We Lwowie na błoniu pastorałkę słychać

-a A+

Śpiewamy je każdego roku, tylko zwrotek pamiętamy coraz mniej.

Ale są, na szczęście, jeszcze domy we Lwowie i w okolicach, gdzie wraz z nadejściem świąt Bożego Narodzenia wyjmowane są stare kantyczki, schodzą się goście i przy świątecznych stołach – pełne sarmackiego animuszu, a potem rzewne, pełne zadumy – płyną kolędy i pastorałki. Najpiękniejsze i najbardziej popularne, utrwalone przez wieki, śpiewane w salonach, izbach, kościołach oraz podczas przedstawień bożonarodzeniowych na melodie polonezów, krakowiaków i kujawiaków.

Dobiega końca rok Oskara Kolberga. Przypominamy więc pastorałki zapisane przez Oskara Kolberga w okolicach Lwowa, przywołując przy okazji postacie, które najbardziej przyczyniły się do zachowania i przekazania tradycji. „Kiedyby zaś u nas nastał zwyczaj śpiewania kolęd i kolędowania po domach, niknie to w przeszłości: można jednak śmiało powiedzieć iż ma swój początek w obrzędach i zwyczajach kościelnych” – pisze w swoich notatkach Kolberg, dodając informację o wizytach świątecznych plebanów na parafiach i spisywaniu wiernych, za których przykładem „i żaki szkolne ubogie, obchodzili domy z gwiazdką lub szopką, śpiewając kolędy, co jeszcze i dotąd w wielu miejscach jest we zwyczaju”. Do coraz popularniejszych orszaków bożonarodzeniowych potrzebne były wciąż nowe pieśni świąteczne „i liczba się ich pomnażała”. Zdaniem naszego wybitnego folklorysty pastorałki o wesołych melodiach i „ucieszniejszych” wątkach zachowały się do dnia dzisiejszego, a wszystkie inne zaginęły. W Zadwórzu niedaleko Lwowa, prawdziwym zagłębiu polskiej pieśni, zapisał Kolberg pastorałkę

„Narodzenie Pana, dziś dzień wesoły”:
Narodzenie Pana, dziś dzień wesoły,
wyśpiewujmy chwałę Bogu żywioły.
Radość ludzi wszędzie słynie,
Anioł budzi przy dolinie
pasterze, co paśli pod borem woły.

Wypada wśród nocy ogień w obłoku,
dumają pasterze w takim widoku.
Każden pyta, co się dzieje,
czy nie świta, czy nie dnieje,
skąd ta łuna bije tak miła oku.

Ludzie głos anielski gdy usłyszeli,
zaraz do Betlejem wszystkie bieżeli.
Tam witali w żłobie Pana,
poklękali na kolana,
i oddali dary, co z sobą wzięli.

Teraz na przemiany wszyscy krzyknęli:
żyj Jezus maluśki, na świat wydany.
Niech ci, Panie, nasza chwała,
nie ustanie wiecznotrwała,
żyj, żyj Zbawicielu, na świat wydany.

W kulturze polskiej okres Bożego Narodzenia odgrywa szczególnie ważną rolę. Na temat Narodzenia Pańskiego powstawały pieśni przeznaczone do wykonania w kościele – jak np. otwierająca Pasterkę „Wśród nocnej ciszy” – a także pastorałki śpiewane przez kolędników oraz domowników, w jasełkach oraz podczas wizyt kolędniczych. Rozróżnienia na kolędy i pastorałki dokonał w XIX wieku ks. Marcin Mioduszewski ze zgromadzenia misjonarzy. Pastorałki – wesołe, skoczne, wypełnione wątkami świeckimi, niosą też sporą wiedzę o realiach życia codziennego w dawnych wiekach. Tematy pasterskie oraz inne opowieści okraszone są w nich zazwyczaj humorem, często pisane bywały gwarą. Prawdziwie ludowe dzieła stanowiły nawiązanie do tradycji św. Franciszka, bo jak chce legenda autorem pierwszej kolędy miał być właśnie ubogi święty. „Franciszek krześcijański, wszemu światu jawny,/Cnotami okraszony, pokorny, spokojny./Na pamięć narodzenia w Betleem Bożego / Uczynił jasłki nowe z umysłu czystego” – pisał w XVI wieku polski anonim. Franciszka uważamy też za twórcę jasełek, a zakon franciszkański wprowadził rozmaite zwyczaje związane z obchodami świąt Bożego Narodzenia. Ponoć pierwsze polskie kolędy śpiewane były nie podczas nabożeństw, a przy jasełkach właśnie. W pastorałkach temat pozostał sakralny, ale wyobraźnia ludowa wyposażyła je dodatkowo w elementy związane z kulturą polską, a cechą, która często je wyróżniała była dialogowa forma językowa. Tak jak w pastorałce zanotowanej przez Kolberga w Ubiniach niedaleko Kamionki Strumiłowej:

