Tadeusz Pawlikowski – reformator sceny lwowskiej

-a A+

W połowie grudnia 2015 roku w Polskim Teatrze Ludowym we Lwowie odbył się wieczór z okazji 100. rocznicy śmierci Tadeusza Pawlikowskiego – pierwszego dyrektora Teatru Miejskiego we Lwowie (dzisiejszej Opery) w latach 1900-1906.

Prelekcję poświęconą wybitnemu reżyserowi i reformatorowi teatru wygłosiła dr hab. Agnieszka Marszałek z Katedry Teatru i Dramatu na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

Pani profesor ilustrowała swój wykład zdjęciami najwybitniejszych aktorów początku XX wieku, którzy dzięki Tadeuszowi Pawlikowskiemu grali w Teatrze Wielkim we Lwowie. Podczas wieczoru zabrzmiały utwory Jana Sebastiana Bacha w wykonaniu Bogdana Ilnickiego. Fragmenty korespondencji Tadeusza Pawlikowskiego przeczytali Zbigniew Chrzanowski i Jadwiga Pechaty. Inicjatorem spotkania był dyrektor Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie Zbigniew Chrzanowski, który zaznaczył, że „pragnął choć przez chwilę przybliżyć lwowianom postać znakomitego reżysera i dyrektora tak bardzo zasłużonego dla polskiego teatru”. Po zakończeniu spotkania Agnieszka Marszałek wraz z aktorami Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie udali się do gmachu Opery Lwowskiej, gdzie uczcili pamięć wybitnego twórcy przy medalionie z jego podobizną w foyer opery.

Z dr hab. Agnieszką Marszałek, historykiem teatru, rozmawiała Anna Gordijewska.

Tadeusz Pawlikowski był dyrektorem dwóch nowo wybudowanych Teatrów Miejskich z przełomu XIX/XX wieku – w Krakowie i we Lwowie. Obchody lwowskie były dosyć skromne, ale słyszałam o tym, że w Krakowie została zorganizowana interesująca wystawa, poświęcona artyście, którą można jeszcze obejrzeć.
Rocznica śmierci nie wydaje się może okolicznością sprzyjającą świętowaniu, ale tradycja podobnych obchodów jest u nas bardzo głęboko zakorzeniona, poza tym nałożyły się w tym roku obydwa jubileusze: ten ogólnopolski – 250-lecia otwarcia pierwszej publicznej sceny polskiej, i ten krakowski – więc uznaliśmy, że skoro obchodzimy ten pierwszy, to nie wolno nam, w Krakowie, zapomnieć o drugim. Tym bardziej, że rocznica śmierci Pawlikowskiego zamyka też pewną całość zjawiska osobowego i artystycznego, jakim był; bez wątpienia należy to zjawisko nie tylko przypominać, ale warto je badać wciąż na nowo. Wbrew pozorom, nie wszystko jeszcze o Pawlikowskim wiemy, choć prof. dr hab. Jan Michalik, nieoceniony historyk krakowskiego teatru, poświęcił Pawlikowskiemu kilka książek, mnóstwo artykułów i zaraził nas, swoich uczniów, zainteresowaniem tą postacią.

Kto był pomysłodawcą imprez poświęconych Tadeuszowi Pawlikowskiemu?
U źródła pomysłu zorganizowania serii imprez „okołopawlikowskich” w Krakowie stoi prof. dr hab. Dariusz Kosiński, który dał impuls, mobilizował, podsuwał pomysły i doprowadził w końcu do stworzenia „wspólnego frontu” w krakowskim środowisku teatrologicznym. Katedra Teatru i Dramatu oraz Katedra Performatyki Uniwersytetu Jagiellońskiego sprzymierzyły się z Muzeum Historycznym Miasta Krakowa, a ściślej – z jego Oddziałem Teatralnym; w Polskę poszły wici do wszystkich chyba ośrodków naukowych, w których prowadzi się badania nad teatrem przełomu XIX i XX wieku, ze specjalnymi zaproszeniami, które skierowaliśmy do konkretnych naukowców, na których udziale zależało nam szczególnie.

