Geniusz-samotnik z Drohobycza

-a A+

Dobiegł końca VIII Międzynarodowy festiwal Brunona Schulza. Co dwa lata w czerwcu cichy prowincjonalny Drohobycz staje się gwarny i ludny. Słychać rozmowy w różnych językach, miasto wypełniają jaskrawe imprezy i wydarzenia, staje się ono miejscem spotkań i dialogów wybitnych literatów, filologów, artystów…

Wszystkich zwołuje kolejny Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza, który przyciąga i jest okazją do odwiedzenia miasta, które wydało na świat geniusza, prozę którego dziś czyta się w przekładzie na ponad 50 języków, która jest natchnieniem dla pisarzy, reżyserów i artystów.

VIII festiwal okazał się bardziej reprezentacyjny i program na tyle był nasycony, że trudno przekazać co działo się w festiwalowym Drohobyczu. Na dwa dni przed oficjalnym otwarciem swego rodzaju prologiem SchulzFest wystartował we Lwowie. W Galerii Sztuki im. Borysa Woźnickiego otwarto wystawę „Bruno Schultz pośród artystów swego czasu”. Wystawa obejrzeć można do końca lata. W ekspozycji przedstawione są prace artystów, pośród których Bruno Schultz wystawiał się w latach 1922, 1930, 1935 i 1940 – zachowały się oryginalne katalogi tych wystaw. Byli to znani polscy artyści: Kazimierz Sichulski, Leon Wyczółkowski, Stanisław Wyspiański, Erno Erb, Jakub Glasner, Józefa Kratochwila-Widymska, Leopold Lewicki, Władysław Lam, Władysław Skoczylas, Iwan Trusz, Marcin Kitz, Jarosława Muzyka, Ołena Kulczycka, Andrzej Pronaszko, Roman Sielski, Ludwik Lille, Mychajło Osinczyk i inni.

Otwarcie VIII Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza w Drohobyczu tradycyjnie odbyło się w siedzibie teatru dramatyczno-muzycznego im. Jurija Drohobycza. Dyrektor Festiwalu Wiera Meniok przedstawiła gości i zapoznała z programem imprezy. Następnie brzmiały słowa powitalne.

Przewodniczący miasta Drohobycza Taras Kuczma podziękował wszystkim i podkreślił: – Dzisiejsza impreza jest świadectwem tego, że duch Schulza i jego twórczości jest swego rodzaju magnesem, który tak wielu ludzi tu przyciąga.

Ambasador RP na Ukrainie Jan Piekło mówił o znaczeniu festiwalu i o tym, że SchulzFest ma misję pojednawczą i jest przykładem realnej współpracy i dialogu pomiędzy rożnymi krajami i kulturami. Dyplomata podkreślił znaczenie kultury i zastrzegł przed manipulacją nią. – Kultura jest duszą narodu, duszą społeczeństwa – podkreślił Jan Piekło. – Gdy zginie kultura – zginie społeczeństwo. Natomiast manipulacja kulturą stwarza zagrożenie dobrosąsiedztwu – apelował dyplomata.

Znany polski poeta Adam Zagajewski wygłosił inauguracyjny odczyt zatytułowany „W kierunku Drohobycza”. Była w nim mowa o mieście Schulza, tragicznym losie pisarza i następstwach Holokaustu dla tej części Europy. Pisarz z Islandii Sjon, który po raz pierwszy gościł na Festiwalu, przedstawił odczyt „Cynamon na lodzie: Bruno Schulz wędruje do kraju czterech godzin światła”. W swojej prelekcji Sjon również odniósł się do tragicznej śmierci Schulza i Holokaustu.

