Prezydenci

-a A+

To już jest faktem: nigdy dotąd w USA nie było kampanii prezydenckiej prowadzonej z takim rozmachem, jak tegoroczna, takim nakładem środków.

Kandydaci rywalizujących partii, demokratów i republikanów, dwoili się i troili, by pozyskać jak najwięcej wyborców, gotowych oddać na nich swe głosy. Konwencje obu obozów były wielkimi spektaklami z udziałem dziesiątków tysięcy ludzi.

Zarówno Barack Obama, pragnący wejść do Białego Domu z poparciem demokratów, jak i McCain, chcący zająć fotel najpotężniejszego mocarstwa z woli zwolenników republikanów, przedstawili w czasie konwencji swoje programy, które chcą zrealizować, gdy uda im się zdobyć w wyborach, wyznaczonych na 4 listopada (przyjęto, że wybory odbywają się zawsze w pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada roku podzielnego przez cztery), więcej głosów, niż zbierze ich kontrkandydat. Jak to zwykle bywa, wiele z zapowiedzi pozostaje potem na papierze, bo rzeczywistość skrzeczy i nie pozwala dotrzymać słowa. Nas interesuje głównie to, jak będzie wyglądała przy nowym sterniku amerykańskiej nawy państwowej polityka zagraniczna USA? Dotychczas było ono pierwszym mocarstwem świata, ale wiele zmian na naszym globie zapowiada, że może zostać zepchnięte na drugą, a może i trzecią pozycję. 

Kto zwycięży?
Pasjonujący wyścig do Białego Domu dobiegł końca. Kto zwycięży? Demokrata Barack Obama, czy republikanin John McCaine? Rozmaite instytucje i wiele gazet wielokrotnie zwracały się z tym pytaniem do opinii społecznej. Prawie cały czas prowadził demokrata, ale w sierpniu jego przewaga zmalała, więcej – szanse się wyrównały. Co nie znaczy, że któryś z kandydatów nie wystąpi jeszcze z jakąś rewelacją, która odbierze przeciwnikowi grunt pod nogami. Zobaczymy. Dodać trzeba, że poza wymienionymi kandydatami do objęcia rządów w Waszyngtonie startują jeszcze przedstawiciele trzecich partii, Libertariańskiej, Konstytucyjnej, Reform i Zielonych, ale ich kandydaci nie mają żadnych szans, te partie chcą po prostu ich startem zaakcentować, że istnieją. 

Nowy lokator Białego Domu będzie 44. z kolei prezydentem USA. W przeciwieństwie do poczt wielu innych państw, pokazujących na znaczkach prezydentów w czasie ich kadencji, amerykańska przedstawia głowy państwa na walorach pocztowych dopiero po ich śmierci. A zatem – jako że żyją jeszcze Jimmy Carter, George H. W. Bush, Bill Clinton tudzież urzędujący jeszcze do stycznia 2009 r. George W. Bush –na znaczkach USA znajdziemy podobizny tylko 39 byłych prezydentów.

Spróbujmy spojrzeć na ich znaczkowe portrety. Rzecz jasna, każdemu prezydentowi możemy w naszej galerii poświęcić tylko jeden znaczek spośród wielu, którymi niektórzy zostali uhonorowani (konterfekt Waszyngtona figuruje na ponad 200!). Sporządziliśmy ich chronologiczną listę, podając przy nazwisku lata prezydentury.

Ale możemy także pokazać emisję, obejmującą wszystkich 43 prezydentów. Wydała ją w jednym arkuszu 20 stycznia 2005 r. poczta Wysp Marshalla, która niejako pociągnęła dalej słynną amerykańską serię prezydencką z 1938, zachowując jej graficzny wzorzec. 

Najlepszy, najgorszy…
Jak zwykle, przy okazji nowych wyborów, Amerykanie zwracają się ku przeszłości i zastanawiają się, który z dotychczasowych prezydentów był najlepszy. Na ten temat wypowiadają się w badaniach opinii społecznej przede wszystkim historycy, politolodzy, dziennikarze, ale niektóre ośrodki badań kierują swoje ankiety także do szerokich mas. Poglądy ankietowanych dość często się zmieniają, ale w czołówce najlepszych prezydentów są zawsze trzy nazwiska, lokujące się tylko w innej kolejności (George Washington, Abraham Lincoln, Franklin D. Roosevelt). Posłużmy się kilkoma przykładami, uwzględniając tylko pierwszą dziesiątkę (oczywiście, z postępem lat ankietowani mieli zawsze do wyboru więcej nazwisk). W 1948 r. byli to: 1. Abraham Lincoln, 2. George Washington, 3. Franklin D. Roosevelt, 4. Woodrow Wilson, 5. Thomas Jefferson, 6. Andrew Jackson, 7. Theodore Roosevelt, 8. Grover Cleveland, 9. John Adams, 10. James K. Polk. Badanie z 1982 r (wzięli w nim udział wyłącznie historycy). dało taki rezultat: 1. Abraham Lincoln, 2. Franklin D. Roosevelt, 3. George Washington,  4. Thomas Jefferson, 5. Theodore Roosevelt, 6. Woodrow Wilson, 7. Andrew Jackson, 8. Harry S. Truman, Grover Cleveland, 9. John Adams, 10. Lyndon B. Johnson. Na koniec przytoczmy jeszcze wyniki ankiety, przeprowadzonej w 2005 r. przez renomowany nowojorski dziennik „Wall Street Journal”: 1. George Washington, 2. Abraham Lincoln, 3. Franklin D. Roosevelt, 4. Thomas Jefferson, 5. Theodore Roosevelt, 6. Ronald Reagan, 7. Harry S. Truman, 8. Dwight D. Eisenhower, 9. James K. Polk, 10. Andrew Jackson. W niektórych badaniach znalazło się także w pierwszej dziesiątce miejsce dla Johna F. Kennedy’ego, np. w badaniu stacji telewizyjnej ABC. 

