Czas na zmianę w ekipie polskich i ukraińskich intelektualistów?

-a A+

Nie rozumiem tych ostatnich wypowiedzi Jarosława Hrycaka i Jurija Andruchowycza. Ci nasi ukraińscy intelektualiści utracili swoją strefę komfortu, którą mieli cały czas przez 25 lat. Ta strata, to że są poza tą strefą, powoduje, że działają, myślą i mówią chaotycznie.

Z Wasylem Rasewyczem rozmawiał Wojciech Jankowski.

Jaki jest obecny stan stosunków polsko-ukraińskich? Analizując ostanie lata mamy do czynienia, chcąc to graficznie opisać, z sinusoidą. One się pogarszają, zazwyczaj w związku z rocznicami historycznymi, po to, by nasze położenie geopolityczne wymuszało na nas wejście z powrotem na tory współpracy, ponieważ na współpracę jesteśmy skazani.
Szczerze mówiąc, historia jako taka nas nie dzieli. Dzieli nas zinstrumentalizowana historia. To znaczy, że dzieli nas polityka historyczna obydwu państw. Ta „historia”, o której cały czas mówimy i która nas dzieli, to jest tak naprawdę polityka historyczna obydwu państw. Obserwując te kontakty, ja już nie wiem, kto jest najbardziej odpowiedzialny za pogorszenie relacji polsko-ukraińskich. Tu na Ukrainie od lat widać, jak postępuje gloryfikacja wojskowych i politycznych organizacji takich, jak Ukraińska Powstańcza Armia i Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. Sięgnęło to najwyższych szczytów państwowych, ponieważ doszło do parlamentu ukraińskiego, który uznał te dwie formacje za bohaterskie, takie które walczyły o niepodległość Ukrainy. Cały czas otrzymujemy informację zwrotną z Polski, i historycy nasi dobrze wiedzą, że społeczeństwo polskie nigdy nie uzna tych formacji za bohaterskie. W Polsce te formacje są uważane za zbrodnicze.

Chciałbym jednak powiedzieć, że nie tylko Ukraińcy są winni. Rzeczywiście, polityka historyczna tego państwa rozwija się w kierunku – nie chciałbym użyć tego słowa – ale w kierunku banderyzacji. A z drugiej strony, jakie informacje docierają do Polaków? Na przykład Gazeta Wyborcza opublikowała bardzo dziwny wywiad, ponieważ został sklejony z różnych rozmów, w tym telefonicznych, z Jurijem Szuchewyczem. Jurij jest synem Romana Szuchewycza, dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii. Jest obecnie deputowanym w Radzie Najwyższej [z ramienia Partii Radykalnej –red.], ale jego znaczenie jako polityka i jego wpływy są marginalne. Tymczasem Gazeta Wyborcza przedstawia tego pana jako głos całej Ukrainy, jako głos ukraińskiego społeczeństwa. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego występuje w mediach polskich Jurij Szuchewycz, a nie jakiś sensowny polityk albo profesor uniwersytecki? Podobnie Rzeczpospolita wydrukowała wywiad z rzecznikiem Prawego Sektora, a przecież to również jest marginalna organizacja, do tego bardzo lubiana przez media rosyjskie. I co powiedział ten pan? Ukraina wymaga zwrotu Przemyśla i terytoriów w narodowej narracji ukraińskiej nazywanych zachodnioukraińskimi. Używa takich pojęć jak „ukraińskie ziemie etniczne” itp. Prawy Sektor i ich rzecznik są tu na Ukrainie nieznani. Nie rozumiem dlaczego tyle miejsca poświęca się tak marginalnym organizacjom?

Z drugiej strony, ukraińskie media czerpią informacje z rosyjskich mediów, ponieważ dziennikarze nie rozumieją języka polskiego. Na przykład w Kijowie nie rozumieją. Wykorzystują rosyjskie informacje, a kto w nich występuje? Partia Zmiana, która jest tak samo marginalna i powstała z inspiracji rosyjskiego wywiadu. Drugą ulubioną organizacją jest Obóz Narodowo-Radykalny. To zazwyczaj są skrajnie prawicowe, marginalne organizacje polityczne.

