Lwowskie śmieci

-a A+

Kto odwiedził Lwów w ciągu ostatnich miesięcy, nie mógł nie zwrócić uwagi na problem przepełnionych śmietników, z których tygodniami nie są wywożone śmieci. Na czym polega problem lwowskich śmieci?

Spadek po ZSRR
Nie wiem, w jaki sposób rozwiązywano problem śmieci przed wojną, ale na pewno był to problem niewielki. Nie było plastikowych opakowań, wiele odpadów można było spalić w piecu, których w mieszkaniach było zazwyczaj po kilka. Po wojnie węglowe piece i kuchnie masowo przerabiano na gaz, którego ZSRR miał pod dostatkiem i tanio, między innymi w położonej niedaleko Lwowa Daszawie.

Dla lwowskich śmieci w 1957 r. założono wysypisko w pobliskiej wsi – Grzybowicach.

W latach 70. XX w. przyszła „plastikowa rewolucja”, ilość śmieci na wysypisku wciąż rosła, jednak wciąż były to czasy chodzenia do sklepu z własną siatką, bardzo ograniczonego konsumpcjonizmu i wyzyskiwania wszystkiego, co udało się kupić, do granic możliwości, ze względu na panujący powszechnie deficyt wszelkich towarów.

Ukraina
Lwów w niepodległej Ukrainie borykał się z wieloma palącymi problemami, między innymi z problemem dostaw wody, który był zdecydowanie bardziej uciążliwy dla mieszkańców, niż dalekie wysypisko i gospodarka odpadami. Każdy kolejny mer miasta szedł na wybory z hasłem „woda całą dobę” (może niektórzy jeszcze pamiętają czasy, kiedy woda w mieście była tylko trzy godziny rano i wieczorem). Dopiero kilka lat temu – na przełomie 2009/2010 r. ówczesny mer Lwowa Andrij Sadowyj rozwiązał problem wody i wygrał kolejną kadencję prezydenta miasta.

Europejskie miasto
Za drugiej kadencji Sadowego miasto wyraźnie zmieniło się na lepsze, nabrało europejskiego sznytu, jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się kawiarnie na Rynku, zwiększył się napływ turystów, w międzyczasie Lwów był gospodarzem rozgrywek piłkarskich Euro 2012. Lwowiacy uwierzyli, że są już jedną nogą w Europie. W 2015 r. wybrali Sadowego na trzecią kadencję. Jednocześnie jego popularność poza granicami miasta rosła, a partia Samopomoc, na czele której stał, w 2014 r. weszła do ukraińskiego parlamentu. Mer zapomniał, że jeszcze w 2006 roku obiecywał rozwiązać problem wysypiska.

Pożar wysypiska
Sięgając coraz wyżej, Sadowyj narobił sobie wrogów, którzy wyciągnęli, od dawna zamiataną sprawę lwowskich śmieci, aby użyć jej w walce politycznej. Rok temu na grzybowickim wysypisku wybuchł tragiczny w skutkach pożar. Wiele wskazuje na to, że wysypisko mogło zostać specjalnie podpalone. W czasie gaszenia pożaru zginęło kilku strażaków. Mieszkańcy Grzybowic zaczęli blokować drogę dojazdową do wysypiska. W międzyczasie wyszło na jaw, że w ostatnich latach do władz Lwowa ponad 40 razy zgłaszały się firmy, chcące wybudować we Lwowie spalarnię lub zakład przetwarzający odpady. Podobno wszystkim „proponowano” tak wysokie łapówki, że rezygnowali z inwestycji. Prawda to, czy nie – faktem jest, że we Lwowie nie ma do dziś dnia zakładu tego typu.

Śmieci do lasu
W zeszłym roku problem został rozwiązany połowicznie przez wywożenie lwowskich śmieci na wysypiska do innych miast i obwodów. Lwowskie śmieci wożono nawet do Doniecka (1000 km), a kiedy i tamto wysypisko odmówiło współpracy, były próby wysypywania odpadów w lesie. Aktywiści śledzili transporty z odpadami i prowadzili prawdziwe akcje dywersyjne, przebijając opony ciężarówkom wywożącym śmieci. Był nawet pomysł, aby lwowskie śmieci przyjmowała… Polska! Mer wysłał pół tysiąca listów do samorządów na terenie Ukrainy z prośbą o przyjęcie lwowskich śmieci. Otrzymał 229 odmownych i 9 pozytywnych odpowiedzi. Na ponad połowę listów w ogóle nie było odpowiedzi.

„Śmieciowa blokada”
Od roku mer konsekwentnie twierdzi, że Lwów padł ofiarą „śmieciowej blokady” i apeluje do mieszkańców miasta o różne formy sprzeciwu – akcje protestu, listy kierowane do władz państwowych, aby wymusić na nich zezwolenie na składowanie lwowskich śmieci w innych regionach Ukrainy, a także zaprzestanie blokowania ulic miasta przez worki ze śmieciami. W ciągu najbliższego tygodnia we Lwowie ma być wprowadzone sortowanie śmieci na stwarzające i niestwarzające zagrożenia epidemiologicznego.

Władze konsekwentnie odmawiają działań w sprawie, która leży w gestii władz miasta.

We Lwowie przybywa codziennie 650–700 ton śmieci.

Katarzyna Łoza

Tekst ukazał się w nr 12 (280) 30 czerwca - 13 lipca 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.