Straciliśmy niezwykle cenne dokumenty historyczne

-a A+

W 2003 roku w archiwum Kamieńca Podolskiego wybuchł pożar, który można określić jako katastrofę w skali europejskiej. Sięgnijmy po ówczesne artykuły prasowe, żeby odtworzyć to wydarzenie, które zyskało miano „czarnego czwartku”.

10 kwietnia 2003 roku, o godz. 12:30 pracownik archiwum, główny specjalista Franskiewicz E. M. zauważył dym nad budynkiem przy ul. Franciszkańskiej 9, który mieścił pięć księgozbiorów, mianowicie F-112 „Podolskie gubernialne sprawy włościan” (ilość woluminów 27599); F-226 – „Podolski urząd państwowy” (53329 woluminów); F-228 – „Kancelaria gubernatora podolskiego” (10784 woluminów) i F-249 – „Kamieniecki urząd miejski” (9443 woluminów) oraz F-678 „Podolski gubernator wojskowy” (70 woluminów). Ogółem 101225 dokumentów.

Opis budowli: kościół oo. Franciszkanów, zabytek architektury XVI-XVIII w. w skali państwowej, numer w urzędzie ochrony zabytków – 744.

Budynek kamienny, jednonawowy, z tryptykiem w ołtarzu głównym i dwiema kaplicami wzdłuż fasad bocznych. Dach dwuspadowy o pokryciu metalowym. Stan ogólny zabudowania – zadowalający.

Od roku 1959 do 1964 w budynku prowadzono prace remontowo-restauracyjne. W latach 70. w kościele mieściła się kamieniecka fabryka maszyn elektrycznych, wówczas też nawa główna została przedzielona na dwie kondygnacje. Po roku 1980 w kościele ulokowało się muzeum przyrodnicze Podola.

W 1984-85 r. budynek kościoła poddano pracom budowlano-remontowym, by przystosować go do potrzeb Państwowego obwodowego archiwum historycznego.

10 kwietnia 2003 roku o godz. 12:30 w mieście Kamieniec Podolski, w należącym dziś do Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu zabytkowym, z ХVІ-ХVIII w. kościele franciszkańskim, w którym mieścił się zbiór nr 1 kamienieckiego archiwum historycznego, wybuchł pożar. Przyczyn dotychczas nie udało się ustalić; pożar mogła wywołać awaria pieca w drukarni eparchialnej (diecezjalnej – red.) na parterze lub wada kabla elektrycznego maszyny drukarskiej. Ze względu na powagę sytuacji zaalarmowano wszystkie służby przeciwpożarowe, również w sąsiednich rejonach. Jednak pożar udało się zlokalizować po trzech godzinach, zaś zgasić dopiero o godz. 18:20. Powodem utrudnień było zbyt późne zawiadomienie o pożarze, silny wiatr i brak sprzętu specjalistycznego, który sprowadzano z Chmielnicka.

Ogień i woda uszkodziły wszystkie bez wyjątku dokumenty historyczne zbioru, znajdującego się w budynku. Znaczna część dokumentów została utracona bezpowrotnie. W kościele przechowywano, jak już wspomnieliśmy, pięć najcenniejszych zbiorów dokumentów historycznych guberni podolskiej w ilości 101225 jednostek czyli prawie jeden kilometr bieżący: Podolskie gubernialne sprawy włościan (1861–1919), Podolski urząd państwowy (1796–1919), Kancelaria gubernatora podolskiego (1795–1917), Kamieniecki urząd miejski (1875–1920), podolski gubernator wojskowy (1795–1845). Wszystkie należą do narodowego zbioru dokumentów archiwalnych Ukrainy i odzwierciedlają półtorawiekową historię Podola (obejmującego dziś terytorium trzech obwodów) tj. od zaborów do rewolucji ukraińskiej w latach 1917–1921.

11 kwietnia w pomieszczeniach drukarni miejskiej, znajdującej się obok budynku archiwum, a z czasem również w samym archiwum stanęły specjalne szafy przeznaczone do suszenia dokumentów, niezbyt uszkodzonych przez wodę. Wkrótce przeniesiono tu również większą część ewakuowanych zbiorów uszkodzonych znacznie przez ogień i wodę.