Co było efektem tych działań?
W Krakowie odbyły się ostatecznie dwie ważne imprezy: w MHMK zorganizowana została wspomniana już przez Panią wystawa pod tytułem „Tadeusz Pawlikowski i jego teatr”. Scenariusz napisała dr Dorota Jarząbek-Wasyl z naszej Katedry Dramatu i Teatru, a eksponaty i dokumenty, które udało się wspólnymi siłami zgromadzić (kilka przywieźliśmy też ze Lwowa!), wyeksponowano w podziemnych salach Kamienicy Hipolitów. Dodatkową atrakcją tej wystawy jest edukacyjny film o Pawlikowskim i teatrze jego czasów, który można obejrzeć podczas zwiedzania. W towarzyszącym wystawie katalogu zamieściliśmy m.in. serię tekstów prezentujących różne aspekty działalności Pawlikowskiego, zamówionych specjalnie dla potrzeb tej publikacji i odnoszących się do ekspozycji. Zaś w Pałacu pod Krzysztofory – jednej z siedzib Muzeum Historycznego Miasta Krakowa – odbyła się ogólnopolska konferencja naukowa, której trwałym plonem będzie przygotowywana właśnie do druku książka.

Czy w związku z jubileuszem zostały wydane jakieś inne książki o Pawlikowskim?
Tak, ukazały się dwie ważne publikacje: wydana przez MHMK praca Jana Michalika Tadeusz Pawlikowski – legenda, człowiek, teatr – zbierająca artykuły, które profesor poświęcił dotychczas dyrektorowi krakowskiej i lwowskiej sceny, z dodaniem nowego – bagatela: stustronicowego! – tekstu o młodości Pawlikowskiego, o tym, co go kształtowało, jak przedstawiały się jego relacje rodzinne, odzwierciedlające się m.in. w dołączonej do książki, niepublikowanej dotychczas korespondencji. Druga książka to głos samego Pawlikowskiego – zbiór recenzji teatralnych i operowych, jakie zamieszczał w prasie krakowskiej w okresach, gdy nie prowadził teatru. Książka Recenzje teatralne i kroniki opery ukazała się w serii „Teatr. Konstelacje”, którą prowadzimy w Katedrze Teatru i Dramatu naszej uczelni. Teksty dotyczące teatru opracowała i poprzedziła wstępem dr Agnieszka Wanicka (UJ), recenzje operowe zaś – prof. dr hab. Anna Wypych-Gawrońska (Akademia im. J. Długosza). Wprowadzenie do całego tomu napisał profesor Jan Michalik. Obie te książki zaprezentowane zostały na wieczorze promocyjnym, który miał miejsce w ramach konferencji.

Pani profesor, proszę przybliżyć naszym czytelnikom sylwetkę Tadeusza Pawlikowskiego: osoby nietuzinkowej, skomplikowanej, którego nazywano niezwykłym dyrektorem teatru lwowskiego.
Tak wyraziła się o Pawlikowskim jako dyrektorze Teatru Miejskiego we Lwowie znakomita śpiewaczka Janina Korolewicz-Waydowa, która należała do zespołu tamtejszej opery za jego dyrekcji. Zwraca uwagę ten przymiotnik, istniejący poza prostym układem: dobry/zły dyrektor. Pawlikowski wymykał się takim kategoriom; znacznie lepiej przylega do niego określenie „niezwykły”, wychodzące poza, a nawet ponad standardową skalę ocen. Postrzegany był zawsze jako osobowość złożona, skomplikowana, niespokojna, migotliwa, niestabilna, nadwrażliwa, a w ocenie wielu kontrowersyjna. Ta nieprzewidywalność przyciągała ku niemu wielu, ale bodaj równie wielu zniechęcała.

Pochodził z rodziny osadzonej w majątku Medyka, w pobliżu Przemyśla – Pawlikowscy mieli ten tytuł do chwały, że dbali o gruntowne wykształcenie, że przejawiali ambicje naukowe, krzewicielskie, bywali zaangażowanymi społecznikami, innymi słowy: ich działalność miewała rozległy rezonans, a sama rodzina wydała kilka wybitnych osobistości. Tadeusz był jedną z nich.

Najpierw kierował się na muzyka, ale podjętych na niemieckich uczelniach studiów muzycznych (Lipsk, Weimar) nie zwieńczył nigdy dyplomem, na co wpływ mogła mieć nie tylko jego „artystowska”, trudna do zdyscyplinowania natura, ale również poważne problemy ze zdrowiem, z jakimi borykał się od dzieciństwa. Towarzyszyły im skłonności depresyjne.
W 1888 ożenił się z Idalią z Kotarbińskich, siostrą aktora, a później jednego z dyrektorów sceny krakowskiej Józefa Kotarbińskiego. Z tego związku przyszła na świat córka, ale samo małżeństwo przetrwało faktycznie osiem lat. Pawlikowscy nigdy oficjalnie się nie rozwiedli, jednak około 1894 roku Tadeusz zostawił żonę dla Konstancji Bednarzewskiej, aktorki. Związek tych dwojga – choć nigdy nie sformalizowany – trwał do śmierci Tadeusza w 1915 roku. Ta historia była przedmiotem nie tylko rozłamu w rodzinie (Kotarbiński cenił swojego szwagra jako człowieka teatru, ale nie krył pretensji o porzucenie jego siostry), była też przedmiotem licznych plotek.

