Opowiastka wigilijna

-a A+

Mikołaj ściągnął lejce, i sanie zatrzymały się w ogrodzie Wiedźmy, płosząc ptactwo.

Wróble rozpierzchły się wśród nagich gałęzi, sikorki obstąpiły karmnik, czujne i niepewne, czy przybysze nie zechcą się do niego dobrać. Musiała minąć dłuższa chwila, by zgodnie odetchnęły z ulgą i podjęły przerwaną pieśń, którą miały utulić Słońce do snu.

Smok, zadowolony z szaleńczej gonitwy po niebie, otrząsnął się, rozchlapując wokół błoto. Ogonem umorusał i tak już brudne sanie, a renifery, nie chcąc podzielić ich losu, odsunęły się przezornie w stronę furtki i tam zamierzały pozostać, skuszone wciąż gęstą i jeszcze zieloną trawą.

- Święta nie będą w tym roku białe – Mikołaj wypatrywał ciężkich, śniegowych chmur, lecz nad jego głową niespiesznie sunął skromny obłoczek. „Mieszkańcy Osady będą rozczarowani” pomyślał.

- Cóż, nie muszą być idealne, ważne, aby były prawdziwe – zauważył Smok i pożegnał się uprzejmie. Chciał jeszcze wyczyścić skrzydła przed wieczornym spotkaniem z Jaszczurką.

W domu pachniało ciepłem, cynamonem, migdałami i orzechowym kremem, lasem pełnym grzybów i kapuścianymi liśćmi, miodem klejącym się do makowych ziaren, suszonymi jabłkami i rozgrzanym kominkiem, wonną żywicą i igliwiem choinki, dumnie rozpościerającej ramiona. Wydawało się, że drzewko pragnie objąć nimi jeśli nie wszystkich gości, to przynajmniej wszystkie prezenty, które mościły się na podłodze. Przepychały się z cichym szelestem papieru, delikatnym szumem zaciskających się wstążek i sznurków, powiewały literami zdobiących je imion. Każdy chciał być dostrzeżony jako pierwszy i liczył na to, że wywoła uśmiech na twarzy obdarowanego.

- Ciekawe, co w tym roku przygotował dla ciebie Mikołaj – Mag usiadł w fotelu obok Starej Kobiety.

- Ciekawe, czy spodoba mu się mój upominek – odparła, a zmarszczki zatańczyły wokół oczu i ust błyszczących uśmiechem. Stara Kobieta dostała już swój najpiękniejszy prezent – kolejny rok, który dane było jej spędzić z bliskimi. Co prawda taki sam podarunek otrzymali wszyscy, którzy zasiądą dziś do wigilijnego stołu, ale dla niej był on szczególnie ważny. Wiedziała, że nie każdy może cieszyć się nim tak wiele razy. Czuła się wyjątkowa.

Nad Osadą zapadała cicha noc. Świat czekał na pierwszą gwiazdę, by wypełnić zmrok życzeniami szeptanymi, roześmianymi, okraszonymi łzami wzruszenia i tymi przemilczanymi, zachowanymi w sercu i w pełnych miłości spojrzeniach.

Stara Kobieta pomachała radośnie do stojącej w progu Śmierci, próbującej utrzymać w dłoniach tacę pełną imbirowych ciastek, które specjalnie dla niej upiekł Mężczyzna. Pomiędzy nimi zawieruszyły się piernikowe różowe bałwanki. Śmierć patrzyła na nie rozczulona. Może i były nietypowe, ale przez to niezwykłe. „Tak jak te święta” pomyślała. Podarunek zaskoczył ją i ucieszył, ale jeszcze bardziej cieszyła się tym, że jest ktoś, z kim może się nim podzielić.

Sąsiadka rozlewała do kubków świąteczny kompot, a Dobra Wróżka przeglądała kartki z życzeniami.