Do dalszego tymczasowego przechowywania osuszonych dokumentów przeznaczono pomieszczenie medycznego magazynu stacjonującej tu jednostki wojskowej. Po pierwotnej segregacji dokumenty najbardziej uszkodzone przez wodę poddano niskim temperaturom, by zapobiec ewentualnym uszkodzeniom biologicznym i ułatwić dalsze osuszanie. Dokumenty odesłano do zamrażarek kombinatu mięsnego, w których będą przechowywane (w temp. -30 st. C) do czasu, gdy możliwe będzie ich osuszanie i restauracja. Obecnie liczba tych dokumentów sięga 10 tys. jednostek umownych o wadze orientacyjnej blisko 2 tony.

Prowadzona jest rejestracja codziennego napływu danych o postępie prac z ewakuowanymi dokumentami.

Prace obejmują ogółem ok. 40 tysięcy jednostek umownych zbioru. Blisko 30 tysięcy znacznie uszkodzonych przez ogień i wodę są na etapie osuszania.

Materiały, poddane niskim temperaturom, ze względu na znaczne uszkodzenie przez ogień (większość z nich w stopniu od 30 do 70%) będą poddane po rozmrożeniu specjalistycznej ekspertyzie w celu włączenia ocalałych fragmentów dokumentów do obiegu informacyjnego, naukowego i kulturalnego.

O rzeczywistym zasięgu strat i prac restauracyjno-konserwatorskich można będzie mówić dopiero po całkowitej ewakuacji z ruin budynku wszystkich dokumentów. Szacujemy, że straty wyniosą 70% dokumentów. Orientacyjna ilość arkuszy poważnie uszkodzonych dokumentów liczyłaby kilka milionów.

Państwowy komitet archiwów Ukrainy od dawna był zaniepokojony z powodu stanu archiwum w Kamieńcu. Już w 1990 roku urząd obwodowy w Chmielnicku zadecydował o przemieszczeniu zbiorów kamienieckiego archiwum do nowo wybudowanego, odpowiednio wyposażonego budynku w Chmielnicku. Na żądanie jednak lokalnych władz i środowisk naukowych najcenniejsze zbiory pozostawiono w Kamieńcu, z wymogiem zapewnienia tym zbiorom odpowiednich warunków przechowywania.

Z powodu zwlekania ze spełnieniem tych warunków władze miasta, archiwum obwodowe, archiwum główne oraz Komitet archiwów Ukrainy niejednokrotnie upominały się o spełnienie obietnic. Liczne zapewnienia władz miasta pozostały jednak bezowocne.

Gdy kościół franciszkański, w którym przechowywano cenne zbiory, przekazano w 1998 roku Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu, sytuacja zmieniła się na gorsze. Odtąd do archiwum należało już tylko pierwsze i drugie piętro zachodniego skrzydła budynku.

Należałoby jeszcze dochodzić przyczyn pożaru oraz dokładnie oszacować straty narodowych zbiorów archiwalnych Ukrainy. Ale już teraz można mówić o tym, że miała miejsce katastrofa kulturowa w skali co najmniej Europy. Bezpieczeństwo informacyjne państwa doznało poważnego uszczerbku, tracąc istotne zasoby informacji.

Wiadomość o tragedii w Kamieńcu Podolskim szybko obiegła międzynarodowe środowiska archiwistów, wywołując szczere współczucie w Polsce, Rosji USA. Dyrekcja Generalna archiwów polskich zaproponowała pomoc wyspecjalizowanych restauratorów oraz sprzęt specjalistyczny do zamrażania i osuszania dokumentów. Polscy archiwiści zwrócili się również z prośbą do prezydenta RP i Rady Europejskiej o pomoc dla archiwów ukraińskich w ramach programu międzynarodowego „Odnowa pamięci Polski”. Pomoc ta została przyjęta z wdzięcznością.

Z powodu pożaru uchwalono znaczące decyzje administracyjne. Dokumenty z archiwum miejskiego w Kamieńcu, należące do zbiorów o znaczeniu narodowym, przekazano do archiwum państwowego w Chmielnicku, które zapewni im odpowiednie warunki przechowywania. W Kamieńcu pozostaną tylko dokumenty, które są własnością władz lokalnych.

