Spotkanie Ossolińskie z prof. Olą Hnatiuk

-a A+

Kolejne LXVIII Spotkanie Ossolińskie zostawiło zapewne głęboki ślad w wieloletniej już historii tych imprez naukowych.

Wydarzenie to pod każdym względem było niecodzienne. Temat był nie tylko interesujący (o dziennikach i wspomnieniach z czasów okupacji Lwowa), ale też jak najbardziej aktualny i często bolesny.

W centrum prelekcji były losy ludzi, którzy nie przeżyli tych strasznych lat lub zaznali ogromnych fizycznych i moralnych upokorzeń. Rozmawiano o zniszczeniu całego przedwojennego sposobu życia i myślenia, o bardzo trudnych stosunkach międzyludzkich, o niezwykłych złodziejstwach dokonanych przez okupantów (sowieckich i niemieckich) i o szlachetnej postawie prostych ludzi, którzy ryzykując własne życie ratowali innych.

Niezwykle interesującą jest postać prelegentki Oli Hnatiuk, prof. Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Kijowsko-Mohylańskiej. Prof. Hnatiuk jest jednym z najbardziej znanych w Polsce ukrainoznawców, badaczy relacji polsko-ukraińsko-żydowskich na Kresach i w całej przedwojennej Polsce. Jest to badacz bardzo obiektywny i głęboki, który przede wszystkim ceni fakty, a nie emocje. Robi wrażenie jej niezwykle głęboka wiedza na ten temat, jak też dokładność i poprawność w interpretacji faktów. Znajomość języków pomaga jej szeroko wykorzystywać nie tylko polskojęzyczne, ale i ukraińskie, rosyjskie, niemieckie źródła, publikacje i archiwa. Jest to cecha na ogół rzadko spotykana u polskich i ukraińskich badaczy, a tym bardziej publicystów i politologów.

Prof. Ola Hnatiuk wygłosiła swój wykład w bardzo dobrym, literackim języku ukraińskim, którym włada doskonale. Jest to też wyjątek, bo w ciągu dziesięciu lat Spotkań Ossolińskich żaden z polskich naukowców, polityków czy dyplomatów nie potrafił tak mówić po ukraińsku, jak pani Hnatiuk.

Temat LXVIII Spotkania Ossolińskiego wzbudził znaczne zainteresowanie. Na spotkaniu obecni byli znani lwowscy profesorowie historii, przedstawiciele Konsulatu Generalnego RP we Lwowie, dyrektorowie lwowskich muzeów, szerokie grono lwowskich historyków, naukowców, krajoznawców, dziennikarzy, literaturoznawców. Spotkanie prowadzili wicedyrektor Lwowskiej Narodowej Biblioteki Naukowej im. W. Stefanyka Wasyl Fersztej i pełnomocnik we Lwowie Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu Wiktoria Malicka. Dyrektor Fersztej przypomniał, że Spotkania Ossolińskie są organizowane dzięki współpracy obydwu wyżej wymienionych instytucji, i również osobistemu entuzjazmowi i zaangażowaniu dyrektorów Adolfa Juzwenki i Myrosława Romaniuka, a także dyrektora Jana Malickiego. Osobliwego znaczenia nadaje tym spotkaniom patronat honorowy konsula generalnego RP we Lwowie, zaś uroku udział takich gwiazd nauki polskiej jak prof. Ola Hnatiuk. Pełnomocnik Zakładu Narodowego im. Ossolińskich Wiktoria Malicka przedstawiła krótko życiorys i osiągnięcia naukowe i publicystyczne prelegentki – profesor Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, członkini zarządu ukraińskiego PEN Clubu, badaczki intelektualnej historii Ukrainy XX wieku i stosunków polsko-ukraińskich, popularyzatorki literatury polskiej na Ukrainie i ukraińskiej w Polsce. Jest ona redaktorką, autorką i tłumaczką około 30 książek naukowych. W latach 2006-2010 pracowała jako pierwszy radca Ambasady RP w Kijowie. Za działalność publiczną została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Urodziła się i pracuje w Warszawie. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie obroniła pracę doktorską poświęconą barokowej pieśni religijnej (1992) i habilitacyjną na podstawie książki „Pożegnanie z imperium. Ukraińskie dyskusje o tożsamości” (2004). Książka otrzymała nagrodę naukową im. Jerzego Giedroycia i „Przeglądu Warszawskiego”. W 2005 roku ukazał się przekład ukraiński, wyróżniony tytułem „Książka Roku – 2006”. Na Ukrainie Ola Hnatiuk opublikowała również pracę „Między literaturą a polityką” (Kijów, 2012). Najnowsza książka „Odwaga i strach” (2015) jest poświęcona inteligencji lwowskiej w czasie wojny. Ciekawe, że ukraiński przekład ukazał się przed wersją polską. Książka otrzymała wiele nagród, w tym Grand Prix lwowskiego Forum Wydawców w 2015 roku, gdzie stała się wydarzeniem roku w literaturze ukraińskiej.

