Kawa, herbata i świeży Kurier

-a A+

Do naszej redakcji 6 grudnia zawitał poznański św. Mikołaj. Z prezesem TMLiKPW w Poznaniu Stanisławem Łukasiewiczem – człowiekiem o gołębim sercu, a zarazem osobie z wielką charyzmą – rozmawiała Anna Gordijewska.

Od jak dawna św. Mikołaj z Poznania przyjeżdża z prezentami do Lwowa?
Po raz trzydziesty drugi Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Poznaniu organizuje paczki świąteczne dla rodaków na dawnych Kresach. Początkowo przyjeżdżaliśmy dwa razy do roku, wspólnie z Wrocławiem. Wiozłem tam paczki ciężarowym lub wojskowym samochodem, a stamtąd już do Lwowa. Pierwsze dary zostawialiśmy w katedrze lwowskiej oraz w polskich szkołach.

W tym roku do kogo przyjechał św. Mikołaj?
Na liście mamy 120 osób, które już tutaj na nas czekają. Pięć parafii – kościoły św. Marii Magdaleny, św. Antoniego, na Zboiskach, także w Rzęsnej. Poza Lwowem to Brzeżany, Nowy Rozdół, Strzałkowice, Gródek.

Co znajduje się w paczkach świątecznych?
Głównie żywność.

Jak przebiega zbiórka?
W listopadzie zbiórka trwała w ciągu trzech weekendów. Przed wejściem do marketów stoją nasi wolontariusze i rozdają kartki. Każdy, kto wchodzi może poczytać o celu naszej zbiórki, o pomocy świątecznej na Kresy. Chętni mogą kupić coś z żywności i złożyć w koszu, a później. dwa razy dziennie samochody przetransportowują zawartość do naszego miejsca zbiórki. Dwie osoby chodzą w sklepach ze skarbonkami na wydatki związane z transportem. Potem wszystko jest segregowane. W tym roku mieliśmy ponad trzystu wolontariuszy, w tym harcerzy oraz uczniów, którzy później pracują również w miejscu zbiórki żywności. Nieraz nas pytają, z której partii jesteśmy. Ja nie rozróżniam i nie dzielę ludzi według przynależności do tej czy innej partii. Zawsze odpowiadam – nas łączy Lwów. Tak jak zawsze było w tym mieście, gdzie mieszkali ludzie różnych wyznań i przekonań – wszyscy byli lwowianami. W bazie jest lista – 22 pozycje, w tym podstawowych produktów takich jak: mąka, cukier, kasza, makaron, konserwy, olej i inne, które są niezbędne dla każdej gospodyni domowej przy przygotowaniu Świąt.

Czy czyta Pan Kurier Galicyjski?
No jak mam nie czytać Kuriera Galicyjskiego! (śmiech).

Gazeta przychodzi na mój adres. Idę specjalnie na pocztę, bo do skrzynki listonosz nie chce mi wrzucić, ponieważ format jest za duży. Jak tylko przyniosę Kuriera do Towarzystwa, w ciągu jednego dnia wszystkie egzemplarze się rozchodzą. Nie mamy ustalonych dni spotkań. Drzwi są otwarte dla wszystkich, kto do nas przyjdzie. Nasze pomieszczenie znajduje się w wieży, jest okrągłe i podczas spotkań jest tam specyficzny pogłos, jak w ulu. Ale kawa, herbata i świeży Kurier musi być.

Dziękuje serdecznie za rozmowę przy filiżance kawy w redakcji Kuriera Galicyjskiego.

Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 23-24 (267-268) 16 grudnia - 16 stycznia 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.