Ponieważ ludność Podola nie była narodowościowo jednolita (mieszkało tu wielu Polaków, Żydów, Rosjan, Niemców, Czechów i in.), utrata zbiorów dokumentów ma znaczenie nie tylko dla historii Ukrainy, ale też dla całej Europy Wschodniej. Dotyczy to przede wszystkim Polski, gdyż dokumenty archiwalne struktur Rosji carskiej na Podolu odzwierciedlały złożone procesy etniczne, polityczne, ekonomiczne, zachodzące po trzecim rozbiorze Polski na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej, włączonych w 1793 do imperium rosyjskiego. Wśród utraconych zbiorów szczególnie wiele dotyczyło stanu własności gruntów, należących do szlachty polskiego pochodzenia. Dokumenty kancelarii gubernatora Podola zawierały statystyczne opisy majątków, kościołów, klasztorów, sprawy sądowe uczestników powstań listopadowego 1830 r. i styczniowego 1863 r., informacje o tajnych organizacjach politycznych na terenie guberni. Pożar zniszczył również cenne świadectwa o życiu żydowskich wspólnot Podola, dokumenty o życiu mieszczan Kamieńca Podolskiego od końca XVIII w. Bardzo cenny, choć niewielki objętościowo zbiór dokumentów wojskowego gubernatora Podola zawierał nakazy carów rosyjskich, cyrkularze kolegium wojennego, oryginały listów Aleksandra I, dowódców armii rosyjskiej M. Kutuzowa, P. Bagrationa, protokoły wyborów szlacheckich, poboru rekrutów, organizację służby policyjnej.

W Państwowym archiwum w Chmielnicku trwają prace nad restauracją i identyfikacją zniszczonych zbiorów. Nasz korespondent rozmawiał z Jurijem Rudenką, zastępcą kierownika wydziału przechowywania zbiorów obwodowego archiwum państwowego

Jurij Rudenko

Proszę opisać stan zbiorów już po tamtym „czarnym czwartku”, jak go określili naukowcy, etnografowie europejscy.
Jak już wiadomo, wszystkie uszkodzone przez pożar dokumenty przewieziono do obwodowego archiwum w Chmielnicku. Ocalałe fragmenty, uszkodzone w różnym stopniu przez płomienie i wodę, otrzymaliśmy w postaci osobnych arkuszy. W tej chwili z uszkodzonych 101 tysięcy woluminów zidentyfikowano 36 tysięcy.

Czyli jaką część?
Blisko 36–37%, ale według naszych szacunków, wszystkiego, rzecz jasna, nie da się uratować. Mam już pewną praktykę, więc jeśli będzie to 80% – to już byłoby bardzo dobrze.

Czy mieszkańcy Chmielnicka i innych obwodów, a także z Polski mogą już korzystać z tych zasobów archiwum?
Pewne, wprawdzie nieliczne, dokumenty są już odrestaurowane i udostępniane badaczom, archiwistom, historykom.

Gdzie te zbiory obecnie są przechowywane?
W głównym budynku naszego chmielnickiego archiwum obwodowego.

Czy podczas restauracji i identyfikacji zbiorów zdarzyło się coś nieoczekiwanego, czego nie dało się przewidzieć?
Cała sytuacja była niespodzianką, bez precedensu, nic podobnego, dzięki Bogu, dotychczas się nie wydarzyło. Tu, na Ukrainie, musieliśmy zacząć od zera. Po pierwsze, poznać historię instytucji, jej pracowników, słowem, mieć jakąś wyjściową bazę wiedzy. Natomiast sama praca z dokumentami jest bardzo ciekawa, powiedziałbym nawet, że twórcza.

Czy mogę zapytać, jakie studia Pan ukończył?
Studiowałem na uniwersytecie w Odessie filologię klasyczną i germanistykę, ale od 1982 roku, czyli od 34 lat, pracuję w archiwach. Pracowałem właśnie w Kamieńcu, gdy spłonęło archiwum i jestem świadkiem tych wydarzeń od samego początku.