Chodźmy bracia kolędować, ubodzy,
a toć że nas sam Pan Jezus wspomoże,
a wspomoże nas miły Bóg, dalibóg.
A gdzie Tego porodziła Maryja?
A w żłóbeczku na sianeczku, alleluja.
A gdzież Tego przekąpała, Maryja?
A morzam wodę przeczerpała, alleluja.
A w co Tego powijała, Maryja?
W pieluszeczki bielusieńkie, alleluja.
A któż ci tu za kumy był, Maryja?
Święty Szczepan, święta Pelileja, alleluja.
Jakieście mu imię dali, Maryja?
Jezus Chrystus na imię mianowany, alleluja!

Pastorałka zapisana w starej, zniszczonej kantyczce to kolejna nasza próba połączenia tradycji religijnej i świeckiej. Narodziny Chrystusa poruszały wyobraźnię i emocje. Anonimowi autorzy przed wiekami bezbłędnie wybrali właśnie ten motyw utrwalony w ewangelii św. Łukasza: oto pasterze idą do Jezusa i witają go jako pierwsi. Mijały stulecia i chwałę narodzonemu wyśpiewywali obok franciszkanów i benedyktynów, karmelitanek i klarysek zwykli świeccy na dworach i w chatach. Misterium bożonarodzeniowe nabierało coraz częściej elementów lokalnych i wraz z aniołami wędrowali do szopki pasterze o swojsko brzmiących imionach. Szli Bartek z Jaśkiem, Kuba z Maćkiem z Mazowsza i Śląska, Wielkopolski i Małopolski. Łączyły się dwa światy i wraz nimi łączyły się dwa światy artystyczne. Świat muzyczny i plastyczny: bo obrazy wymalowane w pastorałkach często zadziwiają swoimi zestawieniami. Spisywał je Oskar Kolberg wędrując po ziemiach polskich, sięgając do starych kantyczek, do przepastnych bibliotek i do bogactwa utrwalonego w ustnym przekazie. Kolejna stara pastorałka zapisana przez Kolberga pochodzi z Jaworowa:

Biegła Maryja bieżący,
człek pszenicę siejący:
Siejże, człeku, w imię moje,
będziesz jutro zbierał swoje.
Alleluja!

Żydostwo się dowiedziało,
za Maryją pospieszało:
Ponabóg, człeku miły,
cyś nie widział Panny Maryi?
Alleluja!

Wtenczas Panna Maryja szła,
jak się ta pszenica siała.
Wracaj, bracie od tej błoni,
już Maryi nikto nie zdogoni.
Alleluja!

Maryja się dowiedziała,
w ciemnym lesie nocowała,
z lodu w ogień wykrzesała,
Pana Jezusa ogrzewała.
Alleluja!

Z śniegu świece okręciła,
na cały świat rozpuściła.
Lulaj, lulaj ty mój mocny Boże,
już majestat twój zielone łoże.
Alleluja!

Przemierzając ziemię lwowską, przemyską, tarnopolską zanotował Kolberg wiele pastorałek, śpiewanych przez Polaków mieszkających zarówno w miastach jak i na wsi. Szczególnie obfite w polskie pastorałki były wówczas – poza Lwowem – okolice Zadwórza oraz Ubiń koło Kamionki Strumiłowej (Buskiej). Do dzisiaj tradycja chodzenia po kolędzie i śpiewania polskich pastorałek przetrwała zwłaszcza wśród mieszkańców Mościsk i Sambora.

