„Sowieci” i „bolszewicy” dawniej i dziś

-a A+

Jeszcze do niedawna w prasie na Zachodniej Ukrainie czymś zupełnie normalnym było użycie słów „sowieci” i „bolszewicy”.

Przodowali w tym wcześniejsi radzieccy „żołnierze ideologicznego frontu” i różnego rodzaju propagandziści. Nic w tym dziwnego, bo słowa te używane były w ośrodkach ukraińskiej diaspory w USA i Kanadzie. Ale dziwne było to, że dawni obywatele radzieccy tak szybko je przejęli. Nie rozwlekając wywodu powiem, że był to osobisty problem tych wszystkich „wczorajszych”. W obawie utraty pracy i stoczenia się na margines społecznego życia, ci w niedawnej przeszłości „naukowi komuniści i ateiści” chcieli w ten sposób uniknąć oskarżenia. Była to najlepsza metoda, by zdystansować się i odgrodzić od niedawnej przeszłości.

Napiszesz „sowieci” i niby nie masz nic wspólnego z reżymem radzieckim. Użyjesz słowa „bolszewicy” – i niby nie byłeś wczoraj członkiem KP ZSRR, nie pracowałeś w strukturach partyjnych, nie wykładałeś na propagandowej katedrze przedmiotów niemających nic wspólnego z nauką. Ale gdyby to ograniczyło się jedynie do „przenicowania kadry komunistycznej – nie byłoby problemu. Przeciągnąłby się okres tworzenia nowej, nieideologicznej kadry naukowców, doczekaliby emerytury starzy propagandyści – i co z tego? Nie wszystko jest jednak takie proste.

Wyszkolona dla radzieckiej maszyny propagandowej cała armia żołnierzy okazała się bardzo żywotna. Brak zaś wśród nich trwałych zasad przekształcił ją w niezniszczalnego transformera. Nowi naukowcy pojawiają się z „błogosławieństwem” starych. Starzy się klonują, co czyni niemożliwym określenie granicy między „postępowymi” i „zacofanymi”.

I gdyby tylko na tym polegał problem, to sytuację banalnie można by przeczekać. Bo gdyby nie było własnych krytycznych naukowców, zainteresowanie przeszłością ukraińskiej przestrzeni wcale nie byłoby mniejsze: zbadaliby ją i opisali za nas i dla nas inni. Jest jednak jedno wielkie „ale”. „Nasi” nie zaprzestali pisania. A to, że ich produkt jest czasem poniżej wszelkiej krytyki, można wyjaśnić bardzo prosto: mamy przecież prawo do własnej historii i nikt nam nie ma nic do gadania. W wyniku tego otrzymujemy taki sobie nadpsuty produkt do użytku wewnętrznego.

Ale to jeszcze nie wszystko. Największym problemem jest to, że ten prymitywny produkt czyni się podstawą koncepcji ukraińskiej historii. Idąc za populistami, tworzy się sterylny wariant, gdzie za Ukraińców uważani są jedynie ci, którzy walczyli i to po „słusznej” stronie. W taki sposób stajemy się skoczkami historycznymi, ponieważ przeskakiwane są całe epoki bez walczących, lub gdy nie układają się oni w „słuszny” system ideologicznych współrzędnych.

A teraz o tych dwóch słowach konkretnie. Dlaczego „sowieci”? Chodzi o to, że przeinaczając rosyjskie słowo nasi twórcy chcą oddzielić niby prawdziwą historię od tej narzuconej przez wroga. Poprzez tego rodzaju manipulacje podejmowana jest próba przemycenia do świadomości społecznej postulatu o wrogiej dla Ukraińców istocie władzy radzieckiej. A tymczasem obecny ustrój państwowy Ukrainy nadal pozostaje radziecki (od słowa „rady” – red.), poczynając od Rady Najwyższej i na radzie wiejskiej kończąc.

Jak do tego doszło? Czy ktoś obcy narzucił ten model, czy też utwierdził się on na Ukrainie historycznie? Jeżeli przyjrzymy się uważnie historii Ukrainy z lat 1917-1920, to jednym z głównych wątków będzie okres Centralnej Rady. Podkreślę, że nie miała ona nic wspólnego z radzieckimi „sowietami”. To werbalne zniekształcenie kryje w sobie głęboki sens. Rzecz w tym, że prawie cały niepodległościowy ruch ukraiński był lewicowy. Może poza kilkoma konserwatywnymi partiami, które nie miały szczególnego wpływu na życie polityczne. Przychylność chłopów można było zdobyć jedynie dzięki socjalistycznym hasłom. Faktem jest też, że z lewicową retoryką bolszewików przegrywał każdy, kto zachował odrobinę zdrowego rozsądku. Przecież bolszewicy – to władza rad robotniczych, chłopskich i żołnierskich deputowanych.