Co było przyczyną tamtej katastrofy kulturowej, jak ją określono?
Przytoczmy może wersję oficjalną: fatalny zbieg okoliczności. Nie wykluczam jednak, mówiąc oględnie, również innych przyczyn, ponieważ znałem lokalizację zbiorów w Kamieńcu, a teraz widzę różne stopnie uszkodzeń i mam pewne przemyślenia. Ale wersja oficjalna – to fatalny zbieg okoliczności..

Czyli, jaka jest główna przyczyna pożaru?
Przewody elektryczne lub spięcie, albo piec na parterze, gdzie mieściła się eparchia…

Czyli ekspertyza jeszcze nie wykazała faktycznej przyczyny pożaru...
Przypuszczam, że nie…

Nie jest Panu zapewne łatwo, jako językoznawcy i archiwiście, patrzeć na stan tych zbiorów, skoro zna Pan ich wartość.
Powiedzieć, że stracono wielki skarb, to tyle, co nie powiedzieć nic, ponieważ dokumenty są bardzo ciekawe, wprost unikalne. Ale najbardziej istotne jest to, że naruszona została całość zbioru dokumentów tej epoki, która zachowała się w Kamieńcu Podolskim i stanowiła najpełniejsze procentowo źródło wiedzy o XVIII wieku. Jest to archiwum zarówno polskich, jak też żydowskich źródeł historycznych Europy Wschodniej.

Archiwum w Chmielnicku otrzymało pomoc specjalistyczną i fundusze ze Stanów…
Tak, ambasada amerykańska na Ukrainie zakupiła dla archiwum maszynę, która nawarstwia arkusze. Np. jeśli arkusz ma nadpalone brzegi, maszyna je uzupełnia. Jest to proces bardzo pracochłonny i, moim zdaniem, nie nadaje się do użytku powszechnego, jedynie do bibliotek, by np. wydać jedną książkę.

Czy ludzie przychodzą, by zobaczyć, jak wygląda restauracja dokumentów?
Interesują się, oczywiście. Ale ja jedynie wybieram, składam i identyfikuję woluminy, by przekazać je do restauracji, która odbywa się na parterze.

Jak Pan postrzega przyszłość, kiedy te prace zostaną ukończone?
Jak już była mowa, przygotowałem do restauracji 36 tysięcy woluminów; 3,5 tys. z nich zostało już odrestaurowane. Różnica ta, niestety się zwiększa, ponieważ mamy niewielu restauratorów. Obliczyliśmy z dyrektorem archiwum, że w takim tempie prac potrzeba 150 lat, żeby je ukończyć. Ja do identyfikacji całości potrzebowałbym dwa – trzy lata.

Kończąc naszą rozmowę, co chciałby Pan przekazać czytelnikom, ludziom, którzy poszukują swych korzeni genealogicznych, naukowcom nie tylko na Ukrainie, ale też w Europie?
Jeśli chodzi o dokumenty, w archiwum przechowywane są nie tylko materiały źródłowe, uszkodzone przez pożar, ale również wiele innych. Jest bardzo dużo metryk chrztu, statystyki obrządków oraz spisów ludności, sporządzanych w celu ściągania podatków, w których zawarte są wiadomości o wieku, składzie rodzin itp. A więc pole badań bardzo szerokie, zwłaszcza, że nasze ziemie obfitują w ślady polskości oraz kultury żydowskiej. Były tu też osiedla niemieckie, np. w Dunajowcach, znanych ze swych fabryk sukna.

Jaką miałby Pan radę dla tych, którzy poszukują swych korzeni genealogicznych?
Oczywiście, mogą zwracać się o pomoc do archiwum, ponieważ, jeśli nawet dokumenty są uszkodzone, istnieją duplikaty, które można wyszukać. Wykonujemy takie zamówienia. A kto szuka – znajduje.

Jan Kozielski
Tekst ukazał się w nr 1 (269) 17–30 stycznia 2017

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

31/08/2007 16:03

Brzeżany

W języku ukraińskim – Bereżany. Miasto powiatowe w dawnym województwie tarnopolskim (ob. obwód tarnopolski), leży nad Złotą Lipą (dopływ Dniestru). Liczy około 20 tys. mieszkańców.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.