W pierwszym dniu Festiwalu w różnych miejscach w mieście odbywały się wystawy prac artystów Mariusza Drzewińskiego i Amadeusza Popka z Lublina, Łewka Mykytycza z Drohobycza i Sergija Slepuchina z Jekaterynburgu. Podróż po tych wernisażach można było odbyć z dyrektorem artystycznym Festiwalu Grzegorzem Józefczukiem. W dniu następnym Stanisław Ożóg z Rzeszowa w truskawieckim muzeum prezentował swój nowy cykl „Erotyka”. Otwarciu wystawy towarzyszył występ zespołu instrumentów ludowych „Galicjanie” pod kierownictwem akordeonisty Jurija Czumaka. A legendarny artysta lwowski Włodko Kaufman przedstawił swój performance w dawnym basenie niemieckim.

Dalsza część festiwalu poświęcona była spotkaniom literackim. Autorów przybyło w tym roku więcej niż w latach poprzednich. W tych dniach w Drohobyczu gościli: Krzysztof Keller, Bogdan Zadura, Jacek Podsiadło, Paweł Huelle, Olga Tokarczuk, Jurij Andruchowycz, Jurij Wynnyczuk, Serhij Żadan, Andrij Bondar, Sofija Andruchowycz, Andruj Liubka, Oksana Łucyszyn, Marianna Kijanowska.

W konferencji naukowej „Bruno Schulz: filozofia. Poetyka i inne perspektywy miejsca”, a i w dyskusjach nawet podczas spacerów po mieście udział wzięli znani literaci, historycy, działacze kultury, historycy sztuki. Wystarczy wymienić tu Marka Tomaszewskiego z Francji, Stanley Billa z Cambridge, z Ukrainy Olgę Czerwińska, Ałłę Tytarenko, Natałkę Filewicz i historyka Andrija Pawłyszyna, Węgra Lajosa Palfalvi, Polaków Żanetę Nalewajk, dominikanina Tomasza Dostatniego, Jerzego Jarzębskiego, Stanisława Rosieka, Józefa Olejniczaka, Arkadiusza Kalinę, Pawła Pruchniaka, Zbigniewa Benedyktowicza, Jerzego Kęndziorę, Marka Wilczyńskiego, czy Henryka Siewierskiego z Brazylii i Ariko Kato z Japonii.

Wśród imprez teatralnych, towarzyszących Festiwalowi, należy wymienić spektakl „Sanatorium” w wykonaniu brazylijskiego teatru „Dionizjo”. Ołena Dudycz wystąpiła w monodramacie „Margarita i Abulfaz” według Swietłany Aleksijewicz, a Lidia Danilczuk z lwowskiego „Teatru w koszyku” przedstawiła „Stara kobieta wysiaduje” Różewicza. Niebywałym powodzeniem cieszyła się sztuka „Karaluchy”, którą według Siergieja Slepuchina z teatrem „Alter” wyreżyserował Andrij Jurkiewicz. Sztuka inspirowana jest twórczością Schulza.

Trzeci dzień Festiwalu był nie mniej intersujący, a poświęcony wycieczkom do Stryja i Bolechowa, gdzie obejrzano unikatowy cmentarz żydowski z XVII wieku. W Goszowie odwiedzono klasztor. Większość gości po raz pierwszy miała możliwość wędrówki po tych terenach. Poznali tu wielokulturowe i wielonarodowe Kresy. Dzień zakończył się w ośrodku wypoczynkowym „Szepilskie”, gdzie wciąż trwały rozmowy i dyskusje. Anna Kaszuba-Dębska mówiła o kobietach w twórczości Schulza, Keti Kantaria z Tbilisi – o przekładzie Schulza na język gruziński, a Ariko Kato i Jurko Prochaśko zapoznali zebranych z twórczością przyjaciółki Schulza Debory Vogel, piszącej swe utwory w języku jidysz. Teksty brzmiały po ukraińsku i japońsku.

W ostatnim dniu w odnowionej synagodze Chóralnej w Drohobyczu, oficjalne otwarcie której nastąpi 17 czerwca br., z inicjatywy Olgi Tokarczuk miało miejsce spotkanie poświęcone utraconemu utworowi Schulza „Mesjasz”. W czasie spotkania autorzy odczytywali swoje teksty poświęcone Mesjaszowi.