Ukraińskie partie również eksploatowały system rad przedstawicielskich. Jednak w ruchu ukraińskim nie było partii, które by działały wśród robotników, lub w ogóle im coś proponowały. Jedynie hetman Skoropadzki nie uznawał rad. Ale jego politykę chłopi przyjęli wrogo, ponieważ zażądał on zwrotu ziemi, przejętej od właścicieli, wprawdzie z możliwością późniejszego wykupu. Natomiast bolszewicy ogłosili swój „Dekret o ziemi”, na który rzuciło się prawie całe chłopstwo. Widać z tego, że władza bolszewicka była dla ukraińskich chłopów bardziej zrozumiała i bliższa.

Jednak nie warto formalizować historii. Nie warto też odrzucać faktu, że utworzenie w 1918 roku Doniecko-Krzyworoskiej Republiki Ludowej było impulsem do agresji bolszewików na Ukrainę. Że rząd ukraiński sformowany został poza jej granicami, w Kursku. Że wchodzili w jego skład ludzie, którzy nie zawsze mieli coś wspólnego z Ukrainą. Te i inne fakty, wyrwane z kontekstu, zmuszają często współczesnych ukraińskich historyków do zbyt kategorycznego wniosku: URL padła w wyniku wojskowej agresji rosyjskich bolszewików.

Jednak, jeżeli zastanowić się głębiej, to masowe zwijanie się władzy ukraińskiej nastąpiło nie tyle wskutek agresji rosyjskich bolszewików, co wskutek wycofania z Ukrainy wojsk austro-węgierskich i niemieckich. Te właśnie wojska były potęgą, która nie tylko broniła państwa ukraińskiego, ale poszerzyła jego granice do tych dziś nam znanych. Jednak w społecznej świadomości Ukraińców figurowali oni jako okupanci, którzy przyszli przywrócić stary porządek. Dlatego, gdy zamajaczyła perspektywa utworzenia władzy robotniczo-chłopskiej, gdzie ziemia miała należeć do chłopów, a fabryki – do robotników, Ukraińcy nie bardzo żałowali „interwentów”, których zaprosiła Centralna Rada. I nie tęsknili też za władzą ukraińską, która kojarzyła się im z wojskowym reżymem okupacyjnym.

Osobno należy tu powiedzieć o pogromach Żydów. Sprawcami pogromów na terenie obecnej Ukrainy byli wszyscy: i rosyjscy białogwardziści, i ukraińscy hetmani i nawet bolszewicy. Problem „pogromów Petlury” ciągnie się do naszych dni. Ukraińskim historykom trudno przyznać się do tego, że państwo Symona Petlury było nadzwyczaj słabe i po prostu nie było w stanie kontrolować całego terytorium. Twierdząc, że Dyrektoria była pełnowartościowym i silnym tworem państwowym, narażamy się na pytanie: dlaczego wówczas nie zapobiegła i nie przeszkodziła pogromom?

Nie uwzględniając rzeczywistych nastrojów politycznych i ograniczonej bazy społecznej dla ukraińskich dążeń państwowotwórczych, pomijając słabe rozeznanie w ukraińskim projekcie państwowym ze strony obywateli oraz przerzucając winę na zewnętrznego wroga, ryzykujemy skazanie samych siebie na błędne pojmowanie własnej historii. Często historycy, opisując ten okres, popychają nas do bardzo prymitywnego schematu. Według niego po upadku URL następuje okres rosyjskiej bolszewickiej okupacji Ukrainy, który przerywają próby „państwowotwórcze” podczas II wojny światowej, po czym znów powraca okres okupacji sowieckiej. Zgadzając się z takim schematem, faktycznie pozbawiamy się historii współczesnej. Rzecz w tym, że Ukraina nawet w szczątkowej wersji sowieckiej, miała miejsce właśnie w kształcie USRR. Niestety, lub na szczęście, współczesna Ukraina ogłosiła swoją niezależność nie na podstawie i w granicach URL, ukraińskiego państwa hetmana Skoropadzkiego, Dyrektorii czy ZURL, a jako spadkobierca właśnie USRR. Oznacza to, że historycy, a szczególnie politycy powinni zaakceptować to, co jest dane i rozpatrywać poszczególne etapy tworzenia Ukrainy w granicach radzieckiego projektu.

