Prezentacja Centrum Historii Zajezdnia i projektu Obertyn

-a A+

Lwów odwiedziła grupa pracowników naukowych wrocławskiego muzeum „Centrum Historii Zajezdnia” z dyrektorem tej placówki dr. Markiem Mutorem na czele.

Wrocławscy muzealnicy prezentowali historię swego muzeum oraz kilka projektów naukowych, w tym „Obertyn”, nowe wydawnictwa i publikacje. Spotkania odbywały się w różnych miejscach i z różnymi kategoriami zainteresowanych tym lwowian. Dyrektor muzeum Marek Mutor wygłosił swój referat we Lwowskiej Narodowej Bibliotece Naukowej Ukrainy im. W. Stefanyka w ramach Spotkań Ossolińskich, zaś projekt „Obertyn” i odpowiednie wydanie monograficzne zaprezentowane zostały w Centrum Historii Miejskiej Europy Południowo-Wschodniej.

Dyrektor Marek Mutor – polonista, historyk, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Na tymże uniwersytecie w 2019 roku obronił doktorat. Działacz społeczny i samorządowy, w latach 2006-2007 był wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej Wrocławia. Jego zainteresowania – to współczesna, powojenna historia Wrocławia i losy jego mieszkańców. Od 2007 roku jest dyrektorem Ośrodka Pamięci i Przyszłości, którego celem jest dokumentowanie oraz upowszechnienie dorobku historycznego i kulturowego utworzonego we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku po II wojnie światowej.

Jest on inicjatorem organizacji muzeum Centrum Historii Zajezdnia w budynku starej zajezdni autobusowej, w której 26 sierpnia 1980 roku doszło do strajku będącego początkiem wrocławskiej „Solidarności”. Otwarte w 2016 roku Centrum jest miejscem organizacji wystaw, warsztatów edukacyjnych, konferencji, projektów artystycznych i innych wydarzeń kulturalnych. Główna stała wystawa muzealna jest poświęcona całej powojennej historii Wrocławia. Muzeum i jego pracownicy są nastawieni na badania i prezentację historii najnowszej, na opowieści o ludziach, którzy mieszkają obok nas, lub o naszych rodzicach, którzy żyli i pracowali w II połowie niespokojnego wieku XX. Naukowcy z muzeum Zajezdnia badają historię ludzi, ale też historię miejsca, niekoniecznie tylko Wrocławia. Bardzo interesują ich miejscowości na Kresach, z których pochodzi wielu mieszkańców współczesnego Wrocławia i współczesnego Dolnego Śląska. Stąd też takie projekty jak „Obertyn”, badania w terenie, w małych miasteczkach galicyjskich, badania w pierwszej kolejności losów ludzi, tych, którzy zostali wysiedleni, tych, którzy pozostali na miejscu i tych, którzy zginęli w tamtych tragicznych latach.

Z własnej czy nie z własnej woli na Dolny Śląsk zostało przesiedlonych z Kresów około 1 miliona 800 tysięcy ludzi, w tym bardzo wielu mieszkańców przedwojennego Lwowa. „Jest taki mit – powiedział Marek Mutor – że dzisiejszy Wrocław to dawny Lwów. Jest to powiedzenie raczej nie historyczne, lecz kabaretowe, ale coś w tym jest”. Co najmniej 20% ludności współczesnego Wrocławia to dawni mieszkańcy Lwowa lub ich potomkowie. Symbolem lwowskich korzeni Wrocławia jest pomnik Aleksandra Fredry, który też przyjechał ze Lwowa, i jest również świadkiem powojennej historii Wrocławia. Również słynna Panorama Racławicka.

Te i inne pamiątki stworzyły Lwów we Wrocławiu. Ale oczywiście lwowskie korzenie – to w pierwszej kolejności elity intelektualne ze Lwowa, które utworzyły powojenny Uniwersytet Wrocławski, Politechnikę czy Ossolineum. Ale również tramwajarze lwowscy, którzy masowo przeprowadzili się właśnie do Wrocławia. Ci ludzie na nowym miejscu tworzyli nową wielokulturową historię Wrocławia, w której dawna architektura, sztuka, zabudowa też zajmowały swoje ważkie miejsce.

Stara zajezdnia autobusowa – to miejsce szczególne dla Wrocławia. To właśnie tutaj 26 czerwca 1980 roku zorganizowano strajk kierowców autobusów miejskich, zaś kierowca Tomasz Surowiec pierwszy powiedział swoim kolegom o wydarzeniach w Gdańsku. To miejsce jest szczególnym na mapie pamięci współczesnego Wrocławia, wystawionej w muzeum. Ludzie we Wrocławiu i na ogół na Dolnym Śląsku mają dużo pamiątek przywiezionych z Kresów. To fotografie, książki, dokumenty – całe walizy. Trzeba to zebrać do muzeum, inaczej zginą, będą wyrzucone na śmietnik jako niepotrzebne. Ludzie odchodzą, dlatego trzeba też spisać wspomnienia tych, którzy jeszcze żyją i pamiętają tamte czasy. We Wrocławiu już wszyscy wiedzą, że do muzeum Zajezdnia można przynieść różne stare, komuś niepotrzebne rzeczy, ale dla pracowników muzeum są one skarbnicą pamięci. Uzbierano ponad 160.000 takich rzeczy, z czego kilkadziesiąt tysięcy stanowią zdjęcia.

