemi”. I sam bez strachu opowiadał przed kamerami o trzymanych w więzieniu rosyjskich wojskowych, którzy trafili tam za udział w walkach przeciwko Ukrainie. Nawet z więzienia Sencow walczy z putinowskim systemem i nie okazuje lęku.

Światowa hipokryzja w relacjach z Putinem to też forma tchórzostwa. Tym bardziej napawa dumą fakt, że Sejm RP w tej sprawie potrafił zachować się godnie i przyjąć uchwałę w sprawie uwolnienia przetrzymywanych w rosyjskich więzieniach obywateli Ukrainy: „Domagamy się zwolnienia pochodzącego z Krymu reżysera Ołeha Sencowa, skazanego w sierpniu 2015 r. na 20 lat kolonii karnej na podstawie paragrafu o terroryzmie. 14 maja br. ogłosił on bezterminową głodówkę i wystąpił z żądaniem uwolnienia 64 ukraińskich więźniów politycznych. Wolności dla samego siebie Sencow nie żąda – gotów jest umrzeć. Stan jego zdrowia budzi najwyższe zaniepokojenie”. W uchwale wspomniano również bezprawnie przetrzymywanego ukraińskiego dziennikarza Romana Suszczenkę.

Ukraiński deputowany Leonid Jemec, komentując ten fakt na swoim profilu społecznościowym, zamieścił film z głosowania. Polscy posłowie uchwałę przyjmowali na stojąco. Tak to skomentował: „Przyjaciele, zobaczcie, Polacy wstali podczas głosowania. Nie dlatego, że ktoś ich o to prosił albo był obecny na posiedzeniu, ale dlatego, żeby wskazać na męstwo naszych chłopców. Dziękuję Wam, polscy przyjaciele! Nigdy nie zapomnę”.

Historia i nam nie zapomni, jak się zachowujemy w sprawie Sencowa, rosyjskiej agresji na Ukrainę, bezprawia rządów Putina. Tak jak i my pamiętamy o kłamstwach Zachodu w sprawie sowieckich zbrodni czy o nielojalności naszych sojuszników w czasie drugiej wojny światowej i o zdradzie wobec naszego narodu w czasach komunizmu.

Dlatego w poczuciu solidarności i wierności hasłom, które przecież przyświecają nam od stuleci, nie powinniśmy mieć wątpliwości, by głośno krzyczeć: „Free Sentsov!”. Także w czasie mundialu, który nigdy nie powinien się odbyć w putinowskiej Rosji.

Artykuł był opublikowany w nr 49 Kuriera Wnet

Paweł Bobołowicz
Tekst ukazał się w nr 12 (304) 30 czerwca – 16 lipca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.