VIII Festiwal Schulzowski w Drohobyczu zakończył się koncertem Serhija Żadana i zespołu „Sobaki” na pl. Szewczenki.

Doprawdy różnorodny i bardzo nasycony był tegoroczny VIII Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza w Drohobyczu. W przededniu zakończenia festiwalu odbył się tradycyjny marsz z pochodniami, a w miejscach, opisywanych przez drohobyckiego geniusza, brzmiały urywki z jego utworów. Brzmiały po ukraińsku, gruzińsku, polsku, niemiecku, francusku, grecku, japońsku, litewsku, portugalsku, węgiersku, rosyjsku i w innych językach.

VIII SchulzFest był doprawdy tak nasycony, że nieprostym jest opisać wszystkie wydarzenia. Wobec tego zwróciliśmy się do tych, kto bezpośrednio brał w nim udział, aby podzielili się swymi wrażeniami.

Grzegorz Józefczuk
dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza:

- Każda edycja jest kontynuacją poprzedniej. Jednocześnie każda jest szczególną. Stała pozostaje struktura: części literacka i artystyczna. Podstawą jest też promocja twórczości Schulza. W tym roku Festiwal odwiedzili goście z 17 państw. Nowym elementem jest konferencja naukowa. Tegoroczna stosowała się filozofii miejsca: mieszkamy w pewnym miejscu, spotykamy kogoś w pewnym miejscu… właśnie takim miejscem jest Drohobycz, gdzie dzięki twórczości Schulza spotykają się ludzie z całego świata.

Równocześnie z konferencja naukową odbywają się spotkania ze znanymi poetami Polski i Ukrainy. Polskę w tym roku reprezentują Bogdan Zadura, Adam Zagajewski, Jacek Podsiadło, a Ukrainę – Jurij Andruchowycz, Andrij Liubka, Andrij Bondar Serhij Żadan, Sofija Andruchowycz, Oleksander Bojczenko, Jurij Wynnyczuk.

Gościem specjalnym Festiwalu był oryginalny i interesujący pisarz islandzki Sjon, znany jeszcze ze swoich tekstów dla Bjork. Warto mówić o Drohobyczu jako o fenomenie miejsca, bowiem dotąd nieznany w Drohobyczu Sjon twierdzi, że jego twórczy styl powstał pod wpływem prozy Schulza.

W przestrzeni artystycznej staraliśmy się odnaleźć jakiś interesujący „rodzynek”, który by prezentował prozę Schulza na całym świecie. Takim rodzynkiem okazał się teatr „Dionizjo” z Brazylii, który zaprezentował monodramat „Sanatorium” według prozy Schulza w wykonaniu Jersona Vincente Fontany. Teatr zainteresował się Schulzem dzięki temu, że pracuje w nim Polak Henryk Siewierski. To on sprowadził ten teatr do nas i nawet znalazł fundusze na przelot. Aktorska gra jest naprawdę mistrzowska, a uwaga widza przykuta jest do sceny i tego co przedstawia tam aktor. Obecność tego teatru w Drohobyczu świadczy o tym, że miasto i Schulz mają przyjaciół na całym świecie.

Wiera Meniok
dyrektor Festiwalu Brunona Schulza, kierownik Naukowo-Informacyjnego Centrum Polonistycznego im. Igora Menioka przy Uniwersytecie Drohobyckim:

- Ten Festiwal w swojej konstrukcji nie różnił się od poprzednich trzech. Ale po raz pierwszy był tak nasycony i tak reprezentacyjny. Jeżeli mówimy o literatach, to są tu prawie czołowi ukraińscy z Andruchowyczem i Żadanem na czele. Pośród polskich uczestników – to Olga Tokarczuk, Paweł Huelle, Jacek Podsiadło, Adam Zagajewski i stały uczestnik SchulzFestów, Bogdan Zadura.

