Dzień z życia miasta

-a A+

Tłumaczenie tekstów przypomina degustacje nowych potraw… Smakosz stara się wszystkimi zmysłami odgadnąć jakich przypraw użyto do jej przygotowania.

Im bardziej wyszukane danie - tym większy bukiet możliwości.  Zaczynając pracę nad tłumaczeniem czuję się jak przed wykwintną ucztą. Zagłębiam się w treść, zanurzam w słowa. Szukam odpowiednich wyrazów, adekwatnych skojarzeń, właściwych „przypraw”…

Takiej przyjemności doznałam podczas pracy nad tekstami do książki wydanej na okoliczność otwarcia wystawy „Lwów 24 czerwca 1937. Miasto, architektura, modernizm”. To wystawa nie tylko o architekturze Lwowa. To opis świata, którego już nie ma. Wyrwana kartka z kalendarza… W tym dniu nie działo się nic specjalnego… kolejny dzień z życia miasta… dzień, w którym tętniło życie „bardzo przyjemnego miasta”, jak mawiał o Lwowie Stanisław Wasylewski.

Czy to miasto istnieje? Czy miasto wymieniając prawie w całości swoich rodowitych mieszkańców na ludzi z innego kręgu kulturowego nadal jest TYM miastem? Legendarnym Lwowem jak z piosenek „Lwowskiej fali”? Czy tylko scenografią na scenie świata, nad którą zgasły światła…

Wyjechałam ze Lwowa w latach dziewięćdziesiątych, gdy po rozpadzie ZSRR Ukraina szukała własnej drogi i tożsamości, uczyła się funkcjonowania jako państwo niepodległe, targana kryzysami na wielu płaszczyznach: gospodarczej, ideologicznej, religijnej. W obliczu tych problemów, sprawy związane z zadbaniem o stan architektury Lwowa, wystrój kamienic, stan elewacji czy dbałość o konserwację zabytków zgodnie z duchem epoki były zupełnie ignorowane. Pamiętam kamienice, w których od lat brakowało szyb w oknach. Wszelkie braki uzupełniano, w najlepszym wypadku, nierównej wielkości deskami. Wyrwane, potłuczone płytki, wyrwane szyldy mosiężnych zamków, ściany malowane niebieską olejną farbą, która łuszcząc się odkrywała mapę plam i zacieków poprzednich nieudanych pseudo remontów. Piękne westybule kamienic rujnowała obojętność jej ówczesnych lokatorów.

Minęło wiele lat… dawno nie byłam we Lwowie… Pewnego dnia otrzymałam zlecenie tłumaczenia. Jedno z wielu… a jednak inne niż wszystkie dotychczas. W czasie lektury materiałów już nie byłam tylko tłumaczem. Miałam wrażenie, że ktoś bierze mnie za rękę i oprowadza po tych wszystkich miejscach, które pamiętam z dzieciństwa. Ktoś w niezwykły sposób wybrał dla mnie te punkty na mapie Lwowa, które są mi bliskie…

Ulica Stryjska… mój dziadek sadzał mnie przed kamiennymi kulami modernistycznych kamienic robiąc zdjęcia małej wnuczki z wielkim Lwowem. Te kule były symboliczne: okrągły idealny kształt, zamknięta przestrzeń, początek i koniec…

Ulica Pełczyńska, moja codzienna droga do szkoły, mijając codziennie gmach NKWD czułam ponury pomruk systemu…  teraz dowiedziałam się że w hallu gmachu zachowały się ma piękne posadzki wykonane z ciemnego naturalnego kamienia i betonu w trzech kolorach: czarnym, białym i brązowym… wystrój utrzymany w stylu  dyskretnej elegancji.

Ulica Romanowicza i opis jednej z kamienic. Nie muszę sprawdzać na mapie. Wiem która to jest. W tej kamienicy niejednokrotnie odwiedzałam z moją klasą naszą wychowawczynię. Pamiętam każdy element tego eleganckiego wnętrza.

Ulica Akademicka… Bliskie sąsiedztwo z moim domem rodzinnym sprawia, że czytając opisy kamienic z zamkniętymi oczami mogę zaprowadzić tam każdego.

To zaskakujące, jak wybrane są opisy miejsc, jak gdyby ktoś chciał zaprosić na wystawę właśnie mnie i wiedział, z którymi punktami miasta jestem związana wspomnieniami..

W trakcie pracy nad tekstem odkrywam z pewną ulgą, że są ludzie chcący uchronić te wspaniałe modernistyczne budowle przed zniszczeniem, dostrzegają dyskretne detale, których geometryczne kształty dodają kamienicom szyku, doceniają elegancką prostotę elewacji gmachów… dostrzegają przede wszystkim zagładę tego miasta i chcą je uratować… Już nie są tylko lokatorami, są świadomymi mieszkańcami Lwowa i chcą kształtować przestrzeń tego miasta, sięgając po dorobek dwudziestolecia międzywojennego.

W książce znajdują się wojenne i powojenne wspomnienia mieszkańców Lwowa. Jak dobrze znam te historie. Wyrzucanych z mieszkań, wyrzuconych z miasta lwowiaków. Moja rodzina ma podobne doświadczenia… Rodzice mojej Mamy  mieszkali na 3 piętrze w modernistycznej kamienicy przy ulicy Żyrzyńskiej. Na parterze mieli sklep. W planach budowę domu na Nowym Lwowie na parceli, którą właśnie kupili. Wojna niweczy ich marzenia. Opuszczają swoje mieszkanie, do którego z dnia na dzień wprowadzają się przybysze ze wschodu. Być może ten krok uratuje ich później przed wywózką. Do sklepu wpadają czerwonoarmiści… zabierają lepy na muchy, traktując je jako słodką choć lepką przekąskę, próbują umyć się w muszli klozetowej. Takich wspomnień wysłuchałam wiele.

