Antyrosja

-a A+

Okres rządów Leonida Kuczmy był jednym z najbardziej neutralnych w sferze tworzenia wspólnej ukraińskiej tożsamości.

Eklektyczne podejście z prawem do rozwoju elementów lokalnych był charakterystyczny dla całego okresu jego prezydentury. Jego osobista rozmyta narodowa tożsamość nie pozwalała na prowadzenie konkretnej i precyzyjnej polityki historycznej. Kuczma sam poszukiwał odpowiedzi na złożone pytanie ukraińskiej historii, a razem z nim i Ukraińcy na własny rozsądek określali co jest swoje, a co obce.

Należy tu dodać, że głównym doradcą w kwestiach historycznych dla Leonida Kuczmy był Dmytro Tabacznyk. Niewiarygodnie prorosyjski i w wielu momentach antyukraiński historyk, który najchętniej całą ukraińską historię sprowadziłby do „pociesznej” Małorosji, poddając ostracyzmowi „nieprawidłową” zachodnioukraińską historię. Okres nadzwyczajnej bliskości Tabacznyka do prezydenta dość dobrze odczuwa się w niektórych wypowiedziach prezydenta Kuczmy o historii.

W ogóle na początku Kuczma nie przywiązywał szczególnego znaczenia do polityki historycznej. Maksymalnie, co zauważał, to to, że w różnych regionach Ukrainy należy różnie oceniać historię. I to jedynie dlatego, że rozbieżności z istniejącymi historycznymi przekonaniami mogły kosztować mu poparcia elektoratu. Takie sobie użytkowo-wygodnickie podejście do historii. Kuczma rozumiał narodową ideę Ukrainy nie poprzez historię, a przez ekonomiczny potencjał państwa. Historia była dla niego takim sobie lekkim nalotem, dzięki któremu przemysłowe regiony Ukrainy mogły przynajmniej w jakiś sposób odróżniać się od analogicznych w Rosji.

Okres rządów Kuczmy zaznaczył się utworzeniem klanowo-oligarchicznego systemu na Ukrainie, a historia w tym okresie wykorzystywana była dla mydlenia oczu i odwracania uwagi od istniejących problemów społecznych. Różnego rodzaju polityczni technolodzy na czasie zauważyli, że intensywna propaganda może rzeczywiście przenosić uwagę całego społeczeństwa z codziennych problemów na batalie wokół historii. Jak również to, że stosunek do kwestii przeszłości może być wspaniałym środkiem mobilizacji elektoratu, a nawet tworzenia pewnej regionalnej tożsamości.

To właśnie obserwowano na Ukrainie w okresie „kuczmowskim”. Z jednej strony – narodowo podkreślona historyczna polityka na Zachodzie Ukrainy z wyraźnie antyrosyjskimi i antyradzieckimi składowymi. Z drugiej strony – radzieckie slogany z ich stalinowską interpretacja zwycięstwa w II wojnie światowej. Brak polityki, skierowanej na pogodzenie zwaśnionych pamięci narodowych i budowę wspólnej podstawy nowoczesnej ukraińskiej tożsamości, wcześniej lub później musiał doprowadzić do konfliktu.

Brak dialogu wewnątrz społeczeństwa ukraińskiego doprowadzał do coraz większej polaryzacji. A przeciwstawny stosunek do przeszłości historycznej sprzyjał ich łatwemu manipulowaniu. W szczególny sposób przejawiło się to podczas wyborów do Rady Najwyższej i podczas kolejnych wyborów prezydenta. Wystarczyło na Krymie lub w Donbasie powiedzieć, że jest zagrożenie pochłonięcia przez „banderowców”, którzy zmuszą do zapomnienia bohaterstwa radzieckich dziadów i sławienia Hitlera i nazizmu, a na Zachodzie ogłosić o kolejnej „czerwonej dżumie” i zagrożeniu państwowego demontażu, jak natychmiast programy wyborcze stawały się niepotrzebne. Pseudohistoryczne zagrożenia najbardziej efektywnie mobilizowały elektorat i przemieniły Kijów na miejsce namiętnych batalii.

Na Zachodzie nie rozumiano, jak można budować państwo ukraińskie według wzorców radzieckich. Jak można ignorować ludzi, siły i formacje, które z bronią w ręku walczyły o niepodległość? Dlaczego stalinowskie wojsko ma być czczone na Ukrainie? Na Wschodzie nie rozumiano, jak ludzie, którzy walczyli po stronie faszystowskich Niemiec, mogą być wzniesieni do rangi bohaterów narodowych.