Rozumiem trochę tych dziennikarzy, którzy na przykład przeprowadzili wywiad z Jurijem Szuchewyczem, bo dla dziennikarzy z Polski jest to pewna gratka. Należy jednak postawić pytanie, jaki jest prawdziwy obraz Ukrainy? Z kim należy rozmawiać?
Mamy przecież tutaj środowiska intelektualne, z którymi można rozmawiać na różne tematy. W tym również na tematy historyczne. Natomiast należy zwrócić uwagę, że tu, we Lwowie, uformowało się środowisko intelektualistów, które przez 25 lat reprezentowało Ukrainę w Polsce. To są mądrzy ludzie, ale oni cały czas spotykali się i pracowali z przedstawicielami lewicowo-liberalnych środowisk w Polsce. Tymczasem do władzy w Polsce przyszła partia Prawo i Sprawiedliwość, która jest ugrupowaniem konserwatywnym. W rezultacie, nie mamy po ukraińskiej stronie intelektualistów, którzy mogliby współpracować i spotykać się z tym polskim środowiskiem i którzy mieliby to samo spojrzenie na przeszłość i przyszłość Ukrainy. Te same osoby, które reprezentowały liberalny nurt na Ukrainie, chcą dalej pełnić tę rolę, ale w kontaktach z przedstawicielami PiS. To w ogóle nie działa, dlatego, że również u nas muszą pojawić się nowe osoby.

Tu, we Lwowie, miejscowi intelektualiści, przyzwyczajeni do dialogu z tą socliberalną stroną, zupełnie nie rozumieją, co się dzieje w Polsce. Andrij Pawłyszyn cały czas krytykuje, często tendencyjnie, to co dzieje się w Polsce, a wywiad z Jarosławem Hrycakiem w Gazecie Wyborczej został zatytułowany „Takiej Polski już nam nie potrzeba” [Jarosław Hrycak w blogu na stronie Ukraina Moderna napisał, że takie słowa nie padły z jego ust i tytuł pochodzi od Gazety Wyborczej – red.]. Ma to miejsce w momencie, gdy spotykają się prezydenci obydwu państw, gdy spotykają się polska i ukraińska grupy parlamentarne.
Szukając ostatnio materiałów do artykułu na facebooku znalazłem oceny Andrija Pawłyszyna rządów Platformy Obywatelskiej. Napisał, że Platforma Obywatelska i Donald Tusk pracują dla Rosji i tylko Prawo i Sprawiedliwość, czyli nacjonaliści polscy, wspierają Ukrainę, ponieważ są nastawieni antyrosyjsko. Porównałem to stanowisko Andrija Pawłyszyna z tym, co on teraz pisze – i to już jest inny świat.

My wszyscy chcemy idealnych sytuacji, sterylnych stosunków, na przykład „mi się nie podoba polityka historyczna państwa polskiego i nie będziemy rozmawiać z polską stroną”… Ale musimy rozmawiać, bo jesteśmy sąsiadami. Musimy rozmawiać w tej sytuacji, którą mamy. Nie możemy czekać, bo „Ukraina jest probanderowska i nie będziemy rozmawiać z Ukraińcami, dopóki oni nie zmądrzeją”. My musimy opierać się na tym co mamy i planować strategicznie. Dlatego nie rozumiem tych ostatnich wypowiedzi Jarosława Hrycaka i Jurija Andruchowycza. Ci nasi ukraińscy intelektualiści utracili swoją strefę komfortu, którą mieli cały czas przez 25 lat. Ta strata i to, że są poza tą strefą, powoduje, że działają, myślą i mówią chaotycznie.

Zdecydowanie tak jest. Oni utracili taką strefę, ale warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden czynnik. Tu miało miejsce pewne sprzężenie kontaktów intelektualnych, ale i towarzyskich. Monopol na pisanie o sprawach polsko-ukraińskich miał Paweł Smoleński, który miał konkretną wizję tych relacji, i na przykład środowiska kresowe – nie wdając się z mojej strony w ocenę tych środowisk – były pokazywane tylko w jednym świetle. Teraz z kolei mam wrażenie, że część komentarzy jest dokonywana na telefon. Ktoś dzwoni do Polski, do zaprzyjaźnionego dziennikarza i otrzymuje gotowy komentarz, na przykład o dojściu do władzy faszystów.
To jest trudna sytuacja. Ciągle znajduję takie przykłady, bo te środowiska, jak już powiedziałem, istnieją od lat. To trwa już 20–25 lat. Ich oceny, ich wypowiedzi są niezmienne od początku. Szczerze mówiąc, gdy uczestniczę w konferencjach polsko-ukraińskich, naukowych i politycznych, to cały czas myślę o tym, co my chcemy osiągnąć. Poza tym, że mamy bardzo dobre wystąpienia, bardzo intelektualne, po tych konferencjach nie pozostanie jednak nic dla społeczeństwa, bo to są cały czas te same środowiska, które pracują na siebie i dla siebie. Nie mam pojęcia, jak rozbić ten monopol w sferze intelektualnej. Może nastąpił moment, by zmienić ekipę i z polskiej, i z ukraińskiej strony, albo przynajmniej je poszerzyć?

Wywiad został przeprowadzony w Programie Wschodnim 3 grudnia 2016 roku, wyemitowany przez Radio Kurier, był nadany w Polsce przez Radio Wnet i Radio Warszawa.

Rozmawiał Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 23-24 (267-268) 16 grudnia - 16 stycznia 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.