Dom rodu Sołtysów

-a A+

Po II wojnie światowej większość Polaków ze Lwowa musiała opuścić swoje miasto.

Pozostało około 12 tysięcy mieszkańców, w tym garstka uczonych i profesorów, wśród których był Adam Sołtys – kompozytor, dyrygent, pedagog krytyk muzyczny, animator życia muzycznego, kontynuator dzieła swojego ojca – wybitnego kompozytora Mieczysława Sołtysa. Muzykolog Maria Ewa Sołtys, córka Adama i wnuczka Mieczysława Sołtysów, została w domu rodzinnym, w ciągu wielu lat pieczołowicie zachowuje spuściznę po kompozytorach. Pomaga jej w tym syn Mieczysław – przedstawiciel czwartego pokolenia rodu Sołtysów. Z Marią Ewą Sołtys rozmawiała Anna Gordijewska.

Do Pani należy pomysł powstania Izby Pamięci Mieczysława i Adama Sołtysów w domu rodzinnym.
7 lutego minęła 152. Rocznica urodzin mojego dziadka, Mieczysława Sołtysa. Bardzo zależało mi, aby ten dzień uczcić specjalnie. Dlatego też postanowiłam zaprosić swoich przyjaciół, którzy przyczynili się do powstania Izby Pamięci Mieczysława i Adama Sołtysów. Konsulat Generalny RP we Lwowie, który dofinansował to przedsięwzięcie, reprezentowała pani konsul Sylwia Andujar-Piechowska. Podczas spotkania goście obejrzeli multimedialną prezentację o twórczości Mieczysława Sołtysa, przygotowaną przez mojego syna – Mieczysława, który odziedziczył imię po swoim pradziadku i jest kontynuatorem zachowania pamięci o swoich przodkach. W tym roku przypada również 125. rocznica urodzin mojego ojca Adama Sołtysa. Bardzo zależy mi na tym, aby tę datę godnie uczcić, dlatego też złożyłam odpowiedni projekt w polskim konsulacie. Chcielibyśmy, żeby ten dom był otwarty, aby odbywały się w tym miejscu koncerty kameralne, wystawy fotograficzne i malarskie. Oficjalne otwarcie Izby Pamięci Mieczysława i Adama Sołtysów nastąpi nieco później.

Od jak dawna ten dom należy do rodziny Sołtysów?
Mój dziadek kupił tę willę w 1899 roku, wcześniej rodzina mieszkała przy ulicy Zielonej. Mieczysław Sołtys wprowadził się tutaj z rodziną w 1900 roku (w rok po śmierci pierwszej żony Marii Józefy), a w 1901 r. ożenił się powtórnie z Marią Wiktorią Jaszek, pianistką i pedagogiem.

Po 100 latach (w 2000 roku) na ścianie zewnętrznej willi została uroczyście odsłonięta tablica upamiętniająca fakt, iż w tym domu mieszkali, tworzyli i zmarli Mieczysław i Adam Sołtysowie.

Proszę opowiedzieć o zachowanych pamiątkach rodzinnych.
Zachowały się różne świadectwa – ze szkoły, gimnazjum im. Franciszka Józefa, uniwersytetu, konserwatorium. Oglądając te dokumenty, można dojść do wniosku, że Mieczysław Sołtys był pilnym i wszechstronnie uzdolnionym uczniem. Ciekawostką jest świadectwo z konserwatorium podpisane przez Karola Mikulego (ucznia Fryderyka Chopina), pod którego kierunkiem uczył się mój dziadek. Są szarfy, które były na koszu kwiatów, ofiarowanych Mieczysławowi Sołtysowi w chwili otwarcia sali koncertowej Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego na ulicy Chorążczyzny w 1910 roku. Wstęgi potrzebują renowacji, jest to bardzo żmudna praca, mam nadzieję, że uda mi się znaleźć sponsorów dla przywrócenia im dawnego blasku. Pozostał druk oratorium „Śluby Jana Kazimierza” – jak wiadomo, jest to najbardziej znany utwór M. Sołtysa, wykonywany niejednokrotnie przed 1939 rokiem. Adam Sołtys dbał o pamięć swojego ojca, wielokrotnie wykonywał ten utwór z zespołami Polskiego Towarzystwa Muzycznego w okresie międzywojennym. Po wojnie i zmianie granic ten temat przestał być aktualny. Utwór został przywrócony do życia przez wybitnego ukraińskiego dyrygenta Jurija Łuciwa i lwowskich muzyków dopiero w 2004 roku, a następnie w 2006 w 350. rocznicę słynnych ślubów królewskich w katedrze łacińskiej. W latach 2004–2007 oratorium zabrzmiało w wielu miastach Polski, między innymi, w Częstochowie, Krakowie, Warszawie. W 2013 roku bardzo zależało mi na tym, żeby to dzieło było nie tylko wykonane ponownie we Lwowie z okazji 150. rocznicy urodzin Mieczysława Sołtysa, ale również nagrane. Muzyka jest sztuką ulotną, natomiast zapis utrwalony na płycie pozostanie dla potomnych. Niestety nie udało się….

