Królestwo starodruków i starożytności

-a A+

Reportaż z odwiedzin prywatnej Biblioteki Krajoznawczej Anatola Nedilśkiego

Polski Elementarz i ukraiński Bukwar w jednej gablocie, obok modlitewniki po ukraińsku i po polsku, ekspozycja o wybitnych postaciach kultury ukraińskiej oraz cały pokój oddany na wystawę pod tytułem „Nasz król z Oleska Jan III Sobieski” sąsiadują w Bibliotece Krajoznawczej Anatola Nedilśkiego. Została ona niedawno otwarta w Skniłowie, małej wiosce położonej między Złoczowem a Buskiem w obwodzie lwowskim. W uroczystości otwarcia uczestniczył też konsul generalny RP we Lwowie Rafał Wolski.

Jest to instytucja prywatna, która w zbiorach bibliotecznych posiada ponad 20 tys. książek, gazet i czasopism. Są tu również kilka ciekawych muzeów, dwie sale konferencyjne (zimową i letnią), sale prezentacyjną i dla dyskusji twórczych, sale wystawiennicze, pokój kawowy, trzy pokoje gościnne, a jeszcze plac zabaw i basen dla dzieci z podgrzewaną wodą.

Taką placówkę krajoznawczą założył na swojej małej ojcowiźnie były dziennikarz, a teraz przedsiębiorca Anatol Nedilśkyj. Pracowaliśmy niegdyś razem w redakcji lwowskiej gazety „Za wilnu Ukrajinu”. Przez ostatnie 16 lat prowadzi on księgarnię „Ridkisna knyha” (Rzadka książka), która znajduje się za rogiem popularnej wśród gości z Polski restauracji „Premiera Lwowska” we Lwowie. To właśnie od tej jego malutkiej uroczej księgarni wszystko się zaczęło.

– Zamiłowanie do książki mam od Boga, dlatego stałem się bibliofilem – stwierdza Anatol Nedilśkyj. – Ta księgarnia to był mój pierwszy projekt. A pierwszy kapitał zdobyłem, kiedy z moją żoną Olą przez sześć lat sprzedawaliśmy książki w elektryczkach – pociągach podmiejskich. To były tanio wydawane przez nas popularne przepisy kulinarne, cenne porady gospodarcze, i takie różne inne. Wtedy wielu ludzi śmiało się z mnie, że „biedny deputat Anatolij (był radnym Lwowskiej Rady obwodowej – Kurier Galicyjski) jest zmuszony sprzedawać książki w elektryczkach”, jednak miałem swój cel i dążyłem ku niemu. Nie ukrywam, że była to ciężka praca, jednak udało się zebrać kasę, ażeby wykupić pomieszczenie w centrum miasta pod księgarnię. Na wzór słynnych przedwojennych, gdzie można kupić książkę antykwaryczną. Za czasów sowieckich ta tradycja była przerwana. Bukiniści we Lwowie są, ale książki antykwaryczne tylko tu, u mnie. One są droższe, bo są to książki z XVII, XVIII, XIX wieku i nabywca takiego starodruku musi posiadać dostatnią wiedzę w dziedzinie historii, teologii, chemii, sztuki.

Można zauważyć bez wyjaśnień, że pasję kolekcjonerską ma on we krwi. W położonych na terenie Biblioteki Krajoznawczej Anatola Nedilśkiego Muzeum Starodruków i Muzeum Krajoznawczo-Literackim są też stare mapy, grawiury heraldyczne, pieczątki, ekslibrysy, obrazy i figury świętych, portrety, nuty, oryginalne dokumenty.

– Tutaj nie ma kopii, są tylko rzeczy oryginalne i autentyczne – stwierdza Anatol Nedilśkyj.

Skąd są te unikatowe zbiory?

– Staram się wyszukiwać we Lwowie i nie tylko – mówi Anatol. – Często też bywam na targach antykwarycznych w Kijowie, gdzie można spotkać kolekcjonerów z całej Ukrainy oraz z Europy Wschodniej, coś kupić, coś wymienić. Ludzie sami przynoszą ciekawe rzeczy do mojej księgarni. Stąd obserwowałem losy wielu zbiorów prywatnych i losy kolekcjonerów. Czasem bardzo smutne. Postanowiłem udostępnić moje zbiory dla ludzi, ponieważ bardzo często cenne zbiory po śmierci kolekcjonerów, którzy gromadzili to przez całe swoje życie, znikały, zostawały rozproszone. Spadkobiercy sprzedawali różnym handlarzom i oszustom, czasem za bezcen, a to i wyrzucali do śmietnika. Bardzo cenne rzeczy dla historii, dla kultury Ukrainy i Polski, dla społeczeństwa ogólnie trafiły na śmieci czy spłonęły w piecach nowych właścicieli starych lwowskich kamienic. Teraz w mojej bibliotece są też materiały archiwalne, które wykupiłem, czasem za gruby pieniądz, jak na przykład archiwum Dunin-Wąsowicza, lwowskiego biologa i medyka. Mam szereg archiwów znanych naukowców, pisarzy, artystów, te zbiory potrzebują jeszcze opisania.