Z aktorami, którymi kierował, Pawlikowski pozostawał albo w relacji bardzo bliskiej, albo wprost przeciwnie, rzadko zdarzało się, by komukolwiek był obojętny. Dyrekcje teatralne pełnił trzykrotnie: w latach 1893-1899 w Krakowie, 1900-1906 we Lwowie, wreszcie w latach 1913-15 ponownie w Krakowie. Ta ostatnia dyrekcja również miała trwać lat sześć, ale przerwała ją śmierć Pawlikowskiego. Prócz kierowania teatrem zajmował się czynnie i ze znakomitymi skutkami reżyserią, a w okresie, gdy nie zasiadał na fotelu dyrektorskim, parał się krytyką i publicystyką teatralną.

Na początku XX wieku został wybudowany nowy Teatr Miejski we Lwowie. Czy pojawiła się kwestia, jakim ten teatr powinien być jako instytucja?
W chwili, kiedy podjęto we Lwowie decyzję o budowie nowego teatru, podjęto zarazem dyskusje nad jego formułą i misją, ponieważ wzniesienie gmachu i wzięcie go pod kuratelę miasta zobowiązywało do wytyczenia zadań, które powinna taka placówka pełnić. Program – podobnie jak wybór najlepszego sposobu administrowania nowym teatrem – rodził się powoli i nie bez sporów, wydaje się jednak, że wszyscy byli zgodni co do tego, iż nowy Teatr Miejski powinien się pod każdym względem zasadniczo różnić od dotychczasowego, działającego w budynku wzniesionym w 1842 roku przez hrabiego Skarbka.

Zarówno świadkowie, których wspomnienia się zachowały, jak badacze-historycy, zgodni są w opinii, że niezależnie od wieści, jakie dobiegały z Krakowa na temat nowatorskich poczynań artystycznych młodego dyrektora Pawlikowskiego, największe wrażenie sprawił na lwowskiej publiczności bezpośredni kontakt z zespołem krakowskim. W czerwcu 1898 roku odbył się trzydziestodniowy cykl gościnnych występów artystów z Krakowa. Lwowianie zetknęli się wówczas z odmienną wizją artystyczną, tę różnicę dostrzegali wyraźnie zarówno ci, którzy przywiązani byli do aktorów Hellera, jak i ci, którzy zachwycili się nowatorskimi środkami warsztatowymi, jakie zaprezentowali artyści prowadzeni przez Pawlikowskiego. Wrażenie, które podzielało wielu lwowian, zaskoczonych – i zachwyconych – możliwością prowadzenia scenicznej akcji przy użyciu zupełnie tu niepraktykowanych, silnie nacechowanych realizmem środków, tak wyraźnie zapisało się w pamięci tamtejszych widzów, że gdy przyszło do rozważania możliwych kandydatur na stanowisko dyrektora będącego w budowie teatru, pomyślano właśnie o Pawlikowskim – wiążąc z jego nazwiskiem nadzieje na „nowe”.

Piastowanie dyrekcji nowo wybudowanego teatru zaproponowano Tadeuszowi Pawlikowskiemu, osobie zasłużonej w dziejach teatru krakowskiego oraz jego najpoważniejszemu rywalowi Ludwikowi Hellerowi.
Ludwik Heller był ostatnim dyrektorem w starym teatrze Skarbka, nic więc dziwnego, że bardzo poważnie myślał o tym, by zainaugurować swoją dyrekcją działalność teatru w nowym budynku. Cztery lata dyrekcji Hellera upłynęły przede wszystkim pod znakiem opery, jako że – niezależnie od tego, jak oceniano prowadzenie przezeń sceny dramatycznej – poświęcał jej szczególną uwagę i starania (personalnie odpowiedzialnym za artystyczny kształt spektakli operowych był wówczas śpiewak Aleksander Bandrowski). Tadeusz Pawlikowski, posiadający pewne wykształcenie muzyczne, nie miał dotąd okazji pracować z zespołem operowym, ponieważ Kraków takowym nie dysponował. Perspektywa objęcia teatru mającego, obok dramatu, poważną scenę muzyczną, musiała więc wydawać mu się kusząca – pamiętać jednak warto, że oczekiwano odeń przede wszystkim uzdrowienia i podniesienia rangi działu dramatu, który – jak twierdzili przeciwnicy Hellera – był permanentnie zaniedbywany, a jego kosztem rozwijała się kosmopolityczna opera.