W wykładzie na Spotkaniu Ossolińskim Ola Hnatiuk odsłoniła nieco kulisy swojej literackiej i naukowej pracy, swoją metodykę zbierania materiałów naukowych, ich porównania, konfrontacji wydarzeń i faktów, wybór najbardziej wiarygodnych, odpowiadających rzeczywistości. Jest to bardzo trudna praca badacza dziejów historycznych, gdyż często nie można ufać nie tylko utworom literackim, ale nawet wspomnieniom. Pani profesor objaśniła, że mogą być różne powody podawania we wspomnieniach nie do końca wiarygodnych faktów lub pominięcia, przemilczenia niektórych wydarzeń. Prawie każde wspomnienie trzeba sprawdzać, nie można wykorzystywać go jako prawdę w ostatniej instancji.

Dlatego najbardziej wiarygodnymi są dzienniki prowadzone przez osoby, które wpisywały fakty bezpośrednio po wydarzeniu, także prywatne dokumenty i notatki, które zachowały się w archiwach lub w rodzinach tych osób. Często dotrzeć do tych materiałów jest niezwykle trudno, poszukiwania są bardzo skomplikowane. Takie dzienniki i notatki mogą być sporządzone przez ludzi znanych i wybitnych, a często też zwykłych, tzw. „małych” ludzi, którzy jednak odnotowali jakieś konkretne wydarzenie, nazwisko lub datę. Wykorzystanie takich materiałów nie zawęża poglądu na wydarzenia, lecz odwrotnie, poszerza go, czyni te wydarzenia wiarygodnymi, faktem historycznym. Wspomnienia są czymś wtórnym odnośnie takich dzienników. Wspomnienia są nie zawsze precyzyjne nie tylko z tego powodu, że zostały spisane 20–30 lat po wydarzeniach, ale też dlatego, że autor w ciągu tych lat zdobył inne doświadczenia, inaczej przemyślał fakty, zmienił opinię o tych czy innych ludziach. Inaczej rozstawił akcenty. A coś najzwyczajniej zapomniał, pomylił daty i nazwiska.

Nawet w tak klasycznych wspomnieniach jak „Mój wiek” Aleksandra Wata są nieścisłości. Badacz ma prawo podważać, sprawdzać fakty i nazwiska w innych materiałach archiwalnych. Wypływa wówczas wiele interesujących faktów. Na przykład, w okolicznościach aresztowania przez NKWD Władysława Broniewskiego i samego Wata. Czy też w historii zwolnienia doktor Stefanii Skwarczyńskiej, teoretyka i historyka literatury, wykładowcy Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, aresztowanej w kwietniu 1940 roku i deportowanej do Kazachstanu. Ona już w październiku tegoż roku została zwolniona i wróciła do Lwowa. Rzadki przypadek, na który nie mogła nie zwrócić uwagi inteligencja lwowska, zarówno polska, jak ukraińska oraz żydowska. We wspomnieniach Oli Watowej i cytatach z tych wspomnień utrwaliła się opinia, że Stefania Skwarczyńska została zwolniona dzięki interwencji Wandy Wasilewskiej. Z materiałów archiwalnych Ola Hnatiuk ustaliła, że było inaczej, że Skwarczyńska (żona oficera WP) została zwolniona na prośbę profesora Juliusza Kleinera, z którą ten zwrócił się do Kyryła Studynskiego, a ten jako deputowany do Rady Najwyższej ZSRS – do odpowiednich funkcjonariuszy sowieckich. W napiętych relacjach polsko-ukraińskich został przemilczany fakt, że Polkę Skwarczyńską zwolniono za wstawiennictwem Ukraińca Studynskiego, zaś Polka i komunistka Wanda Wasilewska nie wystąpiła z prośbą nawet w sprawie Polaka i komunisty Aleksandra Wata.