- Karp pozdrawia z dna stawu wraz z całą rodziną! – obwieściła strząsając krople wody na podłogę. Zanim zdążyły do niej dotrzeć, wsiąkły w futrzane buty Wędrowca. Miał tej nocy wspinać się na Najpiękniejszy Szczyt, ale uznał, że góry mogą jeszcze na niego zaczekać. Ludzie nie zawsze mają tę szansę.

*
Wokół talerza przygotowanego dla Niespodziewanego Gościa kłębiły się Wspomnienia, Marzenia i Nadzieje.

- Jeśli nadejdzie, ustąpimy mu miejsca – szeptały i podskakiwały wesoło z każdym drgnieniem drzwi.

- Myślę, że powinniście tak reagować na każde drgnienie serca – rzekła Miłość, rozbawiona tym widokiem. Wiedziała, że miejsce dla niezwykłego przybysza znajdzie się tylko w tym domu, w którym choć jeden człowiek znajdzie je w samym sobie.

*
Wiedźma kończyła porządki. Pozbierała okruchy miski, zbitej przez Syna, wymiotła żale uczepione płaszcza Znajomego, starła rozgoryczenie, pozostawione przez Przyjaciółkę. Przetrząsnęła swoje myśli i uczucia i wyrzuciła z nich wszystko, co przestało dawać radość.

- Myślę, że barszcz się przypala – pociągnął nosem Kot, pilnie obserwujący jej poczynania.

Wiedźma kiwnęła głową.

- Rzeczywiście, ale kiedy pozbyłam się wszystkich pretensji, utyskiwań, biadoleń, smutków i rozczarowań nie ma to większego znaczenia. Dziwny smak może stać się pretekstem do żartów, a nie narzekania – uśmiechnęła się, a Kot pomyślał, że Smok miał rację mówiąc, że przynajmniej raz w roku każdy człowiek mówi ludzkim głosem.

- Czas zasiąść do stołu – zaprosiła wszystkich Wiedźma, trącając skrawkiem sukni bombki, które rozdzwoniły się radośnie, opowiadając świąteczne historie.

- Brakuje jeszcze Anioła! – zauważyła Śmierć, niespokojna o samopoczucie stołu, obciążonego pełnymi półmiskami, parującą wazą i paterami pełnymi ciast. Uważała, że należy mu jak najszybciej pomóc, pałaszując wigilijną wieczerzę.

Wiedźma rozejrzała się po domu. Tu i ówdzie unosił się pył z anielskich skrzydeł, lecz furkot ich samych dobiegał gdzieś z ogrodu.

- Anioł wydeptuje ścieżkę – stwierdził Kot z wyżyn parapetu. – Chodzi wzdłuż drogi i zostawia w błocie swoje ślady, choć zupełnie nie wiem, po co to robi.

- Może chce, aby po nich ktoś trafił do waszego domu? – szepnęła Znajoma.

- To dar dla kogoś, kto pobłądził – odpowiedział Mag.

- A może raczej nie potrafił się odnaleźć? – zadumała się Wiedźma i zapaliła jeszcze jedną świecę. Ustawiła ją w oknie dla tego, komu tej nocy tak bardzo potrzeba światła.

Goście zajmowali swoje miejsca, Kot rozkoszował się zapachem potraw ignorując woń spalenizny, na kominku tańczył ogień. Anioł cichutko stanął w progu i zanucił kolędę.

*
Wyjątkowy Gość zatrzymał się na rozstajnych drogach. Wydawało mu się, że jedna z nich skrzy się płatkami śniegu, choć musiało to być tylko złudzenie. A może magia? Bo choć siąpił deszcz i na zimowy krajobraz trzeba było jeszcze poczekać, to w Osadzie panował duch najpiękniejszych ze świąt.

Gość ruszył z wolna migocącą ścieżką. Przeszedł w życiu już wiele dróg, ale tym razem był pewien, że na jej końcu ktoś będzie na niego czekał.

Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 23-24 (267-268) 16 grudnia - 16 stycznia 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.