W muzeum funkcjonuje tak zwany „Pociąg do historii”. W jego wagonach pracownicy muzeum opowiadają o powojennej historii Wrocławia. Trzeba zbierać i badać stare materiały, trzeba mieć nowe pomysły, nowe projekty na temat tego, jak opowiedzieć, przedstawić, analizować tę historię. Trzeba pamiętać też o wielowiekowej historii Wrocławia i Dolnego Śląska w różnych systemach politycznych i w różnych państwach, trzeba umieć przedstawić wielonarodowość i wielokulturowość starego Wrocławia. Jednak współczesny Wrocław, który kojarzy się z nowymi blokami i ich mieszkańcami, też jest w polu zainteresowania pracowników muzeum.

Bardzo ważnymi są kroki w pojednaniu polsko-niemieckim, organizacja wspólnych projektów, wspólnych badań nad historią ogólnoludzką i historią jednostek. Nie trzeba unikać trudnych tematów, na przykład tematu zniszczenia po wojnie cmentarzy niemieckich. Drugim kierunkiem w badaniach historii muzeum są wspólne badania polsko-ukraińskie na terenach Kresów, w miejscach, skąd wysiedlona ludność przyjechała na Dolny Śląsk. Tam też trzeba mówić o trudnych sprawach, nie unikać ostrych tematów. Tylko tak można dojść do prawdy, do zrozumienia bolesnych wydarzeń w czasach przedwojennych i w czasie II wojny światowej. Jednym z takich projektów jest projekt „Obertyn”, który prowadzono, analizowano i opracowano w ciągu kilku lat, w jego zaś wyniku powstała monograficzna publikacja z podtytułem „Opowieść o życiu miasteczka”. Jest to również projekt wspólny, polsko-ukraiński. O monografii i rezultatach swoich badań mówili w Centrum Historii Miejskiej autorzy projektu pod kierownictwem Piotra Zubowskiego.

Do zespołu badawczego weszli Polacy i Ukraińcy – Paweł Ablamski, Serhij Hładyszuk, Marcelina Jakimowicz, Jolanta Kluba, Marcin Musiał, Karolina Panz, Włodzimierz Mędrzecki. Projekt był realizowany w latach 2016-2018 i dofinansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W wyniku prac zespołu powstała monografia obejmująca 510 stron formatu A4, wielką liczbę zdjęć, wywiadów spisanych językiem oryginału. Całą publikację wykonano w dwóch równoległych wersjach, po polsku i po ukraińsku. Zadaniem zespołu badaczy było przekazać zniszczenie wieloetnicznej społeczności dawnej Galicji Wschodniej, gdzie obok siebie mieszkali od wieków Ukraińcy, Polacy, Żydzi, Ormianie, Niemcy. Pokazać tragedię Żydów w czasie II wojny światowej i to, jak odbierali tę tragedię ludzie innych narodowości. Ludzie starszego pokolenia wciąż zachowują w pamięci wydarzenia z tamtych lat. Nie o wszystkim świadkowie chcą mówić nawet po tylu latach. O to właśnie podczas prezentacji książki zapytał lwowski profesor Markian Mudry – o czym ludzie w Obertynie mówili i o czym nie chcieli mówić? Historyk Leonid Zaszkilniak napisał w recenzji: „Oryginalnością wyróżnia się sama idea uczestników projektu, a mianowicie: zorganizować na stronach książki wirtualne spotkanie mieszkańców Obertyna – małego miasteczka na Pokuciu, którzy zostali porozrzucani przez XX-wieczne burze po różnych zakątkach świata. Ta idea dała możliwość opisu i upamiętnienia ich wspólnego życia w jednej przestrzeni zachodnioukraińskich ziem”.

Dawni mieszkańcy Obertyna, mieszkający teraz nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale też w Izraelu, USA czy na Syberii, opowiadają na stronach książki każdy swoją epopeję, swoją tragedię, ale też tragedię wspólnoty mieszkającej przed wojną w Obertynie. W ten sposób historia jednego małego powiatowego miasteczka stała się historią całego regionu. Perspektywa wydarzeń lokalnych rozciągnęła się na historię wydarzeń na całych Kresach. Ogromne zmiany nastąpiły w samym Obertynie. Starzy mieszkańcy miasteczka z trudem, a czasami wcale nie rozpoznają przebudowane za władzy sowieckiej centrum historyczne. Zbiorowa pamięć ludzi starszego pokolenia zachowała wspomnienia o zagładzie Żydów, represjach radzieckich, wywózkach na Syberię, głodzie z lat 1946-1947, wysiedleniu ludności polskiej, mordach dokonanych przez żołnierzy UPA. Ale ludzie zachowali też wspomnienia o zwykłym, codziennym życiu i jego problemach.

Wniosek z powyższego nasuwa się tylko jeden: trzeba otwarcie mówić prawdę, szukać pojednania, budować dobre relacje między ludźmi.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 5 (321) 15-28 marca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.