Oficjalny konkurs na dyrekcję rozpisany został 21 lutego 1900 roku, a termin składania ofert upływał z dniem 10 marca. Mówiąc o oferentach, mam w zasadzie na myśli dwóch, to jest Pawlikowskiego i Hellera. Dla porządku należy jednak wspomnieć trzeciego – był nim właściciel składu drewna nazwiskiem Jan Czajkowski, szybko jednak okazało się, że istotne szanse na otrzymanie teatru mieli tylko tamci dwaj.

W kampanię dyrekcyjną zaangażowane było – literalnie – całe miasto. I choć ostatecznie wybór padł na Pawlikowskiego, to podkreślić trzeba, że lwowianie byli w swoich sympatiach silnie podzieleni. 9 kwietnia 1900 roku odbyło się ostatnie głosowanie w Radzie Miasta: na 81 głosujących 55 było za Pawlikowskim – po stronie Hellera stanęło 31. Przewaga Pawlikowskiego była więc bezdyskusyjna. Nie można jednak powiedzieć, by w tym pojedynku Heller przegrał „do zera”. Że i on miał niemało zwolenników, przekonać się miano w chwili wygaśnięcia kontraktu Pawlikowskiego, bo od 1906 roku właśnie Ludwik Heller zasiadł na dyrektorskim fotelu – i zajmował go aż po rok 1918.

Zespół teatru został przeformowany podczas sprawowania dyrekcji przez Tadeusza Pawlikowskiego. Kto z czołowych aktorów, którzy rozwijali się pod jego ręką w Krakowie, przeniósł się do Lwowa?
Reforma, jakiej spodziewano się po Pawlikowskim, skłoniła wstępującego dyrektora do podjęcia radykalnych decyzji w sprawie składu zespołu. Pawlikowski zatrzymał wielu aktorów ze starego teatru (wśród nich Annę Gostyńską, Ferdynanda Feldmana, Konstancję Bednarzewską, Felicję Stachowicz, Jana Nowackiego czy Józefa Chmielińskiego, którzy należeli do najczęściej obsadzanych artystów i grywali pierwszorzędne role). W miejsce zwolnionych zaś zatrudnił grupę najbardziej oddanych sobie artystów krakowskich – nie wszyscy znaleźli się w lwowskim zespole od razu, nie wszyscy spędzili tam całe sześciolecie, wymienić trzeba jednak koniecznie Irenę i Ludwika Solskich, Paulinę Wojnowską, Władysława Romana, Karola Adwentowicza, Michała Tarasiewicza, Natalię Siennicką czy Kazimierza Kamińskiego.

Z punktu widzenia polityki repertuarowej był to zapewne gest bardzo celowy, nowy dyrektor wiedział też, jak bardzo spodobali się jego krakowscy podopieczni dwa lata wcześniej, co pozwalało liczyć na dobre przyjęcie ich w nowym zespole. Bez kontrowersji jednak się nie obyło. Znawca tematu, profesor Jan Michalik, pisał o krążących po mieście opiniach, jakoby dyrektor faworyzował swoich krakowian, a zaniedbywał aktorów lwowskich, plotkowano też o rzekomym konflikcie na tym tle wewnątrz zespołu. W rzeczywistości jednak chodziło chyba o to, że każdy z tych „segmentów” był odmienny i pierwszym zadaniem było spojenie tych kilkudziesięciorga artystów w jedną artystyczną drużynę. Bo trudno nie zauważyć, jak wyraźnie, z sezonu na sezon coraz wyraźniej, konsolidował się ten krakowsko-lwowski team. Lwowianie uczyli się od kolegów krakowskich poskramiania emfazy i deklamacyjnego stylu mówienia, krakowianie z kolei pracowali nad zbyt niekiedy „naturalną” dykcją (szybkie, niewyraźne mówienie), która na dużej scenie Teatru Miejskiego we Lwowie czyniła ich niekomunikatywnymi. Musieli też uczyć się mówienia wierszem, zwłaszcza w repertuarze klasycznym, tu bowiem zdecydowany prym wiedli lwowianie.

