Genius loci Lwowa

-a A+

- Czy pani jest dziennikarką? Napisze pani o nas w gazecie? – spytał na odchodnym dziadek.

- Nie, nie jestem. To tylko tak, dla siebie. – Odpowiedziałam. Ale kiedy dziadek znikł za zakrętem schodów, pomyślałam – A czemu nie?

Lubię poznawać Lwów od środka. Zaglądać w podwórka, klatki schodowe, lubię rozmawiać z ludźmi, którzy mnie zaczepiają w tramwaju lub na ulicy. Interesują mnie ślady przeszłości – zatarte polskie napisy, stare mosiężne klamki, fantazyjne wzory na posadzkach. Ale ciekawi mnie równie teraźniejszość: nowi ludzie w tych starych murach.

***
Tego dnia znów spacerowałam sama bez celu z aparatem fotograficznym. Znów zaglądałam wszędzie, gdzie dało się zajrzeć. Drzwi do kamienicy były uchylone. Weszłam, w środku stała babcia z wnuczką. Rzuciły mi się w oczy secesyjne wzory trawione na szkle.

- Chce pani obejrzeć? Sfotografować? Proszę bardzo. My to sami zrobiliśmy. Choć tymi drzwiami nie da się trzasnąć, wie pani, to ktoś niósł coś i szybę wybił. Zamówiliśmy nową, ale nie zwykłą, a taką. Te wzory są oryginalne, takie jak tu na początku były. Przerysowaliśmy z kamienicy obok, bo jest taka sama jak nasza. I nad wejściem tak samo. W pracowniach na Politechnice nam zrobili, bo tam mają specjalistów. Mój mąż to wszystko załatwił. Bo on, chociaż Rosjanin, bardzo dba, żeby to wszystko jak dawniej było. On tu od 1963 roku mieszka. Do archiwum chodził, plany dawne wyciągał. Nasz dom jest zbudowany w 1907 roku. To już 109 lat. Polski architekt budował. Mój mąż zna nazwisko. Tutaj kwiatki dorabialiśmy do balustrady, bo kilku brakowało. Wszystko sami robimy, wspólnota mieszkańców. Prawie sami emeryci. Przewody wymieniliśmy, jeszcze austriackie były, jak się pralkę, lodówkę włączyło – nie wytrzymywały. Dach wyremontowaliśmy, bo już planetarium na strychu było, pani rozumie, co ja mam na myśli. Jakaś niemiecka fundacja się nami interesuje, może coś pomogą? Bo my już dwa kredyty mamy w bankach zaciągnięte na te remonty. Tu sąsiadka, 80 lat ma, ostatnie pieniądze oddaje: „bierzcie – mówi, – bo jak umrę, to syn już nie da”. Jeśli panią to interesuje, to może pani kiedyś przyjść do nas. Mój mąż, choć Rosjanin, ale on to wszystko zbiera, pokaże, opowie. O, tu, domofon – pierwsze mieszkanie. Albo ja telefon dam.

Pożegnałyśmy się, poprosiła, żebym dobrze zamknęła drzwi, kiedy będę wychodzić. Po chwili na robieniu zdjęć przyłapał mnie nadchodzący sąsiad z góry.

- Czy pani jest dziennikarką?

***
Jarosław Hrycak powiedział kiedyś: rozejrzeli się po dekoracjach i zaczęli grać tę samą sztukę... Czy nie na tym polega genius loci Lwowa, że wszystkich przeciąga na swoją stronę? Przykro mi, kiedy czytam, że Ukraińcy potrafili tylko zniszczyć Lwów, że zmieniają to miasto tylko na gorsze. Bo to nie tak. Nie tylko ludzie zmieniają miasto. Czasem także miasto ich zmienia.

Katarzyna Łoza
Tekst ukazał się w nr 11 (255) 17-29 czerwca 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.