Osobiście dla mnie najważniejszą jest literatura. Interesująca była dyskusja na temat „Mesjasza”, zorganizowana przez Olgę Tokarczuk. To – doprawdy – jeden z najbardziej interesujących tematów tej części Festiwalu. A jakie teksty o Mesjaszu stworzyli polscy i ukraińscy autorzy, a litewski prozaik i tłumacz Gerkus Kunskus!

Cieszę się, że już po raz drugi na Festiwalu wystąpił Serhij Żadan ze swym zespołem „Sobaki”, którzy po raz kolejny zebrali setki widzów. Nie ukrywam, że jestem jego fanką. Dotychczas jestem pod wrażeniem jego wierszy, które prezentował na spotkaniu w bibliotece. Bardzo podobały mi się jego wiersze o Drohobyczu w przekładzie Jacka Podsiadły.

Ważnym był przyjazd z Islandii Sjona, który twierdzi, że „winien to Schulzowi” bo pod jego wpływem zaczął pisać. Dlatego bardzo ważnym było dla niego trafić do Drohobycza. Nie tylko tu przyjechał, ale i wygłosił wspaniały odczyt.

Ważnym było również spotkanie z Olgą Tokarczuk, prowadzone przez Ostapa Śliwińskiego. Olga mówiła o różnych rzeczach, ale dużo udało mi się zanotować i w przyszłości wykorzystam to na zajęciach ze studentami. Jest mi bardzo bliskie to, o czym mówi, między innymi – teza o samodzielności bohatera utworu literackiego. A jeszcze Tokarczuk przypomniała o bardzo ważnych dla nas rzeczach. Tokarczuk przypomniała: „Patriotyzm, który usuwa innych, jest wielkim zagrożeniem. I taki patriotyzm należy niszczyć”.

Paweł Próchniak
dr hab. prof. Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie:

- Według mnie, najważniejszym na Festiwalu jest to, że SchulzFest jest miejscem realnego, prawdziwego i głębokiego spotkania dwóch kultur – polskiej i ukraińskiej, pisarzy polskich i ukraińskich, artystów polskich i ukraińskich. A do tego literaturoznawców, myślicieli, historyków. Nie oznacza to wcale, że tylko Ukraińcy i Polacy biorą udział w Festiwalu. Obecni są tu badacze literatury, znawcy twórczości Schulza, artyści z wielu krajów. Nie tylko z Europy, ale też z Japonii i Brazylii. Jednak najcenniejszym wydają mi się dwa elementy – element kultury polskiej i element kultury ukraińskiej, dzięki Brunowi Schulzowi, pisarzowi stąd, z Drohobycza, te dwa elementy mogą mieszać się ze sobą, łączyć nie tracąc swojej autonomii, swojej wyrazistości, mogą mieć głębokie, prawdziwie ludzkie, powiązania.

Polscy i ukraińscy pisarze rozmawiają ze sobą i w taki sposób odbywa się coś ważnego. Nie chodzi tu o rozmowę w centrum Europy, ale o rozmowę ponad granicami, które, niestety, dzielą UE od Ukrainy. Rozmowa ponad tą granicą po prostu ją zaciera – w sensie ludzkim i kulturalnym. Jasne, że Polska i Ukraina są różne jako organizmy państwowe, ale kultury naszych krajów powinny żyć w dialogu, we wspólnych zainteresowaniach, w głębokich stosunkach międzyludzkich. I to odbywa się na Festiwalu.

Właśnie tu na SchulzFeście ma to swoje miejsce, swoją przestrzeń, swoją scenę. I to spotkanie za każdym razem staje się coraz głębsze i coraz bardziej prawdziwe. Mówię tu nie tylko o Festiwalu, ale też o dniu, kiedy został zabity Schulz – o projekcie „Druga jesień”.

To właśnie uważam za największą zasługę Festiwalu: stały dialog i głębokie spotkania naszych dwóch kultur.

