Dwie miłości Krystyny Kosty-Góral

-a A+

Na moje pytanie co jest jej bliższe – poezja czy malarstwo – Krystyna Kosta-Góral, podczas prezentacji tomiku swoich wierszy z własnymi ilustracjami powiedziała, że są to jej dzieci i kocha je jednakowo…

Tego popołudnia 3 lutego br. galeria „Własna Strzecha” wypełniła się przyjaciółmi Krystyny Kosta-Góral. Okazja była ku temu szczególna. Krzysia, członkini plastycznej szkoły „Wrzos”, prezentowała swoje wiersze, które udało jej się wydać w oprawie graficznej z własnych rysunków. Było to jedno z niewielu spotkań w tym miejscu, które odbywało się bez pompy, bez notabli i gości szczególnych. Zebrali się tu jej najbliżsi, rodzina, dzieci i spore grono jej przyjaciół, którzy podziwiają jej talent malarski, zdolności poetyckie i charakter tej dziewczyny.

Kto zna Krzysię, nie może się nadziwić, że dziewczyna, tak doświadczona przez los, zachowała tyle optymizmu, wiary i łagodności. Jej oczy świecą szczególnym, ciepłym światłem radości z każdej chwili życia, jej obrazy są pełne kolorów i radości, przezwyciężających ciemne barwy codzienności. Ale, jak powiedziała jej mama, Krzysia była taka od dziecka. Zawsze była zdecydowana i gdy coś postanowiła, za wszelką cenę to osiągała. Ta cecha pozwoliła jej przezwyciężyć chorobę, pozwoliła założyć szczęśliwą rodzinę, zająć się ulubionymi sprawami – poezją i malarstwem.

Galeria udekorowana była rysunkami autorki i tekstami jej wierszy. Symboliczna szarfa zawiązana w dekoracyjny węzeł symbolizowała trudności życia – jak określiła to prowadząca spotkanie Irena Strilciw. Na węźle umieszczono tomik poezji, która pozwala przezwyciężyć wszelkie życiowe trudności. Wiersze recytowali autorka i Artur Żak, oprawę muzyczną zapewnił kwartet smyczkowy, wykonując „Cztery pory roku” Vivaldiego.

Wiersze Krystyny Kosty są filozoficzne, pełne zadumy, refleksji. Niektóre są krótkie, na cztery strofy, inne zajmują cała kartkę. Odczuwa się w nich nastrój poetki w chwili tworzenia. Przekazują refleksję nad kobiecym losem, miłość do Ojczyzny, opis piękna rodzinnego miasta, i… w humorystycznej formie przedstawiają kulinarne osiągnięcia autorki. Nastrój wierszy i ich refleksyjność już od pierwszych słów udzielają się zebranym.

Po recytacji poezji udzielono głosu obecnym na sali. Wypowiadali się matka autorki i jej ojciec. Kilka słów o swojej chrzestnej powiedzieli matka chrzestna Krystyny i ksiądz Jacek Kocur, proboszcz parafii na Sichowie, do której należy Krystyna. Wiele ciepłych słów miał dla niej lekarz, pod którego okiem Krystyna powracała do zdrowia.

Wszystkie wypowiedzi podkreślały wyjątkowość, talenty i wolę życia Krzysi, jednocześnie jej pragnienie pomagania innym. Wiele ciepłych słów i gratulacji odebrała również od przyjaciół. Dla każdego Krystyna Kosta dokonała krótkiego wpisu na pocztówkach z reprodukcjami własnych prac. Jedno określenie przypadło mi szczególnie do gustu. Jej kolega ze szkoły plastycznej „Wrzos”, wysłuchawszy poezji, powiedział, że jest chyba „wnuczką Szymborskiej”, bo takie głębokie treści tak krótko potrafi przedstawić. Najwspanialszym prezentem dla autorki był też tort, który wręczył jej inny kolega. Był to tort w kształcie otwartej księgi, na jednej stronie było gęsie pióro, a na drugiej słowa: „Krysiu, życzę aby wychodzące spod twego pióra perełki stały się częścią światowej klasyki”. Były to najwyższe słowa uznania dla jej twórczości.

Oto, co powiedziała o sobie winowajczyni dzisiejszej uroczystości, Krystyna Kosta-Góral:

Co w twej twórczości było pierwotne – poezja czy malarstwo?
U mnie idzie to raczej w parze i jest trochę przeplatane. Pan Bóg daje siły i trzeba je jakoś dobrze wykorzystać. Więc idzie to u mnie w parze – poezja i rysunek, grafika. Czasem piszę wiersz i tworzę do niego obraz, a czasem obraz przywołuje rymy. Cały czas to się przeplata i jest nierozerwalne.

Co jest ci bliższe – poezja czy malarstwo?
A czy między dwojgiem dzieci można wybrać bardziej kochane?

Twoje rysunki są szczególne: na pierwszym planie jest czarna grafika, ale tło do niej jest kolorowe, tęczowe, bajeczne…
Każdy z nas ma jakiś sposób obrony przed światem zewnętrznym, ale wewnątrz każdy z nas jest kolorowy, i ma swój świat zaczarowany, niepowtarzalny. Czarne barwy – to broń przed światem zewnętrznym, a te barwy głębiej – to właśnie ten nasz kolorowy i piękny świat, który należy dojrzeć. Tak myślę i jestem pewna, że tego kolorowego jest jednak więcej.

Impreza dobiegała końca, zebrani częstowali się słodyczami i każdy, spoglądając na rysunki i rozwieszone na ścianach strofy poezji, zapewne przeżywał w duchu jeszcze raz te wspaniałe chwile i podziwiał kolorowy świat wyjątkowej lwowskiej poetki-malarki Krystyny Kosta-Góral.

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 3 (295) 13-26 lutego 2018

Poezja Krystyny  Kosty-Góral

Kobietą być
Kobietą być, kobietą żyć
Jak kwiat rozpuszczać się po burzy,
Nie niknąć w deszczu – tańcząc przez życie mknąć.
Po nocach śnić
I kochać, tuląc się do róży.
Otulać świat w marzeniach sennych swych
I modląc się i płacząc, śmiać się
Wciąż walca grać – aż do utraty tchu

Lwów
Ów Lwów
Miasto snów
Nie jedno serce ukradło
Nie jedno życie przepadło
Lwów ów Lwów
Miasto niemych snów?
Harde, bogate w łaty
I chaty uchate
Klejnoty, cnoty
Miasto jak ciasto
Co historię miało
I lud swój kochało
O –
Czas przeszły
Całkiem odeszły…

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.