Badania opinii publicznej w USA nie ograniczają się, jednak, tylko do wyłaniania najlepszych prezydentów, uczestnicy ankiet są także zawsze pytani, którzy ich zdaniem nie spisali się, którzy byli najgorsi. W tym wypadku listę najczęściej zamykają: Warren G. Harding, Franklin Pierce i James Buchanan. W 2006 r. jeden z uniwersytetów rozpisał ankietę, pytając, któremu z 11 powojennych prezydentów należy przypisać miano najgorszego? Tę listę otwiera 43. prezydent, czyli ustępujący teraz George W. Bush, oceniony tak przez 34 proc. ankietowanych, drugie miejsce zajął Richard Nixon (17 proc.), trzecie – Bill Clinton (16 proc.). George W. Bush jeszcze gorzej wypadł w ankiecie ośrodka badań opinii publicznej Rasmussen z 12 sierpnia: aż 41 proc. uczestników badania uznało go za najgorszego prezydenta w historii Stanów (ale aż 50 proc. ankietowanych nie podzieliło tego zdania; wielu amerykańskich politologów uważa, że nie upłynie wiele lat, a Busha uzna się za wybitnego, dalekowzrocznego prezydenta).

O tym, kogo przed laty uważano za prezydentów, najgodniejszych szczególnego uczczenia, dowodzi także słynny pomnik narodowy Mount Rushmore w górach Black Hill w stanie Południowa Dakota, wyrzeźbione tam w skałach podobizny czterech głów państwa. Gdy się zastanawiano, kogo w ten sposób wyróżnić, ówczesny prezydent Calvin Coolidge zadecydował: będą to George Washington, Thomas Jefferson, Abraham Lincoln i Theodore Roosevelt. Pomnik, pokazany na znaczku USA z 2008 r., powstawał od 1927 do 1941 r. Głowy mają 18 metrów. 

Brakuje Reagana!
Wiemy na pewno, że jeden z owych 43 prezydentów był filatelistą, i to wybitnym: to Franklin Delano Roosevelt. Kolekcjonowanie znaczków było jego wielką pasją. W 1945 r. poczta Monako pokazała go na znaczku „przy pracy”, przy przeglądaniu albumów.

Uważny Czytelnik dostrzeże, że w naszym tabletu poświęciliśmy aż dwa znaczki konterfektowi prezydenta Stephena G. Clevelanda. To nie pomyłka, zasiadł on, bowiem, w Białym Domu dwukrotnie, z przerwą od 1889 do 1893, po czym wyborcy opowiedzieli się za jego ponownym powrotem na najwyższe w państwie stanowisko.

Oczywiście, wizerunki prezydentów USA znajdują się na setkach zagranicznych znaczków. Czy także na polskich? Tak. Aż cztery razy. Trzykrotnie figuruje na polskim znaczku George (czyli Jerzy) Washington  (czyli Waszyngton): na znaczku z 1932 r., wydanym z okazji 200. rocznicy jego urodzin (ten reprodukujemy; na walorze towarzyszą mu Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski), na znaczku z 1938 r., wyemitowanym w związku ze 150. rocznicą uchwalenia konstytucji Stanów oraz na bloku z 1975 r., wypuszczonym na 200. rocznicę ogłoszenia niepodległości Stanów. Franklin Delano Roosevelt figuruje na jednym znaczku z serii z 1948 r., pokazującej bojowników o wolność i demokrację. No i dobrze, ale pozwolę sobie tu na przytyk pod adresem Poczty Polskiej: na pewno należało wydać znaczek z podobizną Ronalda Reagana, bądź co bądź prezydenta, który rozłożył na łopatki imperium zła, jak nazywał Związek Sowiecki, czego jednym z następstw było wybicie się Polski na niepodległość.

Tadeusz Kurlus
Tekst ukazał się w nr 19 (71) 17-31 października 2008

27/09/2007 11:26

Pięć wieków u boku papieża

Spotyka ich każdy pielgrzym, zbliżający się do progów Watykanu.

29/12/2007 14:53

Boże Narodzenie 2007

Historia w znaczki wpisana

24/01/2008 17:44

Admirał zachodnich mórz

Historia w znaczki wpisana

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.