Sergiej Slepuchin
pisarz, malarz, tłumacz (Jekaterynburg, Rosja):

- Już po raz drugi jestem tu, w tym wspaniałym mieście, na Festiwalu Brunona Schulza. Gdy zastanowię się, jak w tym mieście stale wszystko się zmienia – i nastroje ludzi, i pogoda – zaczynam myśleć, że Schulz jest realistą.

W tym mieście spotykasz nie tylko tych ludzi, których znasz, czy tych, których poznasz jutro, ale i postacie literackie. Bardzo podoba mi się to miejsce i chcę tu powracać znów – po raz trzeci, dziesiąty…

Tegoroczny Festiwal, ósmy, nie podobny jest do tego, który był przed dwoma laty: przyjechali inni ludzie, z innych państw (chociaż są i ci sami) i jest to świadectwem tego, że zadziwiająca proza Brunona Schulza zdolna jest zarażać swoją magiczną siłą wszystkich, kto umie czytać i myśleć.

Szczególnym na tym Festiwalu jest to, co zobaczyłem wczoraj, jak z otoczki tradycyjnej imprezy wyrastają zupełnie nowe, oddzielne schulzfesty. I tworzy je młodzież. Jeszcze wczoraj byli uczniami i studentami, a dziś sami tworzą kolejne imprezy. Dziś to nazywa się „off”, ale niebawem zacznie nazywać się inaczej. Odbywa się to dlatego, że ta zadziwiająca siła samodoładowania, o której pisał Bruno Schulz, doprawdy tworzy nowych pisarzy.

Poznałem tu utalentowanych ludzi i jestem pewien, że są oni następcami, uczniami, dziećmi wielkiego pisarza, do którego przyjeżdżamy do Drohobycza. Ja sam zaraziłem się tym imieniem. Miałem ochotę napisać scenariusz i napisałem go. Przywiozłem ten spektakl tu i zrealizował go młody, ale zadziwiająco utalentowany człowiek, Andrij Jurkewycz. Okazuje się, że nie jestem pierwszym. Mój przyjaciel z Drohobycza, reżyser, wystawiał już dziesiątek innych przedstawień w ten lub inny sposób powiązanych z Schulzem. Z pewnością będą też następne.

Bardzo podobała mi się reakcja sali, a jeszcze bardziej – zapał, z którym aktorzy zagrali przedstawienie, jak dziękowali im widzowie. Zobaczyłem na sali wdzięcznych ludzi, którzy zrozumieli i uwierzyli, że to co wcieliłem w tekst sztuki odpowiada książkom wielkiego pisarza Galicji – Bruno Schulza.

Olga Tokarczuk
pisarka (Polska):

- Prawdopodobnie najważniejsze dla mnie były spotkania z ludźmi – na konferencjach, panelach, dyskusjach, ale również poza imprezami Festiwalu. Dla mnie SchulzFest pozostaje niezmiennym źródłem natchnienia, inspiracji. Ludzie opowiadają niesamowite historie, w nich ukryte są różne idee, czasami są takie myśli, które nigdy nie wpadły by mi do głowy. Przyjeżdżam tu przede wszystkim jako autorka, pisarka i zbieram tu te myśli i wrażenia tych, z kim rozmawiam.

Na Festiwalu Schulza w Drohobyczu jestem już po raz trzeci i obserwuję, że impreza stale się rozwija, staje się coraz bardziej totalną imprezą, a ilość ludzi myśli, idei jest bardzo rozmaita, co czyni Festiwal na miarę światową.

W ostatnim dniu Festiwalu prowadziłam panel, i chociaż nie wszyscy obecni pozostali do końca, mam nadzieję, że udało mi się postawić pytania na najbliższe dwa lata, które są przed nami, aby znaleźć odpowiedzi o literaturze Europy Środkowo-Wschodniej, o naszej tożsamości w literaturze i kulturze.