Ale jest też w tych relacjach wzruszający opis człowieka, który po zakupie mieszkania w wymarzonej przez siebie modernistycznej kamienicy zastanawia się nad losem jego poprzednich mieszkańców. Pod wpływem tych refleksji czuje powinność odpokutowania i zadośćuczynienia byłym mieszkańcom tego mieszkania. Postanawia dokonać renowacji modernistycznych detali mieszkania w taki sposób, by jak najbardziej przypominało swym wystrojem czasy przedwojenne.
Wycieczka po Lwowie którą odbywam jest emocjonalna i zaskakująca. Odkrywam miejsca wcześniej dla mnie nieznane. Fabryka Baczewskiego… Legenda. Dlaczego do tej pory przeze mnie nieodkryta? Panna z dobrego domu nie zwiedzała takich przybytków jako nastolatka… Dziś mogę to nadrobić, bez uszczerbku dla swej reputacji.

Tu jako tłumacz spotykam pierwszą przeszkodę. Czytając o wódkach likierach i innych trunkach napotykam na słowo „rosolis”. Pisane po ukraińsku.. Jak cały tekst. Słowniki nie posiadają w swych zasobach takiego słowa i nawet wszechwiedzące wyszukiwarki internetowe milczą. Zaczynam szeroko zakrojone poszukiwania. Wywiad wśród wielbicieli trunków wyskokowych spełzł na niczym. Nikt z bliższych czy dalszych znajomych nie pijał alkoholu o takiej nazwie. Z pomocą przychodzą przedwojenne ulotki. Okazuje się , że to wódka różana, produkowana wyłącznie w Galicji. Rosolis… czuję zapach różanych płatków …piękny był ten mój Lwów… nawet wódkę pijali różaną…  

Druga zagadka też była pachnąca… i słodka… dopadła mnie w tekście o reklamie firm cukierniczych. Powiew modernizmu można odnaleźć nie tylko w architekturze, przenika też do innych form działalności: np. do przedmiotów codziennego użytku, takich jak choćby pudełek na cukierki. Ukraińska pisownia nazwy firmy sprawia że się gubię. Chodzę po mieszkaniu przebąkując nazwę podaną w tekście … przeszukuję spisy przedwojennych firm cukierniczych… takiej nazwy po prostu nie ma… czuję że jestem gdzieś blisko a jednak nie mogę trafić na trop… podświadomie wiem, że nazwa gdzieś w tłumaczeniu zmieniła dźwięk, literę, a może sylabę… i że trzeba ją tylko odszukać jak brakujący element układanki… Takie pudełka i puszki po cukierkach mieli moi dziadkowie, którzy przed wojną prowadzili sklep „Wyroby kolonjalne”. Parę pudełek przechowuję do dziś. Rozwiązanie zagadki jest blisko. Z pomocą przychodzi mój mąż. Sięga po jedno z pudełek, które stoi na półce w kredensie. Podłużne, wysokie, na czarnym tle geometryczne formy, srebrne linie… i napis HAZET. No przecież HAZET!

Prace nad tłumaczeniem materiałów na wystawę zakończyły się wydaniem książki. To swoisty przewodnik po Lwowie, tworzący pomost pomiędzy modernistycznym, przedwojennym miastem a Lwowem obecnym. Autorzy zachęcają do nowego spojrzenia na Lwów poprzez wyjście ze ścisłego zabytkowego centrum miasta i zwrócenia uwagi na rozmach modernistycznych budowli, które na nowo zdefiniowały przestrzeń miejską.

Ciągłość kulturowa została zerwana w chwili wybuchu II Wojny Światowej. Zerwaną wówczas nić dobre duchy tego miasta próbują na nowo nanizać na kołowrotek życia.

Lwów, 24 czerwca 1937. Miasto, architektura, modernizm.

26 lutego 2017
Muzeum Architektury we Wrocławiu
Bernardyńska 5
50-156 Wrocław

Autorka tłumaczyła artykuły prof. Bohdana Czerkiesa, Lilii Onyszczenko, Mariany Seńkiw, Switłany Lindy i Julii Bohdanowej.

Link do wystawy: Lwów, 24 czerwca 1937. Miasto, architektura, modernizm.

Aldona Kokodyńska-Królikowska

19/01/2016 17:39

Lwów częścią Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016

W 2016 roku Wrocław (wraz z hiszpańskim San Sebastian) będzie pełnił tytuł Europejskiej Stolicy Kultury (ESK).

16/04/2016 14:52

Miesiąc Lwowski we Wrocławiu

Przez cały 2016 rok Wrocław (wraz z hiszpańskim San Sebastian) pełni tytuł Europejskiej Stolicy Kultury (ESK). Przez cały miesiąc kwiecień Lwów ma możliwość współdzielić z Wrocławiem ten tytuł, stając się bramą, przez którą Europa będzie mogła spojrzeć na Ukrainę.

19/09/2016 09:35

Średniowieczny Lwów we Wrocławiu

Panorama Plastyczna Dawnego Lwowa – to niezwykły model architektoniczny, dzieło Janusza Witwickiego i jego współpracowników, budowany przez 10 lat.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.