Inny przykład. W dziennikach wybitnego matematyka Hugona Steinhausa jest dużo faktów poświęconych losom jego rodziny, w tym Jana Kotta, jego zięcia. Jan Kott był pisarzem, krytykiem literackim i działaczem komunistycznym. Prof. Steinhaus w 1990 roku podaje w skrócie historię zatrzymania przez NKWD Jana Kotta razem z innymi literatami polskimi. Po przesłuchaniu, ten, już po upływie godziny, został zwolniony i wrócił do domu. Tymczasem Jan Kott we wspomnieniach napisanych grubo po wojnie i wydanych w 1990 roku w Londynie napisał, że uratowała go przed deportacją na Sybir Wanda Wasilewska. Ola Hnatiuk pisze w swojej książce, że w ogóle „żadne ze wspomnień o Wandzie Wasilewskiej w sprawie aresztowanych w 1940 roku nie znajduje potwierdzenia w dokumentach. Zmyśleniem jest opowieść Jana Kotta o Wasilewskiej biegającej po peronie w asyście wysokich rangą oficerów NKWD, dzięki czemu w ostatniej chwili doszło do uwolnienia z transportu Kotta oraz Boya-Żeleńskiego. „Obwieszony medalami jak choinka” oficer mógł się pojawić jedynie w ubarwionej opowieści, ale z pewnością nie przy pociągu przeznaczonym do transportu więźniów. Żeleński nigdy nie znalazł się wśród deportowanych, Kotta zaś zwolniono w ciągu niecałej godziny od aresztowania, a więc na dworzec nawet nie zdążył dotrzeć”. Zatem wspomnienia nie mówią o prawdziwych zdarzeniach, ale bardziej o autorze.

Profesor Hnatiuk poświęciła część swojego referatu sytuacji w latach 1939-1944 w zespole naukowców i bibliotekarzy dawnego Ossolineum. Przed wojną w Zakładzie zatrudnieni byli wyłącznie Polacy wyznania rzymskokatolickiego. Po wrześniu 1939 roku pojawiło się niemało Ukraińców, Żydów, i również uchodźców z Warszawy (często też Żydzi). Byli to ludzie, którzy nieraz stali się bardzo znani w powojennej historii Polski. Były między nimi bardzo nieproste relacje, często niejednoznaczne w swoich konsekwencjach. Interesujące są spostrzeżenia naocznych świadków opisujących wstąpienie wojsk niemieckich do Lwowa. Różnią się one w znacznej mierze od późniejszych wspomnień i publikacji. Według wielu późniejszych publikacji, radość wykazywali w pierwszej kolejności Ukraińcy, którzy witali Niemców na ulicach z kwiatami. A jednak jest niemało notatek archiwalnych i dzienników, w których zaznaczono, że radość wykazywała również znaczna część polskich mieszkańców Lwowa, która uważała, że gorzej od Sowietów być już nie może.

Z tego czasu zachowało się znacznie mniej dzienników pisanych przez Ukraińców. Ale takie też są. Trzeba tylko do nich dotrzeć. Na przykład, w archiwum Towarzystwa Naukowego im. T. Szewczenki są dzienniki Marii Strutyńskiej, pisarki ukraińskiej, działaczki społecznej, żony Mychajła Strutyńskiego, aresztowanego przez NKWD i zamordowanego w 1941 roku. W jej dziennikach można przeczytać opisy międzyludzkich i międzynarodowych relacji w okupowanym Lwowie, których nie znajdujemy we wspomnieniach innych osób.

Otóż, dzienniki naocznych świadków, materiały archiwalne, dokumenty NKWD, rektoratu Uniwersytetu Jana Kazimierza czy inne autentyczne świadectwa tego czasu dają możliwość ująć w inny sposób na pozór dobrze znane fakty i wydarzenia. Na tym właśnie polega rola współczesnego uczciwego badacza – historyka. Jest to sprawa nie tylko bardzo pracochłonna, ale też wymagająca prawdziwej odwagi. Odwaga ta polega na łamaniu stereotypów w stosunkach polsko-ukraińsko-żydowskich w okresie okupacji sowieckiej i niemieckiej oraz w wyjaśnieniu miejsca każdej z tych grup we współpracy lub walce z każdym kolejnym okupantem. W takich poszukiwaniach historycznych niejedna osoba ukazuje się w całkiem innym świetle. To też wymaga wielkiej precyzji badań, porównywania różnych świadectw i materiałów.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 8 (276) 28 kwietnia – 15 maja 2017

01/01/1970 01:00

29/01/2008 10:09

„My, szlachta ukraińska...”

Gente Polonus, natione Ukrainus

Irena Lipowicz i Adolf Juzwenko (Fot. Jurij Smirnow)
19/06/2014 05:18

Spotkanie Ossolińskie z prof. Ireną Lipowicz

2 czerwca 2014 roku w ramach XLII Spotkania Ossolińskiego odbyło się spotkanie z profesor Ireną Lipowicz, znaną działaczką społeczną, politykiem, naukowcem, Rzecznikiem Praw Obywatelskich RP.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.