Co do tekstów, przygotowanych przez pisarzy o tematyce schulzowskiego „Mesjasza”, który do nas nie dotarł, to uważam, że wyszło to po prostu genialnie i wszystkie przeczytane w synagodze teksty zasługują na opublikowanie.

Grzegorz Gauden
dziennikarz, pisarz, działacz społeczny, dyrektor polskiego Instytutu Książki w latach 2008-2016:

- Uważam, że nazwa tej imprezy jest błędna. Nie jest to już festiwal, a wydarzenie innej rangi – społeczne, kulturowe, które już dawno przekroczyło granice Polski czy Ukrainy. To, co odbywa się tu, w Drohobyczu, co dwa lata – jest to prawdziwy fenomen o poziomie światowym. Przyjeżdżają tu ludzie, aby oddać cześć Schulzowi. Jestem bardzo szczęśliwy, że ten festiwal rozwija się w tym kierunku i trwa przez wiele lat. To, co odbywa się co dwa lata w Drohobyczu, nadzwyczaj wysoko oceniają polscy specjaliści literaturoznawcy czy filolodzy. Spotkania literackie i konferencja naukowa – to są imprezy na poziomie światowym.

Jednocześnie sensem festiwalu jest jego kameralność, możliwość obcowania ze sobą jego uczestników, prowadzenia dyskusji, rozmów. Wszystko to odbywa się w przestrzeni Drohobycza i Truskawca, gdzie mieszkają jego uczestnicy, odbywa się w spokoju, bez pośpiechu. Schulz jest postacią dającą podstawy do najgłębszych rozmów o literaturze, o filozofii, o estetyce.

Uczestnicy Festiwalu są tym zaskoczeni, że tak może być – i na tym polega jego ranga i unikalność. I jeszcze jest jeden element: jeżeli pisarz czy artysta pragnie zostać należycie oceniony, to ma zostać zaproszony na Festiwal Schulzowski. Bowiem taka ranga, taki poziom ma ta masowa impreza. Trzeba wszystko robić dobrze, aby SchulzFest rozwijał się nadal i cieszyć się tym, że mamy takie wydarzenie w tej części Europy.

Andrij Liubka
pisarz, tłumacz (Użhorod, Ukraina):

- Festiwal odbywa się już po raz ósmy, ale nie tak lekko było go zorganizować. SchulzFest zapoczątkowali Igor i Wiera Meniokowie w roku 2004 – i faktycznie od razu były wątpliwości, czy uda się znaleźć fundusze na następny festiwal. Rzecz w tym, że niektórzy twardogłowi działacze nie chcieli przyjąć Brunona Schulza jako swego, drohobyckiego literata – przecież był Żydem, a pisał po polsku. I było im wszystko jedno, że Schulz rozsławił Drohobycz na cały świat. Na szczęście ceną nie byle jakich wysiłków i wypalonych komórek nerwowych udało się uczynić Festiwal imprezą regularną – w tym dzięki wsparciu ze strony polskich organizacji, Drohobyckiego Uniwersytetu Pedagogicznego i grona lokalnych miłośników twórczości Schulza (ludzi teatru, dziennikarzy, badaczy twórczości i zwykłych miłośników sztuki, którzy starali się uczynić swoje miasto nieprowincjonalnym).

A najwspanialszym z cudów jest jego wypełnienie treścią i formą – to jest program Festiwalu. Takiego programu nie powstydziłyby się imprezy w stolicy: ponad 100 uczestników z 17 państw! Najbardziej znani pisarze, jak Olga Tokarczuk, która przed tygodniem otrzymała Międzynarodowego Bookera! Wystawy, przedstawienia teatralne (w tym z Brazylii), inscenizacje, koncerty, tygodniowa konferencja naukowa, nocne wycieczki literackie z pochodniami, czytanie utworów i wypoczynek!

Leonid Golberg
Tekst ukazał się w nr 11 (303) 15-28 czerwca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.