Wśród pamiątek rodzinnych zachował się również druk zapomnianej kantaty M. Sołtysa „Nieznany żołnierz” (do słów S. Rossowskiego), która została specjalnie napisana z okazji uroczystości ekshumacji i przewiezienia zwłok Nieznanego Żołnierza z pobojowiska lwowskiego do Warszawy w 1925 roku. Utwór wykonano podczas tego nadzwyczajnego wydarzenia, dzięki czemu został wpisany do historii naszego miasta. Dzisiaj mało kto o tym pamięta.

W domu nadal stoi fortepian, na którym grali Mieczysław i Adam Sołtysowie. Zachowały się stare zdjęcia. Jedna z nielicznych pamiątek z wczesnego dzieciństwa mojego ojca to – fotografia z 1902 roku, gdzie mały Adaś gra na skrzypcach, a obok przy fortepianie siedzi jego siostra Maria. Mamy też świadectwo z konserwatorium oraz druk pracy doktorskiej obronionej przez Adama Sołtysa w Berlinie w 1921 roku.

Jakim ojcem był Adam Sołtys?
Ojca kochałam do szaleństwa, ta miłość była obopólną. Byłam jego jedynym dzieckiem, przyszłam na świat, kiedy miał 66 lat. Będąc już dorosłą dziewczyną zobaczyłam, że te relacje mogą być inne – dzieci potrafią mówić o rodzicach źle i to było dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Mój ojciec zawsze miał dla mnie czas i rozmawiał ze mną praktycznie na wszystkie tematy. Zamiast bajek często opowiadał mi libretta oper. Zapamiętałam jego opowieści o krajach, w których bywał i o zwyczajach tam panujących. Snuł też opowieści o dziejach Polski, dzięki niemu dużo czytałam. Kiedy ojciec zmarł miałam zaledwie 11 lat.

Pochodzi Pani z rodziny znakomitych muzyków. Kim Pani chciała zostać w dzieciństwie?
To jest ciekawe pytanie: kim zostaliśmy i kim chcieliśmy być. W dzieciństwie chciałam być solistką operową. Ojciec zdawał sobie sprawę z tego, że może już nie doczekać momentu, kiedy będę wybierać swój zawód. Ponoć powiedział matce o tym, że nie życzyłby sobie, żebym została śpiewaczką, ponieważ marzył o tym, abym w przyszłości została pianistką. Byłam wrażliwym dzieckiem i występy dużo mnie kosztowały, więc chciałam zrezygnować z dalszej nauki muzyki. W tym czasie przyśnił mi się sen – przychodzi do mnie ojciec i mówi do mnie z błagalną miną: „Marylko, bardzo cię proszę, żebyś mimo wszystko kontynuowała naukę muzyki”. Ojciec był dla mnie wyrocznią, zawsze liczyłam się z jego zdaniem, zresztą zostało mi to do dziś: często zastanawiam się – czy to, co zrobiłam, pochwaliłby ojciec, czy raczej odniósłby się do tego krytycznie. Ten sen odegrał ważną rolę w moim życiu. Pozostałam w kontekście muzycznym, tylko nie jako pianistka, a jako muzykolog. Z perspektywy czasu widzę, że to była słuszna decyzja. O wielu kompozytorach polskich podobnej miary co Mieczysław i Adam Sołtysowie, jak chociażby, Feliks Nowowiejski, Witold Maliszewski, Jan Maklakiewicz, dotąd nie ma żadnej monografii. Ich spuścizna leży gdzieś na półkach bibliotek, przyprószona kurzem i nikt się tym nie interesuje. Niestety, obecnie jest taka tendencja, że opisywane są raczej najnowsze zjawiska w muzyce. Oczywiście odzywają się głosy osób, którym taka sytuacja nie jest obojętna, ale na razie bez większego skutku.

