Kto i dlaczego boi się Europy

-a A+

„Ojczyzna w niebezpieczeństwie!” – patetycznie krzyczą patentowani patrioci i partyjne hieny, które bezczelnie przyswoiły sobie zdobycze Rewolucji Godności.

„Kwestia gwarancji socjalnych jest nie na czasie” – twierdzą kategorycznie, po raz kolejny bezwstydnie zmieniając barwy partyjne i trzymając „nos pod wiatr”. „Należy przecierpieć” – chórem wtórują im urzędnicy najwyższego szczebla, poszerzając kolejne dziurki w paskach, aby ścisnąć „zarobione” zbędne kilogramy i upychają w rajach podatkowych nabyte „wytężoną” pracą miliony. O należytą ocenę ofiarności narodu ukraińskiego, oddającego najlepszych synów i córki w walce przeciwko agresorowi, apelują patentowani mówcy ukraińscy do sytego i obojętnego Zachodu.

Wszyscy nawołują do cierpliwości. Jednak ta propozycja nie dotyczy ich samych, ich dzieci i rodziny. Tym, którzy nie godzą się na rolę pasywnego stada, mówią, że ich wymagania są nie na czasie, że zaprzedali się wrogowi i w ogóle zdradzili naród ukraiński. Bo kruche ciałko ukraińskiej państwowości może zapewnić dostatnie życie niewielkiej gromadce wybranych, a od nadmiernych wymagań pospólstwa może w ogóle wyzionąć ducha. Czy jest to aby prawdą? Po co Ukraińcom państwo? Czy państwo jest celem samym w sobie, takim narodowym fetyszem, którym należy się lubować, oddawać mu honory, ale niczego od niego nie wymagać? Gdybyśmy żyli na przełomie XIX i XX wieku to z takim stosunkiem do państwa można byłoby się jeszcze zgodzić. Ale nawet wtedy potężne ruchy społeczne wymagały gwarancji socjalnych i nie miały do zdobytej narodowej państwowości stosunku jak do porcelanowego chińskiego wazonu, który kupiono, aby umieścić go w gablocie w najbardziej zaszczytnym miejscu swego mieszkania.

Proszę się zgodzić, że w XXI wieku ciężko jest operować kategoriami XIX stulecia. Jeżeli druga połowa XIX i zwłaszcza początek XX wieków przepełnione były ideami osiągnięcia przez narody niepodległej państwowości, to w XXI wieku raczej mamy do czynienia z przekazaniem części narodowo-państwowych pełnomocnictw ponadnarodowym strukturom w rodzaju Unii Europejskiej. Cóż więc ma robić teraz Ukraina? Nie zbudowawszy jeszcze silnego narodowego państwa, od razu skierować się do Europy, aby utracić wiekowe marzenia o tym, że „w swojej chacie swoja prawda, i siła, i wola”?

Staje się zrozumiałym, że dopóki dotychczasowe ukraińskie elity nie będą w stanie odpowiedzieć na pytanie, co też takiego budują w Ukrainie i jaki jest cel tego projektu – kardynalnych zmian nie będzie. Jak twierdzi wschodnia przypowieść – statek, który nie zna celu swej podróży, nigdy nie złapie właściwego wiatru. Albo starając się zbudować swój ukraiński przysiółek z „własnym młynem i wiśniowym sadem” pośród zglobalizowanego świata, nie zważamy na żadne zasady obowiązujące na całym świecie, albo opuszczamy czym prędzej wiek XIX i próbujemy zająć swoje miejsce we współczesnej Europie. Nie zwracając przy tym nadmiernej uwagi na nasze traumy historyczne, ale proponując światu to, dzięki czemu po połączeniu z nami osiągnie on coś nowego i ważnego. Po co każdorazowo pokazywać światu nasze historyczne (obecnie już jako zjawy) rany, rozdrapywać je i czekać, kiedy wreszcie pożałują nas jako ofiarę i przytulą, jak biednego krewnego? Zwięźlej – komu potrzebny jest nieszczęśnik i nieudacznik? O przyjaźń z takim nikt walczyć nie będzie. Takich niechętnie zapraszają do towarzystwa, bo stałe jęczenie takiego partnera nie pozwoli na realizację najskromniejszego planu.