Najlepszą i najskuteczniejszą szkołą nowoczesnego warsztatu aktorskiego była prowadzona przez Pawlikowskiego polityka repertuarowa. Dyrektor nie zaniedbywał wprawdzie wielkiej literatury dramatycznej, ale chciał oswoić lwowską publiczność z dramatem współczesnym, zwłaszcza polskim. Była to linia, którą zarysował jeszcze w Krakowie, a we Lwowie konsekwentnie prowadził dalej. Pojawienie się dramatów naturalistycznych i poetyckich prac symbolistów postawiło aktorów wobec konieczności poszukiwania nowych, nieszablonowych środków ekspresji, gry ujawniającej emocjonalny związek z graną postacią, unikanie dobitnej jednoznaczności na rzecz powściągliwej gestykulacji, umiarkowania i wygrywania wieloznacznej sugestywności. Doceniano coraz bardziej wartość środków pozasłownych, gry niemej, umiejętnego dozowania pauz, czytelnego, ale nienarzucającego się komunikowania emocji za pomocą ciała, wreszcie – traktowanie epizodu jako pełnoprawnej roli, której należy poświęcić szczególnie dużo uwagi, jak czynili to np. Władysław Roman czy Ludwik Solski, uchodzący za mistrzów epizodu. Nad egzekwowaniem takich założeń czuwali przede wszystkim Pawlikowski i Solski właśnie, którzy zajmowali się reżyserowaniem.

Jakie sztuki były w repertuarze Teatru Miejskiego?
Repertuar realizowany przez Pawlikowskiego we Lwowie był istotnie zdominowany przez sztuki współczesne, mający odzwierciedlać najnowsze prądy i zjawiska. Łagodne przejście w nowoczesność stanowiły przedstawienia dramatów autorów skandynawskich – dotarli na polską scenę stosunkowo późno i od początku kojarzeni byli z nowymi prądami, które uległy wkrótce rozwinięciu i zaczęły dominować w prezentowanej u nas literaturze dramatycznej kręgu niemieckiego i flamandzkiego. Stąd w repertuarze Pawlikowskiego pozostawał Henrik Ibsen i Björnstjerne Björnson, pojawił się również autor holenderski Herman Heijermans, wyraźnie zaznaczyła się też obecność francuskojęzycznego Belga Maurice’a Maeterlincka, którego Pawlikowski wystawiał już w Krakowie. Niemcy reprezentowani byli znacznie liczniej: na scenie pojawiły się zarówno utwory Gerharta Hauptmanna, Hermana Sudermanna czy Otto Ernsta, jak Austriaków, wśród których na uwagę zasługują przede wszystkim Artur Schnitzler i Hugo von Hofmannstahl. W coraz większym i ciekawszym wyborze występować zaczęli Rosjanie, których dramaty grano dotąd bardzo rzadko, teraz zaś można się było we Lwowie zetknąć z twórczością Maksyma Gorkiego, Antoniego Czechowa – co oznaczało, że dramatyczna literatura rosyjska w świadomości polskich odbiorców przekroczyła granicę obyczajowej komedii krytycznej (Gogol, Suchowo-Kobylin) i stanęła obok najśmielszych dokonań autorów europejskich. Pamiętać również trzeba o włoskich dramatach Gabriela d’Annunzia i angielskich George’a Bernarda Shawa oraz Oskara Wilde’a – we Lwowie zagrano pojedyncze dramaty tych autorów, ale ich nazwiska, głośne już wówczas (i niekiedy owiane atmosferą kontrowersyjnej lub dwuznacznej sławy) wniosły do tutejszego repertuaru bardzo wyrazistą nutę. Nie mogło się, rzecz jasna, obejść bez Francuzów – nie tylko dlatego, że panowali w teatrach Europy siłą długiej tradycji – spośród najnowszych wymieńmy choćby Henriego Bernsteina, Julesa Lemaître’a, Paula Hervieu czy Georgesa Courteline’a.