Spisujący stare kolędy i pastorałki Kolberg wcale nie był pierwszy. Przed naszym zasłużonym zbieraczem folkloru w ciągu kilku stuleci było mnóstwo postaci, które interesowały się dorobkiem przodków. Za ojca pastorałki można uznać Jana Żabczyca. Prawie czterysta lat temu, nadworny poeta rodziny Mniszchów, wydaje pierwszy zbiór polskich kolęd. „Symfonie anielskie abo Kolęda mieszkańcom ziemskim od muzyki niebieskiej wdzięcznym okrzykiem na Dzień Narodzenia Pańskiego zaśpiewane” ukazały się w Krakowie w 1630 roku. Literat z Żabczyca miał również związki z naszymi okolicami – przemieszczał się głównie po terenie prowincji małopolskiej. „Chudy poeta z samborskiego dworu” jak go nazwał historyk literatury Julian Krzyżanowski, działał w okolicach Sambora i Sanoka, związany z rodziną Mniszchów i zaprzyjaźniony z innymi polskimi rodami. Żabczyc był pisarzem dworskim, znał wiele przysłów, sentencji i pieśni popularnych śpiewanych podczas spotkań towarzyskich. Badacze pisali też o tym, że układał niektóre swe kolędy i pastorałki na melodie ludowych pieśni rusińskich. Zanotował też zapewne pieśni na Narodzenie Pańskie śpiewane w okolicach Lwowa oraz Krakowa. Jego 36 pieśni bożonarodzeniowych stanowi pamiątkę tego, co śpiewali Polacy w czasach Jagiellonów. W zbiorze znajdziemy sporo pieśni, które nadal śpiewamy w okresie świątecznym.

Dwie stare pastorałki zapisane przez Oskara Kolberga w okolicy Lwowa i Kamionki Strumiłowej

W czystym polu stoi gruszeczka, alleluja,
Jezus Chrystus, sam Pan Jezus i Maryja.
A na tej gruszeczce złota różeczka, alleluja,
Jezus Chrystus, sam Pan Jezus i Maryja.
A pod ta gruszeczką wdeptana steżeczka, alleluja,
Jezus Chrystus, sam Pan Jezus i Maryja.
**

W tej kolędzie, kto tam będzie, kto tam będzie,
kużden się ucieszy,
kto co komu ma darować,
niech się prędko spieszy,
dać dary z tej miary
dla Pana naszego.

Betlejemski żłóbek otaczają postacie: Maria i Józef pochylają się na dzieckiem, krzątają się pasterze, mędrcy śpieszą ze Wschodu, aniołowie śpiewają „Gloria”, z zainteresowaniem przyglądają się im zwierzęta – wzruszająca scena utrwalana jest od wieków w jasełkach i pastorałkach. Jak się mają do tego te piosnki o innym charakterze? Bo przecież w tradycji przetrwały też pastorałki dość rubaszne, niewyszukane językowo. Pastorałki wypromował barok. Udramatyzowane pieśni pastorałkowe wywodzące się z szopki wiejskiej kojarzyły się z kulturą ludową miejską i wiejską. Nie zawsze było tam miejsce na finezję. Prości ludzie opowiadali prostym językiem o sprawach ważnych, ale przyziemnych: witali Dzieciątko, współczuli Marii, a przy okazji kpili sobie ze śmierci, diabła i króla Heroda. Żywe, pełne dowcipu – pozostają pastorałki pełnym wdzięku zapisem ludowej obyczajowości. Tradycja mówi, że na wigilię zwierzęta przemawiają ludzkim głosem? Nie mogło się w pastorałkach obejść bez zwierząt „mówiących poufale i pobożnie”, ale chwilami po hultajsku. W Ubiniach śpiewano tak:

Chodzili se wilki,
tam sobie mówili:
Chodźmy, bracie, po kolędzie
gdzie wieprza zabili.

Jeden zabił wieprza,
bo mu było nie trza,
kolędniki – jak się zbiegli,
całego mu zjedli.

Jedli oni, jedli,
tak sobie mówili:
Uciekajmy po jednemu,
żeby nas nie bili.

Jak się jeden został,
dobrzeż on tam dostał!
Jak się kija domacał,
dobrzeż on tam obracał!

Jak się stamtąd wyrwał,
sam do siebie gadał:
Oj, będęż ja tę kolędę
Każdemu powiadał.

