Gdy nie zapominają

-a A+

W sobotę i niedzielę, 10–11 września br., w Żółkwi odbyły się otwarte mistrzostwa obwodu lwowskiego w kolarstwie szosowym.

Zawody poświęcone były pamięci zasłużonego trenera Ukrainy, mistrza sportu Zbigniewa Kiernickiego. Są to już tradycyjne zawody, bo odbywały się po raz 15. To właśnie Zbigniew Kiernicki zapoczątkował je w 2000 roku. Jednak, niestety zmarł po zawodach na serce. Miał dopiero 62 lata i wiele planów na organizację imprez sportowych w swoim rodzinnym mieście, ale…

Zbigniew Kiernicki (1938-2000) był oddany kolarstwu – sportowi, z którym związany był przez całe życie. Po ukończeniu służby wojskowej na poważnie zajął się ściganiem na szosie. Trenował we lwowskim klubie SKA, został mistrzem sportu, ukończył lwowską AWF. Gdy zakończył karierę sportową, zajął się trenowaniem młodzieży. Karierę trenera rozpoczął w szkole sportowej w rodzinnej Żółkwi. Co roku kompletował kolejne grupy chłopców i dziewcząt i trenował z nimi od rana do nocy, naprawiał im sprzęt, przekazywał im tajemnice bezpiecznej jazdy na szosie, jeździł z nimi na zawody po całej Ukrainie, a nawet przekroczył granicę Polski. To pod jego okiem wyrosło dziewięciu mistrzów Ukrainy w różnych kategoriach wiekowych. Jego wychowankiem był Piotr Żukowski, który w 1986 roku został zwycięzcą Mistrzostw Świata w zawodach drużynowych na 100 km z składzie reprezentacji ZSRR.

Jeżdżąc po różnych miastach, biorąc udział w różnych zawodach zawsze marzył zorganizować podobne widowiska sportowe w swojej rodzinnej Żółkwi. Chciał, żeby na start wyszli jego wychowankowie, a mieszkańcy miasta zobaczyli swoje dzieci, swoich kolegów i przyjaciół na trasie. Chciał zawodnikom z innych miast pokazać swoje miasto. Ile wysiłku i nerwów kosztowała go organizacja zawodów w Żółkwi, wiedzą jedynie najbliżsi. Nareszcie udało się w 2000 roku! Jego miasto stało się areną sportową, na którą przyjechali sportowcy z całej Ukrainy i z Polski. Wspomogły go władze lokalne, federacja sportu kołowego. Zawody odbyły się tak, jak sobie to wymarzył. Uczestnicy obiecali sobie, że powrócą tu za rok…

Pamiątkowe medale (fot. Alina Bojczuk)

Jednak, czy to przez przeżycia, czy z innych powodów serce weterana kolarstwa szosowego nie wytrzymało – w kilka tygodni po udanej imprezie w Żółkwi zszedł on z trasy życia. Minął rok, drugi, gdy dzieci Zbigniewa Kiernickiego – córka Alina i syn Adrian – postanowili kontynuować dzieło ojca. Postanowili kontynuować to dzieło, które było jego marzeniem. Początkowo nie było łatwo: trzeba było odnowić zerwane kontakty, wystarać się o wsparcie władz, znaleźć sponsorów. Zawody udało się przeprowadzić w 2002 roku, ale tylko dla zawodników z Żółkwi. Dopiero po kilku latach przy wsparciu obwodowych organizacji sportowych i władz miasta zawody ruszyły w pełnym wymiarze. Zaczęły przyjeżdżać na nie drużyny zza granicy. Zaczął rosnąć poziom mistrzostwa zawodników. Poszerzono program zawodów. Dzięki sponsorom udało się pozyskać atrakcyjne nagrody dla zwycięzców.

Zwycięzcy (fot. Alina Bojczuk)

Zresztą wspólne spędzanie czasu przez zawodników i działaczy w tym podlwowskim miasteczku zawsze pozostawiało miłe wspomnienia. W tym roku Żółkiew przyjęła około 140 zawodników w różnych kategoriach wiekowych. Odbyły się wyścigi indywidualne i drużynowe na 15, 30 i 45 km. Aby zachęcić zawodników do udziału w zawodach przewidziano różne nominacje na poszczególnych trasach i kategoriach. Oprócz dyplomu i nagrody każdy z uczestników otrzymał medal z podobizną Zbigniewa Kiernickiego.

Należy tu podkreślić, że już tradycyjnie udział w zawodach co roku bierze i zwycięża w swojej kategorii wiekowej coraz starszy Wiaczesław Kowalczuk, który ukończył już 70 lat. Syn wspomnianego już Piotra Żukowskiego, Rostysław, dotarł do mety jako drugi. Zwycięzcom gratulował mer miasta Żółkwi Petro Wychopień, niezmienny główny sędzia zawodów Wołodymyr Nabojszczykow, kierownik miejskiego wydziału sportu i młodzieży Adrian Kiernicki i jego siostra Alina Bojczuk-Kiernicka.

W tym roku w nominacji amatorów zwyciężył wnuk pana Zbigniewa, też Adrian, którego jeszcze nie było na świecie, gdy dziadek dawał start do pierwszych zawodów. Dziś uczeń 9 klasy szkoły nr 24 im. Marii Konopnickiej we Lwowie zaczął zajęcia z triatlonu. Ma dobre wyniki w pływaniu, a teraz coraz lepiej radzi sobie i na dwóch kółkach. Rosną jego młodsi siostra i brat i pewnie za kilka lat też będą się ścigać na trasie wytyczonej przez ich dziadka. Jeżeli dodamy do tego jeszcze czwórkę dzieci Adriana Kiernickiego – to wyjdzie wcale niezła drużyna kolarska.

Dziś córka Zbigniewa Kiernickiego, Alina jest dyrektorem regionalnego oddziału PZU Ukraina. Dzięki jej zaangażowaniu udało się pozyskać firmę do sponsoringu zawodów. Przecież wyścigi w Żółkwi służą popularyzacji sportu kołowego, jako zdrowego i pasjonującego sposobu spędzania wolnego czasu dla każdej rodziny.

- Jaki szczęśliwy byłby nasz ojciec, gdyby zobaczył jak spełniają się dziś jego marzenia – podkreśla z dumą Alina Bojczuk.

Jan Jaremko
Tekst ukazał się w nr 18 (262) 30 września – 13 października 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.