Jeśli się nie mylę, ocz-kiem w głowie Pawlikowskiego była twórczość najnowsza i szczególnie dbał o autorów rodzimych…
Tak, ma Pani rację. Pawlikowski był świadom tego, że tylko polski teatr może wylansować polski dramat. Grał więc sztuki autorów, którzy niedawno weszli do obiegu teatralnego i zdążyli już wyrobić sobie pewną markę (Stanisław Brzozowski, Stanisław Graybner, Tadeusz Konczyński, Stefan Krzywoszewski, Bolesław Gorczyński, Zofia Wójcicka czy Wilhelm Feldman). Najchętniej jednak sam występował w roli „akuszera”. Otwarcie na twórców najmłodszego pokolenia, także debiutantów, obciążone było sporym ryzykiem, które dyrektor podejmował jednak z całą determinacją. Przeniósł do Lwowa część inscenizacji pokazanych jeszcze w Krakowie (w czym znakomicie pomagał fakt, że w zespole lwowskim znalazła się duża grupa „jego” krakowian) i konsekwentnie rozwijał ten kierunek, wprowadzając nowości.

Pawlikowski kontynuował współpracę podjętą wcześniej z Lucjanem Rydlem, Janem Augustem Kisielewskim, Janem Kasprowiczem czy Stanisławem Przybyszewskim, a także Gabrielą Zapolską, wprowadzając we Lwowie ich nowe dramaty – tu można było obejrzeć, między innymi, prapremiery Betlejem polskiego, Złotego runa, Życia na żart.
Do nowych odkryć Pawlikowskiego należeli w tym okresie Włodzimierz Perzyński, Leopold Staff, Tadeusz Rittner, Jerzy Żuławski czy Władysław Orkan – ci zostali docenieni i weszli do kanonu dramatu początków nowego stulecia. Byli jednak i tacy, w których talenty dyrektor inwestował, a którzy nie potrafili lub nie byli w stanie tej szansy wykorzystać. Byli wśród nich Juliusz German, Karol Mattausch czy Stanisław Rossowski – do ich prac wraca się dziś niezwykle rzadko. Pozostała jednak pamięć o tym, że każdy z utworów tych pisarzy wystawiany był w teatrze Pawlikowskiego z największym staraniem.

Mimo trudnego charakteru, Pawlikowski pozostawił swój ślad w dziejach teatru jako reformator sceny lwowskiej, „niepospolity artysta” i „zawsze hojny mecenas”.
Dostrzegano przede wszystkim szczególny styl reżyserowania, jaki prezentował Pawlikowski, polegający na bardzo starannym opracowywaniu scen zbiorowych (problem z „drewnianymi” komparsami stanowił wówczas powszechną bolączkę nie tylko w teatrze lwowskim), w których statyści istnieją na scenie świadomie, uczestnicząc gestem i mimiką w rozgrywających się wydarzeniach, tworząc bardzo istotny element komponowanego na scenie obrazu, nie zaś płaskie, bezmyślne, jakby „przyklejone” raczej do dekoracji tło, na którym dopiero eksponują się prawdziwi aktorzy w prawdziwych rolach. Dopiero podczas pokazów krakowskiego teatru można było we Lwowie po raz pierwszy doświadczyć rzeczywistej gry zespołowej – a co za tym idzie – wrażenia spójnej artystycznie całości, jaką stanowi spektakl. Widziano w tym wyraźny wpływ zarówno dawniejszej praktyki Stanisława Koźmiana, który wypracował podstawy takiej właśnie, zespołowej pracy aktorów w krakowskim teatrze, jak i echa studiów samego Pawlikowskiego, który w swoich „latach nauki” miał okazję zetknąć się z legendarnym już wówczas teatrem Meiningeńczyków.

Miano „hojnego mecenasa” przyznano mu oficjalnie, choć skończył lwowską dyrekcję z bardzo wysokim deficytem finansowym – nie ma jednak w tym tytule żadnego fałszu, bo Pawlikowski wydawał wprawdzie na swój teatr dużo pieniędzy, ale – po pierwsze – inwestował je zawsze bardzo celowo pod względem artystycznym (trudno więc mówić o trwonieniu grosza publicznego), a – po drugie – topił w teatrze z równą hojnością własny, prywatny majątek, bez nadziei na jego odzyskanie.

Dziękuje za rozmowę.

Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 2 (246) 29 stycznia – 15 lutego 2016

01/01/1970 01:00

22/12/2015 09:58

100. rocznica śmierci Tadeusza Pawlikowskiego we Lwowie

13 grudnia br w pomieszczeniu Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie przy ul. Kopernika 42 odbył się wieczór z okazji 100. rocznicy śmierci Tadeusza Pawlikowskiego – pierwszego dyrektora Teatru Wielkiego we Lwowie w latach 1900-1906.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.