Żyjąc ponad 120 lat pod zaborami, mieszkańcy kraju szczególnie chętnie chcieli usłyszeć o polskich wątkach w historii biblijnej – dodawało to otuchy i nadziei. Pojawiła się wówczas moda na kolędy patriotyczne. Ponad 100 lat temu poeta Lucjan Rydel wymyślił, że historię narodzin Jezusa wpisze w narodowe dzieje. Prowadząc pracę oświatową na wsi wyszedł z założenia, że teatr to atrakcyjna forma przekazu i zajął się pisaniem widowiska teatralnego dla ludu. Tak zrodziło się „Betlejem polskie” – po słynnej prapremierze zagranej przez chłopów w stodole w podkrakowskich Toniach – cieszące się ogromnym powodzeniem na scenach, stało się trwałą pozycją repertuarową nie tylko teatrów ludowych. Duża scena też chętnie przyjęła treści historyczne z wątkami ludowymi. Od daty polskiej prapremiery w Teatrze Wielkim we Lwowie – 28 grudnia 1904 roku – wystawiano „Betlejem” nieprzerwanie aż po dwudziestolecie międzywojenne. Po latach, pastorałkowe tematy wciąż inspirowały twórców. Interpretacje Teofila Trzcińskiego (staropolskich pastorałek z kantyczek) podsunęły Leonowi Schillerowi pomysł ułożenia z tych tekstów pastorałkowego widowiska. Genialną schillerowską „Pastorałkę” inny reżyser Wilam Horzyca nazwał „najczarowniejszym widowiskiem bożonarodzeniowym jakie posiadamy”. Przed planowaną lwowską premierą Horzyca zachęcał do obejrzenia widowiska, które: „niewątpliwie trafi do serca Lwowa dzięki rozkosznej fakturze prymitywu ludowego i wręcz nadziemskiej muzyce”. Stanowiły ją cudowne kolędy i pastorałki wprowadzone do spektaklu przez Schillera. I nie koniec na tym, bo sięgali po pastorałki kolejni twórcy, aż po czasy współczesne. Na początku XXI wieku w krakowskim teatrze im. Juliusza Słowackiego wystawiono „Pastorałkę na nowy wiek” Bronisława Maja z muzyką skomponowaną przez znanych krakowskich kompozytorów. „Nie chodziło nam o szopkę polityczną ani o doraźne aluzje, ale o to, aby zachowując tradycję pastorałki wprowadzić nowy kontekst obyczajowy, ogólnoludzki. Chcieliśmy zrobić pastorałkę oddającą niepokoje, kompleksy ludzi zakrętu dwóch epok” – mówił po premierze reżyser Krzysztof Orzechowski w 2001 roku.

***
Z tamtej strony gaika zieleni się trawka,
Tam pasterze paśli woły, jedli kaszę z garka.
Anioł się im pokazał i tak im powiedział,
że się Chrystus Pan narodził, aby każden wiedział.
Skoro nie pójdziecie, wielkie cuda macie,
wszystkie garki potłuczemy, co na piecu macie.
Jeszcze się na tem nie stanie, pójdziemy do stajnie,
które konie są najlepsze, to będziemy brali.
To będziemy brali, będziemy jechali,
ale, ale, mój Michale, pojedziemy dalij.

Pożegnać się wypada Kolbergowskimi pastorałkami na Nowy Rok. Kolędnicy obchodzili kolejne domy, życząc gospodarzom pomyślności w Nowym Roku. Gdzieś we wsi rodzinnej, albo miasteczku zasypanym obficie śniegiem – w Jaworowie czy Pnikucie, Strzelczyskach czy Samborze, a może we Lwowie – zdarzy się cud Bożego Narodzenia. Życzymy radosnego wyśpiewania wesołej nowiny. Wesołych Świąt!

Dobry wieczór, panie gospodarzu, do ciebie,
woła cię Pan Bóg na poradeczek do siebie.
Urodziło ci się sto kup żyta na polu,
daj że ci Boże szczęścia i zdrowia w tym domu.
***
Tam we Lwowie na błoniu,
tam wywijał się grzeczny paniczeńko na koniu.
Przysłał jemu parę koszulek w kolędzie,
on to przyjmie, za to nie dziękuje, alleluja.

Beata Kost
Michał Piekarski przykłady muzyczne
Tekst ukazał się w nr 23-24 (219-220) 19 grudnia 2014 – 15 stycznia 2015

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.