Wniosek nasuwa się sam. To dlaczego tak boją się kursu europejskiego ukraińscy urzędnicy, nacjonaliści i ultra patrioci? Dlaczego z ostatnich sił uczepili się jakiejś efemerycznej „ukraińskiej Ukrainy”? Mówią o „ziemi danej przez Boga”, o autochtonach, przybyszach, okupantach, którzy przyszli tu przed ośmiuset laty? Dlaczego starają się przymierzać teorie, które cywilizowana ludzkość już dawno odrzuciła na śmietnik? Czy dążąc do Europy i wprowadzając standardy europejskie utracimy jakiś koloryt, bez którego nie da się żyć? Nie – jeżeli nie uważać korupcji za nieodłączną cechę Ukraińców. Nasi urzędnicy tak naprawdę boją się przejrzystości europejskiego ustawodawstwa i wypracowanych mechanizmów walki z korupcją. Boją się reformy sądownictwa, organów ścigania, które doprowadza do zamiany zacisznych gabinetów i rodzinnych majątków na cele więzienne, mniej komfortowe, jeżeli nie zdążą z reformą systemu penitencjarnego.

Zrozumiałe jest też i to, że ukraińskie społeczeństwo obywatelskie ma za mało sił, aby samo zwalczyć ten system. Dlatego i nasi aktywiści społeczni, i my, zwykli obywatele, za każdym razem liczymy na Zachód. Czekamy, że Zachód wtrąci się i pogrozi naszym urzędnikom. Przyznajmy, że większość pozytywnych zmian w post-majdanowej Ukrainie nastąpiło pod presją Zachodu, lub wskutek szantażu międzynarodowych organizacji finansowych o niewydaniu kolejnej transzy pomocy finansowej skorumpowanym ukraińskim urzędnikom. Rosyjska agresja nie poszerza się w głąb Ukrainy nie tylko dzięki Siłom Zbrojnym Ukrainy, ale i dzięki zgranym działaniom międzynarodowej wspólnoty.

Wyjście Ukrainy z rosyjskiej orbity i początek ruchu w kierunku zjednoczonej Europy przeciąga się w czasie nie tylko dlatego, że świat zachodni boi się podzielić się z nami swoim dobrobytem, ale przede wszystkim dlatego, że za słabo naciskamy na nasz klanowo-oligarchiczny system i jego sługi – skorumpowanych urzędników. Dlatego, że jesteśmy za mało aktywni u siebie w domu. Ciągle oczekujemy cudu i przyjścia mesjasza-wyzwoliciela całego narodu ukraińskiego. I oczekując, bierzemy aktywny udział we wzmocnieniu skorumpowanego systemu.

Przypomnijmy sobie, ile wysiłku kosztowało aktywistom społecznym i niektórym politykom przyjęcie ustawy o obowiązkowym elektronicznym deklarowaniu dochodów. Czego tylko nie wyrabiano, aby to storpedować! A ukraińskie społeczeństwo dlaczegoś zajęło pozycję postronnego obserwatora: zajęło wygodne miejsce przed telewizorem i z niezmąconym spokojem oczekiwało, kto zwycięży. Mało tego. Gdy rozpoczęła się brudna kampania przeciwko któremuś z aktywistów, społeczeństwo z upojeniem „połykało” każdy skandal autorstwa złodziei i korupcjonistów. Sieci społecznościowe pęczniały od „sprawiedliwego” gniewu i oburzenia zachowaniem aktywistów, którzy w bezsilności zwrócili się o pomoc do tegoż Zachodu.

Nie przestaję dziwić się wiecznemu ukraińskiemu rozdwojeniu pomiędzy „jesteśmy w swoim domu – nie wtrącajcie się” a „Zachód nam pomoże”. Znajdujemy zawsze masę rozmaitych argumentów, dlaczego reszcie świata będzie tak źle bez naszego państwa. Przede wszystkim panuje przekonanie, że jeżeli Zachód nie poprze Ukrainy, to będzie miał do czynienia z Rosją na swych granicach. To argument pierwszy. A drugi – Ukraina, jak w czasach nawały mongolskiej, znów ofiarnie broni Europy.