Kiedy postanowiła Pani ocalić od zapomnienia twórczość i działalność Mieczysława i Adama Sołtysów?
Mieczysław Sołtys i jego syn Adam to wybitni kompozytorzy, dyrygenci, pedagodzy, krytycy muzyczni, dyrektorzy Towarzystwa Muzycznego i Konserwatorium, animatorzy lwowskiego życia muzycznego, przez całe życie mieszkali we Lwowie. Przyczynili się do tego, że nasze miasto zyskało sławę jednego z najbardziej muzykalnych w kraju. Ocalanie moich wybitnych przodków od zapomnienia odbywało się etapami. Zapowiedzią tego, co będę robić w przyszłości była moja praca magisterska pt. „Mieczysław Sołtys – życie i twórczość”, którą obroniłam w konserwatorium lwowskim w 1981 roku. W połowie lat 80. XX w., kiedy zbliżała się 100. rocznica urodzin Adama Sołtysa, zaczęłam zbierać wspomnienia o moim ojcu. To było wspaniałe doświadczenie – odwiedzałam studentów i jego przyjaciół w Kijowie, Moskwie, Petersburgu. Nikt z poproszonych o garść wspomnień nie odmówił mi. Okazało się, że moje wyobrażenie o ojcu całkowicie pokrywa się ze wspomnieniami innych osób. I to nie tylko dało mi dużą satysfakcję, ale też zmotywowało do dalszej pracy na rzecz utrwalania pamięci o moich przodkach. Niestety, przygotowana przeze mnie wówczas praca nie została wydana (z powodu problemów finansowych wydawnictwa „Muzyczna Ukraina”). W 1990 roku zostałam zaproszona do Polski na konferencję, gdzie wystąpiłam z referatem, poświęconym Mieczysławowi i Adamowi Sołtysom. Tematem zainteresowali się polscy muzykolodzy. Nieco później wyjechałam na stypendium do Polski i faktycznie od tego momentu poważnie zajęłam się studiami analitycznymi nad twórczością moich przodków. Zdawałam sobie sprawę, jak ważną rzeczą jest napisanie i wydanie prac o M. i A. Sołtysach. Wiadomo, iż na przestrzeni wielu dziesięcioleci temat Lwowa był w Polsce Ludowej tematem tabu. Twórczość M. Sołtysa została zapomniana, twórczość jego syna Adama „przemeldowana” do osiągnięć muzyki ZSRR. Miałam po prostu poczucie misji, zdawałam sobie sprawę ze swej odpowiedzialności i obowiązku.

Kilka lat temu wydała Pani książkę „Tylko we Lwowie”. Czy planuje Pani wydać następne publikacje?
Książkę Tylko we Lwowie. Dzieje życia i działalności Mieczysława i Adama Sołtysów pisałam w bardzo trudnym momencie. Z powodu ciężkiego stanu zdrowia mojej matki (przeżyła wylew) musiałam przerwać analizy muzyczne dzieł M. i A. Sołtysów i opiekować się mamą dniem i nocą. W wolnych chwilach, niejako dla relaksu – pisałam książkę Tylko we Lwowie..., którą ukończyłam jeszcze za życia matki. Wydana w 2008 roku praca została nie tylko zauważona, ale też nagrodzona dyplomem „Warszawskiej premiery literackiej”. Przy tej okazji odbyły się liczne promocje książki – w Warszawie, Wrocławiu, Legnicy, Bolesławcu i in. miastach. Po śmierci matki (w 2006 r.) powróciłam do pracy naukowej i w 2010 ukończyłam publikację Twórczość Mieczysława i Adama Sołtysów w kontekście muzyki polskiej i europejskiej, którą opublikowałam w 2012 r. Ta pozycja również miała promocje, m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu. Zarówno wspomniane dwie książki, jak i spotkania oraz dyskusje, które odbywały się przy okazji ich promocji z całą pewnością przyczyniły się do popularyzacji wiedzy o M. i A Sołtysach i utrwalania pamięci o nich.

Następny etap zachowania pamięci o moich wybitnych przodkach rozpoczął się wraz z uświadomieniem konieczności napisania publikacji również dla ukraińskiego czytelnika. Wszak studenci np. Akademii Muzycznej we Lwowie bardzo niewiele wiedzą o wszechstronnej działalności muzycznej Mieczysława i Adama Sołtysów. Tak więc w 2013 roku – w 150. rocznicę urodzin mego dziadka – wydałam monografię Мєчислав Солтис. Життя, діяльність, творчість. A w roku bieżącym – w 125. rocznicę urodzin mego ojca – planuję wydanie publikacji Адам Солтис. Життя, діяльність, творчість.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 3 (223) 17-26 lutego 2015

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

20/06/2015 08:58

Kompozytorom w hołdzie

W tych dniach zbiegły się dwie daty – rocznice urodzin kompozytorów Mieczysława Sołtysa (152 lata) i jego syna, Adama Sołtysa (125 lat).

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.