Gospodarz zaprasza usiąść w fotelu. Każdą książkę z ekspozycji muzealnej można wziąć do ręki. Ze słów Anatola dowiedziałem się, że dwa tomy ozdobionych ryciną na arkuszu tytułowym „Zbioru potrzebniejszych wiadomości porządkiem alfabetu ułożonych”, wydanych w drukarni Michała Grölla (Warszawa-Lwów) w 1781 roku, kiedyś posiadał już wspomniany Jerzy Dunin-Wąsowicz. W jego bibliotece był też wydany we Lwowie w 1784 roku kosztowny starodruk „Na niedziele całego roku kazania x. Andrzeia Filipeckiego”, tom 2, o czym świadczą pieczątki oraz ekslibris tego zapalnego bibliofila.

– W różny sposób chemiczny on wycierał pieczątki i proweniencje poprzednich właścicieli, a w to miejsce pieczętował swoje godło – wyjaśnił Anatol. – Sprzedałem ten starodruk Arkadiuszowi Lewinowi, lwowskiemu Żydowi, który kupował u mnie książki. Wtedy jeszcze nie myślałem o założeniu biblioteki krajoznawczej. Jednak z czasem ten starodruk wrócił do mnie, ponieważ wykupiłem go od wdowy po Arkadiuszu i powiem szczerze, że za bardzo umiarkowaną cenę.

W 2017 roku Anatol Nedilśkyj wydał dwa katalogi, z których można się dowiedzieć o 579 rzadkich starodrukach będących w jego posiadaniu. Prawie połowa to polskie starodruki. Jest tam sporo prawdziwych rarytasów, którymi szczycą się biblioteki akademickie Ukrainy i Polski. Zbiera też fragmenty wydań oryginalnych i do tej pory nie znanych. Te książki ukazały się w drukarniach Lwowa, Przemyśla, Berdyczowa, Łucka, innych miast i miasteczek oraz na Białorusi, w Rosji, Rumunii. Z katalogu można się dowiedzieć, czy są gdzieś podobne egzemplarze.

– Na przykład o tej książce w skórzanej oprawie z tłoczeniem ornamentalnym na razie nie znalazłem żadnych wzmianek – opowiada Anatol. – Pod tytułem „Wóz do nieba o czterech kołach na przejażdżkę duchowną dla pamięci na cztery ostateczne rzeczy” została wydana we Lwowie w 1727 roku.

Także nigdzie więcej nie zanotowano starodruku autorstwa Matuszewicza D. pod tytułem „Tryumf nieśmiertelny Maryi, w Cudownym Obrazie Lwowskim od Świętego Łukasza malowanym...”, który był też wydany we Lwowie w 1751 roku, a do Anatola Nedilśkiego trafił od już zmarłego greckokatolickiego ks. Iwana Szewciwa z Australii. W dwóch językach, po cerkiewnosłowiańsku i po polsku są teksty pieśni z nutami do Najświętszej Bogurodzicy Maryi w czasie Przenosin Cudownego, Ukoronowanego Jej Obrazu z Kaplicy do nowej Bazyliki w Monasterze Poczajowskim z 1791 roku. Tylko na Węgrzech i Ukrainie odnotowano wydany po łacinie, po niemiecku i po polsku „Continuatio edictorum... Kontynuacya wyroków...”. Książka była wydana w drukarni Pillera we Lwowie w 1772. Z drukarni klasztoru dominikanów w Łucku na Wołyniu pochodzi „Zbiór nazwisk szlachty z opisem Herbów...” z 1790 roku.