Czegoż chce Ukraina od Europy w nagrodę za swoją ofiarę? Członkostwa w UE? Nie. Zwiększenia inwestycji w ekonomikę Ukrainy? Tak, ale brak reform i oczywista niechęć stworzenia sprzyjającego klimatu inwestycyjnego wskazuje na rzecz przeciwną. Oligarchowie, którzy kontrolowali rynki Ukrainy, nadal bronią zażarcie swoich pozycji. A któż z zachodnich inwestorów, znając poziom korupcji wśród ukraińskich urzędników i sędziów, zaryzykuje konkurować z monopolistami-oligarchami? To, dlaczego, zamiast grozić Zachodowi, jak rozkapryszone dziecko, że „na złość Babci odmrożę sobie uszy”, nie wziąć się za obalenie systemu klanowo-oligarchicznego i korupcji, nie wezwać na pomoc potęgę świata zachodniego? Jednak takich próśb nie słychać. Natomiast są wymagania – nie uwierzycie – uznać prawo Ukrainy do swoich specyficznych bohaterów historycznych. Tu więc łączą się szeregi współczesnych nacjonalistów, ultra patriotów i, jak by to nie brzmiało dziwnie, skorumpowanych urzędników.

Niektórzy ukraińscy nacjonaliści, powołując się na zagrożenie ze strony Rosji, dlaczegoś nie biorą się za konsolidację społeczeństwa ukraińskiego, za próbę połączenia Ukraińców w naród polityczny. Obserwując zachowanie niektórych z nich ma się wrażenie, że mijają się z realiami codzienności i żyją w świecie wirtualnych gier komputerowych. Tam główni bohaterowie mają po kilka żyć, można lekko zgromadzić potencjał i przemieszczać go, poruszając się z poziomu na poziom.

Jednak w realu wszystko wygląda inaczej. Pokłóciwszy się ze swymi partnerami o kwestie historyczne, można doznać kompletnego fiaska w kwestiach o wiele ważniejszych politycznie. Taktyka, ukierunkowana na to, że w obliczu rosyjskiej agresji uda się na sąsiadach wymusić uznanie naszego prawa do kontrowersyjnych bohaterów, jest na tyle bezsensowna i niemądra, że przypomina procedurę wbijania gwoździ szwajcarskim zegarkiem. A tak w ogóle, wywoływanie duchów historycznych bohaterów w naszych czasach nie daje nic oprócz oszukiwania samych siebie. Historyczni bohaterowie nie tylko nie konsolidują społeczeństwa ukraińskiego, lecz tworzą z niego łatwą ofiarę propagandowych manipulacji.

Powiecie, że przesadzam, że nawet sama Europa skręca na prawo i pojawiają się poważne ruchy odśrodkowe. Powiecie, że nie wiadomo co z samą UE będzie za kilka lat i czy warto w ogóle tam dążyć. Warto. Dla obywateli Ukrainy eurointegracja jest życiowo konieczna. Inaczej nigdy nie dowiedzą się, jakie są europejskie standardy życia i pozostaną do końca niewolnikami oligarchów i skorumpowanych urzędników. Każdego razu po żądaniach podwyżki emerytury z 50 na 60 dol. USA będą nasłuchiwać, czy nie przestało bić serce słabego organizmu ukraińskiej państwowości.

Co dotyczy państw-członków UE, to oprócz Wielkiej Brytanii, która ma możliwości prowadzić swoją samodzielną politykę bez oglądania się na Brukselę, kwestia wzmocnienia narodowej niepodległości w większości państw się nie pojawia. Wprawdzie polityka wyrównywania poziomu europejskich regionów, gdy to zamożne państwa UE wkładają swoje kapitały w infrastrukturę i ekonomikę słabszych, doprowadziła do tego, że wzmocniwszy się ekonomicznie państwa te zaczęły żałować swego utraconego narodowego „kolorytu”. Pojawili się „eurosceptycy”, niektórzy sowicie opłacani przez Putina. Ale czy należy powielać niesprawdzone koncepcje oparte na wierze we własne nadzwyczajne możliwości i z góry stawiać się poza planszą gry? A nie prościej byłoby orientować się na wolny świat równych możliwości, jakim jest UE? Bo wspólnie i…

Nie, lepiej tak – zwyciężymy.

Wasyl Rasewycz
W wersji ukraińskiej tekst ukazał się na portalu Zaxid.net
Tekst ukazał się w nr 21 (265) 15-28 listopada 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.