Ponieważ Wschód, Południe i częściowo Centrum stanowiły większość, to na Zachodniej Ukrainie zatrzymano się na najbardziej radykalnym wariancie: bez całkowitej derusyfikacji i desowietyzacji historii budowa niezależnego państwa jest niemożliwa. „Zachodni” uważali, że Ukraińców z korzeniami należy wyrwać z objęć rosyjskiej narracji historycznej.

Utwierdzeni w takim przekonaniu, zabrali się do realizacji programu „Precz od Moskwy!”. Praktycznie oznaczało to, że stroną walczącą o wolność Ukrainy uważani byli jedynie ci, kto walczył przeciwko Rosji i Związkowi Radzieckiemu. I tu przemilczania i manipulacje osiągnęły apogeum. Największym problemem stało się pytanie o tym, jak można zapisać do ukraińskiej narracji historycznej tych, kto kolaborował z nazistami i walczył w szeregach Wehrmachtu przeciwko Armii Czerwonej. Ponieważ większość ludności Ukrainy według tradycji rodzinnej (a nie według propagandy sowieckiej) wiedziała, że ich przodkowie są zwycięzcami faszyzmu i nazizmu, to nie pozostawało im nic innego, jak zrzec się swoich krewnych, lub bronić rosyjsko-radzieckiej narracji.

W tym czasie na niebie państwowości ukraińskiej zaświecił poważny kryzys polityczny. Kuczma, będąc bardzo zamożną osoba, postanowił zrzec się władzy politycznej. Nad Ukrainą nawisło zagrożenie znalezienia się pod pełnią władzy lidera donieckiego klanu. Tym razem sytuacja rozwiązała się dzięki „karnawałowej bufonadzie” Pomarańczowej rewolucji. Podstawową przyczyną ludowego protestu była wcale nie historia, a brak reform i nikła perspektywa by bodaj kiedykolwiek należeć do zjednoczonej Europy.

W wyniku Pomarańczowej rewolucji nie nastąpił demontaż klanowo-oligarchicznego systemu. Nie zmieniły się też elity rządzące. Nowy prezydent Wiktor Juszczenko od razu zajął pozycję narodowego lidera, opierając się na „zachodnioukraińską” wersję historii.

W wyniku porażki faworyta Donbasu Wiktora Janukowycza w części Ukrainy utwierdziło się przekonanie, że były to siłowe działania Zachodu. Cała Pomarańczowa rewolucja interpretowana była przez rosyjską maszynę propagandową jako wojna Zachodu przeciwko Rosji.

Zapewne, mając dobre intencje, Juszczenko miał zamiar na zawsze rozerwać pępowinę łączącą Ukrainę z Rosją. Nie będąc historykiem, był przekonany, że historię można zmienić przez ustawy prezydenckie. I tym samym zmusić wszystkich obywateli państwa „uwierzyć” w nowy kanon historyczny. Czyli wierzył, że historia może być „naprawiona” wstecz. Pomyłkowość takiego założenia była oczywista. Oprócz tego, nowy kanon historyczny był wyjątkowo nacjonalistycznym wariantem zachodnioukraińskiego pochodzenia. Nie było tu miejsca na Armię Czerwoną walczącą wspólnie z koalicją antyhitlerowską przeciwko nazizmowi. Akcentowano ukraiński ruch nacjonalistyczny na terenach Zachodniej Ukrainy. Próby Juszczenki „wyrównać” bohaterską ukraińską historię drogą wzmożenia badań nad rewolucją ukraińską z lat 1917-1921 osiągnęły jedynie szczątkowy charakter. Nie miała również wielkiego powodzenia historia uczczenia ofiar Wielkiego Głodu. Ona też miała precyzyjne określenie terytorialne.

Juszczenko rozpoczął budowanie projektu historycznego zatytułowanego „Antyrosja”. Już pierwsze jego przemówienia na Majdanie dotyczyły historii. Swoją długą pieśń rozpoczął od kultury trypolskiej, przeszedł do kurhanów Scytów, ale rzadko kończył bohaterami II wojny światowej. W okresie Juszczenki podstawowy akcent stawiano na to, co wyraźnie wyrywało Ukrainę z rosyjskiego lub radzieckiego środowiska historycznego. Jednak całe społeczeństwo ukraińskie nie było przygotowane do przejścia na tak radykalny wariant historyczny. Częściowo dlatego, że pamięć dyktowała wariant przeciwny, a częściowo dlatego, że trudno było uwierzyć w tak groteskowe wersje, które proponował wyraźnie ideologicznie zaangażowany prezydent Juszczenko.

Gdy prezydent zauważył, że nie udaje mu się utwierdzić „zachodnioukraińską” wersję w skali całej Ukrainy, spróbował wykorzystać praktykę nagradzania historycznych postaci na potrzeby walki wewnątrzpolitycznej. Ostatnie jego decyzje o nadaniu tytułu Bohatera Ukrainy liderowi OUN Stepanowi Banderze i dowódcy UPA Romanowi Szuchewyczowi były nie tyle w celu upamiętnienia, ile w celu zaszachowania swej konkurentki Julii Tymoszenko.

Propaganda rosyjska nawet nie oczekiwała takiego prezentu. O tych decyzjach Juszczenki mówił Putin na spotkaniu z Angelą Merkel, polały się rzeki brudu ze wszystkich kanałów telewizji rosyjskiej, a kierunek zewnętrzny w polityce ukraińskiej przemienił się dzięki wysiłkom propagandy rosyjskiej na próby zachodnich, amerykańskich i europejskich nazistów zwyciężyć „kaganiec pokoju i dobra” – Rosję. Wziąć, tak powiem, rewanż historyczny.

Wiktor Juszczenko, rozumiejąc, że nie będzie już prezydentem, latał podstawionym mu przez „regionałów” samolotem i przekonywał nadal obywateli Ukrainy o swoich chimerycznych historycznych prawdach. W wyniku tych wspólnych działań „regionałów” i Juszczenki do władzy przyszedł Wiktor Janukowycz, dla którego kwestia historii była tak samo daleką, jak i kwestia narodowej kultury. Dlatego funkcję głównego opiekuna „prawdy historycznej” otrzymał ten sam Dmytro Tabacznyk, który na stanowisku ministra nauki i wykształcenia rozpoczął oczyszczanie ukraińskiej historii od „nacjonalistycznych naleciałości”. Tabacznyk nakazał przepisać wszystkie podręczniki historii, na ponownych wydaniach których jedynie się wzbogacił. Zmieniono również całkowicie politykę historyczną. Aby przeciwstawić się Tabacznykowi, we Lwowie zaczęto pisać i wydawać alternatywne podręczniki.

Zwycięstwo Janukowycza stało się porażką Pomarańczowej rewolucji. Wówczas wielu wyciągnęło mylny wniosek, że nie można igrać z rosyjską i radziecka historią. Jedynie po całkowitej izolacji od niej można rozpocząć budowę naprawdę niezależnej Ukrainy. A prawdziwą, według tych ludzi, była jedynie ta historia, gdy Ukraińcy z bronią w ręku walczyli przeciwko Rosji i ZSRR.

To przekonanie wzmogło się podczas Rewolucji Godności. Przeciwdziałając rosyjskiej propagandzie, ukraińscy propagandyści niezauważalnie dla siebie trafili prawie we wszystkie rozstawione przez Rosjan pułapki. Powoli odchodzą w zapomnienie przyczyny wystąpień Ukraińców na Majdanie. Zapomniano i o tym, że początkowo nazywał się on Euromajdanem. Prawie wszyscy zapomnieli też o tym, że Swoboda i Prawy Sektor (w znacznym stopniu produkt rosyjskiej propagandy) jednogłośnie współdziałali z rosyjskimi propagandowymi mediami. Często dostarczali Rosjanom materiał o tym, że Euromajdan jest państwowym przewrotem, a do władzy rwie się pronazistowska junta. Takim materiałem było wykorzystanie nazistowskiej symboliki, marsze z pochodniami, bezpośredni przekaz w wywiadach ideologii nazistowskiej.

