„Z domu niewoli” Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie po raz kolejny w Warszawie

-a A+

Beata Obertyńska po raz kolejny wyszła „Z domu niewoli”. Po raz kolejny historię lwowianki, poetki, aktorki, żołnierza Armii Andersa usłyszeli uczniowie warszawskich szkół.

A wszystko dzięki projektowi „Współpraca ze Wschodem – Ochota dla tradycji” prowadzonemu od wielu lat przez przewodniczącego Rady Dzielnicy Ochota Witolda Dzięciołowskiego.

„17 września 1939 roku Związek Radziecki zaatakował Polskę”. Dzisiejsza młodzież słyszy to zdanie na lekcjach historii, a w rocznicę – być może w mediach, ale czy uzmysławia sobie, co działo się tuż przed i tuż po tej dacie? Być może. A być może nie. Dlatego tak ważne i potrzebne wydają się być inne sposoby docierania do młodych ludzi z trudnymi historycznymi faktami i realiami II wojny światowej. Suche przyczyny, preteksty, wydarzenia i konsekwencje zdarzeń to za mało. Barwna, niemalże namacalna, opowiedziana w szczegółach i emocjach z perspektywy codziennego życia opowieść jednostki – to już coś więcej. Takie są wspomnienia Beaty Obertyńskiej, córki młodopolskiej poetki Maryli Wolskiej. Wspomnienia spisane pod nazwą „W domu niewoli”. Na ich podstawie dyrektor Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie Zbigniew Chrzanowski przygotował w 2012 roku monodram o nazwie „Z domu niewoli”. Nazwę delikatnie zmienił, bo, jak mówił, chciał dać nadzieję, że z domu niewoli można wyjść – miała to być historia o wyjściu. Rolę Beaty Obertyńskiej zaproponował wówczas mnie. Przyjęłam ją, nieświadoma ani trudu, który mnie czekał podczas przygotowań do monodramu, ani tego, że historię Beaty Obertyńskiej będzie mi dane grać przez kolejne (już) sześć lat. Jego prapremiera odbyła się w listopadzie 2012 roku na Festiwalu Monodramów MONOWschód w Wilnie.

To właśnie tym monodramem rozpoczęłam – proszę mi wybaczyć zuchwałość w użyciu tego sformułowania – „mój prywatny teatralny sezon”. Pozwalam sobie użyć go ze względu na liczne podróże, które już za mną i które jeszcze przede mną – i z lwowskim „Z domu niewoli”, i „Kołysanką dla Ofelii” (niezależnym monodramem stworzonym przez reżyser Weronikę Kuśmider), i z „Przesileniem” (niezależnym społeczno-kulturowym projektem, który powołałam do życia półtora roku temu).

„Z domu niewoli” po raz kolejny zagrałam na warszawskiej Ochocie – na zaproszenie Witolda Dzięciołowskiego – z okazji rocznicy właśnie wrześniowych wydarzeń 1939 roku. Młodzież to trudny, bo szczery widz. Potrafi okazać bezwzględne zainteresowanie... i znudzenie. Jednak, jak powtarza mi nieraz moja Mama – Luba Lewak, która na scenie Polskiego Teatru Ludowego „spędziła” 50 lat, do młodzieży warto mówić, warto z nią rozmawiać i traktować ją na równi, również w takich trudnych tematach. Ochocka młodzież wykazała się cierpliwością do trwającego godzinę monodramu. To z pewnością wyzwanie, szczególnie dla integracyjnych klas.

Nie była to pierwsza wizyta Beaty Obertyńskiej i Polskiego Teatru Ludowego w szkołach na Ochocie. Witold Dzięciołowski zaprasza ten monodram systematycznie do klas licealnych, a także gimnazjalnych już kilka lat. Przy tej inicjatywie nie brakuje też wsparcia szkolnych polonistów i historyków, którzy rozmawiają z młodzieżą o II wojnie światowej, przybliżają historię Kresów i postać Beaty Obertyńskiej. Zresztą, dzięki projektowi „Współpraca ze Wschodem – Ochota dla tradycji” wiele młodych osób mogło zwiedzić owe Kresy i na własne oczy zobaczyć miejsca tak ważne dla historii Polski. W świetle takich podróży wspomnienia Beaty Obertyńskiej ożywają i dotyczą nie wyimaginowanego czasu i miejsca, ale konkretnych domów, ludzi i miejsc.

Chciałabym w tym miejscu dodać, że również ja byłam uczestniczką tego projektu jako uczennica Średniej Szkoły nr 10 we Lwowie im. św. Marii Magdaleny. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam słynny Kamieniec Podolski, Humań czy park Zofiówka wraz z młodzieżą z Polski. Proszę mi wierzyć – to zrobiło na nas wrażenie.

„Z domu niewoli” oglądała na Ochocie nie tylko młodzież. Na zaproszenie dzielnicy wystąpiłam już kiedyś przed najstarszymi mieszkańcami Ochoty i ponownie będę mogła przybliżyć im losy Obertyńskiej w Ośrodku Kultury Ochoty z okazji Dni Seniora. Zresztą, są to losy dobrze niektórym spośród nich znane.

Rok temu we wrześniu zagrałam monodram „Z domu niewoli” na „Herbertiadzie” w Kołobrzegu – Ogólnopolskim Przeglądzie Twórczości Zbigniewa Herberta. Wcześniej, w samą rocznicę agresji ZSRR na Polskę, byłam zaproszona do Mareckiego Ośrodka Kultury pod Warszawą. Tegoroczne dwa spektakle, które zagrałam jednego dnia, były również szczególne: młodzież zobaczyła je 18 września. Tego dnia w 1941 roku, jak zanotowała Obertyńska, więźniowie Loch-Workuty wyruszyli z łagru jako „wolni ludzie” do Polskiego Wojska, po amnestii otrzymanej na podstawie umowy między generałem Sikorskim a rządem sowieckim. Zapamiętała tę datę – miała przynieść lepszy los i lepsze jutro. Jednak, jak się okazało, w „sowieckim raju” wcale nie tak wyglądała „wolność” Polaków. Miejmy więc nadzieję, że dziś młodzież – i dorośli również – będą potrafili tę wyczekaną, wypłakaną i wykrwawioną wolność szanować i pielęgnować.

Ela Lewak
Tekst ukazał się w nr 19 (311) 16-29 października 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.