Jest to przystanek intelektualny, gdzie każdy może tam znaleźć dla siebie coś ciekawego. Przyjeżdżają dorośli, młodzież i dzieci ze Lwowa oraz okolicznych miasteczek i wiosek. Razem z kolejną grupą przechodzimy od budynku do budynku i w każdym osobne kreatywne wnętrze: stare gazety, plakaty, afisze naklejone też na ścianach i suficie. Jest tam też m.in. „Gazeta Lwowska” i „Za wilnu Ukrajinu” z niedawnych lat 90. Wielka figura św. Jana Nepomucena wyłania się z ramy. Piec zawieszony barwistymi chustkami. Na drewnianym łóżku pod ramą ze szkła leżą kosztowne damskie reformy. W Muzeum Rodziny Galicyjskiej kobiety zdejmowały z wieszaka stare przedwojenne stroje, ażeby lepiej zobaczyć krój i dotknąć ówczesną tkaninę.

– Nie krępujcie się, można dotykać wszystkich obiektów i eksponatów – zachęca dyrektor Biblioteki Krajoznawczej.

Dzieciakom, które przyjechały na wycieczkę z nauczycielką, zaproponował pobawić się zabawkami dziadków i pradziadków.

– Wychodziłem tutaj wyłącznie z motywów logiczno-pragmatycznych – mówił dalej Anatol Nedilśkyj. – Moim zdaniem krajoznawstwo to jest temat wieczny. Człowiek, dokąd by los go nie rzucił, do Europy Zachodniej czy do Ameryki, zawsze będzie wspominał o swojej małej ojczyźnie. O małej rzeczce, o matczynej odzieży, czy do jakiej świątyni, cerkwi czy kościoła on tam chodził się modlić. Chciałem też uczcić wybitnych ludzi, którzy pochodzą z tych naszych terenów. Jest tu wystawa stała o Markijanie Szaszkewiczu, poecie ukraińskim, który urodził się w pobliskim Podlesiu, i wystawa stała o królu Janie III Sobieskim, który urodził w położonym tak blisko stąd Olesku. W tym pokoju ekspozycyjnym są rzadkie wydania z XVIII, XIX i pierwszej połowy XX wieku o Janie III i jego otoczeniu. Są tam też portrety króla polskiego wykonane przez współczesnych artystów ukraińskich Eugeniusza Bezniski, Wołodymyra Nemyry, Aleksandra Wojtowycza. Są tam oryginalne miedzioryty „Bitwa pod Wiedniem” i „Rodzina Sapiehów”.

W każdym z wydziałów Krajoznawczej Biblioteki Anatola Nedilśkiego spotykamy się z czymś polskim czy rzymskokatolickim. Już nikt nie wie skąd pochodzi kopia cudownego obrazu św. Walentego z kościoła w Nawarii, umieszczona w huculskiej ramie rzeźbionej, czy oleodruk Matki Bożej z Kalwarii Pacławskiej, czy haftowany obraz św. Dominika z roku 1872. W ramach różnorakich są pamiątki z obchodów 300-letniej rocznicy założenia miasta Żółkwi i przeczytane przez wielu ludzi wydania „Biblioteki powszechnej”.

Niedilśkyj opowiada, że większość ludności w tej miejscowości była pochodzenia ukraińskiego, jednak mieszkało też sporo Polaków, rodzin mieszanych oraz Żydów. Na jednej z grawiur widzimy wnętrze bożnicy w Brodach. Anatol stwierdza, że jest etnicznym Ukraińcem, a ród Nedilśkych sięga w głąb wieków. Natomiast Niedzielscy byli Polakami.

– W czasach mojego dzieciństwa Polaków w naszej wsi już nie było, jedynie wspominano, że przed II wojną światową trzy polskie zakonnice prowadziły w Skniłowie „zachoronkę” dla dzieci. Po obecności Polaków na tych ziemiach pozostało wiele śladów, chociażby eksponowane w mojej bibliotece krajoznawczej książki, gazety, czasopisma, plakaty, ogłoszenia, obrazy i figury świętych, zdjęcia, odzież. Tak było i nie można o tym zapominać.

Anatol Nedilśkyj liczy też na kontakty z Polską.

– Może ktoś tam też prowadzi prywatny ośrodek krajoznawczy podobny do tego, który założyłem w Skniłowie? – pyta. – Moja brama jest otwarta też dla badaczy i turystów. Chętni zagłębić się w zgromadzone starodruki mogą pozostać tu na dłużej. Dla takich przygotowane są oryginalne pokoje gościnne.

Wstęp wolny, jedynie zawczasu trzeba się zgłosić do pana Anatola Nedilśkiego, który nadal prowadzi we Lwowie swoją księgarnię „Rzadka książka”: nedilskiy-library.com.ua

Konstanty Czawaga

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.