Należy uświadomić sobie, że USRR – to nie jedynie produkt sowieckiej agresji, ale i współczesny projekt ukraiński. Nie wszyscy bolszewicy przyjechali na Ukrainę z Rosji, a spośród samych Ukraińców było bardzo wielu przekonanych komunistów. Radziecki okres ukrainizacji w znacznej mierze ujednolicił przestrzeń państwową. Ukraińcy przestali czuć się czymś egzotycznym, mało znanym, folklorystycznym. Wprowadzenie języka ukraińskiego do nauczania w szkołach i na uczelniach doprowadziło do powstania potężnej wykształconej warstwy społeczeństwa. Nie trzeba za każdym razem podkreślać polityczne zaangażowanie tej oświaty i, być może, niewysoki jej poziom. Ważne, że była masowa i ogólnie dostępna.

Kolejnym ważnym osiągnięciem radzieckiej modernizacji była ukrainizacja miast i tworzenie pionu władzy. Chociaż było to zachcianką Stalina, ale od 1945 roku Ukraina jest członkiem-założycielem ONZ. A więc nazwa jednej z republik radzieckich stale wybrzmiewała na arenie międzynarodowej. Oprócz tego w tym okresie powstała cała techniczna i humanistyczna inteligencja. Nawet, jeżeli Wielki Głód i represje lat 30. powstrzymały te procesy, to okres po II wojnie światowej, szczególnie na Zachodniej Ukrainie, gdzie nowa władza po prostu zmuszona była przeprowadzić ukrainizację, okazał się dość pozytywny. Niestety niekomunistyczny wariant ukraińskości przetrwał jedynie w diasporze, i nawet po 1991 roku ukraińscy specjaliści z USA czy Kanady, z wyjątkiem kilku osób, nie ruszyli masowo budować nową Ukrainę.

Piszę o tym wszystkim, nie po to, by śpiewać hosannę reżymowi radzieckiemu, lecz by po raz kolejny przypomnieć, skąd jesteśmy. Na co należy zwrócić szczególna uwagę, czego pozbyć się, co zmienić, a co, być może, nawet rozwinąć. Postawa: nie mamy nic wspólnego z komunistyczną przeszłością, byliśmy w wewnętrznej opozycji, zaś władza radziecka przeczy samej naturze ukraińskości – jest niczym innym, jak przejawem głębokiej infantylności.

I na zakończenie. Na czym polega aktualność poruszonego tematu? Mamy tu kilka wymiarów. Po pierwsze – należy przestać bawić się w chowanego i w każdej trudnej sytuacji zwalać winę na innych. Tak, Wielki Głód został dokonany przez reżim stalinowski. Tak, było to ludobójstwo narodu ukraińskiego z milionowymi ofiarami. Ale nie dokonali tego mityczni „sowieci”. Brali w tym udział nie jedynie „obcy”, ale i masa miejscowych Ukraińców. Nie można przy pierwszej nadarzającej się okazji usuwać niewygodne nam osoby z kręgu Ukraińców. Nie warto również „rekrutować” do narodu ukraińskiego tych, którzy już nie mogą oprzeć się takim manipulacjom. Czyli nie można budować idealnego projektu ukraińskiego w czasie przeszłym.

Po drugie, wśród komunistów było bardzo wielu Ukraińców. Szczerze lub nie, deklarowali oni wiarę w komunistyczną przyszłość. Chętnie rozbudowywali system radziecki i nie mniej chętnie robili karierę. Nie warto również obawiać się tego, że po rozpadzie ZSRR wielu komunistów włączyło się w dzieło budowy niezależnej Ukrainy. Ukraina nie była nawet Polską, gdzie poza członkami PZPR było wielu specjalistów, gotowych do przebudowy całego aparatu rządzenia. Na Ukrainie prawie wszystkie kadry były związane z KP ZSRR. Warto więc było wystrzegać się tego, by wyższa nomenklatura partyjna uzurpowała sobie nową władzę w niezależnej Ukrainie i przekształciła ją w komunistyczny rezerwat z nową nazwą, herbem i hymnem. Ale to już się stało. Dlatego należy poszukiwać obecnie nowych dróg i stawiać na ludzi młodych.

Po trzecie, w żadnym wypadku nie można dopuścić do tego, by Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła ustawę uznającą cały okres radziecki na Ukrainie za okupacyjny. Oznaczać to będzie koniec naszej historii, ponieważ unieważni USRR, i tym samym podda w wątpliwość granice współczesnej Ukrainy i jej status międzynarodowo-prawny.

Wasyl Rasewycz
W języku ukraińskim tekst ukazał się na portalu zaxid.net
Tekst ukazał się w nr 20 (288) 31 października – 16 listopada 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.