Przejście do gorącej fazy wojny ukraińsko-rosyjskiej dodało siły takim pojęciom. Niestety, Ukraińcy połknęli rosyjski haczyk. Ukraińscy propagandyści poszli natomiast najprostszą drogą – zaczęli podnosić na tarczę wszystko to, co miało, według nich, najbardziej drażnić Rosję. Współczesne akcje upamiętnienia, „historyczne” ustawy 2015 roku, które otwarcie gloryfikują formacje zbrojne i osoby, które w różnych etapach zdążyły służyć w niemieckim wojsku, w policji pomocniczej, a też walczyć z sowieckim reżymem, sprowadząją politykę historyczną państwa do zachodnioukraińskiej nacjonalistycznej wersji.

Możliwe, że do podniesienia ducha patriotycznego na froncie w Donbasie przykłady walki zbrojnego ukraińskiego podziemia nadają się jak najlepiej. Jednak w szerokim formacie mogą bardzo zaszkodzić. Wyraźnym przykładem temu mogą służyć ostatnie wydarzenia, związane z uczczeniem Dywizji SS „Galizien”. Okazuje się, że nazywanie ulic nazwiskami członków OUN i UPA na Południu i Wschodzie już nie dość „łaskocze” Rosjan. Dlatego ukraińscy nacjonaliści poszli dalej – wydobyli na światło dzienne historię Dywizji SS „Galizien”. Mamy nadzieję, że te działania są dyktowane zaślepieniem propagandowej walki z Rosją i nie wynikają z głębokiego przekonania obywateli Ukrainy.

W całkiem solidnych wydaniach ukraińskich pojawiają się publikacje, które relatywizują zwycięstwo koalicji antyhitlerowskiej w II wojnie światowej, podważają katastrofę Holokaustu i spokojnie publikują panegiryczne recenzje na rasistowskie prace Alfreda Rosenberga. Pisząc o tworzeniu Dywizji SS „Galizien”, autorzy rozważają, że chłopcy ukraińscy w swoim czasie dokonali „prawidłowego cywilizacyjnego wyboru”. Mam nadzieję, że jest to niezrozumienie procesu historycznego. Nierozumienie tego, że we współczesnym świecie pozycjonowanie swego państwa na stronie Trzeciej Rzeszy przemienia je w światowego pariasa i skazuje na utratę sojuszników, którzy są obecnie Ukrainie bardzo potrzebni. Nierozumienie tego doprowadza do tego, że Rosja z takiej polityki historycznej jest bardzo zadowolona.

Ze względu na powyższe, nie da się zrozumieć polityki prezydenta Poroszenki. Nie dość, że władze ukraińskie nie reagują na głosy sojuszników o wzroście ksenofobii na Ukrainie, o pojawieniu się formacji neonazistowskich, sponsorują one ponadto wątpliwe imprezy historyczne. Na przykład lwowska Administracja obwodowa zorganizowała konkurs rysunku dziecięcego z okazji 75 rocznicy powstania Dywizji SS „Galizien”, a Rada obwodowa dołączyła się do ekspozycji mundurów tej formacji. W jednej z lwowskich szkół od dziesiątków lat istnieje muzeum Dywizji, a po ulicach miasta maszerują zagorzali jej zwolennicy. Rada Kijowa natomiast popiera uchwałę członka „Swobody” Jurija Syrotiuka o uczczeniu 250-lecia Koliszczyzny – wydarzenia krwawego i tragicznego, które stało się symbolem okrutnej rozprawy hajdamaków z Żydami, Polakami i unitami (grekokatolikami).

Pozycja postronnego obserwatora, jaką obrała sobie obecna władza na Ukrainie, jest nadzwyczaj niebezpieczną, ponieważ może zostać przyjęta przez obywateli jako norma, jako całkowicie dopuszczalne działania we współczesnym świecie. Jeżeli dodamy brak reakcji (śledztwa i ukarania) odpowiednich organów władzy na ksenofobię i antysemityzm, to wzmacnia to negatywny wizerunek Ukrainy na świecie.

Wszystko to wskazuje na to, że władze ukraińskie niezbyt przejmują się przyszłością Ukrainy, tym, kto będzie jej sojusznikiem i czy w ogóle tacy pozostaną. Najważniejszą jest sytuacyjna walka o wyborców. Widać, że aktualna elita polityczna nie przejmuje się wdrożeniem wartości demokratycznych. Z powodzeniem budują „Antyrosję”, czyli tę samą Rosję, tylko na opak.

Wasyl Rasewycz
Tekst ukazał się w